26 kwietnia 2024
Jak znaleźć szczęście w biznesie?
Jeszcze tylko zatrudnisz nową osobę, osiągniesz kolejny cel finansowy, zrobisz sobie urlop... Jeszcze moment i wreszcie poczujesz szczęście!
Łapiesz się na takim myśleniu? Tymczasem prawda jest bezlitosna – większą część naszego najlepszego życia spędzamy w pracy i jeśli chcemy być szczęśliwsi, dobrze mieć z niej satysfakcję.
Jakie są trzy czynniki wpływające na szczęście? Czy dążenie do niego jest egocentryczne? Jak odnaleźć w sobie poczucie misji? Odpowiedzi już czekają w tym odcinku podcastu 🙂
Możesz zapisać się na listę aby otrzymywać powiadomienia o nowych odcinkach.
Wysyłamy je raz w miesiącu.
transkrypcja
Bartek Goldyn: Kari, dzisiaj porozmawiamy o szczęściu w biznesie. Szczęście nie jest pierwszą rzeczą, która się kojarzy z biznesem, bo na początku zawsze jest to, że to musi po prostu zarabiać pieniądze. To jest pierwsza, podstawowa rzecz, jeżeli chodzi o biznes. Ale żeby coś robić dłużej i nie uderzyć w ścianę wypalenia, to pasowałoby, żeby chociaż troszeczkę czegoś tam było więcej, niż tylko po prostu zarabianie pieniędzy. I nie mam niestety lepszego przejścia na to, co chcę powiedzieć dalej słowem wstępu, więc skupcie się teraz, bo to będzie po prostu taki segway. Nieważne, co robimy w życiu, od początku, ono i tak kończy się śmiercią.
Kari Goldyn: (śmiech) Grubo.
Bartek: I w pewnym momencie po prostu przestajemy żyć. Chciałbym, żebyśmy się chociaż spróbowali przez chwilę zastanowić, jakby to było, gdybyśmy się dowiedzieli na przykład, że zostało nam tylko sześć miesięcy życia. Co wtedy jest ważne dla nas? Jedziesz sobie samochodem, słuchasz podcastu, siedzisz gdzieś tam wygodnie i słuchasz tego podcastu, masz telefon, i dowiadujesz się, że masz raka trzustki, i zostało Ci sześć miesięcy życia. Na początku na pewno jest jakiś szok i tak dalej, potem wejdzie prawdopodobnie coś w rodzaju jakiegoś takiego rozrzewnienia, melancholii. I co wtedy jest ważne?
Bo z mojej perspektywy mam coś takiego, że bardzo chciałbym te ostatnie sześć miesięcy spędzić nie w szpitalu, chciałbym spędzić je w domu. Najlepiej jeszcze móc patrzeć na czereśnie, które sam sadziłem i one rosną przed domem, z którymi mam po prostu masę skojarzeń. Jest tam to, jak pojawiła się pierwsza czereśnia po paru latach od ich zasadzenia i pamiętam, jak wyszłaś i O, jest, jutro już będzie taka dojrzała i ją zjemy, tak na pół ją podzielimy. A potem przyleciała sójka, w locie ją zerwała i tyle widzieliśmy tę czereśnię i jedyne co było, to było: Ja pierdolę. Więc to jest jedna rzecz. Pamiętam Kajetana, który się wspinał na te czereśnie (Kajetan to syn) i zjadał jeszcze niedojrzałe, twierdząc, że takie mu smakują lepiej, bo tylko te z dołu mógł dosięgnąć. Pamiętam też Jonka na przykład, który siedział na tej czereśni i przez płot rozmawiał z sąsiadką. Więc mam dużo rzeczy, które są związane z tą czereśnią i te czereśnie są dla mnie ważne. Umierając, chciałbym je widzieć.
Byłem na wyspach Salomona, czyli dosłownie byłem w kraju ludożerców. Pojechałem tam za motylami, a spędziłem tam jedne z najgorszych i najlepszych dni mojego życia, spędziłem je z tobą, dzieląc je z tobą. I to wszystko jest tym, co będę wspominał. Nie ma tam, kiedy byłem na wyspach Salomona, nie pamiętam, jakim samochodem jeździłem, jaki był stan mojego konta, co się działo w firmie, czy strona się dobrze pozycjonuje, czy są leady, czy ich nie ma, jak mają się projekty. Kompletnie tego nie ma, kiedy wprowadzasz się w ten stan takiego myślenia o tym, że… Takie podsumowywanie po prostu. No i teraz…
Kari: Nie pamiętamy nieprzespanych nocy, nie pamiętamy tych strasznie ważnych rzeczy, które natychmiast muszą się wydarzyć, żeby dowieźć projekt na za dwa dni. To w ogóle nie jest ważne wtedy.
Bartek: Tak. I okazuje się, że albo możemy się karmić takimi prostymi rzeczami z mediów społecznościowych, w stylu – nie wiem, czy dobrze wymyślę, ale coś takiego jest – że jeżeli będziesz kochał to, co robisz, bądź…
Kari: To nigdy nie przepracujesz żadnego dnia.
Bartek: Ani jednego dnia. Jest masa takich pierdół i coelhizmów, które są po prostu w internecie, które są świetne i karmią nasz mózg, ponieważ nie rozwiązują problemu, ale zasypują to uczucie, które mamy, że…
Kari: Coś jednak robimy.
Bartek: Coś jednak robimy, tak jest dobrze.
Kari: Dopaminka tam też.
Bartek: Tak, więc one zaspokajają nam to uczucie.
I szczęście jako takie zostało zbadane po prostu. I nie ma lepszej chyba metody, poza naukową, która nam może coś powiedzieć. Każdy jakąś opinię ma, te opinie oczywiście są powodowane emocjami, jak najbardziej. Ale obiektywnie, poza tymi emocjami, które mamy, możemy się nad tym zastanowić i zobaczyć, skąd się bierze to szczęście, poprzez zwykłą naukę, poprzez badania. No i tutaj ci trochę oddam mikrofon, bo to ty więcej wiesz o tym niż ja.
Kari: Jest ogromna ilość teorii szczęścia. I w ciągu ostatnich lat naukowcy doszli do tego, że jest to tak szerokie pojęcie, że ciężko je badać, bo jeżeli badania są deklaratywne, to ludzie, każdy ma co innego w głowie. Finalnie psychologia pozytywna bada raczej dobrostan, a nie szczęście. Natomiast, tak czy inaczej, naukowcy zgadzają się, że szczęście nie jest emocją – to jest bardzo ważne, żeby to podkreślić – szczęście nie jest emocją. Emocją jest radość, entuzjazm, zadowolenie, jakieś takie zaniepokojenie – to są wszystko emocje, które mogą być oznaką szczęścia, ale szczęście jest stanem. I tak jak powiedziałam właśnie zaniepokojenie, może być też smutek, może być też złość, wszystkie te emocje mogą występować u człowieka szczęśliwego. Czyli szczęście jest stanem, w dodatku nie jest to stan, który da się osiągnąć, nie można osiągnąć pełni szczęścia i już, done, dziękujemy, zrobiłam, co mogłam.
Bartek: Chodzi o to, że wszystkie emocje, które są, cały wachlarz, on jest normalny i on może występować, tak?
Kari: Tak, u szczęśliwego człowieka.
Bartek: A szczęście to nie jest to, że cały czas jesteśmy zadowoleni i cały czas nam hormony ładują, bo to też nie jest zdrowe za bardzo, być cały czas na haju.
Kari: Dokładnie. Więc szczęście nie jest osiągalne, ale możemy dążyć do tego, żeby być szczęśliwsi, nie „szczęśliwi” – zakończony, tylko szczęśliwsi. Gra, która się nie kończy, cały czas trwa. Arthur C. Brooks, taki badacz szczęścia z Harvardu, w swojej książce, którą ostatnio wydał z Oprah „Build the life you want”, wyznaczył takie trzy komponenty szczęśliwszego życia. I chciałabym je tutaj z tobą omówić w kontekście właśnie biznesowym, bo to, co pasuje do ogólnego życia, też najczęściej pasuje do biznesu.
I pierwszym elementem szczęścia jest, on to nazwał enjoyment, ja sobie przetłumaczyłam jako radość, bo nie jest to taka technicznie tylko przyjemność. Wszyscy lubimy przyjemności, natomiast żeby to dołączyło do repertuaru naszego szczęścia, to oprócz tego, że jest ta przyjemność, to musimy tę przyjemność przenieść z układu limbicznego (czyli tego układu, który odpowiada za przyjemność, za gospodarkę dopaminą) do przedniego płata kory nowej. I żeby to zrobić, to musimy wokół tej przyjemności stworzyć jakieś wspomnienie, a żeby stworzyć to wspomnienie, to najlepiej ją przeżyć z ludźmi.
Był taki eksperyment w radosnych latach pięćdziesiątych, kiedy jeszcze nikogo nie obchodziło, czy zwierzęta cierpią, czy nie cierpią. Panowie James Olds i Peter Milner zrobili taki eksperyment, że poprzyczepiali do głowy małpy jakieś rzeczy i małpa mogła ciągnąć za dźwignię i jak pociągnęła za dźwignię, to dostawała dawkę kokainy. I miała tam mierzone oczywiście wszystkie współczynniki. Małpy, które zostały posadzone i wydzielały sobie tę kokainę, to była czysta przyjemność, one wydzielały sobie ją przez cały czas, coraz więcej i więcej. Ponieważ to były badania nad uzależnieniami, dowiedziono, że nasza odporność wzrasta i musimy mieć coraz więcej tej przyjemności, żeby ta sama przyjemność się pojawiła w naszym mózgu. Natomiast one przestawały jeść, przestawały pić, przestawały w ogóle ich obchodzić jakiekolwiek społeczne stosunki, tylko siedziały i narąbywały sobie tę kokainę, finalnie doprowadzając się do śmierci. Dlatego sama przyjemność na pewno nie doprowadzi nas do szczęścia.
Natomiast właśnie Arthur C. Brooks zbadał, że jeżeli połączymy ją z przeżywaniem jej z człowiekiem i dzięki temu zbudujemy jakieś wspomnienie, które będziemy mogli potem odtworzyć na tym łożu śmierci, to wtedy staje się pełnoprawnym komponentem naszego budowania szczęśliwszego życia.
Bartek: Czyli powinniśmy ogólnie z ludźmi, po prostu.
Kari: Tak, generalnie powinniśmy ogólnie z ludźmi. Przekładając to na biznes, myślę, że warto zadbać, żeby oprócz pracy były też takie elementy przyjemności, takiej czystej przyjemności, które spędzamy i tworzymy z ludźmi.
Bartek: Bo mimo wszystko spędzamy większość swojego życia, tego najlepszego życia, w pracy. Jeżeli byśmy sobie to policzyli, załóżmy, że żyję 80 lat, do 25. roku życia albo jestem dzieckiem, albo się uczę, do 65. roku życia (od tego 25.) po prostu pracuję, to jest tam czterdzieści parę procent tego czasu, trzydzieści to jest te 25 lat pierwsze. Po 65. roku życia już mam tak dużo różnych chorób przewlekłych i innych rzeczy, że to nie jest wcale najlepszy okres mojego życia, czyli ten najbardziej produktywny. Wydawałoby się, że dużo osób myśli o tym w ten sposób, że jak tutaj przez ten okres będę coś tam robił, to już za momencik, już za chwileczkę coś tam się wydarzy i już będzie dobrze, i już zaraz wszystko będzie poukładane. I tak jest po prostu codziennie. Zawsze żyjemy tą taką przyszłością, która niby ma nadejść, ale nie nadchodzi, a jedyne co robimy, to tak naprawdę się starzejemy, czyli zbliżamy się do tego końca, o którym wcześniej mówiłem.
Kari: No właśnie.
Bartek: Więc skoro ten najlepszy czas to jest w pracy, między innymi oczywiście, i żeby tego jeszcze nie przenosić, jeżeli jest on niefajny, na dom, to pasowałoby w tej pracy jednak spędzać ten czas miło, z ludźmi.
Kari: I tak jakby świadomie zadbać o to, żeby tam była jakaś przyjemność.
Żeby to nie było tak, że robimy sobie work-life balance i w pracy napitalamy, a przychodzimy do domu i tam odpoczywamy albo mamy przyjemność.
Bartek: Zanim się wyregulujemy z tych emocji, które tam są, to jeszcze zepsujemy tutaj w domu coś.
Kari: Tak, jeszcze dom dostanie. I to też jest do liderów taka wiadomość, że twój zespół, drogi liderze, też potrzebuje elementów przyjemności. Fajnie by mu było zapewnić takie elementy, które mogą przeżywać razem. Raz na jakiś czas jakieś wyjście wspólne, jakaś gra, nawet te piątkowe pączki, tylko nie, żeby to była tradycja, że w każdy piątek dostają pączki, bo wtedy to – tak jak ta małpa na kokainie – przestaje być przyjemność.
Bartek: Zwłaszcza, że przyjemność jako taka może się wydarzyć z byle czego tak naprawdę.
Kari: Tak, to mogą być bardzo małe, drobne rzeczy, niespodziewane, niepowtarzalne.
Kari: Drugim elementem szczęścia według Brooksa jest satysfakcja. Co to jest satysfakcja? Oczywiście ja mam w głowie już Rolling Stonesów.
Bartek: Nie, ja mam co innego, ja mam poziomy gier i to, jak sobie tweakujemy, to jak… dobra, nieważne, bo wybiegam przed szereg.
Kari: Dobrze mówisz, bo żeby osiągnąć satysfakcję, potrzebny jest trud. Trud, znój, jakieś rzeczy, które nam przeszkadzają w osiągnięciu tej satysfakcji. To jest tak, jak byliśmy na studiach i były egzaminy, które były dla nas łatwe, w ogóle można było iść… Dla mnie to była matematyka – szłam, pisałam, w ogóle nic mi to nie przynosiło.
Bartek: To czekaj, bo tu mam żart – dla mnie było łatwo dojść na uczelnię.
Kari: (śmiech).
Bartek: No dalej.
Kari: No i na przykład rzeczy związane z roślinami, fizjologia roślin – makabra. Pamiętam, jak siedziałam i męczyłam się z tą fizjologią, uczyłam się na dziesiątki różnych sposobów, bo to było tak dla mnie trudne, ponieważ było nudne i do tego jakieś takie…
Bartek: À propos roślin – pamiętam egzamin z fitopatologii ustny, gdzie obok siedział kolega i dostałem po egzaminie od pani profesor: „Pan to jest bida”, a obok kolega: „A pan to jest bida z nędzą”. I wtedy poczułem się lepiej.
Kari: (śmiech) Kontekst ma znaczenie. No i ta fizjologia roślin była dla mnie tak strasznie dreadful, że jak poszłam, napisałam ten egzamin, wyszłam taka strasznie zjechana, poszłam spać na trzy dni. I potem dostałam z niej piątkę, to była chyba najbardziej zasłużona i zdobyta piątka na całych tych studiach i byłam naprawdę, naprawdę usatysfakcjonowana. To było super.
Więc satysfakcja pojawi się dopiero wtedy, kiedy wcześniej jest trud, jakieś problemy. Fajnie to wiedzieć, ponieważ bardzo często w pracy mamy trud. Bardzo często są takie projekty, w których czujemy, że nam świat w ogóle rzuca kłody pod nogi, może by już przestał. Natomiast to są właśnie projekty, które dają nam najwięcej satysfakcji, na koniec. Czy się udadzą, czy się nie udadzą, ponieważ nawet jeżeli się nie udadzą, to jest tam jakaś lekcja. Jest to też fajny mindset, który warto przyjąć, że różnego typu porażki to nie jest tak naprawdę, że przegraliśmy, tylko że nauczyliśmy się czegoś i z tego też można czerpać tę satysfakcję. Natomiast warto pamiętać to, że trudne rzeczy kończą się satysfakcją i tylko takie kończą się satysfakcją, a satysfakcja jest jednym z trzech filarów szczęścia.
Bartek: To ja bym chciał coś do tego dodać. Jedna rzecz to jest taka, że jeżeli są trudne projekty i one są po prostu za trudne, to zawsze istnieje taka metoda, że można zjeść słonia po prostu po kawałku, a nie na raz. Więc można rozdzielić ten projekt na dużo mniejsze, prostsze rzeczy, nawet tak proste, jak dzisiaj włączę komputer, bo to też już daje jakiś tam poziom, że coś zrobiłem. A jest coś takiego jeszcze, w grach, załóżmy, komputerowych, że są różne levele. Zanim opanujemy grę i chcielibyśmy wejść na trudniejszy poziom, to nie będzie to w żaden sposób przyjemne ani satysfakcjonujące. Po prostu nie będziemy wiedzieli, co się dzieje dookoła i wszystko będzie się działo szybciej, lepiej, bardziej i nic z tego nie będzie, nie będzie z tego żadnej przyjemności. Kiedy opanujemy grę, jesteśmy w nią dobrzy, możemy grać na tym ostatnim levelu. Ale są takie dni, gdzie potrzebujemy po prostu łatwych zwycięstw i czasami sobie po prostu obniżamy tylko po to, żeby pokazać innym, jacy to jesteśmy. To też jest okej, to jest regulowanie tej satysfakcji. Są dni w pracy, gdzie możemy robić rzeczy prostsze, które i tak trzeba gdzieś tam pewnie zrobić, a są dni, gdzie możemy zrobić trudne. A jeżeli robimy bardzo trudne, to zawsze je możemy rozdzielić na mniejsze, żeby coś już było zrobione.
Kari: To, co mówisz, że są rzeczy łatwe, są rzeczy trudne – zarządzając emocjami naszego zespołu, to właśnie powinniśmy mieć w głowie, że oni powinni dostawać i rzeczy łatwe, i rzeczy trudne, ale nie za trudne. Bo łatwe rzeczy dadzą im oddech i przyjemność, a rzeczy trudniejsze dadzą im satysfakcję. Jeżeli będą mieli same łatwe, to nie będą czuli się usatysfakcjonowani i finalnie nie będą szczęśliwi. Jak będą mieli same trudne, to się sfrustrują, bo nie będą potrafili ich zrobić, będzie tego za dużo.
Trzeci punkt to jest poczucie głębszego sensu. Poczucie głębszego sensu w tym, co robimy. Czyli po angielsku to się nazywa purpose, po polsku ciężko przetłumaczalne, my używamy zazwyczaj słowa misja, bo to jest jakiś taki nasz polski odpowiednik.
Bartek: Tak się utarło.
Kari: Tak się utarło. I to jest już głęboki temat, pewnie na kolejny odcinek podcastu, ale tak żeby wam przybliżyć tutaj trochę – chodzi o to, że nie wymyślimy sobie tego sensu. To nie jest tak, że możemy go znaleźć w książce „50 sensów”, wybiorę sobie ten, który wydaje mi się najłatwiejszy. Poczucie sensu możemy znaleźć tylko w sobie i w swojej historii. Te wydarzenia, które towarzyszą nam gdzieś tam w dzieciństwie, budują w nas te rzeczy, które są dla nas ważne potem. I poczucie sensu to właśnie jest poszukiwanie tego najpierw w sobie, czyli gdzieś tam zajrzenie do swojej historii. Znalezienie tego, jaką zmianę chciałabym/chciałbym wprowadzić do świata, co mnie wkurza, co mi się nie podoba, co chcę, żeby się zmieniło. Potem zastanawianie się, jak mogę to zrobić. Bo poczucie sensu pojawi się dopiero wtedy, kiedy robimy coś dobrego dla innych ludzi, kiedy nie żyjemy tylko dla siebie, kiedy wnosimy coś do świata. Jak już wiemy, co byśmy chcieli wnieść, co byśmy chcieli zmienić, to wtedy patrzymy na swoje różne talenty, umiejętności, możliwości, to, co robi nasza firma i próbujemy dopasować, gdzie to nachodzi na siebie. Czyli coś tam chcemy zmienić i mamy do dyspozycji jakieś elementy, którymi możemy to zrobić. Kiedy to poczucie sensu pojawi się w przedsiębiorstwie, w firmie, w marce, to naprawdę jest bardzo dużo za tym różnego typu benefitów, korzyści, które można wykorzystać do rozwoju marki, ale też do rozwoju zespołu i do rozwoju siebie. Bo marki, które mają misję, które mają ten głębszy sens, przyciągają ludzi, którzy też w to wierzą, którzy chcą tak samo zmieniać świat albo przynajmniej podobnie. I te marki mogą być pozycjonowane jako marki premium, czy jakieś tam bardziej, bo nie idzie za nimi tylko to, że sprzedają jakiś tam produkt albo jakąś usługę. Dodatkowo ludzie, którzy przychodzą pracować w tych markach, też pracują nad czymś więcej, nie tylko nad robimy reklamy, tylko chcemy po prostu wprowadzić do marketingu trochę empatii, na przykład. A do tego przyciąga to poczucie sensu, ta nasza misja przyciąga do nas różnych fantastycznych ludzi, fantastycznych współpracowników, fantastycznych partnerów biznesowych.
Mamy tutaj bardzo wdzięczną historię naszej klientki, Ilony, która przyszła do nas i miała taką markę, w której sprzedawała ubrania. Ale ta marka nie miała nic takiego głębszego w sobie, więc ona chciała to odkryć i przeprowadziliśmy z nią warsztaty, znaleźliśmy jej poczucie sensu, tę misję. I misją Tyszerta stało się tworzenie ubrań, które przynoszą wolność. Czyli Ilona mówi do swoich odbiorczyń, że Zajrzyj w siebie, bo tam masz swoją wolność. Nie musisz słuchać, co ci mówi świat, co ci mówią ludzie, coś musisz, trzeba, powinnaś. Tylko zajrzyj w siebie i znajdź tam swoją wolność. Ilona wyszła potem do ludzi i stwierdziła: Dobra, spróbuję sobie jakąś influencerską współpracę nawiązać z kimś. Poszła do Segritty, mówiąc: Chcę z tobą pracować. I manager Segritty mówi: Nie, w ogóle zapomnij, Segrita odrzuca wielotysięczne kontrakty. Nie będzie już pracować, ona teraz będzie już nad psychologią tylko pracować. Natomiast Ilona powiedziała: Chciałabym jednak z nią porozmawiać i Segrita zgodziła się na tę rozmowę. Ilona poszła, pokazała jej książkę z tą całą misją, którą niesie. Tam były takie eukaliptusy, Segrita sobie powąchała te eukaliptusy i wszystko było takie… Segrita wtedy powiedziała: Wiesz co? Wiesz dlaczego się zgadzam na współpracę z tobą? Bo ty nie jesteś o ubraniach, bo uważam, że kobiety nie są wieszakami na ubrania i twoja misja jest mi bardzo, bardzo bliska. Takie rzeczy dzieją się wtedy, kiedy mamy głębszy sens w tym, co robimy.
Bartek: To ja bym chciał to uprościć. To jest tak, że ten głębszy sens – jeżeli go znajdziemy i odkryjemy – to jest rodzaj takiego paliwa, które po prostu mamy, co by się nie działo, to po prostu to jest coś, co nas napędza. Jeżeli teraz zaczniemy to komunikować, to prawdopodobnie dla innych osób, które są podobne w tym, czyli dla których to samo jest ważne – przyjdą do nas. Mogą to być na przykład pracownicy, mogą to być współpracownicy, mogą to być inne firmy. Wtedy razem napędzani tym jednym paliwem, które się praktycznie nigdy nie kończy, możemy coś razem robić. Bo jeżeli będziemy robić tylko rzeczy dla pieniędzy albo inaczej – jeżeli będziemy mieć na przykład pracowników, którzy są tylko i wyłącznie dla pieniędzy, to jeżeli tylko i wyłącznie pojawi się więcej pieniędzy, to oni po prostu śmigną do innej pracy, bo to nie będzie ważne dla nich. Więc poczucie jakiegoś takiego sensu, jakiś rodzaj misji są ważne.
Kari: Do tego wszystkiego jeszcze chciałabym dodać taką trochę klamrę, że jeżeli już znamy te trzy elementy szczęścia… klamrę, a potem jeszcze mam taki ekstras (śmiech). Jeżeli znamy te trzy elementy szczęścia i mamy tę firmę, prowadzimy tę markę, to de facto szczęście jest naszym moralnym obowiązkiem.
Bartek: Nooo.
Kari: Ponieważ wydaje się, że dążenie do szczęścia jest takie egocentryczne, bo ja bym chciał być szczęśliwym człowiekiem, to będę się na tym skupiać. Ale jak sobie tak pomyślisz, na ile osób wpływa taki lider, a zwłaszcza taki lider, który ma jeszcze do tego jakiś kanał przekazu, że więcej osób go słucha, ma jakiegoś typu influence, chodzi do klientów. Jeżeli taki lider nie jest szczęśliwy, nie dąży do tego swojego dobrostanu, nie zatrzyma się i nie pomyśli: Dobra, zadbam trochę o siebie, to jego nieszczęście wpływa na wszystkich ludzi, z którymi ma styczność. A lider jest najczęściej osobą, która ma duży wpływ, z samej definicji. Więc nieszczęśliwy lider, który jest ciągle podkurzony, ciągle zirytowany, ciągle niewyspany, ciągle na wysokich emocjonalnych stanach, wpływa tak samo na swój zespół. I ten zespół potem też chodzi ciągle wkurzony, ciągle zirytowany. Dlatego zadbanie o te trzy elementy jest moralnym obowiązkiem lidera. To nie jest mój wymysł, wyczytałam to kiedyś, nie pamiętam już gdzie. Ale bardzo mnie to uderzyło, bo wydaje się właśnie, że takie decyzje, no sam pomyśl, jakie dzieci wyrastają z nieszczęśliwych rodziców.
Bartek: No i cały czas jeszcze pamiętamy o tym, że szczęście to nie jest emocja.
Kari: To nie jest emocja, to jest stan.
Bartek: To nie chodzi o to, że ty chodzisz do firmy i śpiewasz, tańczysz i tak dalej. Nie, po prostu…
Kari: Po prostu dbasz o ten swój dobrostan, świadomie troszczysz się o to, żeby przeżywać radość, żeby satysfakcjonujące rzeczy robić. Czyli na przykład jedną z takich rzeczy, które możesz zrobić, to odrzucać klientów, którzy dają ci rzeczy niesatysfakcjonujące – zbyt proste lub zbyt trudne, lub zbyt męczące, bo klienci są takimi bucami, że ciężko się z nimi pracuje – tego typu rzeczy. No i znaleźć ten głębszy sens, który pozwoli tej całej drużynie iść za tobą z takim poczuciem, że coś ważnego robią, a nie tylko klepią tam na twoje wakacje w Honolulu. I w teorii szczęścia jest jeszcze coś takiego, co bardzo pasuje w rzeczach zawodowych tutaj wspomnieć. To jest tak zwany stan flow, który badał pan Mihály Csíkszentmihályi.
Bartek: To jest węgierskie nazwisko.
Kari: (śmiech) To jest mój węgierski. Jestem świetna w węgierskim. Ten stan flow można osiągnąć i jest to stan, w którym są takie trzy elementy. Odczuwamy całkowite zaangażowanie w tym, co robimy, ale tak całkowite, że w ogóle nie nie zauważamy upływu czasu. Na przykład ten czas nam się albo wydłuża, albo skraca. Nie chce nam się pić, nie chce nam się jeść, możemy po prostu siedzieć i pracować. Drugim elementem, który jest ważny, żeby w ogóle osiągnąć ten stan flow, jest równowaga między tym, jakie mamy wyzwanie, czyli jaką trudność do zrobienia w naszej pracy, a naszymi umiejętnościami.
Bartek: Czyli tak jak z tymi levelami w grze.
Kari: Dokładnie tak. Jak będzie za łatwe, to nie będzie flow, jak będzie za trudne, to nie będzie flow – to musi być tak akurat. I trzecia rzecz, która się pojawia w stanie flow, ta cudowna, do której dążymy, to jest takie poczucie kontroli i samorealizacji. Poczucie, że ja jestem kurna zajebiście kompetentna w tym, co tutaj robię, że jestem skuteczna i już w ogóle wiem, co robię. Do tego dochodzi takie poczucie, że Wow, ale to było fajne, jestem taka zadowolona.
I do wszystkich liderów teraz odezwa: znajdź to, co sprawia, że wpadasz w stan flow, poszukaj tego u swoich pracowników i postaraj się zdelegować całą resztę rzeczy. To znaczy jak najwięcej rzeczy, które daje ci flow – nad tym pracuj, nad tym dawaj pracować pracownikom, a resztę przenoś tam, gdzie są osoby, którym tamta rzecz sprawia, że będą w stanie flow. Bo to, że ja na przykład nie lubię siedzieć w tabelkach i w raportach, nie oznacza, że nie ma osoby, która nie lubi tego robić. Bo są osoby, które odczuwają stan flow w tabelkach i raportach, więc tutaj trzeba się po prostu pochylić, dowiedzieć się o sobie, o ludziach wokół i i to wykorzystać.
Bartek: Super.
Kari: Super (śmiech).
Bartek: To dziękuję.
Kari: Dziękujemy. Chciałabym was zostawić z takim poczuciem, że szczęście, dążenie do szczęścia, do bycia szczęśliwszym, nie „szczęśliwym” człowiekiem, nie jest egoizmem. Jest waszym kurna moralnym obowiązkiem.
Bartek: Dobrze, podsumujesz jeszcze te wszystkie punkty?
Kari: Tak, trzy elementy szczęścia, które Arthur C. Brooks wyznaczył, to jest radość, czyli przyjemność plus ludzie i wspomnienia, które się z tego tworzą; satysfakcja, czyli trud, po którym następuje to poczucie; i sens, czyli coś głębszego, coś, co wnosimy do świata, a nie tylko dla siebie.
To chyba wszystko na dziś. Mamy nadzieję, że pomogliśmy wam spojrzeć na szczęście z nieco innej perspektywy.
Bartek: Dziękuję.
Kari: Dzięki.
Jeszcze tylko zatrudnisz nową osobę, osiągniesz kolejny cel finansowy, zrobisz sobie urlop... Jeszcze moment i wreszcie poczujesz szczęście!
Łapiesz się na takim myśleniu? Tymczasem prawda jest bezlitosna – większą część naszego najlepszego życia spędzamy w pracy i jeśli chcemy być szczęśliwsi, dobrze mieć z niej satysfakcję.
Jakie są trzy czynniki wpływające na szczęście? Czy dążenie do niego jest egocentryczne? Jak odnaleźć w sobie poczucie misji? Odpowiedzi już czekają w tym odcinku podcastu :)