top of page

7 lutego 2025

, odcinek 51

Storytelling: składniki dobrej opowieści

Dobra historia przyda Ci się nie tylko w reklamie czy na stronie internetowej. Dzięki niej zdobędziesz uwagę i zaangażowanie także współpracowników czy partnerów w biznesie.


Ale żeby była skuteczna, trzeba pamiętać o pięciu elementach. Pierwszym są rozpoznawalne postacie, z którymi może się utożsamić Twój odbiorca. Drugi to prawdziwe emocje, które wywołasz swoją opowieścią.


Posłuchaj, o czym jeszcze warto pamiętać :)

podobne odcinki
Zapisz się, jeśli chcesz dostawać informacje o nowych odcinkach.
Jeden mail w miesiącu.
transkrypcja

Bartek Goldyn: Dzień dobry, Kari.


Kari Goldyn: Cześć, Bartek. Po raz trzeci zaczynamy ten odcinek.


Bartek: Bo się zagadaliśmy po prostu. Dzisiaj będziemy rozmawiać o storytellingu, a tak naprawdę będziemy rozmawiać trochę bardziej technicznie, czyli o składnikach dobrej opowieści. I tu nie chodzi o to, żeby pisać jakieś elaboraty. Elaboraty to jest w ogóle złe stwierdzenie. Jakieś epopeje. Tylko będziemy się uczyć, ja się będę uczył, bo się będę dowiadywał od ciebie, jakie składniki musi mieć dobra historia, żeby była właśnie dobra.


Kari: Skuteczna.


Bartek: Dlaczego w ogóle chciałbym się nauczyć używać tych historii? Ano dlatego, że ja mogę mieć pomysł, ty możesz mieć pomysł, ale to z nas, które lepiej go zakomunikuje, po prostu, literalnie mówiąc, wygra.


Kari: Będzie miało większy wpływ. O tym było w odcinku pod tytułem: Storytelling: wartościowe narzędzie wpływu. Odsyłam też do drugiego odcinka z serii, czyli Storytelling w biznesie, bo tam było opowiedziane, po co w ogóle ten storytelling stosować, dlaczego on jest wartościowy. A dzisiaj chcemy po prostu powiedzieć, jak to się robi, żeby to miało ręce i nogi.


Bartek: W trudnych chwilach na przykład Winston Churchill (chodzi mi o drugą wojnę światową) pisał różne rzeczy, ponieważ był całkiem niezły w pisaniu. Pisał przemówienia i te przemówienia, które potem wygłaszał, one pomagały ludziom tę wizję, którą on tam widział dalej, pomagały ludziom po prostu się zebrać i w tych trudnych momentach dalej robić to, co robią. A to nie było proste. Jeżeli masz do przeprowadzenia zmiany, jeżeli musisz kogoś przekonać do czegoś, żeby po prostu też chciał iść za tym, to storytelling jest jednym z tych narzędzi, które warto używać. To jest mocno pierwotne po prostu. Siedzi w nas głęboko.


Kari: To rzecz, która spajała nas w stada, która pozwalała nam się rozwijać i korzystać z wiedzy innych, czyli grać w te gry o sumie niezerowej.


Bartek: Poza tym świetnie przenosi informacje. Suche liczby, wykresy – niekoniecznie, ale już historia do tego podpięta – całkiem nieźle. No dobra, to jakie są te zasady?


Kari: Ja sobie tutaj wypisałam pięć punktów, które są istotne w takiej historii. Potem jeszcze podzielę się z tobą sześcioma wybranymi przeze mnie, zupełnie subiektywnie, zasadami storytellingu według Pixara. Ich jest 22, wybrałam 6, tylko po to, żeby je przeczytać. Pierwszym elementem dobrej opowieści są rozpoznawalne postaci. Czyli…


Bartek: Łatwo klasyfikowalne dla nas?


Kari: Tak, przede wszystkim takie, z którymi możemy się utożsamić. Czyli historia będzie cię interesować, jeżeli będzie to historia o kimś, kto jest do ciebie podobny albo przynajmniej będzie miał coś podobnego. A jeżeli to będzie historia o kimś zupełnie spoza twojego kręgu kulturowego, to będzie trudniej złapać twoją uwagę, ponieważ nie będziesz się z tą osobą utożsamiał.


Bartek: Czyli w historii nie może być postaci – jeżeli historia jest kierowana do mnie – z którymi ja się nie mogę utożsamić?


Kari: Nie powinno być. Jeżeli chcesz używać tego storytellingu jako narzędzia wpływu, a tutaj mówimy o tym biznesowym narzędziu, powinny to być historie, z którymi jakoś tam się utożsamisz. Czyli na przykład jeżeli jesteś fundacją charytatywną i chcesz zbierać fundusze na dzieci, to najlepiej mówić do matek, ponieważ one zrozumieją, bo mogą się utożsamić z taką matką, która ma dziecko w jakiś sposób nieszczęśliwe. I dlatego te matki najbardziej pójdą za tą historią.


Bartek: Czyli błędem jest to, że jeżeli mam jakąś drużynę w swojej firmie i mówię o totalnie abstrakcyjnej dla niej rzeczy, bo jakaś inna firma coś tam zrobiła i oni się nie potrafią z tym utożsamić…


Kari: To oni stracą uwagę, bo to nie jest o nich. I tutaj jest jedna bardzo ważna rzecz. Jeżeli opowiadasz w samych superlatywach o wszystkich doskonałych rzeczach, co ci się przydarzyły, to nikt się z tym nie utożsami, bo nikt się nie utożsami z Supermanem. Utożsamiamy się z tymi, którzy przeżywają te same problemy, co my, którzy mają podobne emocje, którzy są w podobnej sytuacji życiowej. To jest istotne. Dlatego w biznesie bardzo fajne są historie klientów, ponieważ to są podobni ludzie. Jeżeli masz dobrze poprowadzony branding, to to są podobni ludzie, z których historiami możesz się utożsamić.


Bartek: Ciekaw jestem tylko, skąd wynika taka narracja, która pojawia się bardzo często, jak patrzę na strony internetowe bądź posty różnych ludzi, gdzie oni są wiecznie tymi supermenami i jak to niecudownie czy cudownie coś tam zrobili.


Kari: Strzelałabym, że po prostu z niewiedzy. Z niewiedzy albo wszyscy tak robią, to my tak zrobimy; tak zawsze było. Braku zastanowienia się nad tym, jak to robić. Więc pierwsza to jest rozpoznawalna postać, z którą odbiorca, nie ty, tylko odbiorca może się jakoś utożsamić. Drugi element to są prawdziwe emocje. Emocje są takim klejem, który sprawia, że wspomnienia zapisują się w naszej pamięci. Jeżeli coś jest dla nas emocjonalne, to bardziej to pamiętamy. I twoi odbiorcy – to już jest w takim mówionym storytellingu – twoi odbiorcy poczują te emocje, które ty poczujesz. Przekazanie tych emocji sprawi, że storytelling będzie bardziej skuteczny. Jest kilka narzędzi do tworzenia tych emocji. Są też hormony, które jakby wywołujemy tymi emocjami. O tym opowiadaliśmy w tym odcinku Storytelling: wartościowe narzędzie wpływu, więc już nie będę powtarzać. Natomiast są pewne zabiegi, którymi możemy emocje wywołać. To, o czym już wspomniałam, to na przykład osobiste akcenty. Ponieważ jeżeli my czuliśmy tę emocję, to lepiej ją wyrazimy. Tak aktorzy też mają, nie pamiętam, jak się to nazywa…


Bartek: Nie wiem, czy to nie jest jakiegoś polskiego…


Kari: To nie był Polak, tylko jakiś… Metoda jakiegoś „skiego”. Żeby zagrać dobrze emocje, to trzeba ją poczuć, więc oni sięgają do swoich wspomnień. Inne narzędzia to jest na przykład otwarta pętla. Mówisz coś i zostawiasz w niepewności czytelnika albo słuchacza. Dzięki temu zaczynają mu się wydzielać hormony, dopamina, zaciekawienie, budzą się te emocje. Kolejne to gra aktorska i modulacja.


Bartek: A otwartą pętlą może być coś takiego, że zawiozłem matkę do szpitala i to jest otwarta pętla?


Kari: Tak!


Bartek: I zostawiam to na chwilę.


Kari: Zostawiasz zawiozłem matkę do szpitala, a potem zaczynasz opowiadać: wstałem tego dnia rano i tak dalej. Tu masz otwartą pętlę, niepokój, co się stało i taki stan wzbudzenia emocjonalnego.


Bartek: I szukałem czarnego garnituru.


Kari: Mnie to ostatnio tak wkurzyło, bo oglądałam serial i tam obiecali mi de facto, i okłamali mnie ci scenarzyści, że główna bohaterka przeżyje, bo pokazali przyszłość, w której ona była. A potem się okazało, że jej przyjaciółka tylko sobie wyobrażała, że ona tam była, a ona umarła. No to było świństwo. Bo odczułam ogromną emocję ulgi, kiedy oni pokazali tę przyszłość, że ona jednak nie umrze, bo chorowała na raka. I to była najgłębsza emocja, jaką odczułam podczas tego serialu, właśnie ta emocja ulgi. A potem emocja złości, jak jednak ją zabili. Nie będę mówić, jaki to serial, bo to już spoiler całkowity.


Bartek: Jedna osoba, którą obserwuję i którą bardzo lubię, która zajmuje się wystąpieniami publicznymi, zawsze mówi, że trzeba jednak rozładować te emocje. Nie za długo trzeba z tym zwlekać. Natomiast z drugiej strony jak sobie pomyślę na przykład o Martinie, który pisał książki „Game of Thrones”, to on ma trochę inną zasadę. On ma tak, że na początku ci pokaże, że on się nie pierniczy, on się nie przejmuje tym, czy ktoś żyje czy nie. Zasada jest tylko taka, żebyś po prostu, jeżeli stracisz swojego ulubionego bohatera, jeżeli cokolwiek mu się stanie, to tak naprawdę wszystko jest robione tylko po to, żeby ci bardzo zależało, żebyś poczuł po prostu ogromną amplitudę emocji. Czyli on nie rozładowuje, tylko zwiększa te emocje jeszcze bardziej.


Kari: Humor, to jest to, co wywołuje emocje. To pewnie wiesz. Nawiązania, czyli opowiadamy coś na początku, potem jakby zapominamy o tym, a potem nawiązujemy do tej sytuacji z początku. I to też pewne emocje…


Bartek: Tak się żarty też konstruuje.


Kari: Dokładnie, ten powracający żart. Kontrast wywołuje emocje. Cały stand-up to jest storytelling. I to jest przeciekawe, że mówisz, że nie lubisz, nie rozumiesz storytellingu. Cały stand-up to jest storytelling według wszystkich zasad.


Bartek: Rozumiem, uwielbiam stand-up, bardzo go lubię. Też konstruuję rzeczy w ten sposób. Natomiast jakoś jestem odporny…


Kari: To tak samo jak w stand-upie: budowanie napięcia, stopniowanie i jakieś twisty, których się nie spodziewasz. To są takie podstawowe techniki. No i właśnie ta gra aktorska, modulacja głosu, gesty i pokazywanie ciałem, to już są te historie, którymi wywołujemy emocje na scenie, pokazując te historie, nie tylko pisząc.


Bartek: Po prostu mówiąc do ludzi.


Kari: Tak. Trzecim elementem tych historii, opowieści są ważne momenty. Czyli generalnie struktura opowieści wygląda tak, że coś się dzieje, jest jakaś rzeczywistość, potem jest ważny moment, a potem jest inna rzeczywistość.


Bartek: Ja się tutaj śmieję, bo jak to zobaczycie i skumacie, to nie odzobaczycie większości filmów i tak dalej. Z reguły w jednej trzeciej od końca, czyli po dwóch trzecich, następuje ważny moment.


Kari: I te momenty właśnie sprawiają, że historia jest historią, a nie metaforą. Czasami to są takie pięciosekundowe momenty, na przykład: zrozumiałeś, że to właśnie ona, w końcu założyłeś swój biznes, zacząłeś poważnie dbać o swoje zdrowie. To są krótkie, bardzo krótkie momenty, po których życie się zmienia. I to życie jest jakieś inne. I historia dotyczy tej zmiany i tych momentów.

Czwartym elementem takich dobrych historii są szczegółowe informacje. Czyli coś, co nakreśla nam scenę, co pozwala człowiekowi się zanurzyć. I właśnie Vin Yang ma coś takiego w swoim storytellingu, co nazywa VAKS. I to jest vision, auditory, kinesthetic i sound. Chodzi o to, żeby zaadresować wszystkie zmysły, opowiedzieć o tym tak, żeby twoja publiczność zaczęła sobie odtwarzać film. I te elementy to: Wyobraźcie sobie albo Zobaczcie łąkę, która jest pokryta kolorowymi kwiatami, kwiaty pachną zabójczo i słyszycie to bzyczenie owadów.


Bartek: Jeszcze do tego: Jest parno, ciepło, powietrze się nie rusza i już wszyscy wiemy, gdzie jesteśmy.


Kari: Wiemy, gdzie jesteśmy, scena jest ustawiona i zanurzamy się w tę historię. Więc te drobne detale, które nam pozwalają to zrobić, są bardzo fajne. Nawet zaczynając jakąś historię, zawsze można powiedzieć, że stałam w kuchni, słuchałam podcastu i już jest osoba, z którą można się utożsamić, bo wielu z nas stoi w kuchni.


Bartek: Ci, którzy nas słuchają, to słuchają.


Kari: Tak, dokładnie. I właśnie wchodzą te emocje, wchodzi ten kontekst, który jest za pomocą tych zmysłów. I piątym elementem, który jest bardzo potrzebny w historii, jeżeli chcemy jej używać jako narzędzia (bo w takiej historyjce, którą opowiadasz znajomym na bankiecie, to niekoniecznie) jest meritum. Vin nazywa to the point, czyli takie…


Bartek: Czy to jest ten punkt zwrotny?


Kari: Nie, punktem zwrotnym jest zmiana, która tam zachodzi, natomiast point czy meritum to jest odpowiedź na pytanie, po co ja ci w ogóle opowiadam tę historię. Czyli zawsze gdzieś tam pod koniec historii powinna się znaleźć fraza: Opowiadam ci tę historię dlatego, że…


Bartek: Mam to już wryte w nawyk.


Kari: Powód dla którego opowiadam tę historię. I ten moment, kiedy zaczynasz mówić: Opowiadam tą historię dlatego, że… sprawia, że informacja przeradza się w insight. Czyli nie tylko dajesz jakąś informację do zapamiętania, ale też dajesz lekcję. To, co ten czytacz albo oglądacz powinien z tego wyciągnąć. To jest ten moment, w którym wywierasz wpływ, bo jest ten insight. Czy masz jakieś pytania?


Bartek: Nie, nie mam.


Kari: Teraz wybrane zasady storytellingu. Bardzo polecam przeczytanie tych zasad. Pixar to jest ta… Wszyscy chyba wiedzą, co to Pixar. Ci od lampki. Jak się nazywa to z tym kosmitą, Buzz Aldrin…?


Bartek: Jak powiesz Toy Story, wszyscy będą wiedzieli, o co chodzi.


Kari: Nie kosmitą, kosmonautą chciałam powiedzieć. I oni mają te 22 zasady, wybrałam 6. Pierwsza: podziwiamy bohaterów bardziej za to, że się starają, a nie za ich sukcesy. Jeżeli wyjdziemy i opowiemy o swoich wszystkich sukcesach, to w ogóle nikogo to nie obchodzi. Ludzi obchodzi pokazywanie przeszkód, które udało nam się pokonać, tej drogi. Dzięki temu oni mają tę emocjonalną relację.


Bartek: Dzisiaj oglądałem krótki film na YouTubie o tym, jak Kubica wygrał jakiś tam rajd w zimie, w Austrii, dawno temu. Mieli tylko dwie opony każdego typu, na krzyż i lampa im odpadła, i o Jezu w nocy, i lód. I wygrali.


Kari: No i właśnie o to chodzi – storytelling to jest opowieść o problemach, o kłopotach, o tej drodze. Nikt nie lubi Supermana. Supermanowi zawsze się udaje, więc to jest nieprawdziwe. Drugi punkt: szukaj w historii tego, co jest interesujące dla odbiorcy, a nie tego, o czym ci się fajnie pisze. To jest wielki ból i wielki błąd, który popełnia bardzo wielu opowiadaczy historii. Uważają, że to, o czym im się fajnie pisze, to, co jest dla nich ważne, będzie też interesujące dla świata.


Bartek: Jezu, jaki ten podcast byłby nudny, jak ja bym gadał o tym, co mnie interesuje. (śmiech)


Kari: (śmiech) Jak dzisiejszy wstęp, który wycięliśmy.


Bartek: Tak, Boże.


Kari: Teraz zostawiliśmy tutaj otwartą pętlę. Na końcu powiemy wam, o czym był ten wstęp. Dalej: upraszczaj. Skup się na najważniejszej rzeczy, likwiduj przeszkody, łącz bohaterów. Chodzi o to, że upraszczanie tak naprawdę nie sprawia, że historia traci, tylko sprawia, że historia zyskuje. Oczywiście wiadomo, że jeżeli mamy 10-odcinkowy serial, to ta historia będzie tam nie do końca uproszczona i będzie dłużej. Natomiast w biznesowym świecie upraszczaj, upraszczaj, upraszczaj. Unikaj trudnego słownictwa, dawaj przykłady z życia, takie normalne, a nie jakieś nie wiadomo skąd. Dalej – to jest fajne – wymyśl zakończenie, zanim zaczniesz pisać środek historii.


Bartek: Czyli środek musi prowadzić do zakończenia, o to chodzi?


Kari: Tak, musisz wiedzieć, dokąd zmierzasz. Jeżeli będziesz znać zakończenie, to będziesz wiedzieć, dokąd zmierzasz. A jeżeli po prostu opowiadasz historię dla samego opowiadania, to nie będziesz mógł potem powiedzieć: Opowiadam ci tę historię dlatego, że…


Bartek: A ja w ogóle chciałem powiedzieć, że – to jest mój filler – mam taki prosty schemat na storytelling, ewentualnie na historię: ktoś coś bardzo chce i nie może tego dostać. Koniec.


Kari: To jest opowieść o wyzwaniach. I w końcu jakoś mu się to udaje, to wtedy ta historia ma jakiś morał. Bo jeżeli by całe życie bardzo chciał i tego nie dostał, to też nie za bardzo będziemy chcieć słuchać takich historii. Strasznie nudna by była ta historia. Oglądasz na przykład film, kiedy ktoś coś chce i cały czas próbuje, i próbuje, i na końcu nawet nie umiera – to by było już coś – tylko tak po prostu przestaje.


Bartek: No i koniec.


Kari: Jeżeli będziesz mieć to zakończenie – i to też, jak na przykład pisze się wizję – to się nie odleci na boki, bo wiemy, do czego zdążamy, wiemy, jak układamy firmę. Szesnasty punkt z dwudziestu dwóch.


Bartek: Aha, czyli nie jedziesz po kolei?


Kari: Nie, ja sobie wybierałam. Pierwszy to był drugi. Nie, pierwszy to był pierwszy, drugi to był drugi. Trzeci to był piąty. Szesnasty: jaka jest stawka? Czyli trzeba nakreślić czytelnikowi albo oglądaczowi, że postacie muszą coś stracić albo mogą coś zyskać. I to jest stawka. I im większa jest stawka, tym bardziej widzowie, znaczy odbiorcy, zaangażują się w historię.


Bartek: Czyli można powiedzieć, że w „Armageddonie” z Bruce’em Willisem stawka była duża, pomimo tego, że jest to dosyć słaby film.


Kari: Ale…


Bartek: …jesteśmy zaangażowani?


Kari: Muszą się utożsamiać. Więc prawdopodobnie dla takiej matki większą stawką będzie to, że druga matka ma chore dziecko, niż „Armageddon” z Bruce'em Willisem.


Bartek: Nie pamiętam, kim on tam był. Chyba ropę jakąś wiercił w tym filmie, czy coś takiego.


Kari: Ja w ogóle nie pamiętam tego filmu.


Bartek: Można się w sumie utożsamić, bo to taki zwykły Joe, który się zajmuje drillowaniem ziemi w poszukiwaniu ropy.


Kari: W takim kierunku zmierzamy z naszą Ziemią, że niedługo wszyscy będziemy się utożsamiać z „Armageddonem”.


Bartek: Ale w „Armageddonie” chodziło o to, że była chyba asteroida albo kometa, która leciała w kierunku Ziemi i trzeba było lekko wygiąć jej trajektorię. I postanowili wysłać tam Bruce’a Willisa.


Kari: Wygrał.


Bartek: Tak. Ale cena była straszna.


Kari: Ta stawka to jest powód dla czytelników, odbiorców, żeby kibicowali tej postaci. Dlatego warto powiedzieć, co może stracić, żeby podkreślić tę stawkę, i co może zyskać w tej historii. I na samym końcu, to już jest takie ideologiczne, dlaczego musisz opowiedzieć akurat tę historię. Czyli co jest w niej takiego, o czym świat musi, w twojej opinii, usłyszeć. Jakie jest jej serce? I jeżeli znajdziesz odpowiedź na to pytanie, dlaczego akurat tę historię, to twój przekaz będzie znacznie silniejszy. Bo tam będzie „dlaczego”, nie tylko „jak i po co”. I będzie autentyczny, będzie sens, będzie pasja.


Bartek: Jezu, to praca copywritera jest niesamowicie wyczerpująca. No bo pomyśl, w ciągu roku, nie wiem, ile taki copywriter takich historii pisze, ale to wszystko musi być takie wielkie.


Kari: Nie, to nie musi być wielkie, bo to mogą być małe „dlaczego”. Kiedyś opowiadałam historię o tym, jak nasz Kajtek poszedł do szkoły i… opowiem tę historię. Pierwszy dzień Kajtka w szkole, w pierwszej klasie, to było dla niego bardzo trudne przeżycie, ponieważ jest dzieckiem w spektrum i nowe rzeczy są dla niego straszne. A to było bardzo, bardzo dużo nowych rzeczy. Przyszliśmy do szkoły po rozpoczęciu roku, weszliśmy na piętro i niestety Kajtek nie chciał wejść do klasy, bo klasa była pełna uczniów i nowych ludzi. Więc posiedzieliśmy sobie pod drzwiami, poczekaliśmy, aż wszyscy wyjdą i wtedy Kajtek na chwilę wszedł. Była tam pani Beata, jego nowa wychowawczyni, która jakoś zdobyła jego serce dosyć szybko, dała mu jakiś długopis, porozmawiała z nim, więc on przy niej dosyć swobodnie się poczuł. Pierwsze koty za płoty. Następnego dnia jak przyszłam z nim do szkoły, to znów nie za bardzo chciał wejść, popłakał się, siedliśmy pod klasą w tym samym miejscu. Próbowałam na różne sposoby go przekonać, że może wejdzie do tej klasy, ale nie chciał wejść. W pewnym momencie pani Beata wyprowadziła dzieci z klasy, żeby pokazać im, gdzie są toalety na korytarzu. I Kajtek wtedy wślizgnął się do tej klasy i pobiegł na sam koniec klasy, siadł sobie w kącie, przytulił się do swojego pieska i powiedział, że on tu zostanie. Ja mówię: Sam chcesz zostać? – Zostanę. Poszłam do pani Beaty, dałam jej numer telefonu, że jak coś, to niech dzwoni. I Kajtek został w klasie. Ja się kręciłam koło tej szkoły, nawet obserwowałam dzieci zza drzew.


Bartek: Nikt nie zadzwonił na policję, było dobrze.


Kari: Ale było okej. Zabrałam Kajtka. Trzeciego dnia umówiłam się z panią Beatą, że będziemy mogli przyjść przed klasą, żeby on sobie mógł tam siąść. I jak weszliśmy do klasy, to okazało się, że w tamtym rogu, na samym końcu klasy pani Beata postawiła ławkę. Żeby on nie musiał siedzieć na podłodze. No więc siadł w tej ławce. W ciągu kolejnych dni przysuwała tę ławkę coraz bliżej, coraz bliżej i w pewnym momencie ławka zrównała się z ławkami innych.


Bartek: Czyli dołączył do grupy.


Kari: Tak, dołączył do grupy. I opowiadam ci tę historię dlatego, żeby pokazać ci, że misja wcale nie musi być wielka, że to nie musi być coś jak armagedon. To może być po prostu zauważenie dziecka, które ma jakiś problem, i uznanie go, i umożliwienie mu za pomocą malutkich, bardzo drobnych gestów, dołączenia do grupy tak, że on do tej grupy dołączył.


Bartek: I to jest misja pani Beaty?


Kari: Tak, i to jest to, co ją prowadzi. I nawet pewnie nie zdaje sobie z tego sprawy, ale widzę to rok w rok po tym, jak ona pisze do mnie te wiadomości, jak cały czas dba o to, żeby Kajtek jednak był w tej grupie. Więc to jest taka historia. Był tam bohater, z którym można się utożsamić, niektórzy bardziej, niektórzy mniej. Były problemy, był moment przełomowy, kiedy Kajtek dołączył do klasy. Były emocje.


Bartek: A jest coś takiego, że w historiach musi się pojawić, nie wiem, jak to nazwać, taki sensei.


Kari: Mentor.


Bartek: Kto jest tutaj mentorem w tej historii? Jest, czy go nie ma?


Kari: W tej historii to jest pani Beata, ponieważ ona zmieniła i ona jakby… Jakbym miała kontynuować tę historię, to tam dalej Kajtek dzięki wsparciu pani Beaty zaczyna rozmawiać z dziećmi. Potem trochę się wycofuje, bo tam są też takie zmagania, że on na początku jest niechętny, w ogóle nie chce z innymi dziećmi, potem już z innymi dziećmi w ławce siedzi. Jest tam cały ten cykl, który jest spełniony.


Bartek: Obiecaliśmy chyba jeszcze… Bo to już jest koniec.


Kari: Ja wiem, że otwarłam jakąś pętlę. O czym to była pętla?


Bartek: Nie wiem.


Kari: O tej metaforze. Co wycięliśmy z poprzedniego wstępu. Bo Bartek zaczął opowiadać o różnych…


Bartek: Słuchajcie, bo jest coś takiego, że można przedstawiać rzeczy w sposób interesujący i nieinteresujący. Często jest tak, że jeżeli ktoś coś chce, żeby jego team coś zrobił i mówi im to, to wychodzi drętwo i sucho.


Kari: Rzuca danymi.


Bartek: I chciałem zrobić drętwo i sucho. I zrobiłem tak drętwo i sucho, że stwierdziliśmy, że ludzie nam odpłyną po prostu. Chciałem prostą metaforę zrobić, czyli pomimo tego, że z naszej perspektywy to w ogóle tak nie wygląda, Ziemia nie jest różnorodna pod względem swojego wyglądu. To, że mamy góry, doliny i tak dalej, to z punktu widzenia Ziemi wcale nie jest tak różnorodne, jak nam się wydaje, małym ludzikom żyjącym na Ziemi. I zacząłem porównywać liczby, procenty, a tak naprawdę promile, które mówią o tym, że Mount Everest tak naprawdę stanowi tak drobny ułamek wielkości Ziemi, że gdybyśmy Ziemię skurczyli – i tu miała być ta metafora, która miała nam uzmysłowić to, jak gładka jest Ziemia – do wielkości kulki takiej bilardowej, to byłaby mniej więcej tak gładka, jak ta kula bilardowa. I to jest wszystko. Ale to było…


Kari: Tam są takie elementy, które mogłeś powiedzieć, bo zacząłeś od tego, że ten obwód ma dużo tysięcy kilometrów. Ja już zaczęłam się nad tym zastanawiać, ile to jest tak naprawdę, co to za liczba. I tu mnie trochę zgubiłeś. Potem pamiętam, że 8 tysięcy ma Mount Everest.


Bartek: To wszyscy pamiętamy z geografii. Ale teraz popatrz. Moim celem było to, żeby pokazać, jak najczęściej wyglądają zarządy.


Kari: Ktoś wychodzi i mówi 8 tysięcy, minus 10 tysięcy…


Bartek: I pieprzy o tych liczbach.


Kari: Tutaj mamy słupki wzrostu, tutaj spadki. A tak naprawdę, mimo że 8848 metrów Mount Everestu jest dla nas ogromne, minus 10 tysięcy Rowu Mariańskiego jest dla nas ogromne, to jest 10 kilometrów w dół, 8 kilometrów w górę, a tymczasem jeżeli zmniejszymy Ziemię i pogłaszczemy ją, to nawet jej nie wyczujemy na naszych opuszkach palców. Tak małe są te…


Bartek: Tu bym się jeszcze… bo opuszki palców są jednak ekstremalnie wrażliwe.


Kari: No właśnie gdzieś czytałam, że mimo tego, że są tak ekstremalnie wrażliwe, to nie wyczulibyśmy.


Bartek: Kula bilardowa jest gładka, ale nie jest tak gładka jak, powiedzmy, szkło. Na szkle nic nie czujemy, na kuli bilardowej da się wyczuć. Dobra, nieważne, to już jest właśnie za głęboko.


Kari: Czyli dobre historie są wizualne, możliwe do udowodnienia (to już na tych zarządach) i mają taki swój unikalny głos, czyli nie mówimy tak, jak wszyscy mówią. To też są takie trzy składniki.


Bartek: Pamiętajcie, że historii możecie używać na najróżniejsze sposoby. Nie chodzi tylko o to, żeby sobie napisać na stronie historię założycieli. Można tego używać do reklam, poprzez mówienie ludziom albo może nie tylko mówienie, co staranie się ich… nie chcę użyć słowa przekonania, ale żeby oni z ochotą poszli za waszymi ideami. Historie są świetnym narzędziem do tego. I im wyżej będziecie w organizacjach, im więcej ludzi będzie pod wami, obok was, tym lepiej jest umieć w takie rzeczy.


Kari: Mamy nadzieję, że pomogliśmy wam spojrzeć na kwestie historii i storytellingu z nieco innej perspektywy. Dziękujemy bardzo.


Bartek: Dzięki.

bottom of page