top of page

19 czerwca 2026

, odcinek 122

Twórcze rozwiązywanie problemów

Im szybciej masz odpowiedź, tym prawdopodobnie mniej kreatywna ona będzie. Choć brzmi nielogicznie, to moment pustki na początku – kiedy nie wiesz, jak się do czegoś zabrać – jest jednym z najważniejszych elementów kreatywnego rozwiązywania problemów. Sęk w tym, że większość z nas próbuje go jak najszybciej pominąć.


W tym odcinku usłyszysz, co odróżnia osoby uważane za bardziej kreatywne od tych, które mają te same umiejętności, ale gorsze rezultaty. Spoiler: to wcale nie talent czy wiedza ;) Rozmawiamy też o tym, dlaczego presja czasu i klasyczna burza mózgów raczej szkodzą kreatywności niż jej pomagają, oraz jak wygląda asynchroniczny proces twórczy.


To odcinek dla każdego, kto chce kreatywnie podchodzić do rozwiązywania problemów – niezależnie, czy chodzi o kampanię reklamową, kod czy strategię biznesową. Jeśli czujesz czasem tę dziwną pustkę na początku i myślisz, że potrzebujesz się nauczyć czegoś więcej... nie ucz się, a posłuchaj tego odcinka :)

podobne odcinki
podobne odcinki
Zapisz się, jeśli chcesz dostawać informacje o nowych treściach.
Jeden mail w miesiącu.
transkrypcja

Bartek Goldyn: To jest odcinek, który chciałbym, żeby był tak gdzieś piętnaście,  dwadzieścia lat temu, żebym mógł go wysłuchać. Bo piętnaście, dwadzieścia lat temu  miałem pewne podejście, myślałem w pewien sposób. No i doświadczenie mnie  nauczyło, że jednak jest troszeczkę inaczej. I dedykuję to tym wszystkim, którzy są  kreatywni, którzy rozwiązują problemy, którzy coś tworzą. Ale to niekoniecznie musi być  tworzenie na zasadzie takiej, że malujemy coś albo wymyślamy coś artystycznego  artystycznego, bo dotyczy to też rozwiązywania problemów.

To mogą być na przykład, nie wiem, strategie biznesowe, cokolwiek jest... 


Kari Goldyn: Programiści, architekci.


Bartek: Tak. Chodzi mi o tutaj, o to, jak działa kreatywność, ale nie na zasadzie sztuki,  tylko myślenia kreatywnego.


Kari: Czyli twórcze rozwiązywanie problemów.


Bartek: O, widzisz. Twórcze rozwiązywanie problemów. No właśnie, i dlaczego w ogóle  ten odcinek? No bo te piętnaście, dwadzieścia lat temu miałem taką rzecz, że za  każdym razem jak trzeba było coś zrobić, czyli rozwiązać jakiś problem w sposób  kreatywny, czy to poprzez wygląd, czy to poprzez program, w jakikolwiek sposób, to  towarzyszy temu takie dziwne uczucie takiej pustki, niewiadomej i nie wiem, jak w ogóle  do tego podejść. I najczęstszą odpowiedzią wtedy jest: „mhm, czyli nie mam jakiejś  umiejętności”.


Czyli wtedy najczęściej wygląda to tak, że: „No to się muszę nauczyć tego. To jak będę  umiał to, to będę wiedział"...


Kari: Jak rozwiązać ten problem.


Bartek: Tak. Czyli jeżeli pojawi się problem, to ja natychmiast będę miał odpowiedź, bo  będę umiał.


Kari: Czyli tak naprawdę ludzie podchodzą do kreatywnego rozwiązywania problemów  w taki sposób, że zamiast używać kreatywności, to szukają wzorców, które już ktoś  zrobił. Trochę jak AI.


Bartek: Można tak powiedzieć, ale każdy z nas myśli, że jest wyjątkowy i że rozwiązuje  to w jakiś tam sposób wyjątkowy, powiedzmy, inny. I być może jest coś takiego, że  jednak myślimy, że my do tego inaczej podejdziemy i to jest ten pierwiastek nasz, tak?  Ale jest coś takiego, że jest zawsze to takie uczucie, że jeszcze czegoś brakuje, że  jeszcze czegoś nie wiem.


Ja wtedy gromadziłem po prostu wiedzę, uczyłem się różnych rzeczy. No to jeszcze nie  umiem tego, to jeszcze nie umiem tamtego itd. I to w różnych obszarach może być. I  problem polega na tym, że to uczucie – to już trochę zdradzę – nigdy nie mija.  Nieważne, ile rzeczy się nauczysz, ono po prostu nigdy nie minie. Natomiast jest...


Kari: O ile rozwiązujesz twórczo ten problem, a nie powtarzasz po prostu rozwiązanie,  które gdzieś tam ktoś...


Bartek: Do tego też sobie za chwilę dojdziemy, ponieważ doświadczenie też ma  znaczenie, ale nie tak jak wszyscy myślą, że ma przy kreatywnym rozwiązywaniu  problemów. I to zdobywanie umiejętności w pewnym momencie stało się jak gdyby  takim, wiesz, że cały czas coś trzeba dodawać, a okazuje się, że tak nie jest.


Kari: Taką pętlą uczenia się bez działania.


Bartek: Tak. A okazuje się, że tak nie jest. Bo jak w pewnym momencie miałem dostęp  do osób, które są bardziej kreatywne, bardziej znane z tego, że rozwiązują w ten sposób  problemy, są bardziej doświadczeni, są top, tak? Według tego, co ja wtedy byłem,  załóżmy. No i miałem okazję z nimi porozmawiać. To się okazuje, że to zawsze tak jest  po prostu.


Kari: Że oni też to czują.


Bartek: Tak.


Kari: Tylko po prostu przestali się tym przejmować.


Bartek: No właśnie. I jest jedna rzecz, o której chcę powiedzieć, którą chciałbym wtedy  usłyszeć. To jest to, że te osoby, które potem są oceniane jako, powiedzmy, kreatywne,  które są bardziej kreatywne. A jak oceniamy kreatywność? No, kreatywność najczęściej  łatwo jest ocenić po fakcie, tak? Czyli jak to coś, co zostało wymyślone, po prostu

zadziałało. No bo inaczej się trochę nie da.


Kari: I że było inaczej niż zazwyczaj.


Bartek: Tak. I jak zaadresowało te cele, które miało tam rozwiązać i tak dalej, i tak dalej.  No i jaki był z tego wynik, jak dobry.


Więc wszystkie te osoby, które są dobre, najczęściej jest tak, że to w ogóle nie chodzi o  umiejętności, bo ci, którzy są niżej, nazwijmy to, w tym takim byciu kreatywnym, w  hierarchii kreatywności, mają praktycznie te same skille. Więc to nie o to chodzi w ogóle.


Natomiast, natomiast jest jedna cecha, która łączy tych wszystkich lepsiejszych, to jest  to, że mają sporą tolerancję na tę niepewność i na ten ból istnienia, kiedy po prostu nie  wiesz.


Kari: Okej.


Bartek: Czyli pozwalają sobie i za chwilę dojdziemy do tego...


Kari: A czy to jest zamienne?


Bartek: W sensie?


Kari: Bo ja uważam się za osobę, która ma bardzo dużą tolerancję na niewiadomą i ból  istnienia. To nie jest dla mnie ból, to jest dla mnie nawet czasem przyjemność.  Natomiast w ogóle nie uważam się za osobę kreatywną.


Bartek: No więc jest różnica między osobą kreatywną a osobą, która ma wysoką  tolerancję na ból istnienia. To jest to, że osoby, które mają wysoką tolerancję na ból  istnienia, po prostu nie są kreatywne, bo w pewnym momencie niestety to jest trudne.  Nie jesteśmy w stanie tego powiedzieć, kiedy to jest, ale w pewnym momencie jest ten  moment taki, że musisz być w tym takim, to się mówi sweet spot, tak? Między tym, że  pozwalasz sobie cierpieć, nazwijmy to, i nie wiedzieć, i nie dążyć do natychmiastowego  rozwiązania pewnych rzeczy. Ale z drugiej strony nie masz tolerancji na to, żeby  siedzieć w nieoznaczoności cały czas.


Kari: No nie mam.


Bartek: No widzisz.


Kari: Bo sprawczość jest najważniejsza.


Bartek: No to widzisz. No to być może jesteś kreatywna, tylko nie wiem... Z jakiegoś  powodu uważasz, że nie jesteś.


Kari: Dlatego bardzo mnie ciekawi ten odcinek, bo bardzo mnie ciekawi, jaka jest  definicja kreatywności, nie? Bo mi się wydawało zawsze...


Bartek: Jest ich pełno.


Kari: No właśnie. Pewnie dlatego mam problem z tym, z tym określeniem. Wybrałeś  sobie jakąś?


Bartek: Nie, nie mam żad... Znaczy mam trochę. Mogę powiedzieć tak, że według mnie  kreatywność to jest coś, co jest w jakiś sposób innowacyjne, nowe, czego nie było. W  pewien sposób jest to rzecz, która powstała nie według szablonu.


Czyli jeżeli mielibyśmy to podzielić na takie dwa sposoby podstawowe myślenia, które  są, to jest dywergentne myślenie i konwergentne, czyli konwergentne, to będzie takie, że  ja już na początku wiem, do czego dążę i jadę krok po kroku.


Kari: Liniowe.


Bartek: Takie liniowe, krok po kroku. A dywergentne to jest takie, że tu tam coś, tam  coś. To się, to się skleiło, potem coś przyszło, potem pozostawiłem, potem znowu i  nagle jest. Jest.


Kari: No dobra, a takie dywergentno-konwergentne może być? Czyli na początku  procesu jest tu coś, tam się skleiło dużo różnych rzeczy, a potem już w pewnym  momencie mniej więcej wiesz, co jest na końcu i zaczynasz tam...


Bartek: No jest coś takiego, tak. No więc co sprzyja w ogóle tej kreatywności? Co  sprzyja temu, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Czyli pierwsza rzecz to jest to, że  tolerujemy tę nieoznaczoność, tę niepewność. Potrafimy sobie być tam, a nie rzucamy  się na rozwiązanie.


Kari: Okej.


Bartek: Często jest tak, że osoby, które od razu chcą mieć rozwiązanie, to są osoby,  które – tak jak tutaj będzie na odwrót pewnie, łatwo się domyślić – źle tolerują  niepewność.


Kari: Czyli od razu wskakują w poszukiwanie rozwiązania.


Bartek: Tak, ponieważ coś tam. Nie wiem, bo mama i tata im coś zrobili w życiu i oni  muszą mieć odpowiedź od razu. Załóżmy, nie? Możemy sobie koszulkę w ogóle...


Kari: Nie, to nawet szkoła przecież. Szkoła nas tresuje, specjalnie używam tego słowa,  do tego, żeby mieć odpowiedzi na pytanie, bo inaczej dostajesz jedynkę.


A jak zadajesz pytania, to dostajesz uwagę: uczeń przeszkadza na lekcji i,  powstrzymywany, jeszcze ze mną dyskutuje.


Bartek: Na przykład. No. Więc było takie proste doświadczenie, można powiedzieć,  obserwacja, metaanaliza. O, taka iluś tam architektów. I zaproszono ludzi, którzy są  architektami. Oczywiście nie mówiono im, że ciebie też zaprosiliśmy, bo jesteś do dupy  architektem.


Kari: Osoby architektoniczne.


Bartek: Tak, a ciebie zaprosiliśmy, bo jesteś super. Tylko po prostu zaproszono ich do  tego badania.


Kari: A, czyli różnych architektów, dobrych i niedobrych.


Bartek: Tak. Uważanych za dobrych, kreatywnych, wiesz, takich inspirujących i takich  po prostu zwykłych rzemieślników, powiedzmy.

No i chodzi o to, że w tym badaniu wyszło właśnie, że nie mają znaczenia umiejętności.  Tylko ma znaczenie to, że ci, którzy są uważani za tych bardziej takich... bardziej, to są  ci, którzy po prostu tolerują tę niepewność, czyli nie rzucają się od razu na rozwiązania.


Kari: Okej, czyli wszyscy potrafili kreślić. Ale tylko część czekała z tym kreśleniem, aż  coś tam jeszcze się pojawi.


Bartek: Tak. Więc to jest jakby pierwsza rzecz, którą musimy mieć. Niektórzy to mają,  niektórzy nie mają. Da się do tego przyzwyczaić.


Kari: Wiesz, jak ja to nazywam? To w ogóle nie jest prawdopodobnie zgodne. Chociaż  może trochę jest, bo wczoraj gadałam z moją przyjaciółką i ona mówi: „Wiesz co,  właściwie to nie wiem jeszcze". Ja mówię: „To wiesz co, to zostaw se to. Jak się pojawi  ta odpowiedź, to się pojawi, bo się na pewno pojawi”. I dla mnie to jest takie trochę  zaufanie procesowi. Jeżeli coś nie jest pilne – bo jak jest pilne, no to wiadomo, trzeba...


Używam tej matrycy Eisenhowera do określenia, czy to jest pilne, czy ważne i jeżeli nie  jest pilne, to zostawiam na moment, kiedy będzie pilne, nawet jak jest bardzo ważne.


Bartek: Okej. No.


Kari: To, to jest mój proces, któremu trustuję.


Bartek: O procesie sobie też chciałbym pogadać potem w dalszej części. Jaki ty masz,  jaki ja mam, możemy się powymieniać.


Druga rzecz, która sprzyja kreatywności, to jest proces. Ludziom się wydaje, że można  być kreatywnym na zasadzie, że się to ma albo się tego nie ma.


Kari: Że to jest jakiś talent wrodzony. O talencie już rozmawialiśmy.


Bartek: Nie, jest to po prostu wyorana w bólu umiejętność bycia kreatywnym. I im  starszy jesteś, im dłużej siedzisz w tym, tym lepszy w tym po prostu jesteś. Czy tam  lepsza.


Kari: Znaczy myślę, że są pewne predyspozycje do bycia kreatywnym, nie? 


Bartek: Oczywiście.


Kari: Na przykład ADHD jest predyspozycją, czy tam dysleksja – ze względu na to, jak  nam się aktywizuje mózg w pewnych obszarach.


Bartek: Oczywiście, że tak. Tak jak do pewnych sportów na przykład się nie będziemy  nigdy nadawać, bo na przykład, nie wiem, nie ważymy czterdziestu pięciu kilo i nie  mamy dwunastu lat.


Kari: To ja.


Bartek: I nie jesteśmy młodą osobą, która jest...


Kari: To też ja.


Bartek: Da się wyginać, tak? Nie, nie zostaniemy gimnastyczką. No. Więc pierwsza  rzecz to była ta niepewność, a druga to jest proces.

Czyli proces to jest takie miejsce, powiedzmy, gdzie my trochę na siłę zmuszamy się do  tego, żeby zacząć cokolwiek robić. Czyli tu nie chodzi o to, że ja mam proces taki, że  teraz ten krok, potem tamten krok, potem trzeci i to ja wiem, że wychodzę. Nie, bo to się  zaczyna robić liniowe. I to jest proces taki...


Kari: Konwergentny.


Bartek: Tak, taki jak znamy w firmach, żeby wszyscy wykonywali to, co trzeba.  Natomiast w tym kreatywnym procesie głównie chodzi o to, żeby dać mózgowi,  nazwijmy to, klocki, z których może sobie coś poukładać. I proces jest pewnego rodzaju  pojemnikiem, a nie krokami po kolei, co mamy robić.


Kari: Okej, czyli z jednej strony – to taki trochę paradoks – że z jednej strony nie robimy  od razu i nie próbujemy rozwiązać problemu, a z drugiej strony w pewnym momencie  musimy się zmusić do tego, żeby jednak robić.


Bartek: Tak, tak, tak. Tylko właśnie, żeby to było jasne. To nie jest tak, że ja jestem  kreatywny i ja teraz kreatywnie coś robię, więc siedzę w tej niepewności. Nie, to w ogóle  tak nie wygląda. Najczęściej to wygląda tak, że załóżmy, jeżeli mam przygotować, niech  będzie identyfikację wizualną jakiejś marki. To ja mam proces, czyli ja usiądę i zacznę  na przykład gryzmolić, rysować coś. Nie wiem. Coś, co w jakikolwiek sposób zaczyna  być związane z tym, co mam zrobić. I najważniejsza rzecz. Kurczę, trochę wybiegam do  przodu, bo potem chciałem pogadać o procesie samym.


Kari: No możemy od razu pogadać o procesie, a potem pogadać o...


Bartek: No nie wiem, czy mi się potem nie porozwala to wszystko, ale dobra. 


Kari: Masz proces, nie? Na ten odcinek.


Bartek: Tak. Więc samo to gryzmolenie powoduje, że ja zaczynam się zmuszać do  tego, żeby być w tym stanie, w którym jestem.


Kari: Czy taki jakby rytuał wejścia?


Bartek: Tak, można to nazwać rytuałem wejścia. Nie oceniam tego, co tam wyskoczyło  z tego gryzmolenia, ale zaczynam produkować cokolwiek. I w tym procesie główną jak  gdyby rzeczą jest to, że to jest taki trochę procent składany, tak? Czyli jeżeli codziennie  wezmę i przez dwie godziny będę coś robił w tym kierunku, każdy z nas ma jakiś tam  swój proces tego, co tworzy albo rozwiązuje problem, to w końcu to się naskłada, że po  tygodniu będę daleko dalej, a nie będę siedział i mówił, że „o, czekam w niepewności, aż  coś się stanie". Nie, nie stanie się. Musisz coś robić.


Kari: To trochę jak w tak zwanych burzach mózgów albo w ogóle takich kreatywnych  procesach. Wymyślamy, załóżmy, nie wiem, trzydzieści rozwiązań i pierwsze dziesięć z  automatu odrzucamy, ponieważ to zawsze będą te pierwsze, najbardziej oczywiste i  najmniej kreatywne.


Bartek: Może tak być.


Kari: I jak mamy narzucone, że mamy zrobić trzydzieści, a nie, że ileś... 


Bartek: O burzym mózgu możemy sobie pogadać, bo też nie mam dobrego zdania.


Kari: Ja też. Wiadomo, że to już tam zostało obalone, ale tak czy siak sam taki proces,  że odrzucamy pierwszych dziesięć, zakładamy, że robimy dużo więcej niż dziesięć.  Ponieważ pierwsze zawsze będą najbardziej, wiesz, te nisko wiszące owoce.


Bartek: Różnie jest. Tu ci muszę powiedzieć, że jest różnie, ponieważ samo założenie,  że pierwsze dziesięć odrzucamy, już jest założeniem, że w jakiś sposób coś odrzucamy,  czyli zaczynamy wartościować pomysły, a nie powinniśmy tego w ogóle robić.


Kari: Okej. To jest jakiś tam rodzaj frameworku, który gdzieś tam wyczytałam, nie? 


Bartek: Okej, wiesz co, no frameworki najczęściej...


Kari: I może dlatego myślę, że nie jestem kreatywna, bo ja rzadko 

odrzucam, pierwsze  po prostu jadę [śmiech].


Bartek: Okej, wiesz co, no frameworki mają to do siebie, że są fajne, bo wygląda jakby  działały dla wszystkich. Tylko tak trochę wychodzi na to, że dla nikogo to nie jest, nie? À  propos frameworków.


Następna rzecz, która jeszcze jest istotna, ona wynika z trwania w takim niewiedzeniu.  Jest coś takiego, co można nazwać inkubacją, czyli osoba, która jest kreatywna i w  kreatywny sposób podchodzi do rzeczy, wie o tym i to jest część jego i jej procesu, że to  nie jest w żaden sposób liniowe. Czyli ciężko mi będzie usiedzieć i zrobić po kolei. Tylko  na przykład wiem, że no i teraz jak będę jeździł samochodem, to tam będę zamknięty w  tej puszce i tam się nic nie będzie działo, ale mój mózg będzie napieprzał tam.


Albo pójdę kopać, nie wiem, dołek, bo muszę posadzić azalie, cokolwiek to tam jest. 


Kari: Rowy, bo żeś się nie uczył w podstawówce i nie odpowiadałeś dobrze na pytania.


Bartek: Tak. Istotne jest to, że wiemy o tym, że jest coś takiego jak inkubacja, tak? Czyli  że proces twórczy polega na tym między innymi, że mózg z tyłu gdzieś tam sobie coś  robi.


Następna rzecz, która jest istotna, to jest motywacja. Niestety motywacja musi być  wewnętrzna. Czyli jeżeli...


Kari: Musi?


Bartek: Znaczy nie musi być.


Kari: Czyli jak przychodzi klient i mówi: „Wymyśl mi natychmiast tę kampanię, bo  inaczej nie zapłacę ci twojej...”, to tam nie ma kreatywności.


Bartek: Najczęściej tak, ponieważ... No może inaczej: jak działają agencje tak zwane  kreatywne? Na sztandarach mają ten ułamek bądź jeden procent rzeczy, które  rzeczywiście były kreatywne, a codziennie dostarczają coś, co klient jest w stanie  zaakceptować, czyli coś, co zna, umie, rozumie i tak dalej, i tak dalej.


Kari: Czyli bezpieczne opcje. Mało kreatywne. No to wiemy, bo długi czas i do tej pory  zresztą mamy gałąź, ale prowadziliśmy agencję kreatywną, więc trochę, właściwie  trochę nazbieraliśmy tych wzorców.


Bartek: Więc motywacja wewnętrzna jest o tyle istotna, że chce nam się po prostu robić  te rzeczy, które nas motywują wewnętrznie, jakkolwiek to brzmi okrągło i beznadziejnie.  Ale tak. Więc zewnętrzne motywacje nie będą tak dobrze działać. Więc nawet jeżeli  robimy to coś za pieniądze, to tam musi być to coś.


Kari: Czyli coś, co nas kręci, a nie tylko, bo sobie wyliczyliśmy, że ten zawód akurat  przynosi dużo kasy. No to smutna wiadomość dla tych, którzy, nie wiem, sprawdzają na  przykład zarobki i widzą, że dyrektor kreatywny to naprawdę sporo zarabia jak na...  Chociaż nie wiem jak teraz, bo ponoć agencje kreatywne lecą na łeb na szyję, ale kiedyś  to było tak jak normalna, w cudzysłowie normalna stawka to było pięć, sześć tysięcy, to  dyrektor kreatywny to było trzydzieści, pod pięćdziesiąt nawet. Więc to jest taki łakomy  kąsek, żeby zostać takim dyrektorem, ale jeżeli tam nie można tego sobie zbudować po  prostu, tylko trzeba jeszcze to lubić, to trochę wujnia.


Bartek: No tak. No i rozmawialiśmy też jeszcze o ekspertyzie. Bardzo długo było takie  przekonanie, że ekspertyza zabija kreatywne rozwiązania. Wiesz, że nie wiedział, że tak  można i zrobił, i działa, nie? Bo mu wszyscy mówili, że nie zadziała.


Kari: A, że był takim idiotą, ignorantem.


Bartek: Tak, tak, tak, tak. No, no bo to jest, to jest takie fajne i to tak super będzie  chodzić taki mem, tak?


Kari: Trochę brzmi jak survivorship bias gdzieś tam pod spodem. Jeden nie wiedział i  mu się udało. Tysiąc innych wiedziało i nic z tego nie wyszło.


Bartek: Tak. Natomiast wychodzi na to, że ekspertyza jest bardzo ważna, ponieważ ona  pozwala rozumieć kontekst.


Kari: Czyli ta kreatywność nie będzie od czapy. Tylko będzie służyła rozwiązaniu  danego problemu.


Bartek: I dlatego jak masz juniora, który sypie z rękawa kreatywnymi pomysłami, to  pomimo tego, że nie powinniśmy tego oceniać, my już wiemy, że to jest do dupy na  przykład.


Kari: Znaczy my, my starcy tutaj powiedzmy o tym.


Bartek: Osoby doświadczone po prostu wiedzą, że nie w tym kierunku. A jak  rozmawiasz z osobą doświadczoną i ona sypie pomysłami, to to jest kompletnie inny  poziom.


Kari: No to są jest te dwa rodzaje inteligencji, o których Arthur Clarke pisał. Że do  czterdziestego roku życia przeważa u nas inteligencja fluent, czyli taka płynna. Czyli  właśnie mamy bardzo dużo tych kreatywnych rozwiązań, możemy sypać jak z rękawa.


A powyżej tego – czterdziesty, pięćdziesiąty rok życia jak już mądrzejemy – to jest ta  inteligencja krystaliczna, która mniej sypie z rękawa pomysłami. Nie ma tak wielu rzeczy  nowych, ale jest w stanie ocenić, które z tych wszystkich rzeczy są sensowne, w które  warto inwestować czas i pieniądze.


I to samo zresztą było w, w książce o starzeniu się mózgu i rośnięciu umysłu w siłę, że  prawa półkula, która odpowiada za nowe rzeczy, za wymyślanie nowych rzeczy, za  kreację, i lewa półkula, która odpowiada za wzorce i korzystanie z tych wzorców,  działają na przestrzeni życia właśnie w ten sposób, że na początku jest dużo prawej. A  potem przechodzimy na lewą. Gdzieś tak w środku życia korzystamy z obu, ale potem  przesuwamy się na lewą i pod koniec życia już polegamy głównie na naszych wzorcach,  które sobie nazbieraliśmy.


Ciekawostka: osoby w spektrum autyzmu od samego początku polegają najbardziej na  lewej. Nie lubią nowego.


Bartek: No i teraz à propos tej ekspertyzy. Tam jest jedna gwiazdka znowu, którą trzeba  zrobić. To jest to, że wiadomo, że im ktoś jest bardziej doświadczony, jest lepszym  ekspertem, tym ma więcej doświadczenia i więcej argumentów, że trzeba robić tak, jak  on myśli.


Kari: Czyli ten bias, który sprawia... klątwa wiedzy, o! Że zapomniał już wół jak cielęciem  był.


Bartek: Tak. No i teraz cały czas musi temu towarzyszyć, pomimo ekspertyzy, ta  tolerancja na niepewność. Bo jeżeli nie będziesz mieć tej tolerancji na niepewność, to  zaczniesz argumentować bardzo szybko, zaraz na samym początku, dlaczego trzeba  zrobić tak, a nie inaczej. Bo pięć tysięcy przykładów już masz dlaczego tak, a nie  inaczej.


Kari: Myślę też, że tam jest potrzebna pokora. Bo im większym jesteś ekspertem, tym  mniej jest osób, które są w stanie z tobą dyskutować na twój obszar ekspertyzy i tym  mniejszą masz pokorę, przynajmniej w tym obszarze, że...


Bartek: Myślisz, że masz? Jak myślisz, to idzie...


Kari: Nie wiem. Tak mi się wydaje. Znaczy może to idzie człowiekiem faktycznie, ale jest  wielu takich ekspertów, którzy są już tak pewni tego, że oni już wiedzą wszystko na dany  temat, że jak ktoś przychodzi inny i coś tam powie, to..


Bartek: ...to mają naprawdę bardzo dziadowski obszar ekspertyzy moim zdaniem. I są  przewidywalne w takim razie. To żadna ekspertyza. No nieważne. W każdym razie...


Kari: Piję tu do niektórych ekspertów od ADHD.


Bartek: A! No.


Kari: Tych.


Bartek: Okej, więc cały czas będzie się przewijać ta niestety tolerancja na tę taką  niepewność.


Kari: A i jeszcze tu rozwinę pokorę, bo o tym ostatnio była dyskusja na woopa pro. Co to  jest takiego pokora? Pokorę rozumiem tu jako uznanie, że ja nie wiem wszystkiego i że  inni ludzie mogą być w jakichś obszarach lepsi ode mnie.


Bartek: A, to myślę, że wystarczy odpowiedni poziom ciekawości i nawet nie musisz  dyskutować o pokorze, tak? Bo jeżeli jesteś osobą, która jest ciekawa rzeczy...


Kari: To jest ciekawe, ale to jest fajne, że jeżeli masz wysoką ciekawość, to z automatu  masz pokorę, no.


Bartek: No chyba tak. Tak mi się wydaje.


Kari: A jeżeli masz niską pokorę, to być może masz też niską ciekawość. Może trzeba  to zbadać, obserwować. No.


Bartek: Teraz w drugą mańkę jak gdyby, czyli co nam będzie przeszkadzać albo  ewentualnie jakie są... no, że to tak nie jest. À propos kreatywności.


Kari: Jakieś mity?


Bartek: No powiedzmy – mity. Więc to już sobie trochę powiedzieliśmy. To, że  kreatywność to jest jakiś rodzaj natchnienia. Nie, to wcale tak nie jest. Nie wiem, ile  terabajtów plików wygenerowałem dla różnych marek, firm, projektów, programów,  najróżniejszych rzeczy. Nie, to są zawsze literalnie dupogodziny po prostu jakiejś pracy.


No, więc to nie jest tak. Natomiast jest jedna rzecz ciekawa. Mózg kreatywny to jest ten  mózg, który jest – to się tak mówi – dobrze ze sobą połączony, jakkolwiek to jest  uproszczenie, czyli pewne rzeczy w mózgu dzieją się w różnych obszarach. I są rzeczy,  które są takie, że one słabo ze sobą działają.


Czyli jeżeli ja jestem emocjonalny bardzo, załóżmy, to średnio będę w tym momencie  logiczny, chyba że się przełączę. Więc kreatywne mózgi najczęściej to są takie, gdzie  jest całkiem niezłe połączenie tych wszystkich obszarów, czyli tak naprawdę...


Kari: Czyli szybko się przełączają, a nie, że...


Bartek: Łatwo potrafią przeskakiwać.


Kari: To jest taki paradoks fajny. Ja już wiem, jaka jest moja definicja kreatywności. Bartek: Słucham.


Kari: Moja osobista. I według tej definicji jestem kreatywna, więc to jest dobra definicja.  Uwaga! Oczywiście. Moja definicja kreatywności, którą sobie właśnie teraz wymyśliłam,  jest taka, że osoba kreatywna zna różnego rodzaju wzorce i różnego rodzaju patterny, i  potrafi dokonać synergii, czyli posklejać je w coś, co działa inaczej albo działa w innych  obszarach.


Czyli na przykład bierze jakieś wzorce, nie wiem, z rynku gastronomicznego i na rynek  ciuchowy je przenosi.


Bartek: A ja na przykład cały czas przerzucam biologię na biznes.


Kari: Tak, dokładnie.


Bartek: I na marketing też. Wszystko jest samo.


Kari: Więc do kreacji są niezbędne po pierwsze dane, czyli te różne wzorce, a po drugie  umiejętność synergii, czyli wykorzystania tych wzorców w jakiś tam nowy, nieoczywisty  sposób.


Bartek: Tak. I myślę, że właśnie ta umiejętność posiedzenia w tym i pobawienia się tym,  i niekoniecznie oceniania i tak dalej, no.


Kari: A jeszcze jak masz z tego fun, to już w ogóle super, nie? Tę ciekawość, która  pozwala ci odkrywać te nowe rzeczy.


Bartek: Tak. Może być.


Kari: Dziękuję.


Bartek: Następna rzecz, która jest, to jest to, że jest takie powiedzenie... znaczy  powiedzenie. Jest takie przekonanie, że presja czasu czy tam deadline w jakiś sposób  wzmaga kreatywność. To jest nieprawda.


Kari: Powiedz więcej.


Bartek: Po prostu koniec. Tam nie ma nic więcej.


Kari: Ale to nie wiem, jakoś to badali czy...?


Bartek: No tak, no po prostu mózg jest mniej kreatywny, tak? Im bardziej dociskasz, że  tak powiem, śrubę, tym bardziej wpadamy w rzeczy, które umiemy, znamy,  kontrolujemy, mamy pewność wyników, jesteśmy w stanie przewidzieć i tak dalej, i tak  dalej. Ale znowuż, świat nie polega na tym, że: „No i ja czekam już sześćdziesiąty ósmy  rok na natchnienie, aż zrobię tam, nie wiem, obraz namaluję”. No to tak nie działa, nie?


Kari: To tutaj dodam badanie od Adama Granta, w najnowszej jego książce, której nie  pamiętam tytułu, ale nie tej, co jeszcze nie wyszła, tylko tej, co wyszła już, to on tam  badał prokrastynację. Wybadał, że jest pewien taki sweet spot prokrastynacji.


Ci, którzy od razu robią, to są mało kreatywni. I to on był, i się strasznie zmartwił, bo on  wiesz, nauczyciel dał zadanie, to ja już idę szybko, odrabiam i tak dalej. Ci, którzy  czekają do ostatniej chwili na samym końcu to też jest źle, ponieważ kortyzol się włącza  i włączasz te właśnie szablony.


Natomiast ci, którzy prokrastynują odpowiednio długo...


Bartek: To jest niestety straszne. No nie będzie odpowiedniej ilości do powiedzenia  tutaj, tak.


Kari: To jest inne dla każdego. Ja już sobie, ja już sobie znalazłam tę rzecz. 


Bartek: Ja też to mam.


Kari: Wiem, gdzie jest moja odpowiednia długość prokrastynacji, gdzie już coś tam  fajnego powstanie, ale nie na kortyzolu.


Bartek: No ja nie mam takiej prokrastynacji akurat.


Kari: Nie, ja mam właśnie tę produktywną prokrastynację.


Bartek: Za chwilę sobie o tym pogadamy, o tym procesie.


Kari: Dobra.


Bartek: Czekaj, bo jeszcze chciałem tylko powiedzieć kilka rzeczy. Było o presji  czasowej, która niby mobilizuje, ale tak naprawdę nie do końca. Chciałem powiedzieć o  burzy mózgów. Jest coś takiego niestety, że przy burzach mózgów, czyli wtedy, kiedy  działamy w grupie, włącza nam się autocenzura. Czyli jeżeli bardzo bezpiecznie się  czuję, nie jestem oceniany i tak dalej, i tak dalej, to ona będzie mniejsza, ale zawsze  nam się włącza autocenzura, czyli że to, co teraz powiem, jak to zostanie odebrane.


Kari: No i konformizm, nie?


Bartek: Tak. I problem drugi, który jeszcze występuje w grupach, to jest to, że moje  przekonania mogą zadziałać cenzuralnie na twój pomysł. Czyli ty coś tam powiesz, a ja  se myślę, bo mam jakieś przekonania i od razu to ubijam. Albo nie wiem, poczuję wstyd.


Kari: Tak. To znaczy generalnie burze mózgów tak naprawdę polegają na tym, kto lepiej  się wyraża, prezentuje, ma więcej takiego... Bo bardzo dużo osób z taką wrodzoną  nieśmiałością, że to tak ujmę, więc nie wiem, może w spektrum autyzmu, może w  spektrum silnej introwertyczności, ma bardzo kreatywne rzeczy, których nie wypowiedzą  na burzy mózgów, ponieważ potrzebują więcej czasu do tego, żeby w ogóle się wyrazić.

A jak jest ktoś bardzo, nazwijmy to, głośny i pełen ekspresji, którego się fajnie słucha, i  charyzmatyczny, to ta osoba będzie dyktować tak naprawdę poziom kreatywności tej  grupy i burzy mózgów.


Bartek: I teraz pytanie jeszcze jest, kto jest w jakiej pozycji. Jaką ma tolerancję na  niepewność. Bo jeżeli na przykład jest najważniejszy, ma małą tolerancję na  niepewność, to nic z tego nie wyjdzie, bo on narzuci to po prostu i zautobiograficzniuje. I  zacznie biec do przodu.


Kari: Generalnie osoba o najwyższej pozycji powinna się wypowiadać zawsze na końcu.  Po wysłuchaniu wszystkich innych osób. Natomiast alternatywą dla burzy mózgów jest  to, że robimy sobie każdy burzę mózgów swoją. Wypisujemy swoje różne pomysły. I  potem robimy to tak, żeby wszystkie pomysły zostały odkryte jednocześnie. 


Czyli tam są  różne techniki, na przykład, nie wiem, pisanie na karteczkach zakrytych i potem wszyscy  odkrywamy te karteczki jednocześnie albo wrzucanie swoich pomysłów do jakiegoś tam  miejsca i potem dyskutujemy. Ale generalnie chodzi o to, żeby po pierwsze pomyśleć  samodzielnie wcześniej, bo wtedy lepsze są wyniki, niż nagle idziemy na burzę mózgów  i wymyślamy. Czyli pod presją czasu tak naprawdę, co już wiemy, że nie działa.


I też pamiętam, jak jeszcze pracowałam w tej naszej agencji kreatywnej jako osoba  kreatywna, czyli osoba od wymyślania kampanii, pomysłów i tak dalej, oraz osoba od  wymyślania copyritów, czyli tekstów różnych sloganów reklamowych, to strasznie trudną  dla mnie sytuacją było, jak dzwonił do mnie klient bądź klientka i mówił: „Mamy taką  kampanię. Wiesz co, tutaj nam odrzucili, bardzo szybko potrzebuję hasła. Wymyśl mi  jakieś hasło, co? Teraz, w tym momencie. Dobrze, że jest teraz czas. 

Bo jesteś tak  świetna w tę kreatywność, to wymyśl mi jakieś hasło". 


To było tak trudne. Natomiast ja  wtedy jeszcze byłam osobą, która bardzo chciała zadowolić klienta i wszystkich wokół,  więc wymyślałam jakieś pierdoły, które w ogóle ani nie były kreatywne, ani nie były  dobre.


Bartek: No to teraz już mam tylko jeszcze jedną rzecz, która przeszkadza w  kreatywności. To jest to, że trzeba wiedzieć od razu. Więc im szybciej ruszasz z  odpowiedzią, tym gorsze to będzie prawdopodobnie. 


Ponieważ – i to jest istotna rzecz – taki moment pustki na początku jest istotnym elementem tego, żeby ten proces się  zaczął i żebyśmy wymyślali... Znaczy wymyślali – żebyśmy zaczęli pracować  kreatywnie. Czyli jeżeli na początku nie ma tej pustki i od razu wiesz, co robisz i gdzie  lecisz...


Kari: To to nie jest kreatywność, tylko do czegoś sięgasz, co już tam masz gotowe. AI.


Bartek: Tak. Problem z biznesem w ogóle jest taki, że on bardzo lubi to. Czyli że: „O! I  teraz od razu mamy”, bo niepewność, bo niepewność jest po prostu...


Kari: Bo czas to pieniądz.


Bartek: To też. Ale wszyscy ci ludzie, którzy mają te piękne garnitury i są prezesami i  tak dalej – niepewność u nich jest po prostu tak wysoko wywalona i tak jej nie lubią.


Kari: No, bo muszą mieć wszystko pod kontrolą.


Bartek: Tak. Właśnie. Dobra, jedźmy dalej. To teraz, Kari... Pogadaliśmy sobie o  różnych rzeczach. Masz jakiś proces?


Kari: Mam, oczywiście.


Bartek: Dawaj.


Kari: Mam proces i tak jak powiedziałam, bo nie wiem, czy wszyscy to o mnie wiedzą,  ale ja bardzo długo byłam tak zwaną osobą kreatywną. Pracowałam w różnych...


Bartek: Ja myślę, że nie wszyscy. Papież nie wie na przykład.


Kari: [śmiech] Pracowałam w teamie kreatywnym. Team kreatywny w agencjach  reklamowych to jest zazwyczaj dwójka ludzi, z czego jedna osoba jest osobą od grafiki,  od wizualizacji, od obrazków, a druga osoba jest osobą od słów. I ja w takich kilku  teamach kreatywnych pracowałam jako ta osoba od słów. I robiłam też te kampanie  reklamowe właśnie, które polegają na tym... Tak naprawdę zawsze uważam, że jestem  concept writer, a nie copywriter. Bo rzeczy polegają na tym, że wymyślasz dokładnie  pomysły na kampanię. Czyli twoim zadaniem jest wygenerowanie pomysłów.


Opowiem ci, jak wyglądał wtedy mój proces, jak wygląda teraz mój proces. Ponieważ  teraz jestem od generowania tekstów. Mój proces wyglądał tak, że dostawałam zawsze  brief od klienta, dostawałam, czego on oczekuje i co chce tam się dowiedzieć. Czytałam  sobie, jakie są założenia marki. Przez jakiś czas, dzień, dwa, czasem tydzień, czasem  kilka godzin inspirowałam się, czyli szukałam sobie podobnych kampanii. Szukałam  jakichś takich innych rzeczy w tych obszarach. Czytałam sobie, nie wiem, Wikipedię o  tych różnych rzeczach. Inspirowałam się. Po prostu zbierałam dane różnego typu, nie  tylko dotyczące reklam, ale różnych innych obszarów, wokół których ta kampania miała  się toczyć.

I potem i to był najważniejszy element tego procesu i bez tego w ogóle nie ruszałam  dalej. Szłam spać.


Bartek: Okej.


Kari: I to pójście spać sprawiało, że najczęściej – i to był jeden dzień, dwa dni, trzy,  czasem tydzień, ale najczęściej około jednego albo dwóch dni – jak wstawałam rano, to  mój mózg mi wypluwał tak jakby wiesz, wrzucałam do mózgu rzeczy przez noc, kiedy ja  spałam, tam się mieliło i zrobiło rzeczy, a potem wypluwał mi koktajl.


Bartek: Nie znam osoby, która by o tym nie mówiła. W sensie, że wkładamy do mózgu i  po pewnym czasie nagle jest takie klik. I coś tam się zaczyna układać, tak.


Kari: I wtedy wywalał mi koktajl pomysłów, i ten proces się powtarzał w trakcie całego  tworzenia na przykład pomysłów na kampanię. Czyli ja pisałam jakiś jeden pomysł i w  międzyczasie wciąż, wiesz, brałam inspirację z otoczenia. Szłam spać i znów  następnego dnia jakiś tam pomysł się pojawiał.


I tak jeżeli miałam na przykład dwa tygodnie na to, to było cudownie, ponieważ ja  mogłam wywalić te pomysły, miałam tych pomysłów z dziesięć albo ileś. Potrzebowałam  trzech, więc mogłam też na końcu ocenić, które mają jaki potencjał, które są dobre,  przefiltrować je przez sito założeń tego, co mają dowieźć. Więc to było super  komfortowe, jak było tyle czasu.


Do tego jeszcze jak miałam tego mojego partnera kreatywnego, to dochodziły właśnie  rozmowy, ale też na początku sami pracowaliśmy. Potem się spotykaliśmy, zderzaliśmy  te nasze perspektywy i wtedy wychodziły jeszcze fajniejsze rzeczy, bo z inną  perspektywą wychodziły zawsze fajniejsze rzeczy i na końcu razem mogliśmy tam  wybierać, które, które co. 


Natomiast w tej chwili, gdy już nie robię pomysłów na  kampanię, tylko piszę, to mój proces tworzenia treści, których tworzę bardzo dużo, bo  nie wiem, około pięć elementów contentowych w tygodniu i zauważyłam, że jak uczę  ludzi, jak to robić, to im się wydaje, że to wygląda tak, że ja siadam i mam na przykład  do napisania post w poniedziałek, więc ja siadam i wymyślam sobie temat tego posta.  Wymyślam tego posta, redaguję go, piszę i tak dalej. I potem go mam. W ogóle to tak  nie wygląda.


Znów mam rozdzielony proces zbierania inspiracji i on dzieje się cały czas. Cały czas  cokolwiek...


Bartek: Okej, to wiesz co, mogę zatrzymać? Bo to jest zarąbiste, co mówisz, bo to, co  chcę powiedzieć właśnie to jest to, że proces jest asynchroniczny całkowicie. Czyli żeby zrozumieć, na czym on polega, to, to nie jest tak, że to są właśnie kroki po kroku, tylko  proces polega na tym, że jeżeli ja mam jakiś pomysł czy coś, to ja go na przykład  zapisuję. Kiedy go zapisuję? Wtedy, kiedy go mam. Koniec.


Kari: Natychmiast, bo inaczej go nie, nie ma.


Bartek: Tak. A potem jak muszę usiąść do tego, żeby coś z tego wygenerować, to mam  całą listę tych różnych rzeczy i w zależności od tego na przykład, co mnie teraz coś tam,  to sobie mogę wybrać. O, to mi mówi, to o tym sobie napiszę.


Kari: Tak, tak, dokładnie tak u mnie to wygląda. Mam przeróżne sposoby na  zapisywanie. Wysyłam do siebie maile, mam chyba z trzysta nieprzeczytanych maili, ale  każdy ma prefiks, żebym wiedziała, do czego to jest.


Zapisuję w notatkach, zapisuję w draftach, bo mam kilka różnych miejsc na drafty, więc  mam naprawdę i to jest rozwalone. To jest ADHD, to jest ta dywergencja rozwalona w  różnych miejscach. Cały czas, jakby na przykład, nie wiem, oglądając, odpisując na  komentarze w social mediach też przy okazji coś tam oglądam i konsumuję. Jeżeli coś  się pojawi, co jest dla mnie, ja to nazywam insightem, myślę sobie: „Ooo".


Bartek: To też zapisujesz.


Kari: I jeszcze jedno repozytorium treści moje – save'y w Instagramie, w LinkedInie i tak  dalej. I potem mam tę całą bazę, taki worek inspiracji, nawet nie pomysłów, tylko  inspiracji. No i potem jest już taki... dlatego się pytałam, czy można dywergentne  podzielić z konwergentnym, bo jak już siadam do robienia treści, to już jest po kolei. To  ja już po prostu mam bardzo konkretny proces.


Bartek: Oczywiście.


Kari: Albo pomaga mi AI, które mi mówi jakieś kilka insightów, które mogę z czegoś tam  wyciągnąć albo pomysłów, albo coś. Albo po prostu biorę coś, co już tam miałam i  układam w konkretną formułę, bo mam konkretny szablon, framework pisania karuzeli  na przykład. Zawsze tak samo. Zawsze każdy slajd ma swoją funkcję i dlatego mi się

wydawało, że nie jestem kreatywna, ponieważ bardzo konkretnie, według konkretnych  zasad tworzę te treści potem.


Bartek: No to okej, to ja mam trochę podobne rzeczy, tylko mam pewnie bardziej  poukładane i bardziej ponazywane, bo tak mam akurat w życiu moim. Ale nieistotne to  jest jak gdyby co robiłem, czy przychodzę do kogoś, żeby mu pomóc poukładać biznes,  czy kiedyś, nie wiem, robiłem identyfikację wizualną albo pisałem program, który coś  tam miał zrobić, to zawsze to wyglądało podobnie.


I im więcej tych rzeczy robię, tym bardziej to tak wygląda. Czyli pierwsza rzecz to jest  taka, że mogę, nie muszę. Czyli jeżeli ktoś przychodzi z czymś, to to jest trochę na  zasadzie, że nie nakładam na siebie żadnego chomąta, że ja teraz muszę rozwiązać  komuś problem, tylko sobie z tą osobą o tym pogadam. Co tam jest, o co chodzi, co  byśmy chcieli i tak dalej. I tam coś jest. I jak mi się coś urodzi, to mi się urodzi. A jak mi  się nie urodzi, to trudno, nie?


Kari: Czyli robisz taką wstępną weryfikację, czy to w ogóle jest w obszarze twoich  zainteresowań.


Bartek: Załóżmy. Albo czy mi mózg coś podpowie, tak?


Kari: Czy tam będzie coś wewnętrznego od ciebie.


Bartek: Tak. Ewentualnie czy ja dam radę coś tutaj zrobić, czy będę, wiesz, cały czas  trzymał tę drugą osobę, że tak super, a nic nie ma od miesięcy. No więc to jest pierwsza  rzecz, jak żebyśmy byli na tym samym, tu chcę powiedzieć niestety page'u, na tym  samym poziomie.


Kari: Peronie.


Bartek: Tak, na tym samym peronie, że na początku to się nie spodziewajmy niczego.  Pogadajmy sobie. Następna rzecz to jest konkretyzowanie, czyli czy obydwie strony  wiedzą, co jest do zrobienia, po co, jak i tak dalej, i tak dalej. Czyli co z tego ma powstać  i czy tak samo to rozumiemy.


Kari: A to jest fajne, bo ja, mój proces jest jeden do wielu. I taki do ludzi. A twój jest  bardziej taki systemowy, jak z drugą osobą pracować.


Bartek: Tak. Nawet jeżeli jest to organizacja, to traktujmy ją po prostu jako jeden  podmiot. No i potem, jak już wiemy, co mamy zrobić, to potem już tak naprawdę  wskakuje pewien rodzaj harmonogramu etapowania, co z czego będzie wynikać. I każda  rzecz, którą robiłem, jest tak, że no zawsze były etapy, tak? Bo to już jest ten mój  proces, powiedzmy.

Czyli już wiem, co dalej będzie.


Następna rzecz, która w tym wszystkim jest, to jest taka, że pomysły pojawiają się w  różnych miejscach, więc wtedy, kiedy się pojawiają, to trzeba coś z nimi zrobić. Niestety.  Więc albo to jest jakieś rysowanie, albo to jest zapisywanie, cokolwiek to jest. I wiem, że  większości ludzi się kojarzy to, że to będzie właśnie, nie wiem, malarstwo, rzeźbiarstwo  albo inne rzeczy.


Nie, matematyczne rzeczy, programowanie ciężkie, biznesowe też w ten sposób są.  Jeżeli coś jest jakaś iskierka, bo sobie nawkładałem do głowy, to to jest ten moment  tego asynchronicznego procesu, gdzie trzeba to zapisać, bo na przykład w przypadku  głowy ADHD, jak teraz się to nie stanie, to tego już nigdy nie będzie.


Kari: A nawet jak będzie, to i tak nie pamiętałeś, że to było. Tak. Więc tak naprawdę  nigdy nie będzie.


Bartek: Tak. No i problem jak gdyby jeszcze w ogóle jest taki, że czasami to jest  zapisywane tak do kitu, że potem czytasz to po tygodniu i to jest: co to jest?


Kari: O co mi chodziło?


Bartek: Nie wiadomo. To znaczy, że nie było dobre.


Kari: Nie, ale nie. Powiem ci, że ja się nauczyłam też, żeby nie pisać do siebie skrótami.  Żeby pisać do siebie tak, jakbym do kogoś pisała. A nie, że skrót myślowy. Ja się  domyślę. Nie.


Bartek: Ogórek, blaszka, piesek. Nie. Nie, nie, nie. No i na to wszystko potem nachodzi  już taki bardziej sztywniutki proces. Zawsze jest tak, że im lepszy jesteś kulturowo, im  lepszy jesteś w znaczeniach, jak co ludzie odbierają, tym łatwiej potem to można  przenosić na inne obszary. Już mówię, o co chodzi.


To jest taki rodzaj głupiej synestezji. Czyli może być tak, że...


Kari: Głupiej...


Bartek: No. Może być tak, że na przykład czujesz, że dany krój, font, czcionka jak  niektórzy mówią, źle, jak niektórzy mówią. On ma pewne emocje, które niesie i można  się ubrać jak dany font i można mówić jak dany font. Podobnie jest z kolorami i ich  nasyceniem. Czy jest matowy, czy jest perłowy, ile jest pustej przestrzeni, czy jej nie ma,  jaki ciężar mają dane wyrazy i tak dalej, i tak dalej.


Kari: Tak, to ja mogę powiedzieć, że tak samo jest ze słowami, z melodią, ze  znaczeniem poszczególnych słów i to, jak takie słowo jest odbierane w danym, w danej  kulturze, w danym kontekście, w danym odbiorcy, wieku i tak dalej. To wszystko ma  znaczenie.


Bartek: Tak. I te znaczenia można przenosić i tak samo można je przenosić też na  przykład, nie wiem, na organizacje i na zespoły. Ci ludzie też w pewien sposób pewne  rzeczy odbierają. Więc załóżmy, jeżeli próbujemy coś wdrożyć i nam nie wychodzi, to  najczęściej podchodzi się do tego mechanicznie. Czyli albo musimy coś pomierzyć, albo  sprawdzić, albo nauczyć ich, nie wiem, czegoś tam. A często jest tak, że wystarczy to  samo podać trochę na przykład inaczej, tylko tak, żeby to bardziej weszło.


Kari: Tak, tak.


Bartek: Więc jest to niestety takie trochę fluffy i rozlazłe.


Kari: To jest bardzo ważny element na przykład jak piszesz teksty do kogoś i ten tekst  ma wywołać jakiś tam wpływ, to najlepszym sposobem jest najpierw porozmawianie z tą osobą i zebranie słownictwa od tej osoby, a potem użycie dokładnie tego samego  słownictwa. Czyli jak przychodzi pan dyrektor i mówi swoimi przekonaniami i swoimi  słowami, co ma być zrobione, to oni tego nie rozumieją. Ale gdyby wcześniej zrobił  ankietę i przetłumaczył te ich sformułowania na swoje i użył to, co chce powiedzieć, ale  za pomocą ich języka, to jest to dużo bardziej wpływowe i impaktowe.


Bartek: No dokładnie tak. Czyli przenoszenie tych znaczeń.


Kari: No dlatego mi się wydaje, że to jest synergia.


Bartek: Synestezja.


Kari: Nie, właśnie synergia.


Bartek: Aha.


Kari: Czyli znajomość wzorców. Znasz różne wzorce w różnych miejscach, czyli wiesz  na przykład jakie, jakie słownictwo ktoś tam używa. I jednocześnie wiesz, jakie jest  rozwiązane rozwiązanie problemu i potrafisz to połączyć, czyli użyć tych wzorców, tego  rozwiązania problemu. Z tego wychodzi synergia, czyli jeden plus jeden to jedenaście, a  nie dwa. No to jest dla mnie bardzo dobra definicja synergii.


Bartek: No ja już widzę jako programista były, że to jest prawdopodobnie zapisane jako  string, tak? Czyli to jest tekst, a nie...


Kari: [śmiech] No właśnie.


Bartek: Bo nie wartość liczbowa.


Na końcu jeszcze tak dodając, to jest trochę tak, jakbym miał opisać, załóżmy, że  projektujemy wygląd jakiejś marki. I marka ma jakieś hasła, które coś tam zostały  wypracowane, coś mają przekazać, coś niosą. 


Teraz możemy wziąć, napisać je różnymi fontami i zobaczyć, którym fontem to jest to, a którym jest dziwnie. I ten font  prawdopodobnie ma jakieś specyficzne swoje kształty, jakoś wygląda. I to już niesie za  sobą taką, taką ogromną ilość informacji. Jakie to powinno mieć kształty? Gdzie ten font  w kulturze na przykład jest? Jeżeli jest w miejscach, które są puste, szare, gdzie jest  dużo przestrzeni, wszystko jest szklane i drewniane i takie bardzo, mm, powiedzmy,  geometryczne, to tak to ludzie będą odbierać, tego się będą spodziewać.


Kari: Pamiętam taki post, jeden z pierwszych na profilu instagramowym woopy, gdzie  pierwszy kafelek to było: „Font ma znaczenie”, a potem były różne zdania niepasującym  fontem, które napisałeś. Nie pamiętam, co tam było. Pamiętam, że było chyba  przedszkole aniołków...


Bartek: Wiesz co? „Nie opuszczę cię aż do śmierci” można napisać pięknym, fikuśnym  fontem albo można napisać horrorowym fontem.


Kari: Albo takim, co się na grobach robi. I tu masz: „Nie opuszczę cię aż do śmierci”  albo wyznanie miłości, albo wyznanie psychopaty stalkera, który zawsze będzie za tobą  chodził.


Bartek: Tak.


Kari: Więc jak chcecie, to idźcie sobie na profil instagramowy woopa.pl. Bartek: A to musicie daleko przesunąć.


Kari:I idźcie na sam, prawie na sam dół.


Bartek: To najlepiej by było chyba wejść na komputerze i na spacji położyć kubek i  zostawić to na chwilę, żeby to przeleciało na sam dół.


Kari: Tam nie działa spacja. Trzeba to zrobić po prostu scrollem rolki, bo ja raz na jakiś  czas przerzucam...


Bartek: Tak?


Kari: Tak, bo szukam tam różnych rzeczy.


Bartek: Zrobiłem tak chyba u kogoś. No nieważne.


No więc moi drodzy, jeżeli chcecie w jakikolwiek bardziej kreatywny, nieoczywisty  sposób rozwiązywać problemy, to główną rzeczą będzie to, że tu nie chodzi o ilość  narzędzi i waszych umiejętności. Chociaż ekspertyza jako taka jest istotna, ponieważ  ona pozwala głębiej to wszystko zrozumieć. Natomiast najważniejsze jest to siedzenie i  niepewność.


Kari: Dać sobie czas.


Bartek: Tak. I tolerowanie tej niepewności. Co nie zmienia faktu, że żeby jeszcze wam  bardziej zamotać, to jest też głównie proces, tak? Czyli że nie siedzę sobie, bo sobie  siedzę, ale jednak zbieram te informacje i potem siadam, i coś z nimi robię.


Kari: Kierunkowe siedzenie. Nie takie bezmyślne siedzenie, tylko kierunkowe siedzenie.


Bartek: Tak. Mam nadzieję, że ktoś, kto w jakikolwiek kreatywny sposób podchodzi do  tego, co nie wiem, co musi pracować, wypracować i tak dalej, że mu to pomogło.


Kari: Dajcie znać w komentarzach, czy wam to pomogło w komentarzach, czy  zasiedziło.


Bartek: Czy to był tylko mój problem piętnaście lat temu, że trzeba cały czas po prostu  narzędzia i ja nie wiem i tak dalej, a tu chodzi o to, że trzeba umieć siedzieć w  niepewności.


Kari: Mimo wszystko mamy nadzieję...


Bartek: A właśnie, poczekaj, a czy zdarzyło ci się kiedyś nie dowieźć czegoś, bo nie  powstało?


Kari: Nie, nie zdarzyło mi się nie dowieźć.


Bartek: Właśnie, mi też.


Kari: Ale jeżeli było za mało czasu, to zdarzyło mi się dowozić...


Bartek: Dziadowsko.


Kari: Shit taki totalny.


Bartek: Tak. No właśnie.


Kari: I ja nie byłam z tego zadowolona.


Bartek: Często jest tak, że na początku jest po prostu ból i o Jezu, masakra. Po prostu  jest źle. Ale nigdy mi się nie zdarzyło, żeby na końcu nie powstało nic fajnego.


Kari: Ty, ale wiesz co? I tutaj zauważyłam jeszcze jeden aspekt tego wszystkiego. Bo w  momencie, kiedy jest za mało czasu i ja dowoziłam ten shit, to ja jako osoba, która  raczej lubiła się, nie miałam z tym problemu. Ale wiem, że bardzo dużo osób miałoby z  tym ogromny problem, ponieważ bałoby się tego, że są oceniani przez to, co dowożą.  Więc prawdopodobnie – to jest moja teza, którą stawiam – kreatywność jest też  obniżona poprzez niską samoocenę.


Bartek: No to jest to, co powiedzieliśmy, tak? Że jest autocenzura. Cenzurujemy innych  i tak dalej, i tak dalej.


Kari: Dokładnie. Że, że boimy się wyskoczyć z jakimś durnym pomysłem, bo potem  będzie gdzie ten mądroś, co to wymyślił.


Bartek: On może być durny, oczywiście. No ale co z tego?


Kari: Dlatego bardzo ważne we wszelkich działach R&D, czyli tych research and  development, tych kreatywnych innowacji i tak dalej, jest bezpieczeństwo  psychologiczne. Tam bez bezpieczeństwa psychologicznego to się nie zadzieje.


Bartek: Tak, tam nie wolno wpuszczać księgowych w ogóle.


Kari: Nie wolno. Dobra. Mimo wszystko mamy nadzieję, że pomogliśmy wam spojrzeć  na kreatywność z nieco innej perspektywy. Dzięki.


Bartek: Pa.


bottom of page