top of page

6 lutego 2026

, odcinek 103

Rzeczy, których nie musisz

Ile razy dziennie łapiesz się na „muszę”? Muszę dowozić. Muszę mieć plan. Muszę znać odpowiedź na to pytanie. Muszę...

podobne odcinki
podobne odcinki
Zapisz się, jeśli chcesz dostawać informacje o nowych treściach.
Jeden mail w miesiącu.
transkrypcja

Kari Goldyn: Pierwotnie tytuł tego odcinka miał brzmieć „Pięć rzeczy, których nie musisz”. Ale potem zapytaliśmy na naszej nowej społeczności dla neuroróżnorodnych przedsiębiorców i liderów o to, jakie są rzeczy, których nie muszą ci nasi członkowie tej przedsiębiorczej grupy.


Bartek Goldyn: Już nie muszą.


Kari: Już nie muszą, dokładnie. Co sobie zdali sprawę, że właściwie nie muszą. I takie fajne rzeczy tam się pojawiły, że dodaliśmy do tych naszych pięciu pierwotnych rzeczy jeszcze te rzeczy z pro. Więc jest ich trochę więcej niż pięć, nawet nie wiem ile. Ale zaczniemy od tych pięciu, których nie musisz, które – nie wiem, skąd właściwie się nam wziął ten temat. To ty chyba coś tam przyniosłeś, nie?


Bartek: Tak, kiedyś miałem coś takiego, że trochę nie bardzo wiem, dlaczego ludzie... Bardzo dużo osób, może w ten sposób, bardzo dużo osób czeka na pozwolenie, aby coś zacząć robić. Takie, wiesz, cholera wie od kogo.


Kari: To też jedna z tych rzeczy, ale dopiero czwarta, więc zacznijmy od pierwszej.


Bartek: Dobra.


Kari: Dobra. Pierwsza rzecz: nie musisz być dobrym w tym, co lubisz robić.


Bartek: Tak.


Kari: Skąd to?


Bartek: Powiem tak: w nas jest zaszyte to, że jednak, jeżeli coś robimy, to to musi być przydatne społecznie albo musi do czegoś prowadzić, albo musi, nie wiem, po prostu nie może być...


Kari: Mieć sens jakiś, nie?


Bartek: Tak, musi mieć sens, nie może być ot, tak – po prostu.


Kari: Mhm. Faktycznie jest coś takiego, że jak nie jesteśmy w czymś dobrzy, to po co to robić? Czy to ma w ogóle sens, żebym ja cokolwiek robiła?


Bartek: No tak, zwierzątka społeczne, nie? [śmiech]


Kari: Tak. [śmiech]


Bartek: Czy to się przyda grupie, czy nie? Jak nas grupa oceni i tak dalej, i tak dalej. No i to wszystko powoduje, że bardzo ciężko jest nam po prostu robić rzeczy – w sensie zacząć i robić rzecz tylko dlatego, że na przykład ją lubię, bo od razu doklejamy do tego łatę tej przydatności, tak?


Kari: I że podniosę porażkę.


Bartek: No może też tak być, tak.


Kari: Mamy takie poczucie, że bez sensu na przykład, nie wiem, pisać coś, bo poniosę porażkę, bo nie jestem dobra w pisaniu. To w ogóle nie piszę.


Bartek: Na przykład, tak. Więc często będzie to tak, że to będzie powiedzmy tożsamość, czyli kim jestem. No i jeżeli tego nie robię, realizując jakieś tam cokolwiek większego, czyli na przykład mam przyjemność bez celu, mogę mieć marnowanie czasu, tak? Po co w sumie to robię? Czy jestem leniwy, ponieważ w sumie nic z tego nie wynika.


Może to być na przykład coś w stylu, że nie mam ambicji i tak dalej, i tak dalej. Bardzo dużo możemy przykleić, tak? Natomiast skąd mi się to w ogóle wzięło? Wzięło mi się to stąd, że ja kiedyś dawno temu grałem na gitarze i teraz sobie wymyśliłem, że w sumie ja lubię grać na gitarze, ale nie mam czasu na granie na gitarze, więc – i tutaj przepraszam wszystkich basistów – kupię sobie gitarę basową, czterostrunową, bo ona dosyć prosta jest.


Kari: [śmiech]


Bartek: „No chyba ty, nie?” [śmiech] Nawet nie wiesz, jak to jest skomplikowany instrument. No ale ma dwie struny mniej, nie? [śmiech]


Kari: Trzy nawet, bo kiedyś miałeś tę siedmiostrunową, więc straszny downgrade.


Bartek: No właśnie, więc to jest generalnie prostszy instrument. Do tego można kupić cokolwiek, żeby ją włączyć. Teraz już nawet komputer wystarcza. I można brzdąkać dla samego po prostu brzdąkania, bez żadnego celu i sensu, i składu, i ładu.


Kari: Tak. I nie być coraz lepszym, tylko po prostu robić to, bo jest fajnie.

Bartek: Tak, bo jest fajnie. No i właśnie. I takie robienie rzeczy tylko dlatego, że jest fajnie bez tej łatki, że muszę być w tym dobry.


Kari: I coraz lepszy, nie?


Bartek: Tak, bo – kurczę – będzie tak pewnie w wielu przypadkach, że jeżeli coś naprawdę lubię, to będę się stawał coraz lepszy, bo być może będę chciał coś tam.


Kari: Tak, ale na przykład teraz mi przyszedł taki przykład a propos World of Warcraft, w który gramy razem, i ty masz taki styl grania, że jesteś tam coraz lepszy, prawda? Zdobywasz coraz lepszy sprzęt, jak idziesz na jakieś tam PvP, no to czytasz, jak to się robi i co tam robić. Natomiast ja mam właśnie granie takie, że ja nie muszę. Ja nie muszę być w tym dobra. Ja sobie tylko tam siedzę, coś tam robię, jakieś questy... I w ogóle nie mam parcia do tego, żeby być coraz lepszą, tylko żeby być.


Więc myślę, że to też jest jakiś element…


Bartek: Ale generalnie: robienie rzeczy po prostu bez celu wywala nam z mózgu, czy tam wyłącza nam w mózgu tę taką część przyczynowo-skutkową. Robimy rzeczy tylko po to, żeby je po prostu robić. Czyli tak naprawdę dopiero wtedy... Mieliśmy odcinek, poprzedni chyba jest o odpoczywaniu.


Czyli wszelkiego rodzaju kreatywne rzeczy pozwalają nam, znaczy nie nam tylko naszemu układowi nerwowemu, odpocząć. Czyli – znowu – brzdąkanie to takie na gitarze bez sensu może być rzeczywiście uciążliwe dla otoczenia, ale...


Kari: Chyba, że podepniesz pod słuchawki tę gitarę.


Bartek: No właśnie.


Kari: Nie musisz być dobrym w tym, co robisz.


Bartek: Tak, tak. Jest to odpoczynek poznawczy też, tak? Po prostu robimy rzeczy, które chcemy robić. Nie ma tam żadnej oceny.


Kari: Właśnie. Tutaj też w naszej społeczności pro Monika, która bardzo dużo różnych tutaj rzeczy wrzuciła bardzo fajnych, których nie musisz, i ostatnia jest w ogóle podsumowująca ten odcinek, najlepsza.

Ale powiedziała też, że nie musisz wszystkiego robić dla zysku. I myślę, że to jest właśnie też o tym, że nie musisz wszystkiego robić dla zysku. Hello!


Bartek: No nie musisz, tak, to prawda.


Kari: Nie musisz. Dobra. Drugie „nie musisz” – nie musisz być w czymś mistrzem, żeby to sprzedawać.


Bartek: Tak. I teraz to, co jest w ogóle ciekawe – bo z jednej strony chcielibyśmy sprzedawać coś, w czym jesteśmy dobrzy, tylko problem polega na tym, że jak nie zaczniemy tego sprzedawać, to nie będziemy w tym dobrzy.


Kari: Tak, też.


Bartek: Czyli gdzieś istnieje jakiś moment, gdzie trzeba iść.


Kari: Tak.


Bartek: I często będzie tak, że... Znaczy to nie jest tak, że często tak będzie, tak jest po prostu, że jeżeli jestem w czymś dobry, na niech będzie dwa, a ty jesteś dobra w czymś na dziesięć i ja próbuję świadczyć usługi dla ciebie, to ty nawet nie spojrzysz na to. Ale być może ty jesteś na poziomie jeden, a ja jestem już na poziomie dwa i być może tam jest ta wartość.


Kari: Tak, dokładnie. Że zawsze są osoby, które wiedzą mniej, potrafią mniej i być może będą czerpać wartość dokładnie z tego momentu, w którym ty jesteś teraz. Nie z najlepszych, perfekcyjnych, tylko tych wystarczająco dobrych.


Bartek: Tak – bo jakby na to nie patrzeć, wartość po prostu jest kontekstowa, czyli... Dla mnie na przykład, Bartka, powiedzmy, że najlepszy samochód to będzie bolid F1, tak? Bo tam już jest takie nie wiadomo co, że ja nawet...


Kari: No zależy dlaczego, nie?


Bartek: No dlatego właśnie mówię, że jest kontekstowa.


Kari: Aha, okej.


Bartek: Można powiedzieć, że to jest najlepszy samochód, tak? No bo tam każde okrążenie jest analizowane i tam jest wszystko ustawiane i tak dalej, i tak dalej. No ale ja jestem na poziomie jeden.


Kari: Dokładnie, ale poza tym weźmiesz takiego bolida na drogi warszawskie – to może jeszcze – ale weź na wrocławskie na przykład drogi i co? I jajco [śmiech].


Bartek: No, Wrocław jest fajny, no...


Kari: Nie pojedziesz, nie będzie to dobry samochód naprawdę.


Bartek: Tak. Druga sprawa jest taka, że tam się może pojawić coś takiego, że my myślimy, że może, nie wiem, komuś jakąś krzywdę wyrządzimy albo szkodę. Tak naprawdę ryzyko szkody nie powinno być kontrolowane przez jakiś taki rodzaj pasywności, czekanie.


Czym innym będzie jasne określenie w ogóle, co ja mogę dla kogoś zrobić, uczciwe jakieś takie obietnice i gotowość do powiedzenia; „No, tu już się kończy”. Więc może też być to jeszcze, a propos kontroli szkody poprzez oczekiwanie, po prostu filtr zwykły, który sobie nakładamy, bo nie chcemy być oceniani.


Kari: Tak. I to jest właśnie ta perspektywa, którą pokazał mi Sebastian – też z naszej grupy w odpowiedzi na moje pytanie – który napisał: „Przez długi czas myślałem, że muszę dowozić bezbłędnie, być zawsze przygotowanym na sto dziesięć procent, nie zostawiać żadnych niedoskonałych krawędzi. Bo inaczej nie jest to profesjonalne. I z czasem uzmysłowiłem sobie, że perfekcjonizm jest tylko hamulcem”.


Więc myślę, że w wielu przypadkach jest tak, że wydaje nam się, że musimy być dobrzy nie dlatego, że to jest biznesowo uzasadnione, tylko dlatego, że mamy tam poczucie wstydu, że gdzieś tam w dzieciństwie ktoś nas, no nie wiem... Wybraliśmy sobie tę strategię perfekcjonizmu – zresztą mieliśmy o tym odcinek – jako tę strategię, która sprawia, że jesteśmy warci w oczach innych tego, żeby nas akceptować i kochać.


Bartek: Tak, druga sprawa jeszcze – czy tam kolejna, już nie wiem, która nawet – jest taka, że tak naprawdę rynek to jest po prostu rodzaj filtra, tak? Czyli jeżeli ja coś tam wiem i próbuję z czymś do ludzi wyjść, to jeżeli nie wiem wystarczająco dużo, to po prostu dostanę to bardzo szybko, że to jest bez sensu.


A jeżeli jest wystarczająco już, to ktoś się pojawi kto będzie chciał na przykład za to zapłacić.


Kari: No właśnie. Tutaj jest też od Moniki rzeczonej, że nie musisz oglądać social mediów konkurencji i próbować ich kopiować. Bo ci się wydaje, że to fajne. I to też często robimy, że zamiast skupić się na tym, co my możemy dowieźć i tej takiej specyficznej wartości... Bo nawet jak ja jestem w czymś na dwa i mówię do tych ludzi, którzy mają to na jeden, to w czymś innym mogę być na osiem i akurat dla tych ludzi będę świetna, bo jestem na osiem, nie wiem…


Bartek: W edukacji.


Kari: W edukacji, dokładnie.


Bartek: W czymkolwiek.


Kari: I jakoś tam z nimi lepiej pogadam i oni lepiej to zrozumieją, uproszczę im to i oni się będą czuli lepiej przez to, że zrozumieli.


Bartek: Tak, poza tym może też tak być, że na pewnym etapie czasami ta taka... Jak to nazwać?


Kari: Nieświadomość. Ta pierwsza taka na skali Dunninga-Krugera, że jestem: „O, coś tam wiem i już mi się wydaje, że wiem wszystko”. Naiwność.


Bartek: O właśnie. No i może być jeszcze tak, że ta naiwność, którą mamy na samym początku, może w ogóle... Znaczy, kurczę, jeżeli mówimy tutaj w ogóle w tym kontekście, że trzeba być mistrzem, to pewnie ktoś nie ma tej naiwności. Ale jeżeli trochę liźniemy i jest ta naiwność, to ona czasami w ogóle pomaga wyjść do ludzi.


Kari: Tak, bo mamy tu taką pewność siebie wynikającą z tego, że trochę wiemy.


Bartek: Tak, no właśnie.


Kari: No i to też jest coś, co nas poniesie. A potem, jak sobie zdamy sprawę i spadniemy z tej góry głupców w tę dolinę „O rany, ile jeszcze nie wiem”, to nadal jesteśmy przed tymi, którzy dopiero się na nich wspinają.


Bartek: Tak, w ogóle jest coś takiego, że ilość powiedzmy, wiedzy umiejętności i tak dalej często bywa paraliżująca, jeżeli chodzi o działanie. Ponieważ jest tyle zależności, już tyle wiesz, że masakra. Po prostu nie wiadomo, gdzie ręce wsadzić.


Kari: Dobra. Następne „nie musisz”. Grube takie. Nie musisz spełniać każdej swojej potrzeby.


Bartek: Tak jest.


Kari: Mnie się to wzięło stąd, że bardzo dużo się mówi teraz o potrzebach, że tak naprawdę wszelkie negocjacje, regulacje emocji i inne rzeczy w leadershipie i przywództwie takim nowoczesnym, mądrym, to się sprowadzają do tego, że zaczynamy zauważać te potrzeby i zaczynamy te potrzeby zaspokajać, bo niezaspokojone potrzeby wprawiają nas w jakiś tam rodzaj stresu i przeszkadzają nam i w produktywności, i we wszystkich rzeczach, i w szczęściu, w dobrostanie.


Natomiast w tej całej narracji zapominamy o tym, że... Albo zapominamy, albo nie zdajemy sobie w ogóle sprawy, że tak naprawdę to nie musimy mieć wszystkich potrzeb zaspokojonych.


Bartek: No, a bym nawet jeszcze powiedział, że chyba... Nie wiem, czy coś dobrego, ewentualnie czy jakiekolwiek postępy innowacje usprawnienia powstawały wtedy, kiedy ludziom jest naprawdę super, wygodnie i miło.

No więc generalnie takie rzeczy biorą się z niedostatku z którejś strony.


Kari: Tak, tak. W ogóle napędza nas dyskomfort, prawda? Zaczynamy się rozwijać w dyskomforcie. Natomiast zaczynamy się rozwijać w dyskomforcie, ponieważ dążymy do zmiany i zaspokojenia naszych potrzeb. A czasami warto zdać sobie sprawę z jakiejś potrzeby, że ja mam potrzebę na przykład, nie wiem, taka bazowa potrzeba ciszy wieczorami i jej nie zaspokoję, bo mam w domu dwójkę dzieci i psy, które szczekają i po prostu jej nie zaspokoję.


Bartek: Tak, dodatkowo potrzeby jako takie są po prostu sygnałami, a nie jakimiś takimi zobowiązaniami z naszej strony. No i jest jeszcze taka jedna rzecz. Adaptacja hedonistyczna, hedoniczna, w zależności... No hedonica to jest po angielsku, więc tam kto jak to będzie tłumaczył. I ona mniej więcej robi coś takiego nam, że jeżeli mamy jakąś potrzebę i sobie ją zaspokoimy, to często to zaspokojenie staje się naszym nowym punktem startowym, tak?

Czyli przyzwyczajamy się do cokolwiek dobrego było.


Kari: Tak.


Bartek: I problem będzie taki, że coraz więcej będziemy musieli chcieć i będziemy coraz bardziej czuli, że nie mamy.


Kari: Tak, czyli przykład, mamy jakąś tam kawalerkę, która ma – nie wiem co – trzydzieści parę metrów i się nie mieszczę. Tyle miejsca nie starcza, to robię sobie większe mieszkania.


Bartek: Załóżmy.


Kari: No i miesiąc... Nie, miesiąc może nie, ale rok później znowu się nie mieszczę.


Bartek: Albo to już jest mój standard.


Kari: Tak I ciągle potrzebuję czegoś nowego, nowego. I dopóki sobie nie znam sprawy, że tak naprawdę to nie jest kwestia zewnętrznych rzeczy typu przestrzeń – tylko tego, jak sobie poukładam w głowie, to będę gonić.


Bartek: Druga sprawa jest taka, że jak masz niższe oczekiwania, to masz większą odporność psychiczną. Lepiej znosisz frustrację, niedostatki, braki – przez co tak naprawdę jestem trochę szczęśliwszą osobą. No bo potrafisz z tym sobie dać radę, godzisz się na to, że nie będzie jednak tak pięknie i kolorowo.


Kari: To jest wielka tajemnica szczęścia, nie? Różnica pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistością. I rzeczywistości nie zmienimy, więc jedyne co możemy zmienić, to obniżyć oczekiwania.


Bartek: Tak. Najczęściej jest tak, że te osoby, które mają... Nie chcę powiedzieć, że się znęcają nad sobą, bo to nie o chodzi, tylko że mają taki rodzaj myślenia, że nie wszystko będę miał, nie wszystko muszę sobie kupić zrobić, zaspokoić... Oni najczęściej dużo lepiej właśnie znoszą stresy niepowodzenia, frustracje, porażki. Przez to, że lepiej to znoszą, są po prostu szczęśliwsi.


Kari: Natomiast tutaj oczywiście to nie oznacza, że żadna potrzeba nie powinna być zaspokojona. Tylko po prostu wybieramy te, które są faktycznie istotne.


Bartek: Ale – no właśnie – regulowanie jakichś tam impulsów, odraczanie przyjemności czy tam gratyfikacji, jak zwał tak zwał.


To wszystko powoduje, że jesteśmy lepsiejsi w przeżywaniu tego naszego życia, które wcale nie jest takie proste i tak dalej.


Kari: W czwartym punkcie mamy, nie musisz dostać pozwolenia na to, co chcesz robić. Od tego zacząłeś? Powiedz, o co chodzi?


Bartek: Nie pamiętam już, o co chodzi, w sensie nie pamiętam kontekstu takiego, w sensie co takiego tam zauważyłem. Jest – stety czy niestety – tak że jesteśmy gatunkiem społecznym, hierarchicznym i często jest tak, że patrzymy na tych, którzy są wyżej, powiedzmy, że oni jak nam powiedzą, to będzie wtedy już namaszczone.


No i często jeszcze jest tak, że jeżeli ja od kogoś dostanę pozwolenie, to jak gdyby ta odpowiedzialność z tego, wiesz, i ona już jest rozmyta, ewentualna porażka – to on mi powiedział, a on jest, nie wiem, ekspertem czy kimś tam, więc już jest łatwiej, powiedzmy. Więc jeżeli to przykleję do autorytetu zewnętrznego, to mi jest łatwiej, bo ta odpowiedzialność.


Myślę, że a propos tego pozwolenia na to, co robię, że muszę dostać, to jest troszeczkę takie uciekanie przed odpowiedzialnością. To może być pierwsza rzecz.


Kari: Taki trochę brak odwagi do tego, żeby sięgnąć po to, w co naprawdę wierzysz.


Bartek: Tak. To może być też – już mówiliśmy – lęk przed jakąś tam oceną, bo to jest, powiedzmy, że nikt nie pozwolił, nie zaryzykowałem, nie zaryzykowałem, to nie przegrałem, a jak nie przegrałem, to nie zostałem oceniony, jest git.


I jeszcze jedna rzecz może być taka, która mi przyszła do głowy – to jest to, że jak na to nie patrzeć, po prostu żyjemy w świecie opinii. Wszyscy mają opinię, opinie są dosyć tanie, bo każdy sobie może, zwłaszcza jak nie ponosi kosztu tego, co powiedział, wypowiadać tę opinię. Wracając do tego, że jesteśmy tym gatunkiem społecznym, my jesteśmy wrażliwi po prostu na opinię dookoła.


Problem z opiniami jest taki, że każdy ją ma.


Kari: I są autobiograficzne.


Bartek: No właśnie. I każda opinia jest autobiograficzna. Czyli jeżeli twoje działanie wpływa na kogoś, że on wyraża opinię, to mówi tylko o tym, co on w tym danym kontekście czuje.


Kari: Tak. To nie mówi nic o twoim działaniu. To mówi tylko o tym, co on w życiu przeżył, czego się boi, czego się wstydz, jak chcę być postrzegany, to wszystko jest... W opinii jest informacja, jest cała autobiografia zawarta tej osoby, która wyraża tę opinię.


Bartek: No właśnie.


Kari: A nie twoja.


Bartek: Mhm.


Kari: No.


Bartek: No i pamiętajmy jeszcze też o tym, że ci wszyscy ludzie, którzy mają opinię, oni są nawet nie wiem czy statystami w tym całym filmie naszego życia, że tak to nazwę, więc oni mają tę opinię na chwilę, potem się i tak skupią na sobie, bo większość z nas to robi, tak? Skupiamy się na sobie. Więc naprawdę nie trzeba czekać na pozwolenie, żeby coś zacząć robić, co chcesz robić.


Kari: Tak. I tutaj Maciek opowiedział taką fajną historię o tym, że jak pracował w reklamie i przygotowywali kampanię dla jednego z brandów, którą sami sobie przygotowali. No i właśnie poszli po pozwolenie, żeby dostać tam jakieś finanse na to, żeby to zrealizować. I jedna z pań powiedziała, że „wiesz co, oni to się wszyscy zgodzili na to, żeby ci dać te finanse na to, bo tak z litości, bo głupio im było ci odmówić”.


No i to jest trochę takie, że niby dali mu pozwolenie, ale jednak nie dali pozwolenia, bo – znaczy oni, pani, która wyraziła to zdanie – dała mu wyraźnie do zrozumienia, że to nie jest oceniane dobrze, prawda? No i ja mam bardzo podobną historię, o której zaraz chwilę opowiem, ale generalnie Maciek powiedział, że poczuł – bardzo ładnie powiedział – dużo kolczastych uczuć i znalazł sobie sam kasę na tę kampanię. Zrobili i potem rozwinęli w osiem i na pięć innych krajów, i zgarnęli wszystkie możliwe branżowe nagrody na świecie.


Więc czasem jest tak, że jeżeli znajdziemy w sobie tę odwagę i pójdziemy bez pozwolenia, nawet jeśli dostaliśmy wyraźnie „nie, no come on, nie, to w ogóle nie”, to można naprawdę fantastyczne rzeczy jakby zyskać, prawda? Bo za odwagą zawsze się takie fajne rzeczy czają.


U mnie to było tak, że w pierwszej firmie – w której zresztą się poznaliśmy – kiedyś poszłam do szefa i powiedziałam że chciałabym być copywriterką i częścią kreatywnego teamu.


I on mi powiedział: „Nie, wiesz co, Kari, ty to się zajmij lepiej tam PM-em i PM-owaniem, bo ja bym chciał ciebie tam widzieć, bo wiesz co, ty nie jesteś osobą kreatywną i nigdy nie będziesz dobra w kreacji”. No i to mnie tak złamało na jakieś trzy-cztery doby, a potem stwierdziłam: „Mam to, kurna w dupie”. I odeszłam z tej firmy, nie? Odeszłam stamtąd. To był pierwszy taki moment, w którym stwierdziłam: „Okej, to jeszcze zobaczymy”. I potem zostałam copywriterką, do tej pory piszę, już nie jestem project managerką długo, długo. I też jestem bardzo zadowolona z tego, co mi to przyniosło.


Nie musimy prosić o pozwolenie.


Bartek: Następne.


Kari: Tak. To jest bardzo kontrowersyjne i trochę takie tricky, więc ja tutaj wyjaśnię, skąd się to wzięło i dlaczego. Nie musisz zawsze zważać na emocje innych. Bo to się wzięło z tego, jak był u nas sylwester. I nasz sylwester...


Bartek: Co to za impreza była? O Jezu!


Kari: [śmiech] Nasz sylwester zazwyczaj polega na tym samym, że każdy tam się swoimi rzeczami zajmuje. Najwyżej mamy trochę więcej chipsów i innych tam pyszności niż zwykle. I zbieramy się o północy na wspólne jakby przekroczenie tej magicznej daty, a potem idziemy spać. Od lat mniej więcej tak wygląda. No i nasze dzieci sobie postanowiły, że będą grały w Minecrafta i tam z Jonathana klasy kolega organizował jakieś tam wspólne granie. Jonek się bardzo w to zaangażował. Tam były różne sytuacje, w których on tam brał udział i mocno się zaangażował. I Kajtek też był zaproszony do tego grania.


No co się zadziało? Zadziało się to, że w pierwszych kilkunastu minutach Jonek odpadł z tej gry. I to odpadł w taki sposób nie do końca fair, to znaczy z powodu innego tam chłopca, który coś tam zrobił, to on po prostu wyleciał. I jak już wyleciał, to już nie mógł wrócić. Takie były zasady. No a Kajtek tam grał i to grał przez cały czas, do końca. No więc Ionek wpadł w otchłań rozpaczy, prawda? Jonathan jest bardzo emocjonalny, bardzo, bardzo mu zależy, z miesiąc to planowali, wpadł w otchłań rozpaczy.


Bartek: Zwłaszcza że jeszcze jest nastolatkiem, jest jeszcze gorzej.


Kari: Tak tak. I do tego widział, że Kajtek tam ciągle gra i świetnie się bawi. Powiedział, że on już nie chce w ogóle nic oglądać, że on najlepiej pójdzie spać, a była godzina siedemnasta. Ale on ma taki sposób zresztą…


Bartek: Desperacyjny taki.


Kari: Trochę go nauczyłam tego, że poranki są zawsze lepsze od wieczorów. No ja mówię: „Dobra, Jonek, poranki są lepsze od wieczorów, ale nie o siedemnastej, tu jeszcze nie ma wieczorów, od którego mógłby być lepszy”. Wyciągałam go, „chodź tutaj, obejrzymy coś razem, pogramy w coś razem”. „Nie”, zgasił światło, położył się na łóżku, on będzie już tutaj siedział w tej otchłani.


No i pamiętam, że przyszłam do ciebie, mówię: „Słuchaj, Jonek siedzi w tej otchłani, co z tym zrobimy?”. Ty poszedłeś tam, coś tam z nim zacząłeś gadać, no i on powiedział, że nie, nie chce wychodzić. No i wyszedłeś i tak się naradzamy, no i co? I ty powiedziałeś wtedy: „No kurna nic, no wyciągamy go na siłę”.


I faktycznie tak się zadziałało, czyli poszliśmy, powiedziałeś, że nie ma leżenia, w ogóle wstawaj, wychodź i tutaj z nami będziesz oglądał film, nie wiem, cokolwiek chcesz oglądać, powiedz, to będziemy z tobą oglądać. Wyciągnęliśmy go z tego doła, wyciągnęliśmy go, pooglądaliśmy sobie Stranger Things razem, wspólnie i po dziesięciu-piętnastu minutach Jonathanowi wróciła cała energia, był... Naprawdę spędził fajnego sylwestra.


Potem jeszcze przyszedł Kajtek i powiedział, że on to oddał jakiś tam super artefakt tylko po to, żeby wskrzesić Jonka, żeby on mógł wrócić jednak do tej gry. I Kajtka nie obchodzi, że to jest strategicznie niepoprawne i niedobre. On chce Jonka, więc to też mu bardzo mocno podniosło jednak tego sylwestra, że nie był taki beznadziejny.


I wtedy sobie właśnie pomyślałam, że bardzo dużo razy skupiamy się nad tym, jako liderzy też, jako rodzice, żeby jak najwięcej takiego emocjonalnego komfortu zapewnić naszym dzieciom i naszym podopiecznym naszym zespołom. A czasami niezważanie na ten emocjonalny komfort daje dużo lepsze rezultaty.


Bartek: Znaczy – to ja powiem z mojej strony jak to wygląda, tak? Jest coś takiego, że emocje się lepiej rozcieńczają, nazwijmy to, o to fajny wyraz, lepiej się rozcieńczają, jak są inni ludzie dookoła. I problem polega trochę na tym, że Jonathan ma swój pokój. I on tam siedzi i to wtedy jest ten Abyss tam straszliwy, otchłań i tak dalej.


Więc jak gdyby problemem nie było to, że jest w tym Abyssie, tylko że ciężko jest tam być z nim, ponieważ to jest bardzo jego przestrzeń. Więc problemem jedynie było to właśnie, żeby go wyciągnąć gdzie indziej. I wiem o tym, że po prostu te emocje się rozejdą, jak będą inni ludzie dookoła, którzy się po prostu zajmą pierdołami, tylko żeby nie siedział tam sam. To jest pierwsza rzecz.


Druga rzecz to jest taka, że znam też go. Więc być może gdybym go nie znał aż tak, to bym zrobił inaczej.


Kari: To byś się nie odważył na takie działania. Natomiast – no właśnie, znając go, wiedząc i tak dalej – tak wymyśliliśmy, tak zrobiliśmy. Natomiast jeżeli chodzi o samo zwracanie uwagi na emocje innych, to znowu: my możemy się w jakiś sposób zachować, my możemy coś powiedzieć. Natomiast to, jak reagują inni, to jest – wrzucamy w czarną skrzynkę, która jest tam w głowie i wychodzi jakaś reakcja związana z tym, jakie oni mieli dzieciństwo, co przeżywali, jaką mają historię, jakie mają geny... Masa, masa rzeczy.


I ciężko jest dobrać za to odpowiedzialność. Z drugiej strony pamiętajmy też o tym, że no...To nie znaczy, że mamy być aspołecznymi osobami.


Kari: Dupkami [śmiech].


Bartek: No właśnie.


Kari: To znaczy tak, my jako ludzie jesteśmy jednym z naprawdę takich wyjątkowych gatunków, które potrafią wpływać na emocje choćby za pomocą słów, czyli czymś zupełnie abstrakcyjnym, prawda? Nawet nie jest to zapach ani jakieś takie działanie chemiczne, tylko po prostu wypowiadając pewne słowa.


Więc gdzieś tam, mimo tego że nie jesteśmy odpowiedzialni za emocje innych, ponieważ to jest ich życie i ich interpretacja, to możemy wziąć częściową odpowiedzialność za to, żeby swoim życiem i swoim działaniem jakoś tam im te emocje pozytywne nieść, a nie tylko...


Bartek: Tak. Jak gdyby jest tylko jedna rzecz, tak? Jeżeli ja zaczynam samokontrolować się, czyli przestaję działać w jakiś taki zwykły normalny ludzki sposób tylko dlatego, że nie wiem, bo ktoś coś tam zareaguje albo coś tam, to jest to rodzaj takiego, nie wiem, powiedzmy, nakładania sobie rodzaju chomąta i autocenzury swojej, w obawie przed tym, że ktoś może jakoś, zanim jeszcze cokolwiek powstanie, to to już jest trochę za bardzo.

O, bo Kari robi minę, że nie kuma, o co chodzi.


Kari: To za dużo abstrakcji.


Bartek: Dobra. Zanim powstaną emocje u kogoś, ja zaczynam już w swojej głowie: „A to tak nie powiem, a to tak się nie zachowuję”, zaczynam się cenzurować, to już jest trochę przygięcie pały.


Kari: Tak.


Bartek: No, to właśnie chciałem powiedzieć, bo to jest frustracja brak granic i tak dalej, to już są ciężkie rzeczy.


Kari: I jesteśmy wyczerpani. I nic nie zrobimy, bo ciągle siedzimy w tej głowie.


Bartek: No, to chciałem właśnie powiedzieć.


Kari: Dobra – ale podsumowując, czasem mimo tego że emocje są trudne, to i tak działamy. Chociażby się to mogło wydawać jakimś, nie wiem, aktem przemocy.


Bartek: I teraz, żeby to domknąć, żeby była jasność, to nawet sobie zdanie tu podkreśliłem, które sam napisałem [śmiech]. Jesteśmy odpowiedzialni za swoje, nie wiem, intencje i zachowania, ale nie za emocje innych ludzi, które tam będą wywołane.


Kari: No, dobra. Kolejne „nie musisz”, już idące bezpośrednio z woopa pro.


Nie musisz – i to się zwłaszcza tyczy osób z ADHD – trzymać się sztywnych ram, żeby skutecznie działać. I to są rzeczy, tam Agata nasza powiedziała, że ramy są super. Ale jeżeli blokują przed działaniem to lepiej zrobić cokolwiek bez tego harmonogramu.


Bartek: Nie, usuwamy przeszkody, żeby najpierw działać, a potem dopiero ewentualnie... No.


Kari: Tak, tak. Pojawiły się takie głosy na przykład od Pauliny, że „nie muszę siadać rano do komputera aby być efektywna. Mogę być efektywna dwa/trzy dni w tygodniu albo trzy godziny dziennie”. I to, że w ogóle zdała sobie sprawę, że nie musi tak samo działać, to było dla niej game changer.


Bartek: To pokazuje mocno, jak jesteśmy podatni na to, jak dookoła ludzie robią, działają, a my wtedy próbujemy tak samo, nie bardzo…


Kari: I nam nie bardzo to wychodzi, bo to nie jest przystosowane do naszego neurotypu.


Bartek: Załóżmy, no.


Kari: I tutaj jeszcze takie było zdanie że, „długo czułam się gorsza niż inni, bo nie umiałam performować na stałym poziomie”. Aż odkryłam, że moje zrywy zrobią sto pięćdziesiąt procent, więc spokojnie mogę sobie potem pozwolić na zmianę wątku dla odreagowania.


No i to też jest super, że Monika odkryła, że jej neurotyp polega na tym, że czasem robi sto pięćdziesiąt procent, a czasem robi pięćdziesiąt, dwadzieścia albo jeszcze mniej.


Bartek: Ja się tutaj śmieję teraz, bo chyba powiedziałaś „neuropyp” i bardzo ciekawy jestem, co wyjdzie w nagraniu. Dobra, jedziemy dalej. Dobra, dalej.


Kari: Nie musisz być cały czas aktywna i dostępna dla klientów i członków zespołu. To był taki game changer.


Bartek: Nawet nie powinno się być.


Kari: Właśnie, dokładnie. Tutaj było o klientach dużo, natomiast potem jeszcze Agnieszka dorzuciła, że dla ludzi też nie trzeba być zawsze dostępnym i to też widzimy wśród tych liderek, z którymi pracujemy, że jeżeli sobie zdają z tego sprawę, że tak naprawdę nie muszą po dwudziestej drugiej odpowiadać na wszystkie maile, nie muszą się zająć każdym problemem – i tutaj odsyłamy do odcinka o ratownikach bo w wielu tych przypadkach właśnie to potrzeba bycia ratownikiem, czyli budowania swojej poczucia wartości na bazie tego, że my jesteśmy tacy super ratujący wszystko, to często tam ta potrzeba tkwi.


Natomiast tak samo jest z klientami. Nie trzeba być cały czas dostępnym. Można wyznaczyć pewne godziny, w których jesteś dostępna, dostępny i tych godzin się trzymać.


I tutaj Kama napisała: „Spoiler: nikt przez to nie umarł, wszystko działa, nawet jakby sprawniej”. No bo klienci mają jakby powiedziane jakie są ramy, kiedy mogą przychodzić, kiedy o co pytać, bo tam też była Edyta, która mówiła, że zawsze odpowiadała na wszystkie pytania, bo jej się wydawało, że na każde pytanie trzeba odpowiedzieć.


Też nie. Czasami można powiedzieć, uwaga... „Nie wiem”. I to jest uwalniające.


Kolejne „nie musisz”. I to jest fajne, bardzo nie musisz, bo to jest takie odkrywcze. Nie musisz być najważniejszą osobą w swoim biznesie. I tutaj historię wrzucił Kuba, który założył sobie firmę i ta firma super tam performorowała i w pewnym momencie stwierdził: „Dobra, to zrobię z tej firmy spółkę”, bo potrzebował trochę więcej zasobów, i zasugerowano mu, żeby w tej spółce nie został prezesem.


I to było dla niego takie: „no jak to?”. To jest moja spółka, jak mogę nie zostać prezesem? Natomiast potem poczuł ulgę, bo zrozumiał, że właściwie to on nie potrzebuje tego, a da mu to dużo więcej swobody i wolności, i może inne rzeczy robić. To jest taka fajna sprawa, że nie musisz być najważniejszą osobą w swoim biznesie.


Potem jeszcze Mateusz dopisał się pod tym, że zawsze mu się wydawało, że jeżeli jesteś wysoko w hierarchii, to musisz być w takim klasycznym sensie szefem i podejmować te sprawy wszystkie decyzje.


Bartek: Aha, okej. Czyli na samym końcu jesteś, tak?


Kari: Tak. Natomiast zrozumiał, że, i to jest super w ogóle zdanie, że podejmowanie decyzji to jest jedna z kompetencji. I jak każda inna wymaga nauki, doświadczenia i świadomości własnych ograniczeń. I skoro tak jest, to można ją delegować tym, którzy robią to lepiej. Na przykład dlatego, że nie są tak emocjonalnie związani z biznesem jak właściciel. To jest super. Po prostu dla mnie „nie musisz być najważniejszą osobą w swoim biznesie”... Myślę, że może to być uwalniające dla wielu osób, które uważają, że muszą.


Bartek: Mhm.


Kari: Mhm. I nie musisz na przykład też, Magda napisała, wszystkiego robić osobiście. Że siedzisz ciągle w pracy i udowadniasz innym, że jesteś tam najważniejszą osobą, że dobrze prowadzisz tę firmę, bo wszystko robisz osobiście. I dla Magdy – tutaj na pewno ci się to spodoba – uwalniające i największym game changerem było to, że po dziesięciu latach robienia wszystkiego osobiście wprowadziła procesy.


Bartek: Nie wiem, czemu dla mnie, znaczy nie dla mnie... Do mnie się jakaś łata procesów przykleiła.


Kari: [śmiech] No bo to wszystkim zawsze mówisz, klientom, że „No dobra, jak nie chcesz napitalać dwadzieścia cztery godziny na dobę, to sprocesujmy tę firmę, nie?”. Sprocesujmy tę rzecz.


Bartek: Sproduktyzować, sprocesować.


Kari: Tak, tak. Kolejne „nie musisz”, który pochodzi z naszego pro i ja miałam w tym udział swój [śmiech]. Znaczy nie napisałam tego, ale w historii wzięłam udział. Nie musisz wyglądać i mówić profesjonalnie. żeby być postrzegana jako profesjonalistka. I mój udział…


Bartek: Jezu, od razu mam ochotę: „Proszę Państwa, i teraz wszystkich zapraszam...”.


Kari: [śmiech]


Bartek: Super, no.


Kari: No ale znów – popatrz. Nagraliśmy już ponad sto odcinków podcastu, a ty wciąż mówisz, że masz wadę wymowy i nie powinieneś...


Bartek: Bo mam.


Kari: Musisz... O, „musisz” [śmiech] ją sobie ją ogarnąć.


Bartek: Chcę! I ogarnę.


Kari: I myślę, że większość z naszych słuchaczy, dajcie znać w komentarzach, dobra? Nawet sugeruję tutaj, co powinniśmy... Nawet nie zauważyła, że masz wadę wymowy. O.


Bartek: Okej. Co nie zmienia faktu, że chciałbym ją zmienić.


Kari: Tak, i „chciałbym” jest dużo fajniejsze niż „muszę”, prawda? W każdym razie Maja mówi, że striggerowało ją to, jak ja gdzieś tam w jakimś wywiadzie, jak mnie pierwszy raz zobaczyła, tak w ogóle nieprofesjonalnie brzmiałam [śmiech].


Bartek: Tak?


Kari: Tak, byłam taka, o tak jak gadam zawsze, wiecie, niekoniecznie biorąc pod uwagę polszczyznę odpowiednią i niekoniecznie wszystko mówiąc tak, jak powinno być powiedziane, tylko gdzieś tam odjeżdżam od skryptu. I to ją trochę strigerowało, a potem sobie zdała sprawę że właśnie przez to, że w korpo pracowała i pracowała z uniwersytetami, wiemy jak tam jest, czasem ciężko się przebić. Bardzo trudno było jej używać swobodnego języka w sytuacjach zawodowych. I wyszło jej to w momencie, kiedy chciała nagrywać rolki na Instagram. Bo nagle się okazało, że cały czas chciała mówić swoim głosem, chciała pokazać swoją osobę, ale coś cały czas dla niej było nie do końca pro.


Bartek: Aha, okej.


Kari: Natomiast uwolniła się od tego i już wie, że nie musisz. Tak samo z ubiorem gdzieś tam wspomniała, że jej przekonania o biznesowym wyglądzie mają korzenie w głębokich latach dziewięćdziesiątych i że jeżeli chcesz pracować i być profesjonalną, to musisz mieć żakiet.


Bartek: A, myślałem że u panów te kolorowe marynarki takie w kolorze post-itów co były.


Kari: Ojej, to nie znam się na tej modzie [śmiech] W każdym razie zaobserwowała, że im większy klient, tym bardziej jej kolorowy strój grał do jej własnej bramki. I gdzieś tam Michał do tego dodał, że – to było fajne – nie musisz być numer jeden według czyichś kryteriów. I może nawet według swoich nie musisz. Więc tyle.


I mam jeszcze jeden, chyba że chcesz dodać do tego profesjonalizmu.


Bartek: Nie, nie, nie.


Kari: Mam jeszcze jeden ostatni „nie musisz”, który podsumowuje to wszystko, od Moniki właśnie rzeczonej, który uważam za najważniejszy „nie musisz” z tego, które warto sobie wziąć do serca i może nie będziemy o tym za bardzo rozmawiać, tylko po prostu przeczytam.

Nie musisz mieć opinii na każdy temat.


Bartek: Amen.


Kari: Amen.


Bartek: Pa.


Kari: Mamy nadzieję, że pomogliśmy wam spojrzeć na kwestie tego, co musicie, a czego nie musicie – i naprawdę bardzo wielu nie musicie rzeczy – z nieco innej perspektywy. Pa. Dzięki.

bottom of page