4 października 2024
, odcinek 33
Dlaczego Biznes i Emocje?
Emocje cały czas wpływają na to, jak prowadzimy biznes i podejmujemy decyzje. Nawet jeśli nie chcemy tego przyznać, uważając, że nasze wybory oparte są na racjonalnych danych.
Z tego odcinka podcastu dowiesz się, jakie korzyści przyniesie Ci zaopiekowanie się swoimi emocjami. Tak, żeby Ci służyły, a nie przeszkadzały – zarówno w biznesie, jak i w życiu. Potrzebujesz więcej motywacji albo poprawienia relacji z klientami? Posłuchaj :)
podobne odcinki
podobne odcinki
Zapisz się, jeśli chcesz dostawać informacje o nowych odcinkach.
Jeden mail w miesiącu.
transkrypcja
Bartek Goldyn: Dzień dobry.
Kari Goldyn: Dzień dobry.
Bartek: Dzisiaj będziemy rozmawiać o emocjach i o biznesie.
Kari: Odcinek nazywa się „Dlaczego biznes i emocje”.
Bartek: Właśnie, dlaczego tak to w ogóle nazwaliśmy?
Kari: Bo chcielibyśmy wyjaśnić wam, jaka myśl stoi za tym podcastem, co w ogóle się za tym kryje. Tak naprawdę w każdym odcinku rozmawiamy o biznesie i o emocjach. Ale tutaj jest odpowiedź, dlaczego tak robimy.
Bartek: Można powiedzieć, że biznes i emocje to są rzeczy, które – według takiego powszechnego przekonania – w ogóle się nie mieszają. Wręcz jedno i drugie jest z teflonu, to się odpycha i to się ma nijak do siebie.
Kari: Z magnesów.
Bartek: O, przeciwne bieguny. Biznes ma być logiczny, taki wyrachowany, zimny, oparty na danych, racjonalny i tak dalej. A emocje, wiadomo – nieprofesjonalne. Często są też skrywane w środowisku biznesowym, bo wtedy wychodzi, że mam coś nieprofesjonalnego bądź nieprzewidywalnego. I wszystko niby pięknie, tylko że my jesteśmy emocjonalni, ludzie są emocjonalni. Wyewoluowaliśmy w ten sposób i mamy po prostu w genach wbitą emocjonalność. To jest rzecz, która jest natychmiast dostępna.
Kari: Zapominamy o tym albo większość osób o tym nie myśli, że przez dziesiątki tysięcy lat ewolucja propagowała tych, którzy podejmowali decyzje za pomocą emocji – ci przeżywali. Jesteśmy potomkami tych wszystkich ludzi, którzy podejmowali szybkie decyzje za pomocą emocji, a nie długie, przemyślane, racjonalne, oparte na analizach i faktach.
Bartek: To jest trochę odcinek też dla mnie, więc zaraz wam udowodnię, że to wszystko nie jest prawda, że biznes jest nieemocjonalny, że biznes jest zimny, wyrachowany i tak dalej, bo wszystkie decyzje i tak są emocjonalne. Za chwilę się dowiecie, dlaczego i co z tego może wyniknąć, jak się to po prostu ogarnie. Często na spotkaniach są bardzo, bardzo długie dyskusje, odchodzi się już od tematu, ludzie w ogóle zapominają, dlaczego dyskutują, ale z każdej strony pada ogromna ilość argumentów.
Kari: Racjonalnych.
Bartek: Oczywiście. Gdyby biznes był racjonalny, to by się dosyć szybko skończyło. Ale tak nie jest. Moim zdaniem dlatego, że jak sobie pomyślę o tych wszystkich ludziach, z którymi pracowaliśmy, o tych wszystkich firmach, organizacjach, które się przewinęły, to ludzie zawsze czegoś chcą. I mam taką konkluzję, że jedyna rzecz, która stoi im na przeszkodzie, żeby to osiągnąć, to są po prostu ich emocje.
Kari: Tak, albo ich, albo ludzi, których mają wokół siebie.
Bartek: To są po prostu emocje. Bo wszystkie frameworki, wiadomości, ta wiedza jest, leży. Więc co za problem? Gdyby nie było tych emocji, to co za problem wziąć i zacząć robić. Po prostu.
Kari: I nikt się tymi emocjami nie opiekuje. Tylko wszyscy się rzucają na te frameworki, żeby zaspokoić emocje, że coś robię.
Bartek: To jest jeden z powodów – pokazać wam, słuchaczom, że pomimo tego, że wydaje się, że biznes jest taki zimny i logiczny, to de facto taki nie jest. Jest dokładnie taki sam, jak każdy inny aspekt naszego życia, czyli mocno emocjonalny. I można sobie z tym radzić, zarządzać tym. To jest mój powód, dla którego właśnie w tym kierunku poszedł ten podcast. Bo sam też doświadczyłem tego, że im bardziej ogarniam emocje swoje i innych, w ogóle umiem tym zarządzać, tym jest lepiej. Wszystko idzie lepiej.
Kari: To jest z kolei mój powód. Jestem osobą o bardzo wysokim pobudzeniu emocjonalnym. I bardzo źle mi z tym było, kiedy byłam nastolatką. Potem próbowałam strategii unikowych, bo tak zazwyczaj reagują osoby o wysokim pobudzeniu. Po prostu zaczynają chować te emocje i nakładać różnego typu maski. Przez długi czas, bardzo długi, do trzydziestu paru lat, chowałam te emocje, zaniedbywałam, w ogóle spychałam na dno. I to nie było dobre. Niczym dobrym się to nie skończyło. Cały czas kręciłam się w miejscu. I żeby zacząć funkcjonować sensownie w tym świecie i jakkolwiek się rozwijać, to musiałam się nauczyć, jak zarządzać tymi emocjami. Jako że mój mózg, jak już się zaczyna uczyć, to tak do końca, to wsiąkłam w temat bardzo, bardzo głęboko. Jest to jedno z moich specjalnych zainteresowań. Zauważyłam, jak dużo wnosi regulacja emocjonalna. I w moje życie, i w życie moich przyjaciół, którym próbuję dać tę wiedzę, i z klientami, z różnymi osobami wokół mnie. Jeżeli tylko nauczą się kilku rzeczy o swoich emocjach, to już jest im lepiej w życiu. I to jest mój powód, dla którego połączyłam ten biznes z emocjami. No bo z przedsiębiorcami się fajnie pracuje.
Bartek: Zanim zaczniemy mówić o tym, co takiego w ogóle można zyskać, jak się ogarnie te emocje i się nauczymy nimi zarządzać. Mam tutaj na myśli zarządzanie swoimi emocjami, wiadomo, ale też naszego zespołu pracowników, klientów i wszystkich dookoła. Zanim powiemy, co fajnego może być z tego zarządzania, to wcześniej sobie powiemy, co to są emocje, skąd się biorą. I tutaj, Kari, oddaję ci głos, bo ja wiem mniej.
Kari: Bardzo często istnieje przekonanie, że emocje powstają pod wpływem jakiegoś bodźca. Czyli że coś się dzieje i my na to reagujemy emocją. I to jest błędne przekonanie. Już dużo badań na ten temat zrobiono. Taka jedna rzecz, którą chciałabym, żebyście zapamiętali: emocje są tworzone, a nie wyzwalane. Co to oznacza? To oznacza, że doznajemy jakiegoś afektu. Afekt to jest taka rzecz w naszym ciele, coś się zadziało, czyli na przykład spociły nam się dłonie albo podniosła nam się temperatura, albo serce zaczęło szybciej bić. Ten afekt jest neutralny. A to, jakie my znaczenie nadamy temu, co się zadziało, to jest emocja. Czyli jak my to zinterpretujemy. I w 1962 było takie bardzo znane w psychologii emocji doświadczenie. Schachter i Singer, tak się nazywali ci panowie, chcieli sprawdzić, jak ludzie interpretują swoje reakcje fizjologiczne, właśnie ten afekt, i jakie czynniki wpływają na tę interpretację. Wzięli studentów, którzy zgłosili się do badania o wpływie suproxinu. To był oczywiście taki fałszywy lek.
Bartek: Myślę, że zgłosili się tylko dlatego, że potrzebowali trochę pieniędzy na coś.
Kari: Zapewne, tak. I to miał niby być lek na wzrok. A tak naprawdę wstrzykiwano im adrenalinę. Czyli neurohormon, który powoduje zwiększenie bicia serca, drżenie rąk i takie objawy pobudzenia fizjologicznego. Natomiast grupa kontrolna otrzymywała placebo. Ci studenci byli podzieleni na trzy grupy. Jedna grupa była poinformowana o tym, jakie skutki fizjologicznie wywoła ten zastrzyk z tego leku niby na wzrok. Druga grupa nie otrzymała żadnych informacji o skutkach. A trzecia była poinformowana, że zastrzyk wywoła inne skutki, na przykład jakieś swędzenie. I po podaniu zastrzyku uczestnicy poszli do pomieszczenia. Do dwóch rodzajów pomieszczeń. W jednym był aktor, który wypełniał jakąś ankietę i się strasznie na nią wkurzał, w ogóle wyrażał złość: No Jezu, jakie beznadziejne pytania, co oni sobie w ogóle myślą. I cały czas emanował taką złością. A w drugim pomieszczeniu był aktor, który zachowywał się w sposób radosny, wesoły, taki entuzjastyczny. Potem ci studenci też dostali do wypełnienia specjalnie skonstruowane kwestionariusze. Z takimi pytaniami, które mogły ich obrazić, albo z takimi, które mogły wywołać uśmiech, czy jakiś entuzjazm. No i wyniki były przeciekawe. Bo uczestnicy, którzy nie wiedzieli, jakie skutki ma wywołać zastrzyk…
Bartek: Sami sobie interpretowali.
Kari: Tak. Interpretowali swoje reakcje zgodnie z tymi, które były zaprezentowane przez aktora. Czyli albo interpretowali je jako radość, albo jako złość. A uczestnicy, którzy wiedzieli, nie nadawali temu żadnego znaczenia. Wiedzieli, że ich pobudzenie fizjologiczne wynika z tego zastrzyku. Ten eksperyment wykazał, że emocje są wynikiem dwóch czynników. To jest jakby złożenie pobudzenia fizjologicznego, które jest bardzo niespecyficzne, bo drżenie rąk można przyczepić do bardzo wielu emocji, oraz naszej interpretacji tego pobudzenia. I dodatkowo, jeżeli nie mamy żadnej interpretacji przygotowanej w głowie, to szukamy tej interpretacji w środowisku. I na przykład zarażamy się emocjami.
Bartek: Tak, to od razu jest: Ale mnie wkurzyłeś. – Nie, to ty to tak zinterpretowałeś.
Kari: Czyli emocje, które powstają w naszym ciele, są tak naprawdę wynikiem historii, które sobie nagromadziliśmy w głowie, które sobie opowiadamy. Wiedzy, którą mamy, doświadczeń, które przeżyliśmy. To wszystko wpływa na interpretację naszego stanu pobudzenia fizjologicznego. I to tworzy emocje. Dlatego naprawdę nie można powiedzieć, że ktoś wywołał emocje. Chociaż tu jest jedno małe ale: jako ludzie jesteśmy jedynymi zwierzętami, które są zdolne do tego, żeby jakimś słowem wywołać pobudzenie fizjologiczne, a co za tym idzie, które może być zinterpretowane jako emocja. Więc mamy to i warto też o tym pamiętać, żeby jednak nie rzucać słowami wte i wewte.
Bartek: Czyli emocje składają się z dwóch czynników. Jeden to jest coś, co
się dzieje w naszym organizmie. A drugi, ten gorszy dla nas, to jest interpretacja.
Kari: Pamiętam, że mnie najbardziej uderzyło, jak na studiach miałam człowieka. Tak się nazywał wykład: człowiek. I to były różne rzeczy o ludziach. Między innymi rozmawialiśmy tam o chemii miłości. I o miłości in general. Ja się wtedy dowiedziałam, że nie będziemy zakochani, dopóki nie powiemy sobie sami, że jesteśmy zakochani. Że to nie jest tak, że coś nas strzela, grom z jasnego nieba i jest miłość. Tylko musimy sami sobie zinterpretować te wszystkie emocjonalne reakcje jako zakochanie. Więc to jest potęga – te historie, które sobie opowiadamy.
Te emocje, tak jak już tutaj powiedziałeś, mają diametralny wpływ na nasze decyzje. Jest taki profesor, który się nazywa Baba Shiv z Indii. On bada, jak struktury mózgu związane z emocjami i motywacją wpływają na nasze wybory. I według niego racjonalny mózg – są różne procenty u różnych profesorów, ten mi się wydaje całkiem racjonalny i emocjonalnie go przyjmuje – według niego racjonalny mózg odpowiada tylko za około 5 do 10% naszych procesów decyzyjnych. Wszystkich. 5 do 10. Ten profesor przeprowadził taki zarąbisty eksperyment. Uczestnikom powiedziano, że będą próbowali pięciu różnych gatunków win. W ogóle wszystkie eksperymenty opierają się na okłamywaniu uczestników. Pięciu różnych rodzajów Cabernet Sauvignon. I każdy z tych rodzajów win został oznaczony ceną. A w rzeczywistości użyto tylko trzech win. Dwa wina były takie same, różniły się tylko metką z cenami. Podczas tej degustacji profesor Shiv monitorował aktywność mózgu uczestników. Jak łatwo się domyśleć, pijąc droższy gatunek, badani twierdzili, że on smakuje lepiej. Natomiast, co jest przeciekawe, ich mózg także reagował wyższą dawką pobudzenia w obszarze odpowiedzialnym za przyjemność, kiedy pili droższe wino. Znaczy to samo wino, tylko postrzegane jako droższe. Czyli to była historia, którą sobie opowiedzieli.
Bartek: To też w drugą stronę można interpretować. Mówiłaś na początku, że najpierw jest jakieś pobudzenie, a potem to interpretujemy. Więc możemy coś zinterpretować i dostać pobudzenie.
Kari: Tak. Bo pobudzenie, tego nie powiedziałem i to jest fajne uzupełnienie, pobudzenie fizjologiczne może być wywołane także przez to, co myślimy. Czyli coś myślimy, mamy pobudzenie fizjologiczne, a potem interpretujemy to jako poczucie przyjemności. Czyli opowiadamy sobie historię: Piję bardzo drogie wino, to pewnie będzie dobre. Wywołujemy pobudzenie fizjologiczne w naszym mózgu i mówimy sobie: O, czuję przyjemność, faktycznie to było dobre.
Bartek: Można powiedzieć, że wszyscy, którzy siedzieli w Ferrari, wiedzą, że to niesamowicie fajne przeżycie, ale jak popatrzysz na to z boku, to… taki samochód, nie wiadomo, co tam jest.
Kari: Profesor Shiv doszedł jeszcze do innych wniosków i jeden z nich jest dla mnie bardzo cenny i w kontekście biznesowym bardzo ważny – to jest coś, co on nazywa pewnością decyzji. Czyli potrzebujemy przekonania, że nasz wybór jest właściwy. Jeżeli mimo racjonalnych argumentów mamy wątpliwości i odczuwamy taki emocjonalny dyskomfort, to jest duże prawdopodobieństwo, że nie wytrwamy długo w założonym działaniu.
Bartek: Czyli nie ma po prostu odpowiedniej emocji, tak?
Kari: I to jest to, co nasza wspólna przyjaciółka Monika mówi: Kari, co z tego, że ja to wiem? Ja to muszę poczuć. To jest właśnie to. Zresztą często też niektórzy ludzie mówią: Ja tego nie czuję. I wtedy, jak oni to mówią, wywalamy na nich te wszystkie argumenty logiczne: No ale przecież popatrz, tutaj jest tak i tak, i tak, nauka wszystko mówi.
Bartek: A tu trzeba znaleźć od tej drugiej strony.
Kari: Tak, a tu trzeba właśnie poczuć, bo jak poczujemy coś, to dostajemy motywacyjnego kopa. Jest większa szansa, że to w ogóle zrobimy. I teraz jeszcze mam tu taki wywód dotyczący podejmowania tych decyzji. Podejmujemy decyzje, uważamy, że powinny bazować na logice i na danych, ponieważ chcemy zminimalizować ryzyko. Wydaje nam się, że jak coś będzie bardziej policzone, to będzie pewne. Trochę tak przerzucamy odpowiedzialność na kogoś, kto liczył albo na to, co jest dane. Tak jak z tymi kampaniami, które robimy jak wszyscy, bo skoro wszyscy robią, to to musi jakoś wyjść. Przerzucamy tę odpowiedzialność, żeby poczuć się bezpiecznie i to jest trochę taki nasz dupochron, te wszystkie dane, dowody i analizy. Bo tak naprawdę zawsze podejmujemy decyzje za pomocą emocji i w tym przypadku, kiedy tak bardzo bazujemy na tych racjonalnych danych, tą emocją jest lęk. Tą emocją jest lęk przed porażką. Więc na bazie tej emocji, która jest nieuświadomiona, która tkwi gdzieś tam w nas, na bazie tego lęku przed porażką, poszukujemy tych danych, poszukujemy tych analiz, próbujemy to jakoś…
Bartek: To teraz wszyscy się pewnie czują lepiej, bo każdy zna jakąś osobę, która ma tak wszystko rozpykane na atomy – to teraz już wiecie, skąd to wynika.
Kari: (śmiech) Tak. Co lepsze, jak już porozpykujemy to na te atomy, to i tak się pojawią emocje innych ludzi albo nawet nasze i to wszystko się porozwala. Nie da się tak bardzo tego rozpykać. Bardzo chcemy, ponieważ chcemy nakarmić tę naszą emocję lęku i tak gdzieś się wywalamy. Natomiast w momencie, kiedy zaakceptujemy, przyjmiemy do wiadomości i zaakceptujemy to, że te decyzje podejmujemy emocjonalnie, to mamy szansę na to, żeby podejmować te decyzje pod wpływem innej emocji, niekoniecznie lęku. A nawet jeśli ten lęk jest tak silny, to możemy go zaopiekować w innych obszarach, w jakiś inny sposób, bardziej świadomy.
Bartek: Teraz miał być następny punkt, dlaczego w ogóle unikamy emocji w biznesie, ale trochę jak gdyby zaorałaś to wszystko i zasiałaś tam ziarno lęku. I to jest wszystko, co zrobiłaś. No dobra, ale powiedzmy o tym trochę. Tu mamy normy kulturowe i społeczne. Ogólnie jest tak, że logika, rozum równa się po prostu inteligencja i profesjonalizm. Tego chcemy.
Kari: Mówi się nam wszędzie, że biznes jest o tabelach, o liczeniu, o racjonalności.
Bartek: Dodatkowo podejmowanie decyzji opartych na faktach, danych jest takie lepsze.
Kari: Nobilitujące.
Bartek: A uczucia są subiektywne, każdy ma swoje.
Kari: Wiesz, z czego to jeszcze może wynikać? I to jest następny punkt, który mamy. Mamy napisane „stereotypy płciowe”. Tu nie trzeba dużo tłumaczyć. Mężczyźni są wychowywani, chłopcy są wychowani na to, żeby nie czuć tych emocji, żeby nad nimi zapanować, chłopaki nie płaczą i tak dalej. A dziewczynki mają prawo do trochę większej wrażliwości. I teraz, wciąż jeszcze biznes jest zdominowany przez mężczyzn. Więc ten stereotyp społeczny, to wychowywanie wpływa na to, jak kulturowo, jak społecznie postrzegamy biznes. Bo tam są ci mężczyźni, którzy nie mogą wchodzić w to z emocjami, bo wiadomo, że to niemęskie. Każdy wie.
Bartek: Trochę jest też tak, że prawda jest, no i co z tego, że ona jest. Natomiast to, że są jakieś stereotypy, przekonania, to z tym się bardzo ciężko walczy. Tak po prostu jest. Więc trochę trzeba się do tego też dostosować. To nie jest tak, że teraz wszyscy rzucamy dane i chrzanić je. Jeszcze wcześniej nagrywaliśmy odcinek o tym, żeby na przykład mierzyć rzeczy.
Kari: (śmiech) Żeby mierzyć rzeczy, żeby nie pojechać za bardzo w swoje emocje.
Bartek: Ale jest zdrowy sposób ogarnięcia tych emocji i do tego ten odcinek dąży. Mamy stereotypy płciowe, mamy te normy kulturowe i społeczne. Możemy też powiedzieć o wizerunku, czyli że jesteśmy bardziej profesjonalni, bo jesteśmy przewidywalni.
Kari: Nie wybuchniemy nagle płaczemy.
Bartek: Poza tym jeżeli twierdzę, że coś jest takie, bo mam na to dane, to jest poparte czymś, a nie moje widzimisię. Bo emocje są raz takie, a raz takie.
Kari: Labilne.
Bartek: Tak, jesteś labilny, nieprzewidywalny, nie jesteś godny zaufania, nie mogę z tobą robić biznesu. Mamy jeszcze coś takiego jak obawa przed… to wszystko wynika jedno z drugiego, ale jest ten lęk, czyli obawa przed zwykłą oceną.
Kari: To jest gruby temat. Tutaj bardzo wam polecam na przykład na Netflixie Brené Brown, coś z odwagą w tytule. Ponieważ Brené mówi właśnie o czymś, co po angielsku nazywa się vulnerability, po polsku to ciężko przetłumaczyć.
Bartek: Wystawienie się na możliwość zranienia – tak bym to tłumaczył.
Kari: Chodzi o to, że wychodzimy z czymś takim wrażliwym, ukrytym, pokazujemy to ludziom i wystawiamy się na to, że mogą nas zranić. Jednocześnie właśnie vulnerability jest warunkiem niezbędnym do odwagi, do tego, żeby być odważnym. Ponieważ bez tego, bez możliwości zranienia, nie ma odwagi. A z kolei odwaga to jest emocja, która ciągnie bardzo wiele rzeczy w biznesie, bardzo wiele. I żeby móc być taką osobą bezbronną, wrażliwą, to trzeba mocno te swoje emocje zaakceptować, ogarnąć, zarządzić. Bo dopóki nie będziemy do tego zdolni, to ciągle będziemy bać się o ocenę. Będziemy się zastanawiać, czy to, co robię, nie sprawi, że inni będą mnie postrzegać jako głupiego, słabego, labilnego. Więc ja może tego lepiej nie będę robić. I to właśnie jest ten lęk, przeciwieństwo odwagi.
Bartek: Jeszcze dlaczego tego w ogóle nie robimy, dlaczego nie jesteśmy emocjonalni – bo jeśli otoczenie ma jakąś osobę, która jest emocjonalna, to oni też trochę się boją na zasadzie: no i co ja teraz mam z tym zrobić.
Kari: Tak, bo nie są nauczeni, jak sobie z tym radzić.
Bartek: Zwłaszcza że w kontekście biznesowym jesteśmy, nie chcę powiedzieć „uczeni”, ale kultura jest taka, że to my mamy rozwiązywać problemy, mamy brać się za bary z tym i coś robić. A mamy tutaj rozwaloną na przykład emocjonalnie osobę, no i co teraz mam z tym zrobić.
Kari: Jeszcze jedną rzecz chciałabym dodać do tej obawy przed oceną. Bardzo często taki nadmierny racjonalizm – i myślę, że u bardzo, bardzo wielu przedsiębiorców to występuje – jest maską na wysoką wrażliwość emocjonalną.
Bartek: Też tak może być.
Kari: Myślę, że wiele kropek się tutaj łączy. Potem jeszcze będziemy opowiadać o neuroróżnorodnych przedsiębiorcach. Natomiast przedsiębiorcy mają pewne cechy charakterystyczne, czyli podejmowanie ryzyka, wchodzenie w takie sytuacje, które niekoniecznie muszą się zakończyć powodzeniem. I takie wyczucie, jak już mówimy o emocjach, to często jest przykryta wysoka wrażliwość emocjonalna, czyli taka wysoka wrażliwość na bodźce w ogóle. I żeby ta wysoka wrażliwość była jakoś ogarniana, to pierwszą i bazową strategią dla nas wszystkich jest unikanie. Czyli maska, uciekamy od emocji, chowamy je bardzo głęboko, zostawiamy gdzieś tam, one są nam niepotrzebne, my tu będziemy teraz racjonalni.
Bartek: To już powiedzieliśmy sobie, dlaczego tego unikamy – to będzie głównie ten lęk. W końcu doszliśmy do momentu, co możemy zyskać.
Kari: Jeszcze chciałabym powiedzieć tutaj, żeby nie było zawodu, że nie nauczymy was w tym odcinku zarządzać emocjami – bo to jest bardzo gruby temat. Postanowiliśmy nagrać odcinki o tym, jak zarządzać tymi emocjami i ze sobą, i z zespołem…
Bartek: Gdzie ja będę siedział…
Kari: A ja będę zarządzać. (śmiech)
Bartek: Czyli co możemy zyskać? Myślę, że możemy podzielić to na takie trzy elementy, czyli nasz klient, możemy mieć swój zespół, no i przede wszystkim siebie. Kiedy nie zarządzamy tymi emocjami, niech będzie na początek po stronie klienta. Na pewno wiele razy zdarzyło się wam po prostu wejść do jakiejś firmy, w ogóle, że tam trafiliście, bo podjechaliście na jakiś parking, potem trzeba iść, cholera wie gdzie. Wchodzisz na jakąś halę, tam nikt się nawet nie odwraca, idziesz gdzieś po schodach, potem ktoś coś do ciebie mówi: A kiedy to będzie, a co dalej? – No kiedyś tam, jak zamówię. – Odezwie się Pan? – Napiszę maila. – Ale ja nawet panu nie dałem jeszcze adresu. – To proszę tam napisać. Czyli to są niezaopiekowane, w tym przypadku moje, emocje zwykłego klienta.
Kari: Narasta frustracja. Albo jak kupujesz coś w internecie i nie dostajesz zwrotki, że kupiłeś. Nie wiadomo, czy wywaliłeś swoje pieniądze w kosmos, czy co się tutaj zadziało.
Bartek: Mamy też jeszcze zespół, czyli wszelkiego rodzaju zmiany, wdrożenia, projekty.
Kari: Konflikty.
Bartek: Jeżeli to wszystko idzie jak po grudzie, jest opór: Nie będę tak robił, to jest bez sensu, to jest do dupy, nie, nie, nie, to logika tutaj nie pomoże.
Kari: Albo: Ciągle czegoś chcą, dlaczego oni nie pracują, tylko ciągle czegoś chcą, przychodzą po jakieś…
Bartek: Niektórzy mogą powiedzieć, że to są procesy, możemy też powiedzieć, że to są niezarządzone emocje. Mamy już klienta, zespół, jeszcze jest ten nieszczęsny właściciel tego wszystkiego, zarządca. I z czym ja najczęściej się spotykam, to: Mam ich dość i tutaj może być albo zespół, albo klienci, albo podwykonawcy, kontrahenci. Mam ich po prostu dość, czyli to są jakieś emocje niezarządzone. Czemu tylko mi zależy – to jest następna rzecz. Siedzę po godzinach i co z tego, a oni mają to gdzieś, mają to w dupie po prostu i o 17 wychodzą, trzaskają drzwiami i do widzenia, a tylko mi zależy. I często jest tak, że te decyzje, które są podejmowane, one nie są optymalne, tylko są całkowicie emocjonalne, bo zamiast wybierać korzystnie, wybieramy po prostu jak najbardziej tak…
Kari: Żeby zaopiekować swoje lęki.
Bartek: Swoje lęki, cudze lęki, żeby ten mi nie marudził, żeby tamtemu było dobrze, żeby ten mógł dojechać na rowerze, a tamten żeby nie krzyczał. I wychodzi taka, nie wiadomo jaka decyzja. Kto jest odpowiedzialny za to wszystko? No ja. Podjąłem dziwną decyzję, a teraz sam to ciągnę.
Kari: I siedzę po godzinach, i po nocach, a oni mają to wszystko w dupie.
Bartek: No i w końcu, co możemy zyskać?
Kari: Zyskać? Możemy dużo. Przede wszystkim możemy zyskać – wśród zespołu, ale także dla siebie samego – motywację i zaangażowanie w to, co robimy, w tę pracę. I to jest bardzo ważny element biznesowy, ponieważ to bardzo podnosi produktywność.
Bartek: To, co powiedzieliśmy wcześniej – jeżeli do decyzji jest podłączona emocja, to po prostu mamy więcej paliwa, robimy to chętniej, lepiej.
Kari: I jest wyższe prawdopodobieństwo, że w ogóle zostanie pociągnięte to dalej, to działanie.
Bartek: Jest nawet taki żart, nie wiem, czy wiecie, ale Chrobry, którego mamy chyba na dziesiątce, nie? Na czym mamy Chrobrego? Na dziesięciu złotych jest Chrobry?
Kari: Nie wiem. Mieszko jest chyba na dziesiątce.
Bartek: A z drugiej strony jest Chrobry?
Kari: Na dwudziestu, sprawdzimy.
Bartek: Nieważne, nie wiem, używam telefonu lub karty. Więc à propos decyzji podjętych emocjonalnie. Chrobry, jak sobie wymyślił, że posiądzie jakąś księżniczkę czy kogoś, a w dalszej części to było Wilno, to go tak trzymała ta decyzja, że zebrał armię, pojechał ją tam zgwałcić. I teraz wyobraźcie sobie, że z Gniezna do Wilna nie jedzie się tak jak dzisiaj, nie wiem, ile tam się jedzie, pięć godzin, może sześć, samochodem, tylko dawniej naprawdę trzeba było długo jechać. Zobaczcie, jak go długo trzymało, jak długo miał motywację, a armię zbierał rok. Widzicie jak…
Kari: Jaka emocja, nie?
Bartek: Jak macie odpowiednią emocję, to naprawdę długo można wytrzymać.
Kari: Pociągnąć. I dużo pociągnąć za sobą. Tysiące możesz pociągnąć za chęcią zgwałcenia księżniczki.
Bartek: Jezu, straszne.
Kari: Kolejnym elementem, kiedy te emocje są zaopiekowane, są relacje i zaufanie. Z jednej strony zaufanie tego klienta, który ma zaopiekowane emocje, ale także relacje i z zespołem, i z samym sobą, i z najbliższymi, i z partnerami biznesowymi. Wszelkie relacje opierają się na tym, że wchodzą w to osoby dorosłe, które biorą odpowiedzialność za swoje emocje. To są dobre relacje.
Bartek: Był kiedyś taki odcinek, niestety nie pamiętam jego nazwy i powinienem się przygotować, i wiedzieć, co to było za nazwa. Ale był taki odcinek, w którym mówiliśmy o tym, jak się buduje relacje. I jeżeli chcesz mieć relacje na przykład ze swoimi pracownikami, to Kari wcześniej mówiła o wystawieniu się na zranienie. Ludzie najczęściej ci ufają, widzą cię jako takiego swojego, jeżeli cię poznają. A żeby cię poznać, to muszą wiedzieć coś więcej o tobie, a nie tylko jakie dyplomy miałeś i jakim super szefem jesteś.
Kari: I jakich błędów w ogóle nigdy nie popełniłeś.
Bartek: Więc im bardziej się wystawiasz na zranienie… Tylko to też jest taka cienka linia, żeby nie być jęczącym szefem.
Kari: Bardzo ważne jest, żeby wystawiać się na zranienie do odpowiednich osób, które na to zasłużyły. To też Brené Brown bardzo podkreśla. To nie jest tak, że broadcastujemy na LinkedInie, płaczemy do kamery i mówimy: Żałujcie mnie wszyscy. To raczej zakrawa na ukryty narcyzm. Chodzi o takie pokazanie tego miękkiego brzucha przed osobą, która jest tego warta i godna, która pomoże nam zobaczyć nas. Bo obawa, ten cały lęk przed oceną, to wszystko wynika z emocji – uwaga – którą jest wstyd. Wstyd jest emocją, która pojawia się, gdy mamy obawę, że nie zostaniemy przyjęci do stada. Czyli nikt nie będzie nas kochał, akceptował za to, jakimi jesteśmy naprawdę, więc musimy udawać. I ten wstyd powoduje właśnie te wszystkie rzeczy. Wstyd zwalcza się, mówiąc o nim głośno. Ale żeby głośno powiedzieć o swoim wstydzie, to trzeba mieć osobę naprawdę zaufaną, bo to są najgłębsze rzeczy, które w nas siedzą. Te, których się wstydzimy.
Bartek: Przy okazji jeszcze im cięższe, trudniejsze rzeczy razem przeszliśmy, tym większa więź będzie między nami, relacja. Będzie po prostu lepiej.
Kari: To są właśnie te relacje, zaufanie. O podejmowaniu decyzji już mówiliśmy. Jeżeli mamy do dyspozycji więcej emocji, jako narzędzi, niż tylko lęk, w ogóle nawet jak zdajemy sobie sprawę, że kieruje nami lęk, to już jest dobrze. Zarządzanie zmianą, tak naprawdę wszelkie zmiany opierają się na tym, żeby przełamać emocjonalny opór przed tą zmianą.
Bartek: Jeszcze najlepiej im powiedzieć, że zawsze jest dołek. Nie wiem, ile razy mówiliśmy tutaj, ale zawsze jest dołek.
Kari: Nie ma żadnych przeszkód, żeby wprowadzać zmiany. Są przepisy na te zmiany. Dlaczego ich nie robimy? No emocje trzymają. Kolejnym elementem niby oczywistym, ale bardzo ważnym jest po prostu zdrowie psychiczne. Z zaopiekowanymi emocjami jesteśmy zdrowsi psychicznie. Co się przekłada na sen, na jakieś stany lękowe, depresję, stres, wypalenie, to wszystko jest o zdrowiu psychicznym.
Bartek: Ludzie zdrowi psychicznie nazwijmy to, po prostu są lepsi we wszystkim.
Kari: Jak już mamy to zdrowie psychiczne, to zaopiekowane emocje prowadzą nas do poczucia szczęścia.
Bartek: Czyli jeszcze wyżej wychodzimy.
Kari: Wychodzimy jeszcze ponad to bycie. Po prostu zaczynamy być osobami szczęśliwymi. Przeżywamy nasze życie tak, że jest ono warte przeżycia, że na końcu, na tym łożu śmierci patrzymy: Kurde, ale było super.
Bartek: Czyli byliśmy po prostu potrzebni do czegoś komuś.
Kari: Nasz stan psychiczny, nasz dobrostan, nasza rzeczywistość, relacje,
całe nasze życie są sumą historii, które sobie opowiadamy. A te historie mają wpływ na to, jakie odczuwamy emocje. I z tym chciałabym was zostawić: skoro podejmujemy te decyzje emocjami i skoro emocje pełnią w naszych wyborach tak ważną rolę, to warto się tymi emocjami zaopiekować. Tak, żeby nam służyły, a nie przeszkadzały. I w życiu, i w biznesie. Na pewno nagramy dla was odcinki o tym, jak zarządzać tymi emocjami. A tymczasem mamy nadzieję, że pomogliśmy wam spojrzeć na biznes w kontekście emocji z nieco innej perspektywy.
Bartek: Dziękuję pięknie. Do zobaczenia.
Kari: Dzięki.