top of page

15 sierpnia 2025

, odcinek 78

Jak pomóc szczęściu w biznesie?

Sukces w biznesie: efekt strategii i ciężkiej pracy czy raczej zwykły łut szczęścia?


Pełna kontrola nad swoim powodzeniem to mit. W tym odcinku usłyszysz o błędach poznawczych, które sprawiają, że przeceniamy swoją sprawczość, i o tym, dlaczego wciąż wierzymy, że „wystarczy robić to, co inni, którzy doszli tam, gdzie my chcemy dojść”. Dowiesz się  też, co ma do tego błąd ocaleńca, jak działa efekt Pigmaliona i dlaczego data urodzenia może zadecydować o karierze sportowej ;)


Ale spokojnie – to nie jest odcinek o tym, że nic od nas nie zależy. Jest jeden kluczowy czynnik, na który mamy wpływ i dzięki któremu zwiększamy swoje szanse na sukces, bo uczymy się zmieniać perspektywę na trudne sytuacje, obniżać poziom stresu i działać z większą wytrwałością. Posłuchaj, a spojrzysz na swój biznes z mniejszym poczuciem presji :)

podobne odcinki
podobne odcinki
Zapisz się, jeśli chcesz dostawać informacje o nowych treściach.
Jeden mail w miesiącu.
transkrypcja

Kari Goldyn: Dzień dobry, Bartek.


Bartek Goldyn: Cześć, Kari.


Kari: Jak mówi nasza Agata.


Bartek: Dzisiaj będziemy rozmawiać o tym, jak pomóc szczęściu w biznesie. Ten odcinek bardzo długo się rodził. Miał chyba trzy wersje, bo bardzo chciałem, intencja była taka, żeby nagrać odcinek, który trochę ściągnie presję z ludzi. Bo jest coś takiego, że jak zaczniemy wchodzić w treści biznesowe, ewentualnie samorozwojowe, to się okazuje, że tam jest pełno ludzi, którzy mają wszystko rozpykane, wszystko wiedzą, co i jak, gdzie się robi. I oni po prostu idą po swoje, a ty siedzisz i trochę jakby… I co teraz?


Kari: Próbujesz, coś tam robisz, ale tak słabo to…


Bartek: Wszyscy mają wszystko rozpykane, a my nie. Zastanawiałem się, jak to ugryźć. Jest coś takiego, że niestety albo stety, szczęście gra ogromną rolę w tym, gdzie jesteśmy, w sukcesie.


Kari: Taki fuks, łut szczęścia. Bo o szczęściu, że odczuwamy to szczęście, pracując w biznesie, to nagraliśmy odcinek, jak znaleźć szczęście w biznesie.


Bartek: Nie, tutaj jest o tym, że trzeba mieć po prostu fuksa, szczęście, taki luck. Jest wiele mechanizmów w naszych mózgach, które negują, że to szczęście miało jakiekolwiek znaczenie. A wiele rzeczy po prostu nie zależy od nas i tylko dlatego, że się zadziały, to się dzieją i mamy to, co mamy.


Kari: Ale my sobie mówimy, że zależy to od nas.


Bartek: Miałem coś takiego, że próbowałem to ugryźć, żeby dać poczucie ulgi wszystkim ludziom, którzy tego będą słuchać, ale wyszło mi dosyć w drugą stronę.


Kari: Co to znaczy w drugą stronę?


Bartek: Wychodzi na to, że w sumie nieważne, co robisz, to i tak wszystko zależy w większości od szczęścia. W moim kopaniu się z tym tematem doszedłem do jednego pozytywnego – bo chciałem ludzi zostawić z pozytywną rzeczą – do jednego pozytywnego czynnika, który zależy od nas, czyli tam, gdzie mamy kontrolę. I o nim będziemy za chwilę gadać.


Kari: Cliffhanger. Musicie posłuchać do połowy tego odcinka, żeby się dowiedzieć, o czym Bartek mówi.


Bartek: Generalnie da się to troszeczkę mimo wszystko kontrolować i da się pomóc temu szczęściu zadziałać. I o tym za chwilę będziemy rozmawiać. A zanim jeszcze, to chciałem pogadać z tobą o tym, jak nasz mózg trochę nas mami tym, że jednak mamy poczucie kontroli.


Kari: Że to nie jest żadne szczęście, tylko po prostu…


Bartek: Najczęściej – jak się popatrzy na różnego rodzaju badania, jakieś korelacje i tak dalej – to wychodzi na to, że sukces odnoszą ci ludzie, którzy mieli bardzo dużo szczęścia. Czyli na przykład najłatwiej jest zostać milionerem wtedy, kiedy…?


Kari: Masz rodziców milionerów.


Bartek: Bardzo dobrze, tak. Najłatwiej jest zostać milionerem wtedy, kiedy się dostało hajs od kogoś. No po prostu. Ciężko jest to spieprzyć, zdarzają się przypadki, które potrafią to zrobić, ale generalnie dużo łatwiej jest ukleić większą kulkę, jak żuczek gnojarek, jak już coś masz. I to jest taki największy czynnik. Jest bardzo dużo w ogóle czynników losowych. To, jaką mamy psychikę, jak jesteśmy nastawieni do świata, jaką mamy edukację, kogo znamy i tak dalej.


Kari: Gdzie się urodziliśmy przede wszystkim, jaką mamy płeć, jaki kolor skóry.


Bartek: Tak, to wszystko ma bardzo duże znaczenie. Jeszcze chciałem powiedzieć o tym, że nasz mózg ma taką cudowną właściwość, że on bardzo dba o to, żebyśmy przypadkiem sami ze sobą nie poczuli się źle. Więc jeżeli słuchamy tych wszystkich ludzi, którzy mówią, że oni już wiedzą jak i tak dalej, że gdyby teraz ich zostawić z zerem, to oni i tak wrócą – to oni mają (wszyscy mamy) taki mechanizm, który nie pozwala nam myśleć o sobie źle, że nie mamy poczucia kontroli. Pierwszym takim mechanizmem jest po prostu zwykły egotyzm atrybucyjny. Czyli tak naprawdę sobie przypisujemy sukcesy, a jeżeli są porażki, to przypisujemy je czynnikom zewnętrznym.


Kari: A, czyli to jest… Polska gra mecz. Polska wygrywa mecz – wygraliśmy ten mecz, my, Polacy. A Polska przegrywa mecz – znowu spieprzyli, no widziałeś, jak oni grali.


Bartek: Co jest jeszcze ciekawe, w tym samym systemie jak gdyby operacyjnym jest tak, że jeżeli ty odniesiesz sukces, to będę mówił, że jednak miałaś dużo szczęścia, że odniosłaś ten sukces, a jakbyś zrąbała, to bym wtedy o tym mówił na zasadzie: No i widzisz, zrąbała, bo jest taka, śmaka i owaka.


Kari: To jest podstawowy błąd atrybucji, czyli przypisujemy dobre cechy swojemu charakterowi, a u innych przypisujemy to zewnętrznym działaniom. Natomiast złe cechy przypisujemy charakterowi ludzi, a to, co im się dobrego przydarzyło, to na pewno czynniki zewnętrzne tam zadziałały.


Bartek: Więc możemy myśleć o sobie wtedy, że jednak mamy jakąś kontrolę, że to my sprawiliśmy, że tak się dzieje, chociaż statystyka, dane mówią, że tak jak powiedzieliśmy wcześniej, najlepiej tę pierwszą bańkę jest dostać od kogoś.


Kari: Ja myślę, że musimy to mieć – ten mechanizm jest całkowicie ewolucyjnie zasadny, ponieważ gdybyśmy nie mieli czegoś takiego, to byśmy w ogóle nie wstali rano z łóżka. To jest potrzebne, żeby mieć jakąkolwiek pewność siebie, żeby mieć poczucie, że mamy jakąkolwiek sprawczość.


Bartek: Drugą rzeczą jest egocentryzm tym razem poznawczy, tam był egotyzm atrybucyjny,  tu mamy egocentryzm poznawczy. Czyli jak żyjemy, to żyjemy głównie w swoim towarzystwie i swoje rzeczy widzimy bardziej niż innych, więc sobie przypisujemy większą zasługę za różne rzeczy.


Kari: Bo znamy swoją historię z każdej strony, a historię innych znamy tylko od naszej strony.


Bartek: To jest to, że jeżeli mamy partnera w domu, to nam się wydaje, że my jednak więcej robimy w tym domu.


Kari: Oczywiście. Wiadomo, że ja więcej robię w tym domu. (śmiech) Nie, myślę, że akurat w domu ty więcej robisz.


Bartek: Nieważne. W każdym razie – to też jest wynik badań – gdybyśmy zapytali siebie i procentowo mielibyśmy określić, ile rzeczy robimy w domu, to procentowo by nam wyszło, że ze 100% zrobionych rzeczy, my razem myślimy, że suma tych robionych rzeczy to jest 140%, mniej więcej.


Kari: Czyli taka jest średnia. Tutaj wtrącę, bo czytałam kiedyś badanie, nie przytoczę, bo nie pamiętam, ale w badaniach wyszło, że osoby autystyczne dużo trafniej to określają. Tam jest blisko 100%, a nie 140%.


Bartek: Żeby być całkowicie trafnym, ponieważ bardzo to lubię, to powiedziałbym 50%, licząc na to, że Kari też powie 50%.


Kari: A to już jest teoria gier i szacowanie prawdopodobieństwa.


Bartek: Gdybyśmy teraz wzięli na przykład taką Kari, która kiedyś była w klasie sportowej, i zapytali: Kari, powiedz mi, jak myślisz – to, że bardzo dobrze pływasz, to od czego głównie zależało? No i Kari pewnie by nam powiedziała, bo pamięta, jak to było.


Kari: Od czego zależało wtedy, że dobrze pływałam? Miałam na to fazę, hiperfocus przez jakiś czas. I wtedy, kiedy miałam tę fazę i hiperfocus, to świetnie pływałam. A jak przestałam mieć fazę i hiperfocus, to byłam jedną z najgorszych w klasie. (śmiech)


Bartek: Aha, no dobra.


Kari: Taka jest niestety naga prawda. Jeszcze ci zepsułam przykład chyba.


Bartek: Nie, nie zepsułaś mi przykładu. Generalnie jest tak, że jeżeli popatrzymy na przykład na sportowców, to większość z nich będzie pamiętać treningi, różnego rodzaju diety, wyrzeczenia, wstawanie rano, piątek, świątek czy niedziela, a oni są gdzieś i coś robią na korcie, boisku czy pływalni. I to jest okej, bo tego im nie można odebrać. Najlepsze jest to, że to, co oni robią statystycznie, to są ledwo co statystycznie istotne rzeczy.


Kari: W sensie te treningi, codzienne wstawanie?


Bartek: Tak, niestety.


Kari: Ale jak zapytasz Lewandowskiego, co takiego sprawiło, że on tutaj jest, na końcu tego łańcucha, to powie ci: nigdy się nie poddawaj, czyli wstawaj codziennie i chodź na te treningi, bo to o to chodzi.


Bartek: A jednym z kluczowych czynników jest to, w którym na przykład miesiącu się urodzili w ciągu roku. System jest przygotowany w ten sposób, znaczy nie jest przygotowany, on taki po prostu jest, że jeżeli mamy dziecko, które jest z początku roku, to najczęściej, statystycznie oczywiście, jest największe, najstarsze.


Kari: Jest szybciej rozwinięte, ponieważ rozwój między dziećmi bardzo się różni w zależności od różnicy w miesiącach na tych wczesnych etapach.


Bartek: Więc on jest wyłapywany z tej grupy, bo porównanie mamy na tle tej grupy, jest wyłapywany i: O, to jest wielki talent. I potem już dalej wskakuje.


Kari: Były takie fajne badania i znów nie pamiętam kogo: powiedziano nauczycielom, że dzieci miały zrobione testy na inteligencję. Dali nauczycielom wyniki tych testów, a potem mierzyli postępy tych dzieci. I na końcu tego okresu badawczego okazało się, że te dzieci, które miały wysoką inteligencję, miały lepsze postępy w nauce, widać było wyraźne postępy. Natomiast twist był taki, że to nie była prawda, co nauczyciele dostali.


Bartek: Pamiętam to badanie.


Kari: Czyli tam były losowe dzieci podane i tylko to, że nauczyciel był przekonany, że dziecko jest inteligentne, sprawiło, że inaczej je traktował. I to dziecko miało dużo lepsze wyniki. To było niesamowite badanie. Jako że mamy tutaj taki cudowny format jak podcast, gdzie ja mogę sobie dać pauzę i sprawdzić, to sprawdziłam to badanie: Rosenthala i Jacobsena w 1968, znane też jako efekt Pigmaliona, czyli samospełniająca się przepowiednia.


Bartek: A jeszcze wracając do miesiąca urodzenia i bycia sportowcem, to Kari jest ze stycznia.


Kari: O to chodziło w tym przykładzie.


Bartek: Środowisko ma bardzo duże znaczenie, bo nie wiem, czy był kiedykolwiek jakiś skoczek narciarski z Kenii na przykład.


Kari: Ale wielu biegaczy, w wielu maratonach to przede wszystkim są Kenijczycy.


Bartek: Chyba tak. Nie wiem, jak teraz jest, ale być może tak. Mamy te dwie podstawowe rzeczy: widzimy siebie bardziej i musimy być rzecznikiem swojej własnej psychiki, żeby się czuć sami ze sobą dobrze.


Kari: Tak, bo jak nie jesteśmy, to wtedy grożą nam depresje, zaburzenia i inne.


Bartek: Wszelka samorozwojówka oraz wywiady ze znanymi biznesmenami, przeprowadzane w różnych samochodach, tam często widzimy ludzi, którzy odnieśli sukces, więc oni myślą, że tak należy robić, żeby odnieść ten sukces. Tylko problem polega na tym, że być może jest ogromna liczba ludzi, którzy robili dokładnie tak samo, a nie odnieśli sukcesu i ich historii niestety nie poznamy. Jest coś takiego, co się nazywa błąd ocaleńca, już parę razy o tym mówiłem – to znaczy, że po prostu w czasie jakiegoś badania bądź działania dane zostaną utracone. Czyli nie jesteśmy w stanie ich odzyskać, bo nie mamy jak.


Kari: Przede wszystkim dane o tych, którzy ponieśli porażkę, bo nic z tego nie było.


Bartek: Po prostu poszło, minęło, nie ma.


Kari: To było z tymi samolotami – na wojnie wracały samoloty z dziurami po kulach i inżynierowie zastanawiali się bardzo, jak to zrobić, żeby wzmocnić te samoloty w tych miejscach, gdzie one miały dziurę po kulach. A potem ktoś mądry powiedział: Słuchajcie, no ale one wróciły.


Bartek: Tak, one wróciły pomimo tych dziur, więc wzmocnimy je tam, gdzie nie mają tych dziur, bo być może tam są kluczowe elementy. No i tak się mówi, że cmentarzysko brandów czy pomysłów na biznes jest gigantyczne, tylko że nigdy nie wiemy, co tam leży. Więc nie za bardzo możemy wiedzieć…


Kari: Myślę, że jeżeli widzimy, jak ktoś mówi, że to jest metoda i na pewno to się uda, bo mi się udało, to można spróbować znaleźć dowód na to, że to nie jest zawsze ta metoda. W sensie znaleźć ludzi, którym się to nie udało po prostu. Nawet w najbliższym otoczeniu.


Bartek: Najczęściej jest tak właśnie, że oceniamy sukces poprzez te dane, które mamy. Przez te, które zostały utracone – nie możemy. Nasz mózg po prostu działa od skutku do przyczyny i znajduje tą przyczynę najprostszą, jaką może sobie szybciutko połapać.


Kari: I łączy kropki wstecz.


Bartek: Tak, więc będziemy wtedy myśleć, że to było przyczyną mojego sukcesu. De facto tak może nie być. Jest w ogóle bardzo ładny przykład myślenia o szczęściu, szczególnie w grach losowych, zrobiony przez Richarda Dawkinsa, który tłumaczył na jego przykładzie ewolucję. Była grupa ludzi, która po prostu słuchała wykładu i on rzucał monetą. To było tak, że rzucał monetą i umówił się z nimi: Słuchajcie, teraz zrobimy tak – orzeł albo reszka. Nie wiem, co tam było na tej monecie, bo to była angielska moneta – królowa albo coś, nie wiem. Więc orzeł albo reszka. Jeżeli wypadnie orzeł, to ta połowa sali odpada, ta zostaje. I potem znowu tę połowę, która została i tak dalej, rzucał, rzucał, rzucał, aż została jedna osoba. Czyli gdybyśmy to odwrócili, to ta osoba na przykład pięć razy z rzędu wytypowała dobrze, że będzie orzeł albo reszka. Po prostu wytypowała rzut monetą 50 na 50, to jest bardzo mała szansa już. I z jej perspektywy można myśleć, że jest wyjątkowa, że umie przewidywać różne rzeczy, a de facto jest po prostu zwykłą pozostałością po selekcji. Więc wiele tych osób, które mówi, że wie, jak coś robić, może być pozostałością po selekcji. Istnieje prawdopodobieństwo, że ileś razy z rzędu ci się po prostu uda.


Kari: Coraz mniejsze i tutaj wchodzi właśnie ten fuks, czy łut szczęścia, że po prostu tobie się udało kilka razy z rzędu, a nie tylko raz.


Bartek: Najlepsze w tym wszystkim jest to, że wydawałoby się, że skoro to wszystko zależy od czynników zewnętrznych, to co my możemy z tym zrobić. Najlepsze jest to, że istnieje następna korelacja, która wywraca to wszystko do góry nogami: ślepa wiara, że to, co ja robię, ma sens, powoduje, że jestem to w stanie bardzo długo robić, mimo przeciwności. I to jest najczęstsza przyczyna tego, że ludzie odnoszą sukces, czyli ta ich głupia, ślepa wiara w to, że coś robią.


Kari: Optymizm, chcesz powiedzieć optymizm. Myślę, że to właśnie było twoim problemem, żeby ten odcinek w ogóle przeprowadzić. Pamiętam rozmowę, którą przeprowadziliśmy wczoraj czy przedwczoraj – doszedłeś do tego momentu i mówisz: Kurna, gdyby tak można było się nauczyć tego optymizmu. I ja wtedy: No przecież, że można. Wyciągnęłam książkę Martina Seligmana, która ma tytuł: „Optymizmu można się nauczyć”. To jest faktycznie rzecz, która sprawia, że strasznie mnie ten odcinek cieszy i napawa takim entuzjazmem, bo jest to fantastyczna sprawa, że tego optymizmu można się nauczyć. Martin Seligman jest ojcem psychologii pozytywnej. On był starym takim… nie wiem, czy starym, bo był chyba wtedy przed czterdziestką albo trochę po, więc…


Bartek: Może mentalnie był stary.


Kari: Mentalnie starym, narzekającym na wszystko, zrzędliwym dziadem. I sytuacja była taka, że pracował z córką Nikki w ogródku. On pograbił wszystkie liście, ona przyszła i rozwaliła wszystko. No i on: Wszystko robisz źle. Zaczął jej nawijać, co tam narobiła. Ona tak patrzy na niego: Tato, jak kiedyś miałam trzy lata i na wszystko narzekałam, to powiedziałeś mi, że mam tego nie robić. I ja przestałam to robić. Skoro ja przestałam to robić, to ty też możesz. I to był ten moment, kiedy właśnie Seligman stwierdził: No faktycznie, mogę. Pewnie mogę. I zaczął badać ten temat. Zaczął badać optymizm, zaczął badać szczęście, zaczął badać te straszne eksperymenty nad wyuczoną bezradnością. I się okazało z tych jego badań, że optymizm bardzo dużo fajnych rzeczy wnosi. Wnosi na przykład to, że optymiści mają 19% dłuższe życie.


Bartek: A to jest w ogóle ciekawe, bo jeżeli masz ADHD, to masz skrócone życie, a teraz będąc pozytywnym ADHD-owcem, możesz sobie chociaż trochę wyrównać.


Kari: Chodzi o to, że jest niższy poziom kortyzolu i mniej stanów zapalnych, które w organizmie się dzieją, odporność trochę lepsza. Optymiści mają też większą odporność psychiczną i niższe ryzyko depresji. Lepsze wyniki w pracy. Seligman robił takie fajne badanie, w którym mu wyszło, że optymistyczni sprzedawcy, ci tacy najbardziej, sprzedawali o 88% więcej niż ich pesymistyczni koledzy. I to wynikało z tego, że w momencie kiedy na przykład dzwonisz: Dzień dobry, mam tutaj papier do sprzedania, to po pięciu razach stwierdzasz, że to nie ma sensu i odchodzisz. Natomiast ten z optymizmem myślał sobie: dobra, spróbuję jeszcze pięć razy, ponieważ ten optymizm dawał mu power do tego, żeby działać dalej. Mieli też więcej satysfakcji i szczęścia w życiu, wiadomo, że optymizm to niesie ze sobą. Ale także lepsze relacje społeczne, co też wpływa na satysfakcję i szczęście, bo optymiści postrzegani są jako bardziej wspierający, angażujący i motywujący, więc ludzie do nich lgną. Nasza przyjaciółka Monika jest taką osobą, do której ludzie lgną, ponieważ jest bardzo taka motywująca, wspierająca. I ma bardzo, bardzo wysoki poziom optymizmu. Ten Seligman…


Bartek: Już mi powiesz, jak się tego nauczyć?


Kari: Powiem ci już. Kończę z tym, dlaczego warto. Seligman wymyślił – jak ktoś zna terapię behawioralną, kognitywną, to dopatrzy się znajomych wątków – taki system, który można wdrożyć w swoje życie, po czym przebadał go wielokrotnie na różnych szkoleniach i warsztatach, które prowadził. I ten system realnie działa. Fakty, które stoją za tym systemem (których już nie będę rozwijać, chociaż mogłabym) są takie, że emocje powstają na skutek naszej własnej interpretacji tego, co się zadziało. To nie jest tak, że ktoś przychodzi i wywołuje nam emocje, tylko my sobie coś interpretujemy. Emocje są motorem do działań.


Bartek: Czyli to jest w ten sposób, że… nazwijmy to sensation, nie wiem, jak to nazwać, coś w moim ciele się dzieje i ja dopiero to świadomie interpretuję…


Kari: …i pojawia się emocja.


Bartek: I przypinam to do konkretnej emocji.


Kari: To nie jest świadome, ale poprzez interpretację.


Bartek: Czyli równie dobrze to samo mogę zinterpretować jako kilka różnych rzeczy, w zależności od tego, jaki jestem.


Kari: I jak już masz tę emocję, to ta emocja jest głównym motorem działania. Chociaż myślimy, że logika i fakty, i tak dalej, to emocja sprawia, że działamy.


Bartek: To jeszcze tylko chciałbym jedną rzecz powiedzieć. Czyli tak naprawdę podenerwowanie, bo to jest najprostszy przykład, jaki mi przychodzi do głowy, podenerwowanie równie dobrze może być ekscytacją.


Kari: Tak, to jest coś, co ja ćwiczę przed każdym public speakingiem. Jak się ktoś mnie pyta, czy jestem zestresowana – nie, jestem bardzo podekscytowana. To jest automatyczna odpowiedź. Niezależnie od tego, czy gdzieś się pojawia jakaś myśl, że może jednak zestresowana – nie, nie, nie, ekscytacja. I clue jest takie, że to, co myślisz, kiedy pojawia się trudność, określa to, co zrobisz. Metoda Seligmana nazywa się TPS–KA. Ale w angielskim ABC na pewno jest z przodu, nie wiem, co tam dalej, ale pewnie DE. To są dwa człony tej metody. I opowiem ci o TPS, potem o KA, bo to są dwa elementy, które trzeba wdrożyć. TPS oznacza trudność, przekonanie i skutek. I wygląda to tak. Może spróbujmy to przećwiczyć. Załóżmy, wyobraź sobie taką sytuację: jedziesz samochodem i jakiś kierowca zajeżdża ci drogę.


Bartek: …uju, jak jeździsz, no!


Kari: (śmiech) Dokładnie. Pierwsza myśl jest taka. Jakie za tym idą emocje, uczucia?


Bartek: Muszę coś wymyślić – jestem wkurzony.


Kari: Jak jeździsz, baranie!


Bartek: Jakieś negatywne, nie wiem, co tam może być za tym – wkurzenie, takie zwykłe, agresja?


Kari: Wkurzenie, agresja. Co robisz, jak jesteś wkurzony, agresywny?


Bartek: Krzyczę, załóżmy.


Kari: Wyobraź sobie sytuację, że kierowca zajeżdża ci drogę, a w twojej głowie pojawia się myśl: Kurde, musi się gdzieś spieszyć, pewnie jego żona rodzi na tylnym siedzeniu. Co się pojawia za tą myślą?


Bartek: Coś innego na pewno, w drugą stronę – śpieszy się i tak dalej.


Kari: Współczucie, empatia. Zatrzymasz się, on zaczyna krzyczeć, a ty powiesz: oczywiście, rozumiem.


Bartek: Okej, to jest spoko, tylko z mojej perspektywy ma jedną wadę, w zależności od tego, w jakim stanie emocjonalnym jestem. Jeżeli jestem w przewlekłym stanie, załóżmy, trudnym, czyli w pracy mi nie idzie, firma umiera, ja cały czas jestem w stresie, to w życiu nie pomyślę… to niech zdycha po prostu tam w tym samochodzie, nie obchodzi mnie to, teraz będę ja, ja, ja.


Kari: Ten stan, który opisujesz, to już jest stan, który warto wyleczyć u psychologa, psychiatry.


Bartek: Właśnie chciałem powiedzieć, że to bym po chemię już poszedł, zmienić swój mózg.


Kari: Natomiast mówimy o takim całkiem zwyczajnym stanie, nie sięgamy już… Wczoraj byłam na warsztacie u Chrisa, który mówił, że jak ktoś go pyta, jaka jest najlepsza rada, żeby tworzyć content i zrobić dobry biznes, to on powiedział: Wszystkim bym powiedział: idź do psychoterapeuty. (śmiech)


Bartek: Kiedyś miałem taką rozmowę. A dobra, powiem. Miałem taką rozmowę, że wszystkie problemy w biznesie, jako doradca biznesowy, sprowadziłbym do tego: No przecież nie mogę wysyłać wszystkich ludzi na terapię.


Kari: (śmiech) Z miejsca nie? Dopiero potem… Te nasze przekonania dzielą się na kilka różnych rzeczy. Te, które powodują pesymistyczne myśli, one mają kilka elementów, które warto zaobserwować. Czyli na przykład są to rzeczy stałe i uniwersalne, na przykład: co za debil. Co za debil to jest stała rzecz, którą przypisujemy temu…


Bartek: Czyli muszę znaleźć paterny, jak gdyby? Nie rozumiem.


Kari: Chodzi o to, że przede wszystkim należy zaobserwować, jaka myśl pojawia się po trudności, która nas spotyka. Spotyka nas jakaś trudność, zajeżdża nam drogę kierowca, albo nie możemy czegoś sprzedać, dzwonimy jako sprzedawca i cały czas nas ktoś odrzuca. I teraz pojawiają się różne myśli. Na co trzeba uważać? Trzeba uważać na rzeczy stałe i uniwersalne, czyli: zawsze, nigdy, każdy, on jest taki. Czyli: on jest debilem, zawsze mi zajeżdżają drogę, jak wyjeżdżam, nigdy nie mogę znaleźć klienta, który będzie mnie szanował. To są rzeczy stałe, uniwersalne, to są bardzo mocne predyktory pesymistycznych działań, bo prowadzą do poczucia niemocy. To co ja mogę z tym zrobić, skoro zawsze tak jest? Co ja mogę z tym zrobić, skoro każdy człowiek będzie mi to robił? Nic nie mogę zrobić. No to odpuszczam. I to jest pesymizm.

Albo skierowane wobec siebie: ja to jestem zawsze taki niezgrabny. Na pewno mi to nie wyjdzie. Ja to jestem beznadziejny w tej sprzedaży. Ja jestem taki. Ja jestem – to jest stała uniwersalna. A drugą rzeczą, która się pojawia w tych negatywnych myślach w reakcji na trudność, jest obwinianie. I możemy obwiniać dwie strony – możemy obwiniać siebie albo innych. I teraz, jeżeli obwiniamy o coś innych – to jest super w ogóle, sama to wymyśliłam, jestem z tego strasznie dumna – jeżeli obwiniamy o coś innych, to pojawia się emocja złości. Ponieważ mówimy: Co za debil mi wyjechał i zaraz spowoduje wypadek, mamy złość, ponieważ on przekracza moje granice. Złość się pojawia, kiedy przekracza się granice.


Bartek: Tutaj często wspominamy o takiej zasadzie, że rzeczywistość nie odzwierciedla moich oczekiwań, więc jest złość.


Kari: Złość powoduje różne działania pod wpływem złości. Niektóre są pozytywne, tutaj nie można jej tego odmówić, ponieważ złość jest aktywizującą emocją. Ale zazwyczaj nie są to optymistyczne działania. Drugą emocją, która się pojawia, jeżeli obwiniamy siebie, to jest emocja smutku. Czyli jeżeli powiemy sobie: Ale jestem beznadziejna, to pojawia się smutek. Emocja smutku to jest emocja, która w ogóle nie pozwala nam działać. Więc to są rzeczy, na które uważamy, kiedy jest trudność – jaka myśl się pojawia, ponieważ ta myśl sprawi, że mamy potem konkretny skutek.


Bartek: Poczekaj, teraz wracając do tego kierowcy z samochodem. Jeżeli mówię: jak jeździsz, to jest to złość i ona powoduje, że tam będą agresywne zachowania, tak? Czyli mógłby tak zwany road rage się odpalić. Czyli: Kurwa, to mu teraz zajadę, pokażę.


Kari: Abstrahując od tych agresywnych zachowań, popatrz, co tobie to robi. Złość produkuje kortyzol, a kortyzol robi te wszystkie rzeczy naszemu organizmowi, dlatego żyjesz 19% krócej.


Bartek: A jeżeli jadę tym samochodem, ktoś mi zajeżdża i ja sobie robię krzywdę na zasadzie: O Jezu, jak ja jeżdżę – to co, nie będę chciał jeździć samochodem po pewnym czasie?


Kari: Tak, będziesz niepewnym kierowcą, nie będziesz wyjeżdżał nigdzie, czasami będziesz stał. Z tyłu będziesz miał tego, kto będzie mówił: Jezus, jedź już w końcu.


Bartek: Czyli z tyłu będziesz mieć Bartka, który najczęściej za kierownicą powtarza wyraz: No siup, jedziemy, no siup.


Kari: (śmiech) O to chodzi, że to, co pomyślisz, kiedy pojawi się trudność, będzie determinować skutek, czyli twoje odczucia i twoje działanie. Więc pierwszą rzeczą z tych dwóch, które należy zrobić, jest zaobserwowanie tego, co myślimy, kiedy pojawia się trudność. Zaobserwowanie i wywalenie z tego rzeczy stałych i uniwersalnych – ty zawsze, ty nigdy, każdy, nikt, ja jestem, on jest – oraz obwiniania, jakiegokolwiek obwiniania, szukania winnych. Zamiast winy szukamy przyczyny. Po pierwsze, co możemy zrobić? Zacząć pracować nad tymi naszymi myślami w ten sposób, że zamiast winy szukamy przyczyny. A po drugie unikamy generalizowania, stałych i uniwersalnych rzeczy.

Drugą częścią metody TPS–KA Seligmana jest KA. KA oznacza kwestionowanie i aktywizację. Jeżeli już nauczymy się obserwować te nasze myśli, które się pojawiają po trudności, to naszym zadaniem jest je zakwestionować. Czyli wyjeżdża koleś, mówisz: co za debil, zatrzymujesz się.


Bartek: W sensie nie samochód, tylko sam ze sobą, z myślami.


Kari: Zatrzymujesz się z myślami, możesz zatrzymać samochód na poboczu, jak musisz. Niektórzy nie potrafią dwóch rzeczy na raz: myśleć i prowadzić samochodu. Zatrzymujesz się i mówisz sobie: dobra, kwestionuję to. I są takie cztery elementy, gdzie możesz szukać tego kwestionowania. Czy mam na to dowód, że to jest debil? Czy to jest prawda?


Bartek: To też jest w ogóle ciekawe, bo jak zaczynasz nad czymś myśleć – tak ci przerwę tylko na chwilę oczywiście – to przesuwasz sobie mózg z emocjonalnego do tego logicznego i zaczynasz inaczej myśleć.


Kari: Więc pierwszą rzeczą jest zauważenie tej myśli i przerzucenie tego do kory przedczołowej z układu limbicznego. Czy mam na to dowód? Czy to jest prawda? Drugi element: jakie to ma implikacje? Wejdźmy do przykładu z tym sprzedawcą, który dzwoni i myśli: jestem beznadziejnym sprzedawcą, dzisiaj już w ogóle nie mam szans, żeby zrobić ten wynik. Po pierwsze: czy mam na to dowód, że jestem beznadziejnym sprzedawcą i szukam w swoich dowodach. Jakie niesie implikacje to, że tak jest. Jeżeli nie mam szans, to jest poważna implikacja. Natomiast jeżeli te implikacje sobie przestawimy – bo to jest reframing oczywiście – że może jednak dzisiaj jest taki dzień trudniejszy, spróbuję jutro albo to tak naprawdę nie ma żadnych wielkich implikacji, bo zrobię ten target innymi sposobami – to to już jest zupełnie inne podejście.

Potem: jaka jest alternatywa? Czyli na przykład kierowca nam zajeżdża drogę, myślimy sobie: ale debil. Jaka jest alternatywa? To jest to, że może wiezie żonę do szpitala. Jeżeli tylko umiemy znaleźć alternatywę, która jest fajniejsza, to lepiej się jej trzymać. Bo my tak naprawdę nie wiemy i się nie dowiemy, czy ten kierowca jest debilem, czy wiezie żonę, czy akurat miał spięcie z teściową.


Bartek: Czy jest po prostu Sebą z bety i on tak jeździ.


Kari: Natomiast my możemy sobie wybrać tę alternatywę. I to jest aktywne wspieranie naszego braku kortyzolu i życia dłuższego o 19%.


Bartek: By the way, tak sobie pomyślałem, że gdyby ktoś nam wysłał teraz, jeżeli ma oczywiście BMW, ten odcinek i screena z infotainment, jak tego słucha, to byłbym wdzięczny. Dziękuję.


Kari: I ostatnim takim elementem, którego możemy używać do kwestionowania naszych założeń, jest przydatność: czy takie myślenie mi służy, czy mi to nie służy. Czyli wybieram z tej całej gamy alternatyw te, które są dla mnie najfajniejsze. Nawet jeżeli nie jest to prawda, to mogę sobie to wybrać, żeby obniżyć trochę ten kortyzol. To wygląda w ten sposób, że na przykład – w takie bardziej liderskie rzeczy wejdę – zespół nie dowozi projektu na czas. Nie zrealizował w terminie projektu. No i moje przekonanie: nie nadaję się do zarządzania, wszystko przeze mnie się sypie. Wszystko – obwinianie siebie. Skutek – frustracja, wycofanie się, zaczynam mikrozarządzanie i tak dalej. I teraz: co mogę zrobić, jak mogę to zakwestionować. Mogę to zakwestionować tak, że fakty, czyli dowody pokazują, że kilka innych projektów poszło dobrze. Więc to nie jest tak, że ja się w ogóle nie nadaję. To opóźnienie może mieć też zewnętrzne przyczyny. I szukam: jakie są alternatywy? Szukam tych alternatyw. Takie kwestionowanie aktywizuje inne działanie. To jest trudna sytuacja, ale mogę wyciągnąć wnioski, sprawdzić i następnym razem inaczej ułożyć procesy. Tutaj mamy sprawczość, prawda? A nie na zasadzie: nie nadaję się do tego, to lepiej pójdę się zastrzelić.


Bartek: Przykład byłby idealny, ale moje doświadczenie mówi mi, że raczej są obwiniani ci ludzie, którzy wykonują te projekty, a nie menedżerowie.


Kari: Oczywiście, ale to jest to, co ty sobie myślisz. Mamy też taki przykład – krytyczny feedback od przełożonego – skrytykował twój raport, że to beznadziejne. No i pierwsze to: zawiodłam, pewnie myśli, że jestem do dupy, niekompetentna, zaraz mnie wywali. Zaczynam nakręcać spiralę lęków i tutaj jest samospełniająca się przepowiednia – zaczynam kolejne raporty robić źle. Natomiast co mogę? Pomyśleć sobie: okej, być może szef miał gorszy dzień. Sprawdzam fakty, czy miał rację, no dobra, miał rację. Nie miał racji – to może miał gorszy dzień. Miał rację – jednorazowa krytyka nie oznacza, że ogólnie źle myśli o mnie, prawda? Czyli wychodzę z tego uniwersalnego i stałego, a wchodzę w tu i teraz. Zapytam go o feedback, poproszę, żeby mi powiedział, jak powinnam zrobić ten raport, żeby następnym razem zrobić dobrze. Czyli sprawczość, optymizm.


Bartek: To wszystko?


Kari: Tylko że widzisz…


Bartek: To będzie bardzo trudne.


Kari: Właśnie o to chodzi, że one są poznawczo proste, ale wymagają… Wiesz, co wiele osób ma? Tożsamość.


Bartek: No każdy ma, a nie, że wiele osób ma.


Kari: Chodzi o to, że ten pesymizm, narzekanie i bycie tym starym, zrzędliwym dziadem jest częścią naszej tożsamości. Jak Stanley z The Office. To jest po prostu typowy przykład takiego narzekacza i pesymisty. I my nie lubimy zmieniać naszej tożsamości. Ego po prostu zaraz wybije i będzie bronić tego za wszelką cenę.


Bartek: To jest to, co mówiliśmy o tych błędach poznawczych. Że będziemy doszukiwać się takich twardych dowodów, że tak jest.


Kari: Natomiast jest to udowodniony, udokumentowany sposób, że tak to się robi. I jeżeli chcesz wygrać ten biznes i pomóc swojemu szczęściu…


Bartek: …to jest jedyny sposób, tak naprawdę.


Kari: To jest taki sposób, że wsłuchaj się w swój wewnętrzny dialog, zauważ te myśli, które się pojawiają, a potem spróbuj je zakwestionować.


Bartek: No, to bądźcie pozytywni.


Kari: Bądźcie pozytywni. Dzięki. Mamy nadzieję, że pomogliśmy wam spojrzeć na kwestie szczęścia, fuksa i optymizmu z tej bardziej pozytywnej perspektywy.

bottom of page