top of page

18 września 2026

, odcinek 135

Jak podejmować jeszcze lepsze decyzje

Nasze mózgi konfabulują. Podpowiadają nierealne scenariusze, szukają potwierdzeń naszych przekonań  i podejmują decyzje na bazie emocji – nawet jeśli jesteśmy przekonani, że robimy to racjonalnie. Ale da się coś z tym zrobić, a w efekcie decydować lepiej.


W tym odcinku opowiadamy, dlaczego jako ludzie tak słabo radzimy sobie z przewidywaniem – i co robią osoby, które podejmują decyzje lepiej niż inni. Podsuwamy kilka wskazówek, które możesz wdrożyć od zaraz i w zespole, i w życiu.


Po wysłuchaniu może być Ci trudniej  mówić coś w stylu: „bardzo wysoce prawdopodobne” i udawać, że to cokolwiek znaczy :) Za to łatwiej wychwycisz, że Twój mózg właśnie próbuje Cię okłamać.

podobne odcinki
podobne odcinki
Zapisz się, jeśli chcesz dostawać informacje o nowych treściach.
​
Jeden mail w miesiącu.
transkrypcja

Bartek Goldyn: Myślę, że każdy z nas chciałby podejmować jeszcze lepsze decyzje.  Nie tylko dobre, ale jeszcze lepsze decyzje.


Kari Goldyn: Nie tylko dobre, nie tylko lepsze, ale jeszcze lepsze.


Bartek: Tak, ale jeszcze lepsze decyzje. I w tym odcinku chcielibyśmy o tym  porozmawiać i zobaczymy, jak bardzo na sam początek już mamy trochę przerąbane,  ponieważ nasz mózg to jest po prostu konfabulant straszliwy i on nam będzie wymyślał  najróżniejsze historie, ale da się coś z tym zrobić, tak?


Są sposoby na to, żeby być trochę lepszym w tym podejmowaniu tych decyzji.


Kari: I finalnie dotrzeć do lepszych rezultatów, nie? Bo to na tym polegają lepsze  decyzje.


Bartek: Tak. I mam tu na myśli nie tylko same decyzje, nie wiem, biznesowe,  powiedzmy, ale nawet takie zwykłe, proste, życiowe. Jeżeli ktoś teraz tego słucha i myśli  nad, nie wiem, czy powiedzieć „tak” albo czy się, czy się oświadczyć, to myślę, że ta  decyzja generalnie z góry jest spisana na całkowitą losowość, więc tutaj nie ma sensu  do tego tak podchodzić.


Kari: [śmiech] Nie, to czekaj, ale jakby na przykład tak poczekać te piętnaście lat i  sprawdzić, to wtedy mniejsza jest losowość. To czekajcie. Nie wychodźcie za mąż tak  szybko.


Bartek: Tak, to jest przesłanie dla kobiet: zrozumcie w końcu, o czym faceci mówią, że  po co się tak spieszyć. Dobra, jedziemy.


Pierwsza rzecz, o której chciałem powiedzieć, to jest w ogóle to, jak my myślimy o sobie  w kontekście tego, jak przewidujemy, jak podejmujemy decyzje. My ludzie, jak myślimy o  szansie, to większość z nas rozpatruje ją nie w kontekście, powiedzmy, jakiejś liczby. Że coś się stanie, powiedzmy, z siedemdziesięcioprocentowym prawdopodobieństwem.  Tylko: „Nie jestem pewien”, „Nie wiem”. I to jest bardzo szeroka rzecz. Bądź się nie  stanie. Czyli stanie się, nie wiem.


Kari: Czyli tak, nie albo nie wiem. Trzy stany.


Bartek: Tak. Jeżeli ktoś na przykład ma siedemdziesiąt procent, powiedzmy, że jutro  będzie padać. Jeżeli myślimy o tym w ten sposób, że ma być to właśnie siedemdziesiąt  procent, to większość osób patrzy na to: „No, raczej będzie padać, ale w sumie nie  wiadomo”.


Natomiast, żeby zrozumieć, na czym polega te siedemdziesiąt procent, to powiedzmy,  że jesteśmy tacy omnipotentni całkowicie i przeżywamy jutrzejszy dzień sto razy. Jeżeli  przeżywamy go sto razy i rzeczywiście siedemdziesiąt dni jest takich, że pada deszcz, to  możemy powiedzieć wtedy, że ta predykcja była dobra. Idealna, tak? No bo  siedemdziesiąt razy. I niestety nie możemy tego zrobić.


Kari: No nie, chociaż był taki film o tym. Jak on się nazywał? Fajny film. 


Bartek: „Bruce...”


Kari: Nie.


Bartek: „Dzień świstaka”?


Kari: Nie, nie ten taki dużo ładniejszy. Tego samego reżysera co zrobił „Love actually”.  Co to...?


Bartek: Aaa, „It's About Time”.


Kari: „It's About Time”. Tak, bardzo polecam ten film wszystkim. O tym, że można  przeżyć dzień kilka razy i potem sobie wybrać dowolne rozwiązanie tego dnia. I jest  naprawdę przepiękny finał tego filmu i przepiękna lekcja z niego płynąca.


Bartek: Tak. Więc w ten sposób patrzymy na tę procentowość, tak? Na tę predykcję. I  często jeszcze będzie tak, że oceniamy to, czy ktoś dobrze przewiduje, czy źle przewiduje tylko na podstawie rezultatu. Czyli jeżeli mamy nadal te siedemdziesiąt  procent, że jutro będzie padać, ale nie padało, to „co on się tam zna, nic nie wie”.


Kari: Sto procent się nie zna.


Bartek: Dokładnie, sto procent się nie zna. Natomiast gdybyśmy mieli naprawdę ocenić,  jak on przewiduje, to musielibyśmy przewinąć ten dzień za każdym razem i sprawdzać,  sprawdzać, sprawdzać.


Kari: Ewentualnie wielokrotnie doświadczać jego przewidywań i sobie na bazie tego  wybudować procentowość jego trafności.


Bartek: Tak, tak.


Kari: Im większa baza danych, tym większa trafność.


Bartek: Jest tak też jeszcze, że bardzo dużo osób, które zajmuje się przewidywaniem  bądź mówi o tym, co będzie, jak będzie, całe media w ogóle tym żyją, tak? Że my  spekulujemy albo mówimy o czyichś emocjach, kto z kim, co i tak dalej.


Kari: No, są nawet takie całe gałęzie nauki, nie? Futuryzm i badanie trendów.  Trendsetting.


Bartek: Albo gadamy o tym, co to może być bądź nie będzie. I bardzo rzadko jest tak,  że wracamy do tych, powiedzmy, przepowiedni i potem rozliczamy kogoś.


Kari: I sprawdzamy.


Bartek: Tak. No bo świat jako taki to jest system naprawdę pierońsko złożony i ciężko  jest przewidzieć, czy będzie wojna, czy nie będzie wojny, czy ta strategia będzie dobra,  czy tamta będzie dobra. Trudne to jest.


I najczęściej, żeby móc to zweryfikować, musielibyśmy mieć pełny obraz, że tak w sumie  to już się skończyło i teraz moglibyśmy kogoś rozliczyć z rezultatu. Najczęściej tego nie  robimy. Ale szum, który powstaje wokół tego, te emocje wszystkie często powoduje, że  kręcimy się wokół, tej osoby, tej przepowiedni. I mamy taką osobę, która bardzo dobrze  gra w emocje, ale nie ma to nic wspólnego z przepowiedniami, predykcjami, o.


Kari: Czyli z prawdą, z tym, co nastąpi, tylko po prostu dobrze umie o tym opowiedzieć.


Bartek: Tak. I jak ta osoba dobrze umie o tym opowiadać, to gromadzą się wokół niej  osoby... Bo wszyscy może nie tyle żądamy, co chcemy tych emocji. No i trochę nam  wskakuje tak zwany efekt halo, tak? Czyli jeżeli wokół tej osoby jest dużo osób i ona o  czymś mówi, że tak będzie bądź nie będzie, to zaczynamy powtarzać te wszystkie  rzeczy i się robi taka kula śniegowa. I sobie żyjemy w tym świecie takim  wyhalucynowanym wspólnie razem z tą osobą. I w żaden sposób to nie jest  kompetentne, tylko po prostu jest takie coś.


Kari: Z drugiej strony ddzieś czytałam kiedyś artykuł o tym, jak powstają trendy w  modzie i wygląda to tak – pewnie nie zawsze, ale czasami – że jest jakiś bardzo znany  projektant mody, który wymyśla sobie, co będzie w następnym roku trendem. Po czym  po cichu mówi niektórym osobom. A potem robi tę kolekcję. I przez to, że jest znany i że  wokół niego są osoby, to te osoby zaczynają to powtarzać i generuje ten trend. A te  osoby, co wcześniej wiedziały, to już są przygotowane, bo już mogą produkować te  ciuchy, nie? Z tego trendu, który będzie za rok.


Czyli tak naprawdę to nie jest tak, że ktoś przewiduje trendy, tylko przez to, że ma duży  zasięg i duży wpływ społeczny, to może te trendy po prostu w jakiś sposób generować  albo kształtować. A potem powiedzieć: „Ale świetnie przewidziałem”.


Bartek: No więc gdybyśmy na to patrzyli, to jest to trendsetter. I potem się powiemy  sobie o tym, jak się podejmuje decyzje te lepsze. Natomiast gdyby była osoba z boku,  która jest w stanie ocenić to, jak ta osoba działa i różne rzeczy jeszcze tam poskładać  do tego, to ona mogłaby być rzeczywiście osobą, która jest w stanie to przewidzieć i  moglibyśmy ją oceniać na podstawie tego, jak rzeczywiście przewiduje.


No, więc jedna z tych rzeczy, którą powiedzieliśmy, to jest to, że jesteśmy nie za dobrzy  w te liczby po prostu, jeżeli chodzi o procenty. Dwa: trochę sobie żyjemy emocjami. I jeżeli w ogóle jeszcze chodzi o przewidywania, to mamy taką cechę, że używamy  wyrazów, a nie liczb, żeby powiedzieć, czy coś się stanie, czy nie. Wyrazy mają  fantastyczną cechę. Są, są łatwiejsze, prostsze, są nacechowane emocjonalnie i  zostawiają lukę do interpretacji.


Kari: A możesz jakiś przykład podać?


Bartek: Bardzo wysoce prawdopodobne jest, że jutro będzie padać versus  dziewięćdziesiąt osiem procent.


Kari: Okej, okej.


Bartek: Przecież nie mówiłem, że będzie padać, tyle że jest bardzo wysoce  prawdopodobne.


Kari: Rozumiem. Zwłaszcza jeżeli jesteś osobą, która nic nie ma wspólnego z  matematyką, to wtedy nie do końca kumasz, na czym polega rachunek  prawdopodobieństwa.


Bartek: Załóżmy.


Kari: Więc jest to wyraz, który jest po prostu semantycznie interpretowany po prostu. A  nie ma znaczenia matematycznego. I większość ludzi nie kuma, na czym polega  rachunek prawdopodobieństwa.


Bartek: Tak. I teraz, dlaczego o tym wszystkim mówię? Jeszcze będę dodawał trochę  różnych takich rzeczy. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ jedną z cech, którą trzeba  mieć albo po prostu wykształcić u siebie, to jest to, że patrzymy na różne perspektywy i  zbieramy je, i ważymy je.


Więc istotnym jest to, żeby wiedzieć, gdzie jest mówione i w sumie jest tam luka, i w  sumie nie wiadomo, o co chodzi, a gdzie jest coś bardziej twardego, ponieważ to, jakie  są te opinie dookoła, jak patrzymy na to, to potrafi nam zbudować tą naszą predykcję.


Kari: Okej, czyli sprowadzamy tutaj to wszystko tak naprawdę do tego jednego z pytań,  które ciągle zadaję naszym dzieciom: czy to jest fakt, czy to jest opinia?


Bartek: Tak. Okej, bardzo dobry insight.


Z ciekawych w ogóle takich jeszcze rzeczy to jest to, że ja gram w gry fabularne i  czasami się tak zdarza, że musimy rzucić kością. Czyli bierzemy po prostu dwie kostki i  tam musi jakaś liczba wypaść. I wśród nas, osób grających, są osoby, powiedziałbym,  ekstremalnie stojące na ziemi. Tam są biotechnolodzy, inżynierowie, architekci i tak  dalej [śmiech].


Kari: Matematyczne osoby.


Bartek: Tak, bardzo blisko liczb. Ale pomimo tego, jak trzeba rzucić kostką, to często  ludzie wykonują różnego rodzaju zaklęcia.


Kari: No tak [śmiech] To jest część zabawy, nie?


Bartek: Tak. I w badaniach w ogóle wychodzi na to, że to nasze poczucie mienia  wpływu na coś, co jest totalnie losowe i nie ma znaczenia, co my zrobimy, tam i tak coś  wypadnie. Ludzie to robią. Czyli jeżeli mamy przewidzieć nawet w głupim rzucie monetą,  czy wypadnie orzeł, czy reszka...


Kari: Chuchamy na tę monetę.


Bartek: ...to ludzie zachowują się w ten sposób, że powinni tak naprawdę wybrać. No i  im więcej tych rzutów będzie, tym więcej będzie do pięćdziesięciu procent. No i to się do  tego sprowadza. Koniec.


Kari: No to też rzut monetą może ci pokazać, co tak naprawdę chcesz, bo jak wyjdzie  to, co nie chcesz, to sobie mówisz: „O, nie to chciałem”. I wiesz, co chciałeś.


Bartek: To też. I jak mamy ten rzut monetą, to ludzie w badaniach, to jest  przefascynujące, próbują zgadywać za każdym razem na podstawie tego, co wypadło.  Czyli jeżeli rzucam monetą i wypadł orzeł, załóżmy, trzy razy z rzędu, „to teraz będzie  reszka”. Nie, to nie ma znaczenia.


Kari: Ostatnio tak rozmawiałam też z naszymi chłopakami, bo jest tam jakiś Pokemon,  który jest jednym ze stu pięćdziesięciu i jeden z nich powiedział, że już złapał sto  Pokemonów i w ogóle mu nie wypadł, a drugi powiedział: „No to jeszcze pięćdziesiąt  musisz złapać”. No ja wtedy, prawda, cała na nie wiem jak, bo to nie było biało, tylko na  smutno, na fioletowo mówię: „Ale to wiecie co? To tak nie działa. To tak nie działa. Za  każdym razem jest ta sama szansa, że jeden na sto pięćdziesiąt i możesz tak wyrzucać  tysiąc pięćset, dwa miliony razy i ci nie wyjdzie. A czasem może być tak, że za drugim  razem trafisz i za trzecim, i za czwartym”. To jest bardzo, bardzo ciekawa nauka.  Rachunek prawdopodobieństwa. Moja ulubiona z liceum część matematyki.


Bartek: To znaczy, jeżeli tam jest próba wielu razy, to tam mu troszeczkę rośnie ta  szansa. Minimalnie.


Kari: Tak? Czemu?


Bartek: Zrobisz przerwę? Pokażę ci wzór. Musiałbym ci pokazać wzór. Nie umiem tego pisać.


Kari: Dobra, to potem.


Bartek: Nieważne. Ktoś, kto zna matematykę, dobrze nas poprawi. Może jedno i drugie  po prostu gada głupoty. Wracając. I jeszcze z takich ciekawszych następnych rzeczy,  które jeszcze mogę dodać, to jest: pod koniec wojny Amerykanie mieli bazy swoje na  wyspach Pacyfiku i dla miejscowych osób...


Kari: Na Wyspach Salomona?


Bartek: Między innymi też. Ale tam chodziło chyba o Vanuatu, czyli jeszcze kawałeczek  dalej na wschód. Na tych wyspach wyspiarze mieli pokojarzone to, że jak przelatuje  samolot, to tam będą fajne rzeczy, bo tam będą leki, tam będzie jedzenie, mogą być  różne ważne rzeczy. No i kiedy wojna się skończyła, Amerykanie się zabrali i to  wszystko zniknęło. I przecudowne zjawisko tam powstało. Miejscowi ludzie zaczęli  tworzyć pasy startowe, odtwarzać wieże, które są przy pasach startowych. Zaczęli sobie  robić z kokosów słuchawki.


Kari: Wow.


Bartek: Wszystko tutaj na ziemi wyglądało tak, jak powinno wyglądać.

 

Kari: Żeby przyleciał samolot z lekami?


Bartek: Żeby przyleciał samolot, bo on ma leki.


Kari: Wow.


Bartek: Tylko że oni nie wiedzieli, co się kryje, jaki jest ten prawdziwy powód tego, że te  samoloty przelatują.


Kari: Smutna historia.


Bartek: Trochę tak. Richard Feynman nazwał to cargo cult science. Czyli jeżeli nie  wiemy, co jest u podstawy, to zaczynamy naśladować różne rzeczy.


Kari: Naśladować różne rzeczy, które nazbieraliśmy z nadzieją, że może to wywoła  pożądany efekt. Ależ to jest zupełnie tak, jak robią wszyscy, robiąc social media. Czyli  nie wiedząc, co jest u podstawy, dlaczego ludzie się zachowują, na co reagują i skąd się  biorą te... I biznes też. Przecież wszyscy to robimy. Jak biznes robimy, to też: nie  wiedząc, co jest u podstawy na przykład tego, że ktoś coś kupi, to naśladujemy  wszystkich, którzy już dużo sprzedają.


Bartek: Dlatego bardzo lubię frazę karaoke business.


Kari: A, bo czytamy z...


Bartek: Tak, wszyscy mogą śpiewać, nie?


Kari: Najlepsze to jest takie karaoke business, jak fonetycznie masz napisane piosenki z  języka, którego nie znasz.


Bartek: Tak. No i w socjobiologii rytualizacja ma... Jak gdyby dwie takie rzeczy możemy  sobie rozdzielić w rytualizacji. To jest tak, że my ludzie, jeżeli wiemy, o co chodzi, to  zachowujemy się bardzo skrótowo. Nie robimy wszystkich rzeczy dokładnie, tylko po  prostu jedziemy na cel. Natomiast jeżeli rytuał jest i on jest nieprzewidywalny, jest  dziwny, nie wiemy, po co to robimy, to robimy go super skrupulatnie. Robimy go bardzo  skrupulatnie.


No i to jest następna rzecz, która niestety przeszkadza nam.


Kari: To jest dla mnie zupełnie zrozumiałe, ponieważ ewolucyjnie jest to bardzo  korzystne dla stada, że członkowie robią, co należy robić, nie zadają pytań, ponieważ to  się dzieje wtedy dużo szybciej, dużo sprawniej i bardziej do przodu idzie nasza grupa. A inne nie.


Bartek: Tak, tak, tak, tak, tak. Tylko problemem jest to, że jeżeli chcielibyśmy podjąć  jakąś decyzję dobrze, to miejmy na uwadze to, że zachowujemy się tak, jak się  zachowujemy i wszyscy dookoła też się tak zachowują. Więc jak zbieramy informacje, to  wiedzmy o tym.


Kari: I opinie.


Bartek: To wiedzmy o tym, że to takie właśnie jest. Chyba koronnym takim błędem,  który mamy, to jest oczywiście confirmation bias, czyli błąd poznawczy, który każe  nam... znaczy każe nam.


Kari: Błąd potwierdzenia.


Bartek: Tak. My po prostu szukamy potwierdzenia tego, co tam uważamy, czujemy.  Czyli jeżeli coś myślę, że tak jest, to pierwsze, co się zapytam: „hej, tam Claude czy  ChatGPT, czy tam Google, czy są jakieś badania, które potwierdzają coś tam?”.


Kari: Tak, tak, tak.


Bartek: A gdybyśmy byli bardziej tacy naukowi, to pierwsze, co powinniśmy zrobić, to  obalić sobie to i iść dalej ze swoim życiem. No bo jak obaliliśmy, to hej, nie ma  znaczenia.


Kari: Mój Claude ma to zapisane w tym nadrzędnym prompcie, że ma szukać obaleń, a  nie potwierdzeń.


Bartek: No bardzo ładnie. I ostatnią rzecz, którą jeszcze tylko chcę powiedzieć, to jest  to, że jeżeli podejmujemy decyzję, to tak, żebyśmy wiedzieli.


Mamy cechę następną – jest coś takiego jak paraliż. Jeżeli mamy dużo opcji,  ewentualnie paraliż niewiedzy, paraliż po prostu jeżeli...


Kari: Decyzyjny?


Bartek: Tak. I to jest w ogóle też trochę takie śmieszne. Było takie cudowne badanie,  oczywiście na studentach, ale ono fajnie pokazuje, jak to jest.


Kari: Badania się robi na myszach, studentach i szympansach.


Bartek: Tak. Studenci mieli szansę po prostu wykupić bardzo, ale to bardzo tanio  wycieczkę po egzaminie na Hawaje. Większość studentów, która zdała egzamin,  stwierdzała, że pojadą. Zasłużyli. Ci, którzy nie zdali, ogromna też większość, stwierdzili,  że o Jezu, co za beznadzieja, to przynajmniej na te Hawaje se pojadą, to se kupią. Ale  była grupa studentów, którym nie powiedziano, czy zdali, czy nie zdali egzaminu i oni  woleli dopłacić, żeby móc przedłużyć tę szansę pojechania na wakacje, aż się dowiedzą,  czy zdają, czy nie zdają, ponieważ to był warunek tego, czy pojadą, czy nie pojadą.  Chociaż w większości studenci...


Kari: To nie był żaden warunek.


Bartek: Tak.


Kari: Przeciekawe. Ale to jest też trochę o tym, że decyzje podejmujemy nie racjonalnie,  tylko emocjami. Więc oni potrzebowali poczuć emocje, które ich do tej decyzji popchnie, nie?


Bartek: Jakaś kotwica, tak.


Kari: Czy to negatywną, czy pozytywną.


Bartek: Cokolwiek.


Kari: Ciekawe. A oni nie wiedzieli, jaka decyzja była innych studentów? 


Bartek: Nie, nie, nie, nie.


Kari: Okej. Bo tak to za stadem, nie? A dobra, inni jadą, to ja też pojadę.


Bartek: Tak, tak, tak, tak. I podobnie jest w badaniach, kiedy ludzie mają opcje. Jeżeli  mają wybrać, to nawet jeżeli nie wybiorą kiedyś tam w przyszłości, to wolą zapłacić za  to, żeby mieć tę ewentualną opcję.


Kari: Dalej przedłużoną.


Bartek: No więc generalnie trochę mamy przerąbane przez tego konfabulanta, którego  mamy tam między uszami. I najgorsze jest to, że do tej pory jak gdyby to wszystko już  wiemy, wysłuchaliśmy sobie. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że cała ta wiedza, czyli  jeżeli byśmy się chcieli szkolić z podejmowania dobrych decyzji i szkolenie byłoby  jednodniowe, gdzie ja wam wszystko opowiem [śmiech].


Kari: Pięć kroków do dobrego podejmowania decyzji [śmiech] Większe podskoki i  siedem obrotów.


Bartek: Tak. Jeżeli więc nie zostawię wam jakieś ramy, według której to się robi, to  sama wiedza nic nie daje. Po prostu nic nie daje. Nawet to, że wiemy teraz, że o, tam  nasz mózg wymyśla, że... Uśmiechasz się. Coś chcesz powiedzieć? Co chcesz  powiedzieć?


Kari: Nie, nie, nie. Nie wiem, czy to warto. Wierszyk mi przyszedł do głowy, że bez ramy  to się nawet nie posramy.


Bartek: Okej. No widzisz.


Kari: Nie wiem, czy było to warte [śmiech].

Bartek: Piękny wierszyk.


Kari: Ale prawda, nie? No bo rymowane to prawda. Wszyscy to wiedzą.


Bartek: Oczywiście. No i sama ta świadomość, wiedza nic nam nie da. To jest w ogóle  też ciekawe: nie ma żadnej korelacji na przykład z lepsiejszym podejmowaniem decyzji  a inteligencją. W ogóle nie ma.

Druga rzecz jeszcze jest taka, że osoby, które rzeczywiście mają track record, czyli mają  zapisywane to, jak podejmują decyzje, jaka jest predykcja i tak dalej, te, które są dobre  w tym, to nie jest tak, że te osoby na przykład są dobre w używaniu jakichś liczb i tak  dalej. To jest najczęściej tak, że to są osoby, które mają pewien rodzaj, chciałbym  powiedzieć mentalu, tak? Czyli jest to podejmowanie dobrych decyzji, to jest pewien  rodzaj postawy.


I teraz to jest następna niestety ta rzecz, która powoduje, że trochę to jest loteryjne, czyli  jeżeli taki jesteś, to będziesz lepiej podejmował decyzje, a jeżeli nie jesteś taki, no to 

sorry.


Kari: Zawsze można sobie wziąć kogoś do pomocy w podejmowaniu decyzji, kto taki  jest. Więc to też jest nasza decyzja.


Bartek: Można. Tylko problemem będzie to, że to, że nie podejmujesz dobrych decyzji,  prawdopodobnie spowoduje, że nie będziesz chciał takiej osoby.


Kari: Że nie będziesz chciał [śmiech].


Bartek: Tak. Czyli najczęściej są to ludzie, którzy są otwarci, dosyć mocno krytyczni,  pozostający w niepewności dłużej. Ostatnio tutaj często mówimy o tym, żeby  pozostawać w tej niepewności dłużej.


Kari: W dyskomforcie.


Bartek: Nie mający odpowiedzi szybko, nie budujący od tej, powiedzmy, mojej predykcji,  w zależności od tego, jaki ja jestem, jak jestem oceniany.


Kari: Czyli nie wiążący tego ze swoją tożsamością.


Bartek: Tak, tak, tak, tak. Nie mają zbyt dużo postaw obronnych. Ale wiadomo: aktywnie  otwarty umysł na różne perspektywy. Mają coś takiego, że to są rzeczywiście osoby,  które są całkiem niezłe w liczby, w przewidywanie, takie wiesz, numeryczne liczenie i tak  dalej. Aczkolwiek to nie jest tak, że one to wykorzystują. Nie trzeba mieć tej jakiejś  biegłości, czyli to nie jest...


Kari: Wiedzy matematycznej, takiej stricte, tylko po prostu taki trochę... 


Bartek: Taki flow liczbowy.


Kari: Umysł matematyczny.


Bartek: Tak, bo nie ma czegoś takiego, że jeżeli ktoś jest lepszy w matematykę, to mu  rośnie jakość podejmowanych decyzji. W ogóle nie ma takiej korelacji. Ale generalnie  taka liczbowość, o, tak bym to powiedział.


Potrzeba poznawcza jeszcze jest, czyli lubienie trudnych zagadek, lubienie męczenia się.


Kari: Zbieranie wzorców i umiejętności rozwiązywania tych wzorców, łączenia tych  wzorców.


Bartek: Świadomość granic swoich własnych, tak? Czyli szybkie też w ogóle  aktualizowanie swoich poglądów. Czyli jeżeli dojdą mi jakieś rzeczy, to aha.  Nieprzywiązywanie się, zmieniam i lecę dalej.

No i bardzo dobrze działa praca zespołowa.


Kari: Czyli razem z ludźmi lepsze decyzje są.


Bartek: Jeżeli jesteśmy zamknięci w swojej głowie, to jest bardzo złe.


Kari: Tak mi się wydaje, że ty chyba nie musisz być fizycznie koło tych ludzi, tylko po  prostu mieć wokół siebie ludzi. To może być na przykład, nie wiem...


Bartek: To może być nawet głupie forum.


Kari: Dokładnie. Forum albo jakieś...


Bartek: Znaczy głupie. Mądre forum.


Kari: Mądre forum. Albo gdzieś tam w internecie po prostu brać pod uwagę to, co ludzie  piszą, a nie próbować udowodnić im, że nie mają racji.


Bartek: Tak. I teraz chciałbym trochę pokazać tego świata, tych ludzi, którzy zajmują się  predykcjami. I przy okazji zobaczymy, dlaczego nikt z nas tego nie będzie chciał robić. I  potem powiem po prostu, co można z tym zrobić. Jakie są proste rzeczy, które możemy  zastosować albo do siebie, albo do zespołu. Cokolwiek.


Kari: Znaczy ja tutaj może ujawnię... Nie wiem, czy powinnam, ale ja generalnie myślę  liczbami i podejmuję te decyzje procentowo i tak jakoś cały czas gdzieś tam ważę te  wszystkie za i przeciw. Natomiast w ogóle nie zastanawiałam się nigdy nad tym, czy te  decyzje są dobre, czy niedobre. Tak naprawdę nie sprawdzam ich wartościowości, ale  mogę powiedzieć, jak to wygląda też od strony osoby ze środka takiego mózgu, który to  wszystko cały czas liczy. Bo to też nie jest wesołe. No ale to gdzieś tam potem.


Bartek: No to pierwsza rzecz, którą takie osoby, które są dobre w to, które rzeczywiście  mają tę historię określania, czy coś się wydarzy, czy nie dobrą... To jest w ogóle też  ciekawe, że ludzie im bardziej zawężają szczegółowo procenty, tym generalnie lepiej  podejmują decyzje.


Kari: Pamiętam, jak zawsze się pytałeś: „A skąd ty te procenty bierzesz?”. Z dupy. [śmiech]


Bartek: No właśnie, zaraz ci powiem, jak to wygląda u tych osób. Pierwsza rzecz jest  taka, że stosuje się tak zwany rozkład referencyjny. Czyli jeżeli mam jakąś kwestię,  według której muszę podjąć decyzję, to się zastanawiam, czy historycznie były podobne  rzeczy. I z jaką procentową szansą, tak to było...


Kari: Ej, to może ja ci powiem, jak podejmuję decyzję, a ty potem to powiesz i wtedy  będzie bardziej tak...


Bartek: Może być, jasne, oczywiście.


Kari: Znaczy, bo to jest tak, że mój mózg w środku wygląda jak...Ttrochę jak taka... Bartek: Jak szara breja [śmiech].


Kari: No tak, oczywiście [śmiech], ale w tym mentalnym środku – trochę jak taka  biblioteka, która ma tak bardzo dużo różnych szufladek, gdzie wyciągasz i tam są  karteczki poukładane.


Bartek: Jasne.


Kari: I to są moje bazy danych, i ja tam do tych baz danych wrzucam dane. I to, że ja  bardzo lubię rachunek prawdopodobieństwa i gdzieś tam go zrozumiałam – w szkole  średniej byłam w mat-fizie, z panem, kurna, wychowawcą, który mi nie wstawił piątki z

matematyki, bo nie zdawałam jej na maturze, pozdrawiam pana wychowawcę – to  sprawia, że ja cały czas sprawdzam te prawdopodobieństwa.


Ja nie robię tego świadomie w ogóle. Teraz dopiero zaczęłam o tym myśleć, skąd to się  bierze. Potem sobie to układam, jakie jest prawdopodobieństwo danego zdarzenia i  zbieram dane. I im więcej mam danych, tym łatwiej mi jest określić to  prawdopodobieństwo. Czyli to prawdopodobieństwo jest bardziej konkretne i dane są  bardzo często z przeszłości. Czyli jak coś wcześniej wyszło, to mam więcej tych danych  i łatwiej mi to określić. Ale dane też zbieram z nauki bardzo dużo, czyli dostaję takie  informacje na przykład od psychologów, że tak to działa. 


Czyli to jest dodatkowa dana.  Zbieram dane z historii, bo bardzo, bardzo lubię historię, więc słucham historii różnych ludzi i patrzę: o kurna, u nich to inaczej wyszło. Czyli moje prawdopodobieństwo  zdarzenia jakiejś rzeczy muszę obniżyć o ileś, ponieważ u innych to działa inaczej.

I te wszystkie dane, które zbiera mój mózg, gdzieś tam wsadza sobie w te szufladeczki,  mają czasem takie coś – i ja tego doświadczyłam kilka razy w życiu, jak pokazuje się  czasem na filmach, że ten jakiś tam doktor, kurna, z autyzmem nagle zamyka oczy i coś  mu się tam klei, nie? To ja czasem czegoś takiego doświadczam, że to jest takie aż, że  przychodzą te wszystkie dane, to się klei i wtedy stwierdzam: „Dobra, tu jest  siedemdziesiąt siedem i pół procent, że to, to wyjdzie”.


I potem do tego podejmowania decyzji jeszcze biorę emocje, czyli OK, siedemdziesiąt  siedem i pół. Co mogę stracić? Co mogę zyskać? Czy chce mi się? Czy mi się nie chce?  Bo czasami warto, nawet jak jest bardzo mało procent, zaryzykować, bo wygrana jest  dużo większa. Tak jak na ruletkę, a na przykład koszt nieduży. A czasami nawet jak jest  duże prawdopodobieństwo na przykład, nie wiem, siedemdziesiąt, osiemdziesiąt  procent, że coś wyjdzie, ale koszt jest taki, że jak nie wyjdzie, to umrę, to już wtedy nie.  To już wtedy na przykład nie jadę, nie wiem, dużo szybciej samochodem albo nie  wsiadam na jakąś bardzo ryzykowną rzecz.


Więc generalnie cały czas zbieram dane i wsadzam w te szufladki podobnych danych,  kategorii danych i potem procentowo gdzieś tam oceniam, co jest fajne, co nie. I to się  nie dzieje tak, że ja siedzę i dumam. To się dzieje samo.


Bartek: Okej, no to te osoby, które robią te predykcje – jest tam bardzo dużo rzeczy  podobnych. To jest rzeczywiście tak. Dane historyczne, które są podobne. I wtedy  wiemy, czy ta dana rzecz ma jakąś tam szansę się wydarzyć, co spowodowało, że to się  wydarzy. I tak dalej, i tak dalej.


Następna rzecz to jest taka, że dodajemy do tej naszej sytuacji, którą rozpatrujemy, tak  zwane... znaczy tak zwane – tak se wymyśliłem, czynniki specyficzne dla danego  przypadku. Czyli jeżeli coś podobnego się wydarzyło, to czym to się różni od tej sytuacji,  w której teraz jestem i jak te inne rzeczy mogą wpłynąć na to, z czym tutaj mam do  czynienia?

Następna rzecz to jest taka, że dokonujemy dekompozycji, czyli jeżeli miałbym  powiedzieć, że jutro będzie wojna w Polsce, to co spowodowało ostatnio, że wojna była  w Polsce i jakie po kolei czynniki doprowadziły do tego, że będzie wojna?


Kari: A to nie są dane historyczne po prostu?


Bartek: To są dane historyczne, ale teraz już...


Kari: A! Dekompozycja, czyli poszczególne elementy tych danych. I zbierasz, i zwracasz.


Bartek: Tak. I zaczynamy coraz bardziej to rozcieńczać, rozcieńczać, rozcieńczać.


Kari: A to jest też ciekawe, bo na przykład w procesie mojego podejmowania decyzji  mam... ja na przykład w ogóle się nie interesuję historią, wojnami i polityką i tak dalej.  Więc jest to obszar, w którym wiem, że mam bardzo mało danych. Jednocześnie wiem,  że ty masz bardzo dużo danych, więc moje podejmowanie decyzji o tym, czy się  przejmuję, czy nie wojną, sprowadziłam do tego, że idę do ciebie. Pytam: „Słuchaj, jakie  jest? Czy ja mam się tym przejmować, czy nie?”. Ty mi mówisz, czy mam się  przejmować, czy nie. I to jest moja cała decyzyjność w tym zakresie, ponieważ wiem, że nie mam danych, żeby się przejmować tą wojną.


Bartek: No i, i jak mamy te wszystkie nasze takie cząstkowe rzeczy, to możemy zapytać  – bo to jest też istotne, czyli osoby, które wiemy, że są, też się tym zajmują – o tę samą  kwestię, ile im tam procent wyszło. I dodatkowo jeszcze możemy ich zapytać, w jaki  sposób do tego doszły. Czyli ogromna ilość tych procentów, tych wszystkich składanych  niuansów i tak dalej, i tak dalej.


Kari: To trzeba dużą mieć pojemność, żeby przyjąć te wszystkie...


Bartek: I podchodzimy do rzeczy od tej strony albo w ten sposób myślimy o tym, albo  siaki i tak dalej. I te wszystkie różne modele ludziom potrafią dać różne liczby na końcu.  I potem zaczynamy ważyć te liczby i znowuż wracać do jakiegoś takiego: „Wydaje mi  się, że...” – i wtedy mówimy jakąś liczbę.


I dlaczego to jest nie dla wszystkich? Chyba wiemy, tak? No bo ludzki mózg chce tu,  teraz, szybko, siup i lecimy dalej z życiem. Tacy jesteśmy. Więc trzeba być specyficzną  osobą, żeby móc w ogóle w ten sposób robić.


Kari: Specyficzną [śmiech]


Bartek: No to tutaj nam pierwsze, co się ciśnie na usta, to spektrum autyzmu. To są  ludzie, którzy po prostu tak mają.


Kari: Czy, czy mogę teraz opowiedzieć o...


Bartek: Opowiedz o autyzmie, proszę.


Kari: Jest, jest taka badaczka, o której już pewnie wspominałam. Nazywa się Lisa  Feldman Barrett. Ta badaczka bada między innymi emocje i między innymi też właśnie  zdolności predykcyjne mózgu. I ona opowiadała o tym, że mózg tak naprawdę nie  reaguje na bodźce, które do nas przychodzą i wtedy my jakoś reagujemy i coś robimy.  Tylko przewiduje, co się może zadziać. Reaguje, czyli włącza tę reakcję, to działanie, a  potem sprawdza, czy te bodźce, które doszły, faktycznie odpowiadają na to, co  przewidział. Czyli nasze mózgi cały czas przewidują, działają na bazie tego  przewidywania, a potem dopiero sprawdzają, jak dobre jest ich przewidywanie.


I to jest na takim bazowym poziomie, na takim nie że przewidujemy, że wojna, tylko  przewidujemy, że nie wiem, że zaraz może deszcz spadnie, to się uchronię. Jeszcze  niżej, że piłka nadleci i mnie uderzy, i ja się odsunę, żeby nie dostać. Na takim  fizjologicznym poziomie. I to przewidywanie bierze się z naszych takich reakcji  wewnętrznych, które odczuwamy interoceptywnie.


Bartek: Czyli?


Kari: Interoceptywnie, czyli to jest taki zmysł wewnętrzny, który mówi nam o tym, jak jest  nasze ciało ułożone, jakie są nasze doznania z wnętrza ciała. Czyli nie czujemy tego de  facto jako bólu, ale gdzieś tam takie to uczucie w jelitach, nie? Gut feeling to się mówi.  Oraz jak tam w przestrzeni – to jeszcze propriorecepcja tam przychodzi, ale w każdym  razie odczucia płynące z wewnątrz. Taki afekt, coś tam czujemy i nasz mózg od razu  tam robi rzeczy.


Lisa Feldman Barrett powiedziała na którymś tam ze swoich przemówień, że wydaje się,  że autyzm między innymi polega na tym, że jest to zaburzenie przewidywania. Czyli  autystycy mają zaburzoną umiejętność dobrego, takiego automatycznego  przewidywania tych rzeczy na bazie interocepcji, ponieważ interocepcję też często mają  zaburzoną, bo nie do końca jesteśmy dobrze połączeni z odczuciami z naszego ciała.  To musi być wypracowane. W związku z tym wykształcają się mechanizmy... coping?


Bartek: Radzące sobie z? Nie wiem. Coping.


Kari: Zaradcze. O! W związku z tym wykształcają się mechanizmy zaradcze – takie, że  zbieramy trochę bardziej świadomie albo na trochę takim wyższym poziomie naszego  mózgu wszystkie informacje, dane, żeby te estymacje nie tylko pochodziły z naszego  wnętrza, ale też były wspomagane kognitywnie. I stąd – żeby zaburzenie sobie jakby  zamaskować albo pomóc... Te podejmowanie decyzji u nas jest dużo bardziej na  poziomie takim logicznym, procentowym, liczbowym niż na autopilocie. Bo nie mamy  dostępu do tego autopilota.


Wśród osób z autyzmem jest trochę inny rozkład inteligencji, jest dużo osób o niższej niż  przeciętna inteligencji i dużo o wyższej niż przeciętna, a tych przeciętnych jest mniej niż  w populacji średniej. Więc to też dotyczy prawdopodobnie – i to jest już tylko moje  wymyślanie – tych osób, które mają wyższą tą inteligencję, więcej RAM-u do obracania  tymi wszystkimi danymi.


Bartek: Okej. Teraz mam coś, co powinno być na początku powiedziane, że jeżeli tego  słuchacie, to przewińcie sobie do tego momentu. Tutaj będziecie mieć od razu  frameworki. To sobie przewińcie do tego momentu.


No i teraz tak: co można w ogóle zrobić, skoro jesteśmy tak bardzo screwed przez nasz  mózg?


Kari: Screwed.


Bartek: Tak. Przerąbane mamy. Pierwsza rzecz to jest to, że każdy z nas ma lekko  rozstrojony instrument, na którym gra, czyli nasz mózg. Czyli to jest trochę rzecz, którą  nie każdy będzie jeszcze chciał zrobić. Bo to jest trudne i męczące, i trzeba coś zrobić,  więc... Ale fajnie by było. Czyli jeżeli mam rozstrojony instrument i zacznę na nim grać, i  chciałbym zagrać jakąś melodię, to żeby dobrze zagrać tę melodię, to będę musiał  wiedzieć, gdzie muszę nacisnąć, bo mam rozstrojony instrument. Załóżmy, że on jest  rozstrojony ładnie o całe tony, a nie jest jakimś tam mikrotonalnym instrumentem.


Kari: Czyli muszę dużo więcej się nauczyć i dużo lepiej grać, żeby zagrać dobrze na  rozstrojonym instrumencie, tak?


Bartek: Nie. Po prostu musisz wiedzieć, jak twój instrument...


Kari: Jest rozstrojony.


Bartek: Jest rozstrojony. To się nazywa trening kalibracji. Czyli podejmujemy próbę  przewidzenia różnych rzeczy, które mają dosyć szybki feedback, kiedy się mogą stać.


Kari: A można nastroić ten instrument czy zawsze jest rozstrojony?


Bartek: Nie, po prostu tak masz, taką jesteś osobą.


Kari: Czyli kalibrujemy tak naprawdę nasz instrument.


Bartek: Tak. To jest trochę tak jak w fotografii jest obiektyw, który troszeczkę bardziej  łapie fokus przed obiektem niż powinien, to wtedy wiemy, że trzeba deko go...


Kari: Ja wiem, ja wiem. Mam dobry przykład. To jest jak w wesołym miasteczku. Jak  idziesz strzelać i chcesz wystrzelać tę wielką żyrafę, to wszyscy, którzy trochę chociaż  strzelają, to mówią, że najpierw musisz kilka razy postrzelać, żeby zobaczyć jak  zwichrowana jest ta...


Bartek: Załóżmy.


Kari: Bo tam zawsze oszukują, więc to nie jest tak, że strzelisz. I jak już sobie to  skalibrujesz, to możesz wystrzelić żyrafę.


Bartek: Tak, to jest dokładnie tak. Jak wiesz, jak przyrządy miernicze działają, to sobie  to wystrzelisz. No i najczęściej robimy to tak, że po prostu podejmujemy bardzo dużo  przewidzeń, szacujemy. Dobrze jest, żeby to były z najróżniejszych kategorii i w miarę szybko, żeby się to mogło stać, żebyśmy mogli po prostu to ocenić, tak? Czyli tydzień,  dwa dni, pięć dni, coś tam.


Kari: Czyli świadomie sobie zauważamy, gdzie nasza wiatrówka jest zwichrowana, tak?


Bartek: Tak. I po prostu to spisujemy, zapisujemy liczbowo i potem sumarycznie  patrzymy, jak bardzo się mylimy.


Kari: Matko, jak to zrobić, zapisać liczbowo? Masz jakiś przykład?


Bartek: Zakładam, że jutro cena ropy będzie coś tam. Zakładam, że jutro będą korki. Na  podstawie czego to... wiesz.


Kari: I sobie to zapisujesz, a potem sprawdzasz, co było...


Bartek: Tak. I jeżeli tego dużo zrobię, to ja wiem, że ja jestem na przykład trochę takim  optymistą na dziesięć procent. Albo: no ja to zawsze tak czarno widzę na pięćdziesiąt  procent.


Kari: Okej, okej. A to mam też nawet przykład z mojego podwórka. Raz do roku, na  samym początku roku zakładam sobie różne rzeczy, różne liczby w social mediach,  które się zadzieją, czyli ile tam fanów, liczbowo estymuję, co się zadzieje po roku w  moich social mediach. I wiem, że to są zawsze optymistyczne. To znaczy ja to estymuję, a potem zawsze dodaję, bo stwierdzam: „A! Jak sobie dodam, to będę miała większą  motywację, żeby jednak pociągnąć i to zdobyć”. Ale tak naprawdę to tam będzie nie pięć  tysięcy, tylko cztery i pół.


Bartek: No widzisz. No i potem jest tak, że ludzie biorą poprawkę – już potem przy  estymacjach – na siebie, tak? Czyli nie możemy tego zmienić, ale i tak zaczynają brać  poprawkę, więc powoli to zaczyna wychodzić tak, że te ich estymacje są coraz lepsze. I  wbrew pozorom jedną z najlepiej skalibrowanych grup są na przykład meteorolodzy. No  bo oni przewidują parę dni do przodu i potem zaraz mają efekt. Albo na przykład  pokerzyści.


Kari: Ci zawodowi pokerzyści. Nie ci, co idą sobie pograć i stracić pieniądze. 


Bartek: Tak, tak.


Kari: No to oni to mają... To, to jest ich zawód, nie?


Bartek: No tak, więc oni mają bardzo szybko, jak gdyby ten zwrot tego, jak oni oceniają i  myślą. No i to jest pierwsza rzecz. Czy ktoś będzie chciał robić? Pewnie nie.


Kari: Może nie, może tak. Ja bym zrobiła.


Bartek: No dobra. Mamy dwie rzeczy, które możemy zastosować na przykład w  zespołach, w firmach, jeżeli chcemy w ogóle. Pierwsza to jest, nazwijmy sobie to  premortem.


Kari: To jest super klimat, no. Świetna rzecz.


Bartek: Powiedzmy, że jakiś produkt wypuszczamy. I często jest tak, że zadajemy sobie  pytanie: „Kurczę, co mogłoby pójść nie tak?”.


Kari: Premortem to w ogóle to jest taka rzecz, którą się generalnie robi przed ślubem.  To jest taki proces. Zanim zawrzesz ślub, to siadasz i robisz premortem, czyli taką jakby  umowę o tym, co może pójść nie tak, co może się spieprzyć i co wtedy możemy zrobić. I  przewidujesz, co może pójść nie tak.


I robiąc ten premortem, dużo lepsze relacje są, dużo mniej rozwodów. No i to właśnie  sobie wzięła Brene Brown do zarządzania i Adam Grant. Oni fajny cały odcinek  podcastu „The Curiosity Shop” zrobili o tym premortem. I to jest pierwszy odcinek,  ponieważ oni zaczynali podcast i zrobili na żywo premortem, co może pójść nie tak w  tym podcaście? I wszystko to przeanalizowali. Świetna technika.


Bartek: Gdyby się zajmowali predykcjami, to doszliby do czegoś takiego, że co może  pójść nie tak jest tym, czym sobie najczęściej zadajemy to pytanie. Natomiast dużo  lepsze efekty daje zadanie sobie pytania: „Okej, jest rok później, zrąbało się wszystko”.


Kari: Być może takie pytanie zadali, a ja to przekształciłam.


Bartek: „Dlaczego się zrąbało?”. Istotne jest to, żeby nikt nie wystrzelił pierwszy. Każdy  teraz sobie idzie w swój kącik. Nie może być szefa tutaj. I każdy pisze dlaczego się  zrąbało. I jeżeli mamy zespół, który na przykład jest, nie wiem, sześciu inżynierów,  dwóch designerów, ktoś tam jeszcze i tak dalej, to każdy będzie ze swojego podwórka  wiedział, dlaczego się zrąbało. I nie możemy powiedzieć pierwsi, nikogo nie możemy  powiedzieć pierwszego.


Kari: W sensie my jako...?


Bartek: My jako osoba prowadząca na przykład to spotkanie. My po prostu siedzimy i  naszym zadaniem jest zamknąć się i facylitować to, a nie przypadkiem coś powiedzieć.


Kari: Nakierować.


Bartek: Tak, ponieważ pierwsza osoba, która coś powie, ona rzuca kotwicę. I wszyscy  już będą się odnosić do tego, będą się układać wobec tego.


Druga rzecz jest, dlaczego to robimy na karteczkach i po cichutku – ponieważ ludzie, jak  mają coś razem zrobić, to będą się układać pod grupę, tak? Czyli będą się cenzurować,  będą patrzeć na to, co ja powiem, to jak to zostanie odebrane. A moja pozycja teraz w  firmie jest taka, śmaka i owaka.


Kari: Zwłaszcza jak tam będzie lider, to pod tego lidera się będą układać.


Bartek: Tak. Następna rzecz, która się jeszcze może na przykład zadziać, to jest to, że  będziemy chcieli udowodnić swoją na przykład przydatność.


Kari: Ale to chyba po cichu też się może zadziać, bo co może pójść nie tak? No – ja  jestem informatykiem tutaj – na pewno wszystkie informatyczne systemy się zrąbią.  Więc moja rola jest tutaj bardzo ważna.


Bartek: Byłem programistą, więc pierwsza rzecz, którą zawsze mogę powiedzieć, to jest  to, że dane, które dostanę na przykład... Jest na dwóch programistów. Jeden robi rzecz  A, drugi robi rzecz B i te A i B muszą się komunikować, wymyślić.


Kari: Jeden robi jedynkę, drugi dwójkę.


Bartek: Tak. Jakoś te rzeczy się muszą komunikować. Więc pierwsza rzecz, która mi  przyjdzie do głowy jako programiście, żeby się obronić, to będzie „dane, które dostanę z  tego jego klocka, który on robił z nomen omen, układanki, będą do kitu”.


Kari: [śmiech]


Bartek: Czyli mi się wysypie. Więc będzie coś takiego, tak? Ale robimy to właśnie w ten  sposób. I to jest w ogóle ciekawe, bo w badaniach na grupach podejmujących decyzje i  tak dalej, i tak dalej, trzydzieści procent wychodzi im lepsza podejmowalność decyzji,  jeżeli tak to możemy nazwać, jeżeli robią sobie to premortem i grzebią ten projekt, i  każdy gdzieś tam osobno sobie mówi.


Kari: Grzebią w sensie, że pogrzebują.


Bartek: Pogrzebują, tak.


Kari: Myślałam, że grzebią w projekcie.


Bartek: Nie, nie, dwa metry pod ziemią, tak.


I jest to też taki sposób, który w pewnym momencie działa na zasadzie takiej, że teraz  wątpliwości to są takie trochę legalne, żeby mieć.


Kari: Czyli to, to co też mówisz, że przed rozpoczęciem projektu robimy ten cały zrzut  wszystkiego, co nam się nie podoba, a potem już zamykamy mordy. Jak już jest ten...


Bartek: I jedziemy, bo to będzie w następnej pętli projektowej, będziemy sobie wracać  ewentualnie, co się zrąbało. No i to jest ta jedna rzecz, która jest super, która wydaje mi  się, że jest chyba prosta do zastosowania.


Jest jeszcze jedna rzecz, która jest prosta do zastosowania. Nazwałem sobie to adwokat  diabła, nie wiem, jak to inaczej nazwać. Czyli albo zespół, albo jedna osoba w zespole – i to musi być rotacyjne, i nie może być przypisane zawsze do jednej osoby.  Wyznaczamy taką osobę, która nie tyle będzie mówić nam, co z jej perspektywy się  wywali, ewentualnie jakoś tam używać swoich zasobów, tylko ona ma po prostu z góry – nawet jeżeli niestety wierzy w ten projekt bardzo – powiedzieć, dlaczego on się wywali.  Czyli to jest osoba, która mówi, dlaczego ta decyzja jest zła.


Kari: To jest raczej prokurator, a nie adwokat diabła, bo adwokat broni złej decyzji. 


Bartek: Aha, okej.


Kari: Tam powinien być jeszcze jeden ktoś, kto będzie potem bronił. 


Bartek: Czyli jest to prokurator.


Kari: Prokurator, tak. Oskarżyciel po polsku.


Bartek: Następna rzecz, która tutaj jest istotna, to jest to, że to musi być osoba z góry  wyznaczona, ponieważ teraz następuje taka formuła i...


Kari: Ale to jest osoba wcześniej wyznaczana czy losowo przy tym...?


Bartek: To nie ma znaczenia. No po prostu bierzemy, robimy tak, że hej, wiesz... 


Kari: Ty będziesz oskarżycielem. Przygotuj się.


Bartek: Tak, załóżmy. Jeżeli to jest projekt bardziej skomplikowany, to wiadomo, że być  może ktoś coś chce zebrać, jeżeli jest to prosta rzecz. Albo bardzo dużo zależy po  prostu. Ale chodzi o to, żeby ta osoba była wyznaczona. Dlaczego? Ponieważ bawimy  się w takiej, a nie innej formule i to legalizuje takie trochę przypieprzanie się po prostu. I  nie ma czegoś takiego, że wtedy do tej osoby mamy przyklejoną łatkę w stylu: „no bo  tam Wojtek to Wojtek zawsze marudny”. „Wojtek zawsze ma problem”. Nie, to jest po  prostu teraz na legalu, ta osoba taka jest.

To chroni po prostu te wszystkie relacje, które się dzieją, i status osób, bo ona ma taką  rolę.


Kari: No dobra, a jeżeli taka osoba jest naprawdę bardzo zaangażowana w projekt i  bardzo chce, żeby on wyszedł, to czy ona będzie dobrym oskarżycielem?


Bartek: No to nie powinna być.


Kari: Confirmation bias tam się włączy, nie? Nie będziesz potrafił znaleźć tych  argumentów. Znajdziesz jakieś takie, które są łatwe do obalenia, nie?


Bartek: Może tak być. No to jasne. No oczywiście. Pytanie jest, jest po co to robimy,  tak? Tylko po to, żeby ta osoba się dobrze poczuła, czy żeby drużyna dowiozła to, co  ma dowieźć?


No i naturalnymi takimi osobami są oczywiście osoby neuroatypowe. Tylko że właśnie  wtedy często przyklejana im jest łata, że oni są trudni, że oni zabijają projekty,  entuzjazm, cokolwiek chcemy.


Kari: Zabójca Świętego Mikołaja. Joy killer.


Bartek: Tak. Więc lepiej jest taką osobę po prostu z góry wyznaczyć. I to jest po prostu  rola, którą ona pełni i tyle.


Kari: Czyli żeby podejmować dobre decyzje to... A jakbyśmy wyszli z zespołów i  osobiście chcieli jakąś tam decyzję lepszą podjąć, to możemy też to zrobić?


Bartek: Oczywiście.


Kari: Czyli zrobić sobie takie premortem, co za rok może już być strasznie, do kitu, a do  tego poprosić jakąś osobę...


Bartek: Za każdym razem najlepiej inną osobę...


Kari: Żeby nam powiedziała, co tu jest nie...


Bartek: I nie brałbym osób, które wiecznie widzą tylko ciemne strony, tylko poprosiłbym  kogoś o wcielenie się w taką rolę, po prostu.


Kari: Kogoś spoza słoika, że tak powiem. Czyli kto widzi etykiety.


Bartek: Tak. I kto ewentualnie będzie wiedział w ogóle, o co chodzi. To też istotne.


I jeszcze jedna rzecz, którą chcę dodać na końcu, to jest to, że im bardziej grupa  podejmująca decyzje jest homogeniczna, czyli podobna do siebie, i im bardziej  społecznie uprzywilejowana, tym najczęściej podejmuje gorsze decyzje. Koniec.


Kari: Czyli jak mamy dużo pieniędzy i duże tytuły, i dużo dyplomów. 


Bartek: I garnitury.


Kari: I garnitury – to najgorsze decyzje podejmujemy.


Bartek: Najczęściej tak, bo wtedy jesteśmy.


Kari: A, jesteśmy wszyscy do siebie podobni. Jesteśmy białymi mężczyznami, nie?


Bartek: Tak. Katolikami, heteroseksualni. Co tam jeszcze powinno być? Z wyższym  wykształceniem MBA i tak dalej, i tak dalej. Wtedy nasze decyzje będą gorsze. Tak  przynajmniej wychodzi z badań na grupach, które podejmują decyzje. Na tysiącach  ludzi.


Kari: À propos estymacji.


Bartek: I tylko jeszcze dodam – i już cię zostawiam. Bardzo często czynnikiem, który  powoduje u tych osób uprzywilejowanych, nie jest to, że one nie mogą wyprocencić tam  różnych rzeczy, tylko żeby być w tej pozycji, trzeba mieć bardzo dużo, jak to powiedzieć  ładnie? Być pełnym siebie, żeby tam być.


Kari: I twardą głowę. Przeć do przodu, zamiast się zastanawiać.


Bartek: Po prostu trzeba być. Trzeba być mocno o sobie osobą. Trzeba być bardzo taką  egocentryczną osobą. Często. Nie mówię, że zawsze, ale bardzo często. Co wiąże się z  tym, że te wszystkie rzeczy, które powiedzieliśmy na samym początku, powodują, że  grasz na siebie, tak?


Kari: Tak.


Bartek: Czyli usprawiedliwiasz swoje decyzje. To ty musisz być szefem, więc to dla  ciebie, nie wiem, jest najważniejsze, żebyś ty podjął stosowną decyzję i tak dalej, i tak  dalej.


Kari: À propos estymacji chciałam powiedzieć, że estymowałeś trzydzieści minut na  odcinek.


Bartek: Gdyby nie ten wtrąt twój, to byłoby! Nie, żartuję. Powiedziałem, że nie  estymowałem. Chciałbym.


Kari: A! Tak.


Bartek: Dlatego używamy wyrazów, a nie procent. Bo zawsze można wyjść z tego. Kari: Zawsze można powiedzieć.


Bartek: Zawsze można uciec.


Kari: Ja tylko chciałem, ale wyszło lepiej nawet niż chciałem.


Bartek: No, może Wojtek skróci trochę. Dziękujemy.


Kari: Dziękujemy. Mamy nadzieję, że pomogliśmy wam spojrzeć na podejmowanie  decyzji z nieco innej, bardziej konkretnej i takiej wiecie, na siedemdziesiąt osiem procent  perspektywy.


Bartek: Pa.


Kari: Pa.

bottom of page