top of page

24 lipca 2026

, odcinek 127

Dlaczego nic się nie zmienia chociaż tak bardzo chcemy?

Mamy w zasięgu ręki wszystko, czego potrzebujemy – jedzenie, rozrywkę, odpowiedź na każde pytanie. Nasze mózgi są zachwycone tym, że ani przez chwilę nie jest nam niewygodnie. Ale to miecz obosieczny, bo przez brak umiejętności do znoszenia dyskomfortu nie możemy osiągać swoich celów – i nic się w życiu nie zmienia, choć bardzo chcemy.


To nie kolejna książka, metoda czy inspiracja poprawia jakość naszego życia, ale właśnie to jaką mamy relację z dyskomfortem – i to ona jest główną bohaterką tego odcinka. Usłyszysz, dlaczego Twój mózg zawsze wybiera znajomy ból zamiast nieznanego wzrostu, jak budować odporność na dyskomfort małymi krokami i dlaczego pewność siebie nie jest Ci potrzebna do tego, żeby zacząć działać.

podobne odcinki
podobne odcinki
Zapisz się, jeśli chcesz dostawać informacje o nowych treściach.
Jeden mail w miesiącu.
transkrypcja

Bartek Goldyn: Kari, jak to jest, że wszyscy chcielibyśmy mieć różne rzeczy,  chcielibyśmy zmieniać siebie, chcielibyśmy być jacyś tam...


Kari Goldyn: Chcielibyśmy mieć jachty i domy na Malcie.


Bartek: Albo po prostu mieć możliwość na przykład, nie wiem, jakieś prostsze rzeczy  umieć. Jakoś tak to nie wychodzi.


Kari: Zwłaszcza że wiemy, co trzeba robić najczęściej, nie?


Bartek: Najczęściej bardzo dużo skupiamy się na tym, żeby to coś, ten święty Graal,  który nam pozwoli jednak coś zrobić. No jakoś nie wychodzi.


Kari: No jakoś nie wychodzi.


Bartek: No jakoś nie wychodzi.


Kari: A tak bardzo chcemy.


Bartek: Tak.


Kari: Bo to... wiesz?


Bartek: Wiem, bo przypisałem sobie jedną rzecz do tego i teraz chciałbym o niej  porozmawiać. Będziemy mówić dzisiaj o relacji z dyskomfortem. Ponieważ, moi drodzy...  większość już pewnie: „A okej, dobra, nie, nara”.


Kari: [śmiech]


Bartek: Niestety jakość waszego życia będzie zależeć od tego, jaką macie relację z  dyskomfortem. I o tej relacji z dyskomfortem sobie dzisiaj pogadamy.


Kari: To jest to właśnie – jakość waszego życia.


Bartek: Tak, bo możemy się czarować, że... znaczy, tam jest wiele czynników, które są  bardzo ważne, ale myślę, że w tym momencie chyba nazbierałem najwięcej informacji o  dyskomforcie i uważam, że dyskomfort jest najbardziej istotny i ta relacja z nim.


Natomiast oprócz tych kilku czynników innych myślę, że on jest najbardziej chyba  niewygodny, ponieważ...


Kari: Przede wszystkim jest dla nas nienaturalny.


Bartek: Tak. No bo jest trochę tak, że w dzisiejszych czasach bardzo łatwo jest nie czuć  jakiegokolwiek dyskomfortu, bo możemy zrobić... Może inaczej. Opcji jest miliony. Tutaj  tak mówię sobie miliony, bo nie wiem, ile tak naprawdę jest opcji, więc jest dużo. Jest  bardzo dużo różnych opcji, żeby...


Kari: Pierdylion.


Bartek: ...żeby nie chodzić do pracy, bo można sobie zdalnie popracować. Jak mi się  skończy, nie wiem, co tam mi się może skończyć, cukier, to nie muszę iść do sąsiada,  którego nie lubię. Nie muszę się ubierać, nie muszę wyglądać. Mogę sobie zamówić  online cokolwiek miałem zjeść z tym cukrem i zaraz mi przyjdzie. Czterdzieści minut i  będzie.


Kari: W ogóle widziałam ostatnio taką karuzelę na Instagramie, w której pokazano  przejście z tradycyjnej kultury przez fast kulturę, czyli szybszej jeszcze, aż po kulturę  dopaminową. I tam były takie przykłady, że kiedyś gotowaliśmy sobie posiłki. Potem  zaczęliśmy zamawiać te posiłki...


Bartek: Teraz już mamy subskrypcję.


Kari: A teraz mamy subskrypcję albo w ogóle posiłek w piciu, który możesz sobie wypić  szybciutko. Kiedyś kupowaliśmy gazety, potem mieliśmy breaking newsy, czyli portale  newsowe, a teraz mamy tak zwane, i to mnie dzieci nauczyły, ragebite'y, czyli takie  clickbite'y, które wywołują złość. To już nie chodzi o newsy, tylko właśnie o ten...


Bartek: Tylko o to, żebyś zwrócił uwagę na to.


Kari: Tak, tak. Tak. Czyli wszystko staje się łatwiejsze. Wszystko idzie w stronę  komfortu. Wszystko idzie w stronę: nic nie trzeba robić.


Bartek: I problem polega na tym – à propos tej relacji z dyskomfortem – że jeżeli robisz  się coraz bardziej taką unikową osobą, która coraz bardziej się odsuwa od tego  wszystkiego, co ją tam uwiera i gniecie, to coraz większe pierdoły zaczynają cię uwierać  i gnieść. Przez coraz gorsze jest twoje życie. Paradoksalnie.


Bo już nie wystarczy, że, że sąsiad się wydarł na ciebie i zwyzywał cię i groził ci widłami.  Tylko on już teraz krzywo popatrzył.


Kari: I już trzeba go zaraportować gdzieś tam u góry.


Bartek: Tak, albo on już ma za blisko dom. To już jest masakra, tak? 


Kari: [śmiech] To prawda.


Bartek: Więc generalnie tak to się dzieje. To jest po prostu zwykły taki, powiedzmy,  atrofizm, tak? Atrofia.


Kari: A do tego żyjemy w mega komfortowych czasach. Jak ewoluowaliśmy, to tam w  ogóle nie było czegoś takiego jak komfort. Nie, nie wiedzieliśmy, czy dostaniemy jedzenie, nie wiedzieliśmy, czy będziemy mieć schronienie na noc, czy coś nas nie  zeżre, czy coś nas nie zabije.


Bartek: Zupa z pokrzywy i jedziemy dalej.


Kari: Tak, dokładnie. I wtedy dopiero byliśmy w takich naszych naturalnych warunkach,  żeby dążyć do komfortu. Ale to były warunki, w których tego komfortu po prostu nie było.  A teraz tego komfortu jest w ciul na wyciągnięcie ręki wszędzie.


Bartek: Tak, zwłaszcza że biznes się zorientował, że wystarczy ludziom dać to, czego  chcą i będzie kasa. A ludzie nie chcą najczęściej tego, co jest dla nich korzystne, tylko  chcą się czuć komfortowo.


No. I mózg na tyle jest głupi, powiedzmy, bo pamiętajmy o tym, że zawsze się lepiej  czujemy, jeżeli sobie zwalimy na coś na zewnątrz. Więc ja, Bartek, nie jestem na  przykład zarąbany, tylko mój mózg jest zarąbany, przez co ja się czuję lepiej.


Kari: Komfortowo się bardziej czujesz.


Bartek: Tak, żebyśmy się tu wszyscy lepiej i komfortowo czuli, to powiedzmy sobie, że  nasze mózgi są na tyle zarąbane, że one po prostu unikają i oszczędzają energię i tyle.


Kari: No taka jest główna funkcja mózgu. Mózg nie służy do myślenia. Mózg służy do  tego, żeby jak najmniejszym kosztem energetycznym przeżyć i się rozmnożyć.


Bartek: To jest w ogóle straszne... Mózg nie służy do myślenia.


Kari: Nie, myślenie jest funkcją pochodną. Myślenie, czucie. Jakieś tam wiecie, wielkie  ideały, które tworzymy. Twórczość cała jest funkcją pochodną.


Bartek: Tak, i ten mózg jest o tyle w ogóle super, że on potrafi nawet wybrać sobie  znajomy dyskomfort i przypiąć do tego wielką łatę. O mój Boże, ale się staram! Na  totalnej nieświadomości... Niestety mam tylko konstrukcję rather than.


Kari: Zamiast.


Bartek: Zamiast. O, dziękuję. Ja zacznę to zdanie od nowa może.


Kari: [śmiech]


Bartek: Ten mózg jest na tyle zarąbany, że on potrafi wybrać taki znany dyskomfort i  dokleić do tego łatę takiego wielkiego cierpienia, starania się. I o mój Boże, jak mi jest  źle. W przeciwieństwie do rzeczy, którą powinien wybrać, czyli nieznanego dyskomfortu,  gdzie na przykład może nastąpić rozwój jakiś. Czyli ja się mogę czegoś nauczyć, że  moje życie stanie się trochę lepsze, bo w tych warunkach, które wystąpiły, ja następnym  razem już nie będę czuł aż takiego dyskomfortu.


Kari: Czyli? Znany dyskomfort jest dla nas komfortowy.


Bartek: Tak. Ja sobie nawet takie okrągłe zdanie napisałem: „Dystrakcja to działanie,  które podejmujemy, aby..." Jeszcze raz zacznę. Wow, dysleksja i muszę iść do okulisty.


„Dystrakcja to działania, które podejmujemy, aby pozostać blisko problemów, które  rozumiemy. To wybieranie znajomego bólu zamiast nieznanego wzrostu rozwoju". No.


Kari: No i właśnie dlatego nic nie robimy. Dziękujemy. Pomogliśmy?


Bartek: Czyli dążenie do komfortu jest po prostu dążeniem do dysocjacji tak naprawdę.  Bo życie niestety takie jest, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego kontrolować, chociaż  byśmy chcieli. Bardzo staramy się, tak? Czyli teraz ja potrzebuję koniecznie pracy, gdzie  ona jest zdalna, potrzebuję koniecznie mieć cichego miejsca i tak dalej, i tak dalej. W  pewnych obszarach oczywiście tak.


Natomiast to, że się odsuwamy cały czas, powoduje, że jak się zderzamy z tym czymś,  od czego się odsuwamy, to za każdym razem może być niestety trochę gorzej. No i jak  rozmawialiśmy sobie trochę przed nagraniem tego odcinka parę dni temu, o tej  bezradności, to rozmawialiśmy o Seligmanie i o jego doświadczeniu na psach. I tam było  coś takiego... Zresztą ty to lepiej wiesz ode mnie, bo ty w tym siedziałaś. Ale tam jest  coś takiego, że psy w pewnym momencie, które on badał, doszedł do takiego wniosku,  że psy, kiedy co?


Kari: On badał te psy w ten sposób, że raził je prądem. I wcale nie lubię tego badania  właśnie z tego powodu, ale...


Bartek: No ale wnioski są.


Kari: Raził je prądem i jedne psy miały wpływ na to rażenie prądem, czyli mogły tam, nie  wiem, jakąś dźwignię poruszyć i przestawały być rażone, a drugie psy miały losowo,  czyli czasami dźwignia działała, a czasami nie. I psy, które były w stanie się nauczyć, no  to potem, jak było możliwość wyjścia z tej sytuacji strasznej dla nich, to wychodziły. A te  psy, które nie były w stanie, które miały losowo te wszystkie bodźce, to pozostawały.


I Seligman to nazwał wyuczoną bezradnością, czyli uczyły się, że ich działania nic nie  zmieniają i pozostawały w tym miejscu, i nie wychodziły z tej trudnej sytuacji.


No i potem, dwadzieścia lat później, inna grupa naukowców zderzyła te badania jeszcze  raz. To znaczy rewizję tych badań zrobili i powiedzieli, że tak naprawdę to nie jest tak,  że to wyuczona jest bezradność, tylko wyuczona jest sprawczość. Czyli my z natury  jesteśmy bezradni. Z natury siedzimy w dyskomforcie, nie podejmujemy w tym, co się  tam dzieje, w tym, czym już tkwimy, nie podejmujemy akcji – i musimy się nauczyć  sprawczości, żeby móc sobie z tym dyskomfortem jakoś tam poradzić.


Bartek: Tak. To nie dość, że powiedzieliśmy, że mózg jest do kitu, to jeszcze teraz  dodaliśmy, że w ogóle jest beznadziejnie, bo jest o tyle do kitu, że na starcie my w ogóle  nie jesteśmy w żaden sposób przystosowani do tego, żeby cokolwiek robić.


Kari: Tak, ale jednocześnie jest zajebisty, ponieważ jesteśmy w stanie się nauczyć tej  sprawczości. Więc to jest po prostu mózgiem, nie? I to, jak go wykorzystamy, to nasze.


Bartek: Tak. No i żeby cokolwiek zmienić, to pierwsza rzecz jest taka, że nie  nainspirujesz się, żeby cokolwiek się zmieniło.


Kari: Tak, dokładnie. Że samo dowiadywanie się jak się, jak trzeba coś zrobić, żeby to  się zadziało, nie pomoże.


Bartek: Tak. I pierwsza rzecz to jest taka, że trochę jest tak, że my nie wiemy, co pyknie  i nas ruszy. Powinniśmy traktować, powiedzmy, świat jako takie miejsce do  eksperymentowania i sprawdzania, co nam pyknie, bo ciężko jest siedzieć sobie i  myśleć: „Kurde, ja jednak będę snowboardzistą" i wymyślić to, że będę snowboardzistą,  nigdy nie będąc na stoku.


No, lepiej jest zamiast myśleć iść, pójść zobaczyć, czy będę snowboardzistą. Pyknie, nie  pyknie. A to może jednak będę, nie wiem, krykiecistą, cokolwiek.


Kari: Okej, czyli jeżeli już czegoś chcemy, to najpierw urealnijmy to, czy faktycznie tego  chcemy. Bo na Instagramie nam się podoba ten snowboard, to tak sobie o tym  marzymy. Ale, ale być może to nie jest tak naprawdę o snowboardzie, tylko marzy nam  się, żeby gdzieś wyjechać samemu. Albo nie wiem... Jakieś poczucie swobody nam się  marzy.


Bartek: To, co chcę powiedzieć, to jest to, że nie da się po prostu na zapas wymyślić,  co będzie naszą pasją, co mnie będzie fascynować i tak dalej. Nie da się po prostu.


Kari: Trzeba się z tym zetknąć.


Bartek: Trzeba się z czymś zetknąć. I być może jest tak, że dla niektórych to zetknięcie  się nigdy nie nastąpi, a na przykład byłbyś świetnym, świetnym polarnikiem, ale w życiu  nie pojedziesz gdzieś, gdzie jest śnieg. No i sorry. No i przeżyjesz swoje życie, nie  wiedząc.


Kari: Czyli tutaj jakby wniosek jest taki, że jeżeli o czymś marzycie i bardzo tego  chcecie, a wciąż to się nie zadziało, to może się zastanówcie, czy na pewno tego  chcecie.


Bartek: No na przykład.


Kari: I jeżeli marzycie o tym, żeby zostać snowboardzistą, to jedźcie najpierw w góry  zimą i zobaczcie, czy te warunki, które tam są, są dla was sprzyjające.


Bartek: Zanim pójdziemy jeszcze dalej, to druga rzecz to jest taka, że my chcemy  różnych rzeczy, ponieważ jakieś normy społeczne chcemy spełnić. Czyli mama zawsze  mówiła, że lekarz i prawnik to coś tam. Więc jeżeli taka jest motywacja, to też tu może  być trudno.


Jest pewna ograniczona ilość rzeczy, którą możemy zrobić, bo mama chciała. Na  samym końcu możemy nawet zrobić tak, że mamę zamordujemy, bo ona zawsze  chciała, żebyśmy byli prawnikami. My w końcu jesteśmy tym prawnikiem, mamy coś tam  i tak dalej, i tak dalej. Ona wiecznie mówi, że nie jest to to.


Kari: A my tak strasznie się staraliśmy, żeby ją zadowolić. Czyli nie dość, że  sprawdźmy, czy faktycznie się nadajemy do tego, co chcemy, to jeszcze sprawdźmy,  czy to idzie od nas, czy to nie jest przypadkiem jakaś norma, którą nam narzucono w  dzieciństwie albo w jakimś okresie dorastania.


To jest bardzo częste. To jest na przykład przy określaniu wartości. Te pierwsze  wartości, które zazwyczaj się pojawiają, to jest rodzina. A potem przy pogłębianiu tego,  to się okazuje, że to wcale nie jest rodzina. Ale tak nam mówiła mama, tak nam mówiła  babcia, że rodzina najważniejsza, więc wstydzimy się powiedzieć, że naszą wartością  tak naprawdę nie jest rodzina, tylko na przykład, nie wiem, wolność (od rodziny między  innymi [śmiech]) albo poczucie niezależności.


Więc to też warto zawsze sprawdzić, czy to, czego ja chcę, to czy tak naprawdę to ja  chcę, czy chcą tego inni wokół mnie dla mnie.


Bartek: A ja wtedy poczuję się lepiej, bo będę w stadzie i tak dalej, i tak dalej. 


Kari: Tak. I spełnię ich oczekiwania.


Bartek: Tak. No i teraz powoli zaczynamy wchodzić w taki kawałek, który nazwałem  sobie paragraf dwadzieścia dwa.


Wrócę do tego mózgu. On niestety jest tak głupio zrobiony, że on nie uwierzy, dopóki nie  zobaczy. Czyli ta pewność siebie, ta gotowość, ta zmiana nie nastąpi, dopóki nie  zaczniesz czegoś robić i niestety nie dostaniesz tego zwrotu w postaci pewności siebie,  dopóki nie będziesz tego robić.


Więc tak naprawdę nigdy nie będziesz gotowy, gotowa do tego, żeby coś robić, dopóki  nie zaczniesz tego robić. I za chwilę sobie powiemy, jak to też jeszcze w ogóle robić,  żeby robić i żeby się nie sparzyć, bo też się można sparzyć.


Kari: No właśnie, nasza słuchaczka napisała do mnie, czy moglibyśmy zrobić odcinek o  tym, jak podróżować, mając AuDHD, ponieważ ten jej ADHD-owy wilk bardzo pragnie  tych podróży, natomiast autystyczny wilk jest nimi przerażony. Musi się bardzo dużo  przygotowywać. Tydzień wcześniej już tam zaczyna te przygotowania, źle śpi przed  wylotem, ma lęki różnego typu. I pyta się ta nasza słuchaczka, jak sobie z tym radzić.

I to myślę, że to jest o relacji z dyskomfortem.


Bartek: Oczywiście.


Kari: Zwłaszcza że osoby w spektrum autyzmu mają bardzo duży związek z tym  zjawiskiem.


Bartek: Ja usłyszałem, będę to powtarzał chyba już któryś raz w tym podcaście. Ja  słyszałem kiedyś od mojego przyjaciela Tomka jedno proste zdanie, które mi otworzyło  dawno temu oczy. Byliśmy w górach, bo chcieliśmy wejść na wschód słońca na wysoką  górę, więc musieliśmy zrobić międzylądowanie gdzieś w schronisku. Żeby nie wstawać o  pierwszej, bo już nam się nie chciało po prostu, żeby jechać kawał pod górę.


No i wylądowaliśmy w schronisku, a w schronisku byli studenci. Studenci mają tę swoją  cechę, że oni śpią wtedy, kiedy dopiero ich dopadnie spanie takie naprawdę.


Kari: Tak, a wcześniej nie śpią. I nie dają spać innym.


Bartek: I Bartuś w spektrum autyzmu bardzo był niezadowolony z tego, że on będzie  szedł w nocy i nie będzie wyspany. I wtedy Tomek powiedział to jedno piękne zdanie,  które po prostu uwielbiam i jest normalnie tatuaż bym sobie zrobił: To najwyżej będę  niewyspany.


Bo to pierwszy raz w życiu byłem niewyspany? Właśnie. No to będę głodny. No ale  Tomek, mnie będzie głowa boleć. No to cię będzie boleć głowa. No co, pierwszy raz cię  bolała, będzie boleć głowa w życiu? I co potem? Przeszło? No to przeszło. I tyle.


Kari: No właśnie.


Bartek: Więc jeżeli gdzieś wyjeżdżasz, to będziesz niewyspana.


Kari: To będziesz się denerwować. To tydzień wcześniej będziesz się przygotowywać.


Bartek: Ale pojedziesz w miejsce i zrewidujesz te swoje poglądy. I być może będzie tak,  że to będzie najgorsza rzecz w twoim życiu, ale tylko do momentu, bo potem się pojawią  albo inne, albo zapomnisz, albo różne rzeczy się staną. Ale sobie zrewidujesz. A tak to  cały czas żyjesz w takiej niewiadomej, która jest przyjemna, bo z jednej strony nie jest  sprawdzona, cały czas jest opcja na stole. Czyli mam to swoje wyobrażenie siebie jako  osoby, która podróżuje. 


Z drugiej strony mam opcję siebie, osoby, która jest bezpieczna,  bo sobie siedzi w domu. Jestem osobą też, która planuje ten wyjazd i czuje się świetnie,  ale żadna z tych opcji nie jest zrealizowana, czyli nie czuję dyskomfortu pójścia w jakimś  kierunku. Czyli cały czas mam pełno opcji i mogę być każdą z tych osób. I to jest  przyjemne.


Kari: Znaczy ta nasza słuchaczka, to ona podróżuje. Tylko za każdym razem ta  podróż...


Bartek: Ja tylko bardziej zbiałoczarniam ten przykład. Żeby nie było.


Kari: Tak, tak. Za każdym razem, za każdym razem ta podróż wiąże się z  dyskomfortem, lękiem i przygotowywaniem tydzień przed. 


Prawdopodobnie, gdyby  podróżowała, no nie wiem, dziesięć razy w roku, to ten dyskomfort skróciłby się do  jednego dnia.


Bartek: Tak.


Kari: Ale prawdopodobnie też, jeżeli występuje tam spektrum autyzmu, to dyskomfort  może się skróci do jednego dnia, ale zawsze pozostanie. I już. I nie ma co z tym jakby  ani walczyć, ani kopać się z koniem. Tylko to jest to, co zawsze ja z kolei powtarzam i  będę powtarzać do znudzenia. Żeby cokolwiek zmienić, najpierw trzeba radykalnie zaakceptować stan rzeczy, jaki jest. I siebie, i okoliczności, w których jesteśmy, i  wszystkich ludzi, którzy są wokół nas.


Radykalnie zaakceptować, nie próbować niczego zmienić. I dopiero z tego poziomu  możemy gdzieś tam coś próbować.


Bartek: Ja mam jeszcze taką w ogóle myśl... Ja nie mówię, że ta osoba teraz jest jak  gdyby w tym przykładzie, ale wezmę sobie ten przykład, żeby zrobić mój przykład  [śmiech]


To co mówiłem o tych wielu opcjach. Bardzo fajne jest jak gdyby życie z takim  przeświadczeniem o tym, że ja mogę być podróżnikiem, nie realizując nigdy tego  mojego czegoś podróżniczego, ponieważ to jest bezpieczne i miłe. To jest taka polisa,  powiedzmy, mentalna. Ja nie muszę tego realizować, tak? Bo jakbym to zrealizował i nie  daj Boże się okaże, że ja się do tego nie nadaję, to będę musiał pogrzebać, zakopać  głęboko i jeszcze przeżyć, kurde, żałobę tego, że ja nie mogę być tym podróżnikiem.


Kari: I to może być trudne.


Bartek: I to może być po prostu trudne. A niestety życie polega na tym, że...


Kari: Tak, ja pamiętam, że taką mikro żałobę przeżyłam, że w momencie, kiedy byliśmy  na koncercie Metalliki, ja stwierdziłam: "Okej, to ja już nie jestem osobą, która chodzi na  koncerty".


Bartek: Żeby nie było, to był Stadion Narodowy. To jest naprawdę bardzo złe miejsce w  ogóle, żeby jakikolwiek koncert tam się odbył.


Kari: To był po prostu taki mocny bodziec, który już narastał u mnie od jakiegoś czasu.  Bo ja zawsze uważałam, że jestem osobą, która uwielbia imprezy, koncerty i tak dalej. I  potem zaczęłam różne rzeczy o sobie odkrywać i na tym konkretnym koncercie  pożegnałam się z tym, że... Ja wiem, że tam są bardzo przyjemne rzeczy na tych  koncertach i ja wiem, co mnie tam ciągnęło. To takie poczucie, że jesteś, wiesz, w fali  różnych...


Bartek: Wspólnota taka.


Kari: Tak, wspólnota. Natomiast koszt jest tak duży, że ja się pogodziłam, że to nie jest  po prostu dla mnie.


Bartek: No właśnie. Jest żałoba.


Kari: Jest żałoba. Ale jak przeżyłam tą żałobę, to okej. No nie wszystko musi być dla  mnie. Mam za mało czasu, żeby wszystko musiało być dla mnie.


Bartek: Poza tym wtedy żyjesz tak naprawdę i nie jesteś w sumie żadną z tych osób,  nie? Bo w swojej głowie jesteś tym podróżnikiem, ale tak naprawdę nie jesteś.


Kari: Tak. I rozprzestrzeniasz swoją energię na te różne tożsamości, którymi nie jesteś.  A ta, którą naprawdę jesteś, albo którą naprawdę byś chciał być, albo która by ci bardzo  służyła, żeby twoje życie miało sens i znaczenie, to dostaje takie skrawki, nie?


Bartek: Tak, bo „lepiej nie”. No. No i smutna prawda jest taka, że niestety trzeba się  trochę zmuszać.


Kari: Że żeby faktycznie coś zmienić, to, co tak bardzo chcemy, to najpierw zorientujmy  się, czy na pewno bardzo chcemy. Wybierzmy skończoną ilość rzeczy, które chcemy. Ja  lubię trzy, bo to jest taka rzecz, że jesteśmy w stanie się skupić na trzech, a na więcej  już nie. I zmusimy się. Zmuszajmy się do tego, żeby...


Bartek: I pamiętajmy jeszcze o tym znowu, bo mówiliśmy o tym, że mózg nam  podpowiada i o tym, że świat jest taki, że jest bardzo łatwo. Jest trochę takiej narracji też  o robieniu rzeczy w zgodzie ze sobą. I być może my też się trochę do tego  przyczyniamy, ale bardzo łatwo jest robić rzeczy w zgodzie ze sobą i być w komforcie.


Nie rozwijać się, no bo ja je robię w zgodzie ze sobą, czyli taką kluchą być, która się cały  czas odsuwa, żeby przypadkiem nie weszło z żadnej strony twarde i nie zabolało, bo ja  to robię w zgodzie ze sobą, to są moje wartości i coś tam, i tak dalej. Więc uważajmy też  na to, bo mózg bardzo łatwo nam to po prostu nawet nie będziemy wiedzieć, jak nam to  wsunie po prostu.


Kari: I tutaj jest coś, czego dowiedziałam się od Marka Mansona. Oczywiście to jest już  od starych filozofów i tak dalej. Natomiast on był moim pierwszym źródłem, więc ja  uważam, że to jest jego.


Bartek: Oczywiście.


Kari: Tak zwane pick your poison, czyli zawsze będzie cię coś bolało, zawsze będzie  jakiś stres. Załóżmy – jesteś w związku, to stresujesz się będąc w tym związku i wkurza  cię ten związek. Jesteś bez związku, to stresujesz się, że jesteś samotny i wkurza cię to  bycie w samotności.

Masz pracę, to się wkurzasz, że tak strasznie dużo musisz pracować. Nie masz pracy,  to się wkurzasz albo smucisz, że nie możesz pracować. Zawsze będzie jakiś problem,  zawsze będzie jakiś stres, zawsze będzie jakiś ból. I w mojej opinii odbiorze, w zgodzie  ze sobą oznacza wybierz najbardziej dla ciebie...


Bartek: Zjadliwą formę?


Kari: Zjadliwą formę dyskomfortu i stresu, i bólu, i embrejsnij ją. Nie umiem tego  powiedzieć po polsku. Czyli uznaj, przytul i idź w ten dyskomfort, który jest dla ciebie  najlepszy.


Bartek: I tutaj mam sobie tak, czy tam notatkę mam. Ci, którymi tak się inspirujesz,  bardzo często robili rzeczy dłużej niż ktokolwiek inny by chciał, dlatego są tam, gdzie są.


Kari: O, to właśnie mam tutaj też taką fajną historyjkę o tym, bo jak rozmawialiśmy o tym  dyskomforcie i ja oglądałam mój nomen omen comfort serial, to tam się pojawiła taka  piękna metafora, że mąż jednej z bohaterek mówi: „No, ty teraz jesteś w zupie”. A ona  się pyta: „O co chodzi? W jakiej ja jestem zupie?”. No i ten mąż mówi, że z córką uczyli  się o rozwoju motyla. I my jako ludzie...


Bartek: Poczwarka jest w zupie, no.


Kari: Tak! Z zewnątrz obserwatorzy – widzimy najpierw gąsienicę, potem jakaś tam jest  poczwarka, potem jest ten piękny motyl. I w tej poczwarce jest zupa. Jest po prostu...


Bartek: Tam się rozpuszcza wszystko.


Kari: Wszystko się rozpuszcza. Z tej gąsienicy robi się ten motyl i tego w ogóle nie  widać. Jak my obserwujemy te nasze autorytety, to my widzimy tylko tego motyla.  Czasem sięgniemy i zobaczymy poczwarkę, ale nie widzimy, co się dzieje w tej zupie.


Bartek: A czy ja mogę tylko jedną rzecz dodać?


Kari: O motylach i zupach?


Bartek: Gąsienica jest po prostu tak wyspecjalizowana do tej jednej funkcji, którą pełni.  Czyli ona ma jeść i rosnąć w masę, i gromadzić energię, że nie da się przejść bez tej  formy zupy w formę tego motyla, który ma latać, rozmnażać się, czasami nawet nie jeść.


Kari: Czyli tam różne już rzeczy robi, świat ogląda i w ogóle doświadcza. 


Bartek: Nooo... doświadcza motyl...


Kari: Być może pomoże ta metafora tym, którzy chcą do czegoś dojść, dokądś  zmierzają, coś osiągnąć, że żeby tam się dostać, to musimy pobyć w zupie. Musimy po  prostu zdezintegrować się i to nie chodzi o to, żeby wejść tam i w ogóle totalnie się  rozwalić, tylko chodzi o takie drobne, codzienne działania. Drobne podejmowanie  dyskomfortowych rzeczy, żeby z tej gąsienicy w tego motyla w końcu...


Bartek: Tak. Powiedziałem, żebyśmy się nie poparzyli – istotnym jest to, że jeżeli nie  umiemy pływać, to nie wybieramy się na jakiś klif w Portugalii w zimie, w lutym, kiedy są  największe tam wiatry i razem z surferami Geronimo i skaczemy, żeby się nauczyć  pływać w locie. Jakoś może się nauczymy pływać, zanim dotrzemy do tej wody. Więc na  początek wchodzimy do basenu takiego do pasa razem tam z dziećmi, które mają  makaroniki i próbujemy się zanurzyć. Może trener nam pomoże.


Kari: Tak, ale nieważne, ile się naoglądamy programów o pływaniu, naczytamy książek i  nainspirujemy, to nie nauczymy się pływać na sucho.


Bartek: Tak, dokładnie tak. Więc metoda małych kroków polega na tym, żeby cały czas  musi być jednak nasz tolerowalny dyskomfort. Czyli tak niewygodnie, że jednak  niewygodnie, ale jednak zrobię.


Kari: Niektórzy to nazywają strefą uczenia się, żeby było komfortowo, to nie używają  słowa dyskomfort, tylko strefa uczenia się.


Bartek: Tak, ponieważ rozwój następuje tylko w tarciu, więc nie może być tak strasznie  dyskomfortowo, że nas to przygniata, a z drugiej strony nie może być tak, że jest to dla  nas łatwe. Więc cały czas jest ten dyskomfort. No musi być po prostu.


Kari: I tak ja to, ja to jeszcze raz powtórzę: nie ma strefy uczenia, jest dyskomfort. Ma  być trudno.


Bartek: No okej. I jeszcze jest jedna rzecz, taka, która w tym wszystkim jest, to jest to,  że dużo łatwiej nam będzie zdobywać te dowody dla tego naszego mózgu, żeby on nam  uwierzył, że sobie poradzimy w tych trudnych sytuacjach, kiedy zwrot z tego naszego  działania będzie dosyć szybki.


Czyli jeżeli robimy te małe kroczki, a mamy jakąś większą rzecz do przeskoczenia, którą  chcemy zrobić, to starajmy się jednak robić tak, żeby te kroczki już nam dawały jakiś taki  feedback, że: „Aha, to ja sobie radzę, to ja, to ja to widzę". Bo im dalej to jest odroczone,  tym mniejsza to będzie korelacja i nam coś się rozmyje. Po prostu to nie wyjdzie.


Drugą rzeczą jeszcze jest to, żeby starać się jednak wyrzucać przeszkody, czyli żeby nie  było za dużo rzeczy dookoła, które konkurują o naszą uwagę. Albo jeszcze gorzej, że  tyle opcji jest na stole. „O, czyli ja teraz to mogę robić różne rzeczy w ogóle. Ja nie tylko  muszę robić ten dyskomfort, ale mogę wybrać ten inny dyskomfort, który tak naprawdę  nie jest dyskomfortem, ale ja se go wybiorę, bo sobie tutaj powiem, że to jest bardzo  ważne i zacznę sobie robić tą inną rzecz".


Kari: Czyli na przykład w naszym przykładzie o pływaniu. Uczymy się pływać, pływamy  na tych makaronikach, wchodzimy na coraz większą wodę, cały czas w tych  makaronikach. I mówimy sobie, że to jest coraz większy dyskomfort, ponieważ mamy  metr drugi, trzeci, piąty pod nami, ale tak naprawdę nie, nie wychodzimy z tego.


Bartek: Nie, tak naprawdę zostań na tym metrze, tylko wywal ten makaronik.  Zobaczysz, co się zadzieje. Czy się utrzymasz na chwilę chociaż.


Kari: Czyli musimy iść tam po prostu, gdzie jest trudno. Jakby nie słuchać tego naszego  mózgu, który tak nas bardzo będzie ciągnął zawsze do tego, żeby jak najprościej i jak  najłatwiej, jak najprzyjemniej nam było.


Bartek: Druga rzecz, która jest też całkiem istotna, jak nie jedną z bardziej istotnych, to  jest środowisko. I mówiliśmy o tym, że można wywalić te wszystkie rzeczy, które nam  mogą ewentualnie utrudniać rzeczy. Ale jeżeli na przykład będziemy wśród ludzi, którzy  robią coś, co my chcemy też u siebie zmienić, nie wiem, nauczyć się pływać, no to  zapiszmy się do jakiejś grupy osób, które mają czterdzieści ileś lat i nie potrafią pływać,  tylko chcą się nauczyć. Albo chociaż chodźmy na basen. Więc środowisko.


My mamy coś takiego, że po prostu takim trochę owczym pędem: "A to będę robił tak,  jak wszyscy robią. Albo oni robią tak, to będę tak robił". Tak. Trochę bez zastanawiania  się. Nie ma za bardzo co się nad sobą zastanawiać, bez zastanowienia się nic nie  zrobisz. To zacznij robić, bo dostaniesz wtedy feedback i będziesz wiedzieć w ogóle, czy  to jest coś koło tego. Najlepiej jeszcze parę razy to zrób, a nie tylko raz.


Kari: Będąc wśród ludzi, którzy też próbują to zrobić, tego samego się nauczyć albo  gdzieś tam próbują dążyć w tę samą stronę co my, od razu dajemy sobie pewien  komfort tego, że nie tylko nam nie wychodzi, albo że nie tylko od siebie jesteśmy zależni,  że inni mają tak samo. To jest pewien komfort w tym dyskomforcie.


Więc czasem, żeby dojść tam, gdzie chcemy, to wystarczy sobie znaleźć grupę ludzi,  która tam jest mentalnie albo która też tam dąży.


Bartek: Jeżeli sobie sami czasami zostaniemy z różnymi rzeczami, a jeszcze nie daj  Boże zaczniemy myśleć o tym... A jak zaczniemy o tym myśleć, to jeszcze do jakichś  głupich wniosków możemy dojść. To lepiej nie myślmy. A w tłumie to jest, już wracając  do tego basenu... my tu mówimy o biznesie, a uczymy pływać. Dobra, nieważne. Więc  wracając do tego basenu, to: „No i teraz wszyscy wchodzą do wody. No to ja też  wchodzę”. Bez myślenia.


Kari: Bo nasz mózg naturalnie idzie za innymi. To jest jeszcze jedna jego cecha, że  dążymy do konformizmu i dążymy do plemienności. Skoro inni tak robią, to ja też tak  zrobię. Jest dużo łatwiej.


Bartek: Jest dyskomfort. No i co z tego?


Kari: Tak, wszyscy jesteśmy w grupie, w tym dyskomforcie.


Bartek: Jest jeszcze jedna rzecz, która jest dosyć istotna w tym wszystkim, żeby móc  spróbować wyjść do tego dyskomfortu. Ja sobie to określiłem w ten sposób, że my  musimy mieć takie nastawienie trochę takiego eksperymentatora i takie trochę wyrąbane  na to, co się z nami dzieje w tym eksperymencie. Tak trochę z ciekawością do tego  podchodzimy. I musimy być tacy średni w tym eksperymencie.


Nie musimy być dobrzy, to nie musi nam wychodzić. Nie powinniśmy nawet mieć takiego  podejścia, że: „O, teraz to jak wszedłem do tej wody, to teraz muszę być jakiś”. Nie,  możesz wejść do wody. Po prostu możesz być byle jaki, ale masz tam wejść.


Kari: Może z taką ciekawością, nie? Ciekawe, co się stanie. Sprawdźmy to.


Bartek: Natomiast powinieneś być bardzo dobry w regeneracji do tego, żeby móc z  powrotem wejść do tej wody. Czyli jeżeli ta woda spowodowała jakiś dyskomfort,  powiedzmy, przysłowiowa woda, jakiś stres i tak dalej, to im szybciej jesteś w stanie się,  nazwijmy to, wrócić do siebie, zregenerować i znowu wejść do tej wody, to tym lepiej dla  ciebie.


Kari: I tym łatwiej osiągniesz te swoje cele.


Bartek: Więc jeżeli umiesz mentalnie czy w ogóle się regenerować do dyskomfortu  dosyć szybko, a mogę powiedzieć, że da się tego nauczyć... Kiedyś byłem osobą, którą  potrafiły rzeczy wywalić na jeden dzień, dwa dni i tak dalej. Teraz są to minuty, a  czasami sekundy. Po prostu jestem w stanie wrócić.


Kari: Coś, co się zadziało?


Bartek: Nauczyłem się tego po prostu i dla każdego to będzie indywidualne  prawdopodobnie.


Kari: A nie ma jakiegoś wzorca w tym?


Bartek: Może. Jeżeli ktoś mi nie wierzy, to kiedyś nawet byłem podpięty do EKG i  jestem w stanie obniżyć swoje szybkość działania serca. Jestem w stanie się uspokoić.


Kari: Czyli to są, tutaj wchodzą na pewno jakieś techniki mindfulnessu... 


Bartek: Głównie oddychanie i myślenie jakieś, nie jestem specjalistą w tym, nie wiem.


Kari: Dużo mi przychodzi do głowy rzeczy, które mogą się tu zadziać. Na pewno  przekonania, czyli jakby zobaczenie siebie jako osoby, która idzie w dyskomfort już  bardzo mocno pomaga. W przeciwieństwie do tego, kiedy widzimy siebie jako osobę,  która potrzebuje zapewnić sobie komfort, bo świat jest tak bardzo dyskomfortowy.


Bartek: Na mnie na przykład bardzo dobrze działa oddech, tak? Ale być może, żeby  działał na mnie oddech, potrzebowałem mieć jakieś naładowane inne rzeczy, o których  mówisz. O przekonaniach. Nie jestem w stanie tego...


Kari: Na przykład to, co powiedziałeś o Tomku, to była akurat w takim wypadku  gwałtowna zmiana przekonania. Czyli przez prostą historię – to najwyżej będę  niewyspany – Twoje przekonanie głębokie o tym, że ty powinieneś być wyspany,  zmieniło się. Faktycznie. Nie muszę być wyspany, nie muszę być wyspany każdej nocy,  każdego dnia. Mogę potem to zregenerować.


Generalnie regeneracja też musi być świadoma. To znaczy, jeżeli mamy jakiś stres, to  potem powinniśmy się regenerować, nie myśląc o tym stresie. A czasami niektóre osoby  mają coś takiego, że na przykład lubią się martwić. Lubią – nie lubią, ale nasz mózg lubi  się martwić, ponieważ wtedy dostaje dopaminę i ma jakieś takie schematy, że idzie w  martwienie. Więc nawet jak wchodzimy do tej wody i sprawdzimy, jak tam jest, trochę  nas to zestresuje, to potem zaczynamy się martwić, jak to będzie następnym razem.


Bartek: To antycypacja jest taka.


Kari: I ta regeneracja wtedy nie następuje, bo cały czas jesteśmy w tym. Więc żeby się  nauczyć nie martwić, no to tutaj różne sposoby można sobie próbować w różnym  rodzaju dyskomfortu, aż się w końcu trafi na ten, który, który zadziała.


Bartek: Tak, więc chodzi o tę regenerację. Po prostu im szybciej jesteś w stanie wrócić  do siebie, do tej równowagi i znowu wejść do dyskomfortu, to więcej jesteś w stanie razy  się wystawić na ten dyskomfort, przez co twoja, nazwijmy to, gumka czy tam balonik...


Kari: Rezyliencja.


Bartek: Tak, ten balonik potrafi być coraz bardziej napięty, przez co on się naciąga i  potem flaczeje i potem go znowu napinasz, i on flaczeje. I coraz bardziej, coraz bardziej,  coraz bardziej.


Kari: No właśnie. A my też mamy coś takiego, zwłaszcza jak jesteśmy przedsiębiorcami,  że przechodzimy od jednego stresu do drugiego. A regeneracja to jak sobie zasłużymy.  Pół roku zrobimy ten projekt, popracujemy, to pojedziemy na dwutygodniowe wakacje.


Bartek: Nie, tu chodzi o to, żeby było szybko.


Kari: Tak. I dokładnie o to chodzi. To chciałam powiedzieć, że to nie zadziała, że  regeneracja musi być po prostu częścią codzienności po każdym stresującym...


Bartek: Zwłaszcza że to trochę działa w ten sposób, że im szybciej wracasz do siebie,  tym bardziej gwałtowne rzeczy jesteś w stanie znieść. I tych gwałtownych rzeczy na  przykład mogę sobie wrąbać kilka. To jest tylko przykład, pamiętajmy o tym, okej?  Potrafię sobie wrąbać ich kilka w ciągu dnia. Jeżeli bym się wywalał i potrzebowałbym  długo wracać do siebie, do tej, po tej jednej rzeczy załóżmy dzień, to nie jestem w stanie  zrobić tych trudnych rzeczy dużo. Mam nadzieję, że to zrozumiałe. To jest tylko przykład  i wielkie uproszczenie, okej? No. Chodzi o to, żeby po prostu im szybciej jesteś w stanie  wrócić do równowagi, tym jest lepiej, bo jesteś w stanie się częściej wystawiać na różne  rzeczy.


Kari: Tak. A tym szybciej będziesz wracać do równowagi, im częściej się wystawiasz. I  to jest ten paragraf dwadzieścia dwa. No ja na samym początku, jak zaczynałam swoją,  nazwijmy to, karierę mówczyni, to po przemówieniu nie byłam w stanie przez dzień albo dwa wychodzić w ogóle do ludzi. Teraz bez problemu następnego dnia mogę mieć  kolejne przemówienie, ale raczej tego nie robię, ponieważ wiem, że dla mojego mózgu  jest lepsze, jak jednak ma ten dzień przerwy. Mogę, mogę to zrobić. Wiem, że mogę i  widzę też, że dużo szybciej wracam do siebie po różnych takich wydarzeniach. Ale nie  muszę.


Bartek: Tak. No to jest trochę na tej zasadzie, że po nagraniu tego podcastu potem  jeszcze będzie jeden odcinek. Potem mam rozmowę online z kimś i z dziesięć minut  bym chciał, żeby po prostu przejść z jednego biurka do drugiego i to jest wszystko. Bo  tam nie ma nic po drodze po prostu już.


Kari: A kiedyś po nagrywaniu to trzeba było cały dzień odpocząć.


Bartek: Odpocząć. Załóżmy, no.


Kari: Im częściej coś powtarzamy, tym regeneracja jest szybsza.


Bartek: Tak. I problem polega jeszcze na tym, że jeżeli coś zarzucimy, to będziemy  trochę gorsi w tym. Czyli flaczeje ten mięsień, nazwijmy to, dyskomfortu w tym obszarze.


Kari: I to jest to, co dzisiaj powiedziałeś, że: „O, już dwa tygodnie nie nagrywaliśmy, to  jakoś tak mi się trudniej nagrywa”.


Bartek: Tak, trudniej mi jest po prostu usiąść, ale jak już usiądę, to już, to już jest tak.


Kari: No bo mała to jest przerwa. Czyli cały czas musimy ćwiczyć ten dyskomfort. Cały  czas.


Bartek: Tak, tak, tak. No. I po pewnym czasie, jak zaczynamy to wszystko robić, to w  pewnym momencie zaczynamy dostarczać już tyle dowodów temu naszemu mózgowi.


Kari: Mózgu, naszemu mózgu.


Bartek: Tak, że on przestaje nam wysyłać sygnały, że o mój Boże, bo my jednak  umrzemy, jak zaczniemy to robić. Bo on zaczyna się uczyć, że w sumie to my sobie  chyba jednak radzimy z tym wszystkim.


Kari: I w sumie to chyba nie umrzemy. Pojawia się poczucie kompetencji.


Bartek: I wtedy się dopiero pojawia poczucie kompetencji. Więc jeżeli ktoś szuka jakiejś  pewności siebie, to niestety tylko w jakimś obszarze, w którym będzie coś robił, tam  będzie mógł poczuć kompetencje. Co jest w ogóle jeszcze ciekawsze, to poczucie  kompetencji z jednego obszaru potrafi się przenieść na inny obszar, ponieważ tam sobie

poradziłem, to jestem tak pewny siebie, że jak wezmę się za coś innego, to też sobie  dam radę.


Kari: No to z tego pięknego podcastu, który bardzo wam wszystkim polecam. "Solved"  się nazywa, Mark Manson i Drew jakiś, nie pamiętam nazwiska [Drew Birnie, przyp. red.  ;)]. Cztery godziny trwa ponad, o pewności siebie.


Wynikało z ich rozmowy, że możemy budować poczucie kompetencji w jakimś jednym  obszarze, powtarzając to w kółko i ucząc nasz mózg, że tutaj jest okej. Natomiast żeby  taką ogólną pewność siebie mieć, to musimy budować tę naszą kompetencję w jednej rzeczy, a mianowicie w radzeniu sobie z dyskomfortem, czyli w radzeniu sobie z tym, że  jak jesteśmy w czymś trudnym, to sobie poradzimy. I tu budujemy poczucie kompetencji,  czyli powtarzamy w kółko wychodzenie do dyskomfortu.


I w momencie, kiedy to wychodzenie do dyskomfortu wiele razy powtórzymy i nasz  mózg się przekona, że w tym dyskomforcie nie będzie tak najgorzej, to budujemy ogólną  taką pewność siebie i jesteśmy tymi osobami, którymi wszyscy chcą być. Czyli jak coś  mu się zarzuci, to i tak to zrobi. Jest pewny siebie, że to wszystko będzie dobrze i idzie, i  działa, i robi.


Bartek: No, smutna prawda na sam koniec, bo sobie tutaj napisaliśmy w notatkach...


Kari: Ja jeszcze chciałam, zanim będzie ten sam koniec, to jeszcze jedną rzecz  dorzucić taką trochę...


Bartek: Czyli zamiast smutnej prawdy inna prawda, no.


Kari: Tak, inna prawda. I to jest coś, co spotkałam się w internecie, w kontekście  właśnie komfortu. Bo ja jakoś też tak na nieświadomce budowałam zawsze, od wielu lat  już, nie zawsze, ale od wielu lat, poczucie bycia kompetentną w rzeczach trudnych i  nowych, bo zauważyłam, że to jest coraz ciekawsze.


Jak lubisz te rzeczy trudne i nowe, jak lubisz dyskomfort i ciągle idziesz do tego  dyskomfortu. I może dlatego bardzo mnie uderzył pewien post na Instagramie, gdzie  dziewczyna mówiła, że jako osoba w spektrum autyzmu i wszystkie osoby w spektrum  autyzmu powinny priorytetyzować komfort. I zgadzam się z tym, co ona mówiła, ale  powiem ci dlaczego. Ponieważ osoby w spektrum autyzmu bardzo często, no oczywiście  to jest generalizacja, ale od samego początku są w dyskomforcie. Wszystko, co robią, to jest dyskomfort. 


Muszą się... No tam maskują się. Żyją w świecie, które im daje te  wszystkie bodźce. Wszystkie rzeczy muszą ogarniać, udawać, że wszystko jest w  porządku. Jakby dyskomfort jest ich codziennością, jest im chlebem powszednim.


I kiedy słyszą te osoby: „Dobra, to teraz pokochaj dyskomfort”, to przychodzi ten taki  moment: „A pitolę, ja już mam dość. Ja już nie jestem w stanie”. Przychodzi to takie  przeładowanie i nie są w stanie przyjąć tej narracji pokochaj dyskomfort. Nie są w stanie  powiedzieć: „Okej, to ja nie chcę”. I teraz co ta dziewczyna mówiła? Priorytetyzacja  komfortu u osób w spektrum polega na tym przede wszystkim, żeby zaopiekować swoją  sensorykę. Ponieważ jeżeli zaopiekujesz tę sensoryczną część, której nie zauważamy  często i pchamy się w ten sensoryczny dyskomfort, to będziesz mieć przestrzeń na to,  żeby iść do kolejnego dyskomfortu, a nie że wypełni ci wszystkie twoje energetyczne  punkty, to, żeby przeżyć w tym świecie, który dla twojego mózgu jest po prostu trudny z  założenia.


W pewnym momencie tak, dyskomfortu może być za dużo. I to jest to, o czym  mówiliśmy. Nie możesz przekroczyć pewnej granicy, bo cię to po prostu może  zniszczyć. Natomiast to nie jest tak, że osoby w spektrum autyzmu powinny komfort  jakoś, powiedzmy, faworyzować. To jest tak, że oni mają po prostu na starcie już trochę  bardziej przerąbane.


Natomiast tutaj, w tym podcaście, po to tłumaczę to, że to ma być ta granica pomiędzy.  Że twoja granica być może jest bardzo przesunięta w jakąś stronę i tam masz się  znajdować w tym dyskomforcie, który jest dla ciebie akceptowalny, a nie masz kochać  komfort albo nie masz... Każdy ma swój dyskomfort, każdy ma swoją granicę. I to się  nigdy nie kończy.

Więc smutna prawda jeszcze na sam koniec jest taka, że niestety to poczucie  dyskomfortu to nie jest tak, że to jest jakaś brama, przez którą przejdziemy i po pewnym  czasie dyskomfort znika i potem jesteśmy tym innym człowiekiem, którym chcieliśmy  być. To zostaje. Koniec i już będzie.


Kari: W sensie dyskomfort.


Bartek: Tak.


Kari: Dlatego właśnie najlepiej robić sobie kompetencje w poczuciu dyskomfortu. 


Bartek: No okej.


Kari: To jest jedyna kompetencja ogólna, która wpływa na tę pewność siebie ogólną.  Jeżeli będziemy kompetentni w tym, że się coraz lepiej czujemy w dyskomforcie.


Bartek: Jeżeli można byłoby to tak porównać, to se porównam. Zobaczymy, jaki  coelhizm z tego wyjdzie, ale powiedzmy, że dyskomfort jest rodzajem takiego powietrza  rozwoju, którym się musisz po prostu nauczyć oddychać. I tak to po prostu działa i  koniec.


Kari: Tak, tak. No to mamy nadzieję, że w komfortowo dyskomfortowy sposób  pomogliśmy wam spojrzeć na dyskomfort z nieco innej perspektywy.


Bartek: Dzięki wielkie.


Kari: Dzięki.


Bartek: Pa.

bottom of page