28 sierpnia 2026
, odcinek 132
Strategia, plan czy szczęście?
W mediach społecznościowych strategia wygląda jak ciąg przemyślanych decyzji, które doprowadzają nas dokładnie tam, gdzie chcemy. Rzeczywistość nieco od tego odbiega :) Opowiemy Ci o tym w tym odcinku na przykładzie naszego wyjazdu na Majorkę na całkowite zaćmienie Słońca. Dowiesz się, czym różni się strategia od planu, dlaczego plan musi się czasem wywracać do góry nogami i co zrobić, gdy już tak się stanie. A przede wszystkim – jaką rolę gra w tym szczęście i jak zwiększyć szansę na sprzyjające Ci okoliczności.
podobne odcinki
podobne odcinki
Zapisz się, jeśli chcesz dostawać informacje o nowych treściach.
Jeden mail w miesiącu.
transkrypcja
Bartek Goldyn: Mam zacząć niesztywno, więc zacznę… jakkolwiek, żeby zacząć. Najwyżej Wojtek to wytnie. Chciałbym w dzisiejszym odcinku poruszyć temat strategii, ale nie tak, że rozmawiamy i analizujemy, jak to wszystko wygląda, tylko chciałem pokazać, jak to wygląda w rzeczywistości, czyli jak wygląda w rzeczywistości realizowanie celów. Ponieważ narracja ta, którą możemy spotkać na zewnątrz, osób, które się zajmują strategią, wygląda kompletnie inaczej, niż to wygląda w rzeczywistości. I będąc przy ludziach i pomagając im zmieniać różne rzeczy i realizować te cele, które są, nazwijmy to, strategiczne…
Kari Goldyn: Zarabiać kupę pieniędzy.
Bartek: Tak. Realizować te strategiczne cele.
Kari: Ciesząc się przy okazji.
Bartek: To wygląda kompletnie inaczej. I ponieważ jest to chyba odcinek, który będzie ostatni w wakacje, no to on będzie luźny i mamy taki wakacyjny leitmotiv, czyli zaćmienie Ksi… Słońca. Chciałem powiedzieć Księżyca. Zaćmienie Słońca, które oglądaliśmy na Majorce. I gdzieś to zaćmienie, ta cała historia będzie się przewijać, ponieważ to jest bardzo dobry przykład tego, jak to w rzeczywistości wygląda, a jak mogłoby wyglądać w pięknym poście albo na landing page’u kogoś, kto sprzedaje strategię.
Kari: Dokładnie. Poza tym trzeba coś z tej Majorki wyciągnąć więcej niż tylko pojechanie na to zaćmienie, bo to była naprawdę trudna podróż [śmiech]. Więc ja wyciągam taki też leitmotiv i cykl na Instagram Stories, który zrobiłam, a mianowicie „Wakacje nie służą do odpoczywania”. I zaraz za tym idzie cały speech o tym, że wakacje naprawdę nie są do odpoczywania. Więc jak możecie się domyślać. Domyślić? Domyśleć. Nie odpoczęliśmy.
Bartek: Tak. I jeszcze tak trochę przydługawym wstępem. Mamy tak, w sensie my jako ludzie, że poczucie kontroli jest dla nas bardzo istotne, więc myślimy, że jak będziemy mieć strategię jakąś tam, czy to będzie dokument, czy zestaw decyzji, czy jakiś manual w ogóle co mamy robić, to w pewnym momencie będzie tak, że już go tak będziemy mieć dopracowanego, że tylko na autopilocie będziemy po prostu robić rzeczy i wszystko będzie po kolei wychodzić, że będzie miło i przyjemnie i nie będzie w ogóle pod górę.
Kari: Poczucie kontroli jest istotne, dla niektórych bardziej, dla innych mniej.
Bartek: Do tego też dojdziemy.
Kari: Akurat siedzę w Wielkiej Piątce personality, więc…
Bartek: No i z drugiej strony też strategia jako taka by się gorzej sprzedawała, gdyby ktoś, kto ją pomaga realizować, przychodziłby i mówił: „No to zależy, no zobaczymy”. Więc to by nie poszło, prawda?
Kari: No tak. Bo wtedy tak naprawdę niczego nie sprzedajesz, nie? Bo sprzedajesz wątpliwości i próby i błędy. Każdy to może robić.
Bartek: Tak, więc żeby wam trochę pomóc zrozumieć albo doznać chociażby ulgi, że to nie wygląda tak, jak zewsząd by się wydawało, że wygląda, bo – wrócę jeszcze znowu – bo łatwo jest wysmażyć posta o tym, jak to czyjeś decyzje sprzed iluś tam lat doprowadziły do jakiegoś punktu. No bo łatwo jest poukładać to wszystko w jakiś ciąg, nadać temu znaczenie i ojejku, ale wymyślił.
Kari: Zwłaszcza że storytellingowy sznyt tego wymaga, wręcz uproszczenia do takiego…
Bartek: Tak z jakimś jednym problemem. Ooo! Natomiast w rzeczywistości wygląda to trochę inaczej. Jest to takie trochę siedzenie trochę w błocie, czasami nie. Różnie jest. I wracając jeszcze do tej całej Majorki i zaćmienia Słońca, to to wyglądało mniej więcej w ten sposób, że chyba dwa lata przed - a to było dwunastego sierpnia w tym roku, w dwa tysiące dwudziestym szóstym roku – gdzieś tam do mnie dotarło, że no w sumie jest zaćmienie Słońca i nigdy nie widziałem takiego.
Kari: Całkowite, nie?
Bartek: Tak. Nigdy nie widziałem takiego zaćmienia Słońca, gdzie się po prostu robi ciemno. Czyli tarcza Księżyca przysłania Słońce całkowicie.
Kari: I to całkowite zaćmienie nie było wszędzie w całym świecie, tylko na pewnych tam miejscach.
Bartek: Tak, to jest taki, to jest taki pasek, który przechodził. No i ten pasek zaczynał się na Islandii, przechodził sobie przez Atlantyk, przechodził przez Hiszpanię i kończył się na Majorce.
Kari: I nasza pierwsza emocja to była: „Jedziemy na Islandię”.
Bartek: Tak. I pierwsza emocja to była: „Jedziemy na Islandię”. A w ogóle wtedy jeszcze nasza przyjaciółka, która uwielbia Majorkę, myśleliśmy, że pojedziemy razem. Więc ten drugi koniec, jak gdyby tego zaćmienia paska, czyli bliżej zachodu Słońca, pojawił się, pojawiła się myśl, że no w takim razie może Majorka i wszyscy sobie razem pojedziemy.
Summa summarum tak się stało, że w naszych głowach ta Majorka została z jakiegoś powodu, a nie na przykład Hiszpania. No i tak po prostu wyszło, tak? Bo ta przyjaciółka odpadła po drodze tego planowania, bo to było dwa lata temu. No i właśnie…
Kari: Znaczy ja wiem, ja mogę dopowiedzieć tę część historii, bo ona po prostu pojechała na Majorkę trochę wcześniej.
Bartek: Aha, okej.
Kari: Gdzieś tam chyba w październiku czy w listopadzie. No i już nie miała potrzeby odwiedzania tej wyspy. Natomiast u nas faktycznie emocje pierwsze pociągnęły nas na Islandię, ale wiemy już trochę, mamy doświadczenia z Islandią i mieliśmy przeczucie, że to będzie tak, że tam będzie zachmurzone wszystko, nic nie będzie widać. I faktycznie tak było.
Była nawet taka rolka na Instagramie, gdzie ludzie stoją z telefonami i chmury tam fotografują. Nic nie widać. Natomiast Majorkę prawdopodobnie wybraliśmy dlatego, bo po prostu lubimy wyspy. Hiszpania jest kontynentem.
Bartek: O! To jest cudowny sposób nadawania znaczenia rzeczom.
Kari: Znaczy to był mój wybór. Jak się pytałeś, czy Hiszpania, czy Majorka. Do żadnej nie mam głębszych emocji. Ale Majorka jest wyspą, więc wyspa zawsze u mnie wygra z kontynentalnym krajem.
Bartek: No właśnie. I jeżeli byśmy patrzyli około tego dwunastego sierpnia na sociale, szczególnie pewnie Instagram, to dużo postów było: „Ileś tam lat planowania. O mój Boże!” Nie, to w ogóle tak najczęściej nie wygląda. Wiem, co mówię, bo się zajmuję fotografią też. I z naszej perspektywy to będzie à propos właśnie planu, strategii, jak to w rzeczywistości wygląda. Przejdziemy po prostu sobie przez te wszystkie rzeczy, które się wydarzyły, że my w końcu wylądowaliśmy tam i zobaczycie… słuchacze nasi [śmiech]. Posłuchacie.
Kari: Posłuchacie.
Bartek: Tak, że to nie jest aż tak super po sznurku do celu. Islandia ma tę cudowną rzecz, że jest fantastycznym miejscem, żeby cokolwiek fotografować. Islandia ma tę kijową rzecz, że pogoda tam jest taka, że w ciągu jednej godziny możesz doświadczyć wszystkich pór roku.
Kari: Jest bardzo, bardzo nieprzewidywalna.
Bartek: Tak. Pomimo tego, że Islandia jest jednym z naszych takich ukochanych miejsc, odpadła. Druga sprawa jeszcze jest taka…
Kari: Czyli nie daliśmy się ponieść emocjom w tej strategii naszej.
Bartek: Tak. Aczkolwiek pamiętam, że przy kupowaniu biletów było na zasadzie: dobra Islandia.
Kari: Popłakaliśmy się [śmiech].
Bartek: Tak, była Islandia. Nie, dobra. Nie. A jak nie wyjdzie? No to zawsze Islandia. No ale. Więc zostawiliśmy to. Następną rzeczą był ewentualnie statek gdzieś na Atlantyku, bo są takie usługi, że możesz pływać po prostu po Atlantyku i śledzisz okna pogodowe. No i hej, jest zaćmienie. To z jakichś powodów takich: „o Jezu, jakie to jest nudne”, odpadło. Następną rzeczą była kontynentalna Hiszpania, czyli cały pas ten bliżej granicy z Francją. Tam nigdy nie byliśmy. Nie wiemy, z czym się to je. I fajna rzecz była w tym taka, że Słońce było dużo wyżej na horyzoncie, bo przy Majorce było tak, że ono było nisko.
Kari: Widzę, że całą rozkminę miałeś na ten temat.
Bartek: Tak, tak, oczywiście.
Kari: Ale to nie trwało rok, tylko…
Bartek: To nie trwało rok.
Kari: Trzy dni.
Bartek: Nie. To są rzeczy, które się odbywały w godziny.
Kari: W głowie twojej.
Bartek: Tak. Więc kontynentalna Hiszpania też odpadła, ponieważ nie wiadomo co, gdzie, jak. No i była jeszcze Majorka. Majorka miała tę zarąbistą cechę, że przy okazji była woda i dzieci, i Kari lubią snorkeling, więc przy okazji będą mieć co robić przez ten czas. I Majorka jest bardzo, ale to bardzo turystycznym miejscem.
Kari: Tak, to nas odstraszyło.
Bartek: Tak, to nas trochę odstraszyło, ale wiedzieliśmy też, że trzeba tam zarezerwować wszystkie rzeczy wcześniej. I że na północy jest mniej turystyki, więc na północy. Tak. No i tak też zrobiliśmy. I tu historia jest dosyć prosta, tak? Po prostu kupujesz bilet na tyle wcześniej, żeby móc ogarnąć to, że tam się znajdziesz.
Kari: Tak, niecały rok wcześniej kupiliśmy te wszystkie bilety, zabukowaliśmy hotel.
Bartek: Tak. Od strony fotograficznej jak ktoś fotografuje, no to trzeba się trochę przygotować. To wszystko. To nie jest istotne, więc tyle. Ale będąc już na wyspie, nagle się okazało, że nie tylko my wpadliśmy na pomysł, że to jest zarąbiste miejsce, żeby oglądać zaćmienie Słońca. Wpadło na to też ponad półtora miliona ludzi.
Kari: Tak. Jak planujecie swoją strategię, to zastanówcie się, czy jest to pomysł, na który może wpaść więcej niż kilka osób.
Bartek: I w późniejszej części tego odcinka będę mówił o tym podejmowaniu decyzji i tak dalej. Zrobię to trochę bardziej techniczne, ale ta historia wam pokaże te wszystkie elementy. Będziemy się mogli do niej odnieść, do tej historii. No i na Majorce pojawiło się bardzo dużo osób z tym samym pomysłem co my. I co zrobił rząd Hiszpanii slash ktoś, kto zarządza Majorką? Stwierdził, że pozamyka różne miejsca, gdzie ludzie mogą się zgromadzić, żeby oglądać to. Że drogi będą pozamykane. A plan był taki, że wynajmujemy samochód i hej, jedziemy i będzie super.
Więc dzień wcześniej, dwa dni wcześniej zacząłem objeżdżać wyspę. Wyspa nie jest duża. Na najdalszy koniec można pojechać w ciągu półtorej godziny, więc dało się. Objechałem wszystkie miejsca, gdzie jest odpowiedni kąt, żeby w tym dniu o tej godzinie zobaczyć to Słońce. I okazało się, że wszystkie te miejsca są już gotowe na zamknięcie.
Kari: Tak. I do tego jeszcze wzięliśmy specjalnie dzieci na tę Majorkę, bo tak to moglibyśmy tam pojechać na dwa dni zrobić…
Bartek: …zdjęcie i wypitalać.
Kari: Tak, ale wzięliśmy dzieci, żeby podzielić się z tymi dziećmi tym wrażeniem i żeby zrobić zdjęcia tym dzieciom gdzieś tam w okolicach tego Słońca.
Bartek: No. I dzień tuż przed, czyli pół dnia przed tym dniem, gdzie było to zaćmienie – zaćmienie było pod koniec dnia – zjeździwszy wszystko i będąc na wyspie, która z mojej perspektywy jest masakrą po prostu, bo jest tam trzydzieści pięć, sześć, osiem stopni, nic się nie dzieje, nic nie ma. Jest tylko woda, kamienie i ciepło.
Kari: [śmiech] …i Hiszpanie.
Bartek: Tak. I to moje zaćmienie, którego nie mogę zobaczyć. Więc śmiało mogę powiedzieć, że to był moment dołu.
Kari: Tej depresji. I jeszcze generalnie chodziło o to, że skoro jedziemy na Majorkę, która nie jest jakąś naszą ukochaną destynacją, no to zrobimy to w wersji ekonomicznej. Więc zrobiliśmy to w wersji ekonomicznej. Co się wiązało z tym, że mieliśmy, no nie wiem, czy można to nazwać hotelem, jakiś taki aparthotel to się nazywa, czyli apartamentowce. Dosyć duży. Dosyć duże miejsce, ponieważ mamy nastolatki dwa, które muszą mieć swoje tam przestrzenie.
Bartek: Pokoje i tak dalej.
Kari: Więc to było jakby nie do negocjacji. Natomiast hotel nie miał, tam trzy gwiazdki jakieś miał albo coś, ale to już nawet nie o to chodzi, ale nie miał dobrego kucharza. Nie miał dobrego zaplecza i generalnie był miejscem, w którym nie za bardzo chciało się być. Ale zewnętrze było miejscem, w którym się jeszcze mniej chciało być, więc byliśmy w tym hotelu, żywiąc się pizzą i hamburgerami.
Bartek: W okolicznych knajpach.
Kari: Niech to da wam to takie poczucie, jak mizerni tam byliśmy w tej całej Majorce, pięknej skądinąd.
Bartek: Tak. I wszystkie rzeczy, które do tej pory, a mam już czterdzieści sześć lat, nauczyły mnie, to jest to, że jeżeli jest mizeria, to najczęściej, jeżeli jestem w stanie siedzieć w tej mizerii i znosić ją i dalej coś robić, to najczęściej coś z tego wychodzi. Nawet jeżeli nie wychodzi, to ja i tak tylko pamiętam sukcesy, bo tak niestety działa – znaczy dla mnie stety – bo tak działa mózg.
Kari: Twój.
Bartek: Tak. Więc ja jestem tak zaprogramowany, że pomimo tego, że czuję się bardzo źle, to wiem, że coś z tego fajnego potem będzie, więc jestem w stanie znieść tę mizerię. Nie cofam się. W całej tej beznadziei szukałem jeszcze miejsca, a w tym czasie Kari rozmawiała z Kacprem, który jest…
Kari: …członkiem naszej społeczności Woopa Pro. Ja się na tej Woopie tam ogłosiłam chyba, że jedziemy oglądać zaćmienie Słońca na Majorce, i Kacper napisał tam, że on też tam będzie. I to było w ogóle super. Więc, jak już byliśmy tam i Bartek jeździł po tych zakątkach, szukając miejsca na oglądanie, no to ja skontaktowałam się z Kacprem i spytałam, co on gdzieś tam wymyślił. Czy on ma jakieś pomysły na te pozamykane drogi, na to, jak rząd Majorki wymyślił sobie, że odstraszy wszystkich turystów od tego zaćmienia, bo oni faktycznie nie chcieli po prostu, żeby tam deptali im wyspę.
Bartek: Majorkę.
Kari: Tak, turyści. No i wcale się nie dziwię. No i skontaktowałam się z Kacprem. I Kacper powiedział, że no też tam szukają, że wszystkie drogi pozamykane, ale mają wynajęty dom w górach, więc sprawdzą, czy z tego miejsca w tych górach widać to Słońce dzień wcześniej.
Bartek: O tej godzinie.
Kari: O tej godzinie, bo to było tuż przed zachodem, więc w wielu miejscach już po prostu nie było widać, bo Słońce zaszło za horyzont. Tak. I poszli na tę górę o godzinie osiemnastej i napisał mi Kacper o osiemnastej: „Świetnie widać. Zapraszamy. Będzie wspaniale. Wpadajcie do nas, do tego domu”. Tak. A ja się spytałam: „No dobra, ale o dwudziestej trzydzieści czy też widać?”. On napisał: „O jakiej dwudziestej trzydzieści?”. Okazało się, że mieli godzinę zaćmienia z jakiegoś innego kraju, który miał dwie godziny.
Bartek: Tak, w aplikacji Kacper przestawił rok.
Kari: Tak, no więc o dwudziestej trzydzieści znowu wchodzili na tę górę i okazało się, że jest widoczne Słońce. I to była taka, no taka przyjemna wiadomość, że jest szansa, bardzo niewielka, jak nam się wydawało, ponieważ Kacper był w górach, do których już zamykali – tak zwany lockdown tam był w ogóle na tej całej Majorce – zamykali drogi, ale mieliśmy taką nadzieję, że zdążymy tam dojechać przed zamykaniem dróg, które miało się odbyć od piętnastej. Problem był w tym, że ja o dziesiątej miałam spotkanie na Woopie Pro też zresztą, które jest w ogóle nieprzekładalne, choćby skały srały, to ja jestem w tę środę na tym spotkaniu z tymi moimi ludźmi.
No i to spotkanie się kończyło tam około dwunastej. Mieliśmy trzygodzinne okno, żeby dojechać do Kacpra i być tam wpuszczonym. Nawet jakieś QR kody tam można było załatwiać.
Bartek: Tak. Więc gdybyśmy teraz z tego zrobili posta takiego na LinkedIn, to byśmy powiedzieli, że gdyby nie to, że założyliśmy tę Woopę Pro, to nie mielibyśmy Kacpra. Tak i rzeczywiście to jest prawda. Nie mielibyśmy. Tylko że samo to bycie i wystawianie się i trwanie w tym poszukiwaniu, robieniu, jak nie z tej strony, to z tej strony powoduje, że eksponujemy się na szansę. I to jest ta istotna część. Czyli mogłem w tej mizerii stwierdzić: „A dobra, już chrzanić to”. Tak. I odpuścić. Kacper też mógł powiedzieć: „O Jezu, pomyliłem się, nie chce mi się wchodzić na górę, nie chce mi się sprawdzać. Dobra, zobaczymy. Będzie najwyżej ciemno, nie będziemy widzieć Słońca. Chrzanić to”.
Kari: Tak. Możemy zobaczyć kawałek…
Bartek: Tak. I jest coś takiego, że jeżeli potrafimy znieść ten dyskomfort i potrafimy dalej coś kombinować, jak nie z tej strony, to z tej, to może z tamtej, to rzeczy po prostu mają większą szansę się wydarzyć.
Kari: No tak. I jeszcze w uproszczonym poście na LinkedInie mówimy: „No, gdybyśmy nie założyli tej Woopy Pro”. Ale tutaj też w międzyczasie nastąpiło – i to też trzeba jakby zauważyć – piętnaście, dwadzieścia, może sto innych projektów…
Bartek: Oczywiście.
Kari: …które robiliśmy i które w ogóle nie miały nic wspólnego z tym zaćmieniem i nie doprowadziły tutaj. Więc te kropki można łączyć w tył. Natomiast ten akurat projekt nie miał być po to, żeby spędzać z ludźmi czas na zaćmieniu Słońca. Czyli znów, jakby od drugiej strony patrząc, nie spodziewalibyśmy się tego, że zakładając społeczność, kiedyś wylądujemy z członkami tej społeczności.
To nie tylko o Kacprze tu mówię, tylko o różnych innych zdarzeniach, w różnych ciekawych miejscach i na różnych ciekawych elementach. Więc to, co ja czasem mówię jako taką metaforę: stoimy na wyspie i wyrzucamy takie butelki z listem do wody i wyrzucamy tych butelek… Jak wyrzucimy jedną, to mamy naprawdę małą szansę, że coś wróci, ale jak wyrzucimy ich sto, to może ktoś gdzieś tam przeczyta ten list i wróci do nas na tę wyspę. Więc warto jakby też wyrzucać do świata różne butelki, które mają szansę do nas kiedyś wrócić w postaci szczęścia, nie?
Bartek: Tak. I suma summarum stało się tak, że dojechaliśmy na parking, gdzieś tam pod jakąś górą, kamienisty. Po pewnym czasie przyjechał Kacper, który Suzuki Jimny, cudownym samochodem, wywiózł nas na górę po straszliwych wertepach, dołach. I tam zjedliśmy razem obiad, który razem przygotowaliśmy. I potem poszliśmy i oglądaliśmy to zaćmienie Słońca ze skarpy w górach. Idealne po prostu miejsce było.
Kari: Cudowne miejsce.
Bartek: Było zarąbiście.
Kari: Bez ludzi, tylko z różnymi indywiduami, których Kacper nazbierał, bo tam było nas jeszcze trochę. Polsko–amerykańska przyjaźń kwitła, bo byli też z Ameryki ludzie i nie wyobrażałam sobie piękniejszego momentu niż ten, którego tam doświadczyliśmy. Bo wyobrażając sobie to zaćmienie Słońca, myślałam, że po prostu będziemy gdzieś tam na jakiejś plaży albo w jakichś górach i będziemy robić zdjęcia dzieciom na tle Słońca czy coś tam. A tymczasem wylądowaliśmy w cudownym community, można to nazwać, czyli w cudownej grupie ludzi, z którą mogliśmy to przeżywać, z którą mogliśmy razem gotować, żartować, włazić po tych górach. No i się wzruszam.
I piękno tej chwili nie polegało na tym, że widzieliśmy to Słońce, tylko na tym, że robiliśmy to razem, że gdzieś tam w dole jakaś inna grupka ludzi zaczęła wiwatować, jak to Słońce się ściemniło, my zaczęliśmy tam do nich krzyczeć. Poczucie bycia z ludźmi jest dużo, dużo cenniejsze niż spełnianie tych wszystkich celów. Więc to jest moja lekcja. Zupełnie pewnie inna niż twoja z tej historii. A natomiast to jest zawsze ta sama lekcja, którą świat mnie uczy w kółko i tak samo. Cele są fajne, fajne są doświadczenia i zaplanowanie różnych rzeczy, ale one są dużo, dużo, dużo cenniejsze, jeżeli tam są inni ludzie, z którymi można to wszystko przeżywać i realizować.
Bartek: No, a teraz rozwalmy to na atomy i przeanalizujmy to, ponieważ ta strategia jako taka, którą sobie wymyślamy, robimy i realizujemy, w tej całej historii ona jest i można zobaczyć, jak to w ogóle wygląda w rzeczywistości. Pierwsza rzecz to jest coś takiego, czy w ogóle jest losowość pełna, czy, czy jednak mamy wpływ na coś? Pewne rzeczy są losowe dla nas, czyli kim się urodziłem, gdzie się urodziłem, jaki mam mózg, jakiego nie mam mózgu, czy mam dwie ręce w tamtą, jakie mam zdolności. To są rzeczy, które po prostu mamy. Koniec. I na nie za bardzo nie mamy wpływu, bo ciężko jest mi zaprojektować to środowisko, ewentualnie…
Kari: To mamy dane.
Bartek: Tak, ale jest jedna rzecz, następna, która pozwala to, co ten cały dorobek, który mamy, cokolwiek to jest, stawiać w odpowiednich kontekstach. Czyli ciężko jest mi, Bartkowi, na przykład zaprojektować to, jakby wyglądała Warszawa, ale świadomie bądź mniej świadomie dwadzieścia lat temu przeniosłem się z Krakowa do Warszawy. To znaczyło, że cokolwiek mam ze sobą, przeniosłem to do innego środowiska. Tam poznałem innych ludzi. Byłem w środowisku kreatywnym. Tak, to było reklama, agencje i tak dalej, i tak dalej.
Kari: No i dużo więcej możliwości jest w Warszawie do rozwoju pewnych możliwości, do rozwoju na przykład biznesowego. No bo w Krakowie pewnie jest dużo więcej możliwości, żeby zaistnieć, nie wiem… jako artysta.
Bartek: Nie mam pojęcia. Myślę, że nie. Nieistotne to jest.
Kari: Na pewno są jakieś możliwości, które lepiej realizować w Krakowie niż w Warszawie.
Bartek: Więc pierwsza rzecz, która jest, to jest „Coś mamy”. Druga rzecz to jest to, gdzie to postawimy.
Kari: W jakim kontekście.
Bartek: W jakim kontekście to wsadzimy, czyli jaką decyzję podejmiemy, gdzie to całe „coś” nasze będzie się działo.
Kari: Tak. I kontekstem tutaj jest miasto z jednej strony, ale kontekstem też są na przykład ludzie, którymi się otaczamy.
Bartek: To też może być.
Kari: Bardzo istotnym kontekstem, bo jeżeli się wsadzimy w środowisko ludzi, którzy ciągle, no mówią: „Nie, to się nie da, tak nie jest”. Albo w ogóle „Biznes? Po co idziesz do biznesu? Weź lepiej znajdź sobie…”
Bartek: Bezpieczną pracę.
Kari: „…bezpieczną pracę, bo wtedy będziesz dobrze funkcjonował”, to będziemy przejmować ten mindset, chcąc nie chcąc.
Bartek: No i ta rzecz, o której tutaj jest, następna, to są te decyzje. W naszej tej historii o całym zaćmieniu, no to powiedzmy, że to są dosyć proste decyzje, czyli: jeden – musimy zdecydować, że jednak Majorka, czyli postawić się w sytuacji, że jesteśmy na tej wyspie. Gdybyśmy nie podjęli decyzji gdzieś tam wcześniej, że jednak będziemy na tej wyspie, to byśmy nie mieli szansy, że wynajmiemy samochód, że coś tam… To są rzeczy, na które mamy wpływ.
Kari: I to są jeszcze części strategii, prawda? Czyli jakiś tam zakład, że to będzie najlepsza droga.
Bartek: Tak. Gdzie ja biorę moje wszystkie rzeczy i gdzie je położę.
Kari: Wszystkie moje zasoby w jeden punkt inwestuję.
Bartek: I te decyzje mogą być dobre i mogą być złe. Chodzi o to, żeby starać się je tak podejmować, żeby – i to jest pierońsko trudne – żeby się kierować raczej zyskiem niż stratą. Dlaczego mówię, że to jest pierońsko trudne? Ponieważ ludzie generalnie bardziej, bardziej, dużo bardziej… Różne są przeliczniki. Niektórzy mówią, że dwa, jeden siedem, dwa i pół, różnie. Jeżeli ktoś mi zabierze pięćdziesiąt złotych, to ja to będę emocjonalnie dwa razy bardziej odczuwał jako stratę, jako silną emocję, niż jeżeli bym dostał od kogoś pięćdziesiąt złotych.
Kari: Czyli ludzie kierują się stratą, a nie zyskiem. Czyli bardziej myślą o tym, jak uniknąć straty, niż myślą o tym, jak coś zyskać.
Bartek: Tak. Czyli jeżeli jadę na Majorkę i chcę zrobić zdjęcie zaćmienia Słońca – załóżmy, że to jest mój cel – to mogę patrzeć na to jak na ewentualne zdjęcie zaćmienia Słońca albo mogę na to patrzeć jak na stratę kilkudziesięciu tysięcy złotych. No to wtedy lepiej mieć kilkadziesiąt tysięcy złotych, bo z nimi coś mogę zrobić. Na przykład pomalować dom.
Kari: Albo kupić sobie zdjęcie zaćmienia od jakiegoś znanego fotografa.
Bartek: Załóżmy.
Kari: I pomalować dom.
Bartek: Tak. I taka jeszcze w ogóle rzecz à propos złych decyzji, czy w jakiej pozycji się stawiamy. Kiedyś, dawno temu pracowałem w Gadu-Gadu i w całej firmie była taka atmosfera, że: „o mój Boże, jest Facebook, to może my też powinniśmy być jakimś portalem społecznościowym”. Więc została podjęta decyzja, że spróbujemy zawalczyć z Facebookiem. Generalnie jest to głupia decyzja, ponieważ niewielka lokalna firma wychodzi do światowego giganta i chce z nim konkurować. A wewnątrz Gadu-Gadu, ponieważ byłem jednym z programistów, był jeden projekt, przy którym brałem udział i to były wideorozmowy. I to było tak wtedy niszowe i tak trudne do zrobienia, że kombinowaliśmy, jak to zrobić. I byliśmy jako nieliczni.
Kari: Jeszcze nie było Zooma.
Bartek: Nie, nie, nie. I teraz, gdyby Gadu-Gadu postawiło na to, że ludzie będą chcieli widzieć się podczas rozmowy i potem przyszłaby pandemia, to prawdopodobnie by ugrało więcej, niż by ugrało, podejmując tę decyzję. Tylko że ludzie zachowują się tak jak inni ludzie. Czyli widzimy trend: o mój Boże, społeczności.
Kari: Nie chcemy stracić tych ludzi, którzy tam siedzą na tym Facebooku.
Bartek: Tak. I wszyscy jeszcze robią to, co robią, to my też tak będziemy, bo to jest bezpieczne, ponieważ inni robią tak, no, to musi być bezpieczne, skoro tak dużo ludzi tak robi. Inna analogia. Mając dwadzieścia parę lat, na przykład grałem w piłkę i często chodziłem z moimi osobami, czyli też dwudziestoparoletnimi i po prostu chodziliśmy i graliśmy. I zdarzało się…
Kari: Z osobami koleżeńskimi.
Bartek: Tak, no, z kumplami. Tutaj miałem na myśli to, że ludzie w podobnym wieku do mnie. I czasami zdarzało się tak, że boisko było zajęte przez jakąś grupę ludzi, którzy grali. I pamiętam jeden mecz, gdzie grała banda nastolatków, takich trzynasto-, czternastoletnich chłopaków, i wyszliśmy do nich, czy możemy…
Kari: A wy ile mieliście?
Bartek: Dwadzieścia parę lat. Dwadzieścia pięć, sześć, siedem.
Kari: Stare dziady.
Bartek: Tak. I zapytaliśmy się: „Może się przemieszamy i sobie zagramy?”. „Nie, nie, nie. Zagramy młodzi na starych”. I to była bardzo głupia decyzja z ich strony, ponieważ postawili się w sytuacji, gdzie dorośli faceci, wybiegani, silni grali z nastolatkami i być może oni technicznie byli lepsi, ale nie byli w stanie nas po prostu zagonić.
Kari: Ale oni nie byli w stanie zobaczyć tego.
Bartek: Tak, oczywiście.
Kari: To jest bardzo ciekawy wątek, bo strateg, decydując, właśnie podejmując tę decyzję, im więcej ma nazbieranych wzorców różnego typu, tym lepsze decyzje podejmie. Czyli im więcej ma… różnych, z różnych dziedzin. Dlatego strategia to jest jedna z niewielu dziedzin, gdzie raczej nie sugeruje się zawężania i niszowania, tylko równoległe pogłębianie różnych dziedzin. Bo im więcej dziedzin masz, tym większą masz bazę wzorców, dzięki którym możesz przewidywać, która decyzja będzie bardziej słuszna. A ta grupa czternastolatków ona nie miała jeszcze żadnych wzorców nazbieranych.
Bartek: Tak więc powiedzmy, że my byliśmy średnio grającymi w piłkę dorosłymi ludźmi. I zagraliśmy przy stoliku z ludźmi, którzy technicznie byli lepsi od nas. Nie wiem, czy byli. Nie pamiętam, ale załóżmy, że byli, ale nie byli w stanie z nami grać. Po prostu nie byli w stanie.
Kari: Myślę, że oni w tamtym wieku też nie byli w stanie podjąć innej decyzji.
Bartek: Być może. Ale chodzi mi o to, żebyśmy sobie tutaj zdali sprawę z tego, gdzie bierzemy te nasze rzeczy, które mamy dane po prostu, i gdzie idziemy grać z nimi. No i już mówiliśmy o tym wcześniej, że decyzje podejmujemy, bardzo często kierując się stratą, i kiedy jest źle i kiedy zaczynamy czegoś unikać, to bardzo często nam się włącza – to się tak nazywa – to jest takie myślenie tunelowe, czyli widzimy tylko tę jedną rzecz, zawęża nam się wszystko i staramy się unikać tej jednej rzeczy.
Kari: I to jest trochę jak taka ładna analogia, jak zjeżdżasz na nartach z góry.
Bartek: Tak, Simon Sinek.
Kari: Simon Sinek używa, że jak widzisz cel przed sobą, to jakoś tam omijasz te drzewa, ale jak się skupisz na drzewie, które chcesz ominąć, to zaraz się wyrąbiesz.
Bartek: Jeżeli ktoś grał kiedykolwiek w gry zręcznościowe, to najczęściej jest tak, że patrzysz jak najdalej w przód, gdzie tam coś jest, a twoja cała podświadomość zajmuje się tą sytuacją obecną. Nawet nie wiesz, co za bardzo robisz. Jeżdżąc na rowerze, z jazdą też jest tak, że jedziesz, tam daleko patrzysz, a nie patrzysz, co jest tu koło ciebie w ogóle. Więc to myślenie tunelowe powoduje, że podejmujemy gorsze decyzje.
Kari: To jest bardzo charakterystyczne dla osób w spektrum, tak wkładając ten kawałek neuroróżnorodności, albo dla osób z ADHD, które akurat złapią hiperfokus na coś.
Bartek: Tak albo firm czy tam osób, które mają problemy, zaczynają widzieć, że jest coraz mniej pieniędzy w firmie i wtedy się włącza myślenie tunelowe, ratowanie tylko tego jednego aspektu. Czyli nie wychodzimy, nie próbujemy, tylko staramy się oszczędzać, różne rzeczy robić.
Kari: Wszystko staje się „o pieniądzach”.
Bartek: Tak. I rzeczywiście warto jest popatrzeć na te koszty, co się dzieje, ale nie zapominajmy o tym, że to też jest wtedy tunelowe, bo nie przyciągamy więcej szans. No i następna rzecz, czyli trzeci element, którym jest, to jest to, jak my wykorzystamy te rzeczy, które mamy dane. Czyli mamy coś dane, idziemy grać gdzieś w konkretnym miejscu, podejmujemy decyzję, gdzie będziemy grać. No i pytanie jest jeszcze, jak my to umiemy wykorzystać, czyli co możemy ewentualnie zmienić w tym, jak wykorzystujemy, czego się możemy nauczyć i tak dalej, i tak dalej. Gdybyśmy mieli wziąć to z powrotem na Gadu-Gadu, tak, to Gadu-Gadu jako takie umiejętności miało, załóżmy programowanie, upraszczając to wszystko.
Kari: Miało grupę programistów, która potrafiła pewnie gdzieś tam zrobić to wideo.
Bartek: Tak. I gdyby podjęła decyzję tą wcześniej, jeden element, o tym, że jednak spróbujemy to wideo, to być może miałaby większą szansę wygrać, ale patrzyliśmy gdzie indziej. No więc to są te trzy takie elementy, które są podstawowe.
Kari: Jak to ma się do naszego zaćmienia?
Bartek: Już. No właśnie. No i teraz tak. Pierwsza rzecz to już sobie omówiliśmy, czyli pojawiliśmy się na tej wyspie, zorganizowaliśmy sobie. Następnym elementem jest, no to były te decyzje, tak? Co mamy, no to mamy. Jesteśmy Kari i Bartkiem, załóżmy. I teraz jak umiemy w to grać? Czyli pierwsza rzecz to jest taka, że i Kari, i Bartek mają dosyć dużą odporność na nieprzyjemność jako taką, tak?
Czyli potrafimy robić rzeczy po prostu, pomimo tego, że jest słabo, no to dalej robimy, robimy, robimy. Umiemy wykorzystywać te rzeczy, które mamy, czyli swoje zasoby. Czyli Kari zaczęła szukać między ludźmi, a Bartek zaczął jeździć po wyspie, do tego stopnia, że szukałem tak miejsca, że już wiedziałem, że na dachu hotelu brakuje mi pół stopnia tylko, żeby zobaczyć całkowite zaćmienie Słońca, bo mi się chowało za górą. Czyli multiplikowaliśmy szanse jedno i drugie, że coś się zadzieje.
Kari: Na swoje różne sposoby.
Bartek: I teraz, jeżeli masz jakąś strategię, czyli prostą rzecz, chcę osiągnąć to – nie za daleko w czasie, bo się wywalisz, jak będzie za daleko. Masz kilka decyzji, wiesz, gdzie mniej więcej, wiesz, gdzie mniej więcej nie wchodzisz do gry, i zaczynasz robić te rzeczy, czyli wykorzystywać te swoje umiejętności, które masz, uczyć się albo po prostu robić. To pamiętajmy o tym, że to nie wygląda tak, że i od teraz to już te decyzje będą jedna za drugą. Ciach, ciach, ciach.
Nie. Tam będą po prostu góry, doły, łez padoły albo na przykład świetne rzeczy. Tam będzie różnie. Tylko najważniejsze jest to, żeby siedzieć i pamiętać o tym jednym celu gdzieś tam na horyzoncie i w miarę do niego iść. I gdzieś tam bokiem dojdziesz może trochę obok, ale będziesz tam.
Kari: Właśnie. Mogę to sparafrazować…
Bartek: Oczywiście.
Kari: Na takie pojęcia, które występują gdzieś tam w naszym tytule – mam nadzieję, że taki zostanie – czyli mamy strategię, plan i szczęście. Strategią w naszym przypadku było postawienie na Majorkę i założenie, że tam sobie będziemy oglądać zaćmienie Księżyca… Słońca. Planem było, że wynajmiemy samochód i pojedziemy sobie na tej wyspie tym samochodem w miejsce, w którym będzie ładnie to Słońce wyglądać.
Bartek: To ja jeszcze tylko jeden dodatek dodam. Plan to jest to, gdzie my wszystko kontrolujemy. Strategia jest tam, gdzie się trochę zakładamy.
Kari: Tak. Więc planem to było. I plan nie wyszedł. Więc zaczęliśmy, mając w głowie naszą strategię, że chcemy zobaczyć zaćmienie Słońca na Majorce, szukać innych wersji planu. I element szczęścia, który się pojawił, to był – tam było mnóstwo elementów szczęścia – ale takich kilka, które mi przychodzą do głowy, no to, to jest Kacper, który też tam był. To, że udało nam się trafić akurat w miejsce, gdzie nie zamykali tak bardzo dróg, nie kontrolowali nas tak bardzo; że nasz samochód się nie wywalił na tych ścieżkach. Bardzo dużo tam było elementów szczęścia.
Bartek: Był jeszcze plan Ę, tak daleki, czyli koło hotelu była góra, która miała te – jak się to nazywa – anteny, jakieś tam radio, coś tam. Wystarczyło przejść na drugą stronę autostrady i wleźć na tę górę. To byłoby…
Kari: Ten plan się wywalił, ponieważ było trzydzieści osiem stopni i nie bylibyśmy w stanie tego zrobić z dziećmi.
Bartek: Tak. I to była moja desperacja na zasadzie: „Wejdę sam najwyżej”.
Kari: No ale to już nie masz wtedy celu spełnionego. Więc tak naprawdę to byłoby zapomnienie o strategii, którą było razem oglądanie.
Bartek: Tylko realizacja celu Bartka.
Kari: I tunel na to, żeby zrealizować ten jeden mały cel.
Bartek: Tak. I to w organizacjach się nazywa „Efektywny dupek”, czyli osoba, która da radę i sama to zrealizuje.
Kari: A tak naprawdę zapomina o tym, co było celem, ale ma jeden target, który chce bardzo… Generalnie mamy jakąś strategię i plan się wywala. I to jest taka norma. Mamy strategię, mamy plan, plan się wywala. Naszym zadaniem, żeby tę strategię osiągnąć, jest znaleźć nowy plan i liczyć na odrobinę szczęścia.
Wywalać różne elementy przez cały czas, jak robimy ten biznes, żeby nam wracały te butelki w postaci tego szczęścia, na które możemy sobie trochę po cichu liczyć, kiedy nam się wywali plan.
Bartek: Trochę też jesteśmy, no można powiedzieć w dupie, niektórzy. Ponieważ w zależności od tego – i to też jest coś, co jest nam dane, ale to można trochę wyćwiczyć – czy jesteśmy osobami, które postrzegają siebie jako te, które mają szczęście, bądź te, które nie mają szczęścia, to dużo decyduje, czy mamy to szczęście, czy nie.
Kari: Ja myślę, że o tym szczęściu i tych trzech elementach chińskiego postrzegania szczęścia, bo to jest fajne, możemy zrobić cały odcinek.
Bartek: Możemy. I generalnie jest tak, że ludzie, którzy są bardziej ekstrawertyczni, ale tu nie chodzi o to, że są z natury ekstrawertyczni, tylko uprawiają zachowania ekstrawertyczne, czyli cokolwiek mam w głowie, jakiekolwiek jest, to potrafię znieść dyskomfort bycia na przykład introwertyczną osobą i wyjść do ludzi i pytać, robić, szukać, kombinować.
Jeżeli ja myślę o sobie, że – tak jak powiedziałem na początku – że Bartek ma coś takiego, że się nauczył, że ten dyskomfort, po nim przychodzą spoko rzeczy, to ja już jestem trochę zaprogramowany i nieważne to jest, czy to jest prawda, czy to nie jest prawda.
Kari: To jest fajne, bo ty masz dosyć wysoki poziom neurotyzmu, ale jednocześnie bardzo wysoki poziom tej sumienności, więc możesz sobie zaprogramować jakiś system, który ci różne inne tam rzeczy może…
Bartek: Można powiedzieć, że największą zaletą jest to, że pamiętam dosyć dobrze wszystkie te momenty, kiedy się czułem źle i co z tego wyszło. I potrafię sobie sięgnąć w tych złych momentach do tych momentów, kiedy się czułem źle, przez co wiem, że potem – że tak poetycko będzie – po burzy zawsze jest słońce.
Kari: Myślę, że może nie wszystkie pamiętasz, ale pamiętasz te, które się dobrze skończyły.
Bartek: Tak!
Kari: Czyli pewien wzorzec…
Bartek: Tak!
Kari: …tylko pamiętasz, a resztę nie.
Bartek: Tak. I co chcę powiedzieć właśnie, to nie ma znaczenia, co matematyka o tym w ogóle mówi.
Kari: Tak. Nie ma znaczenia prawda. Ma znaczenie przekonanie.
Bartek: Tak. Jakie mam przekonanie o sobie. Dlatego praca z własnymi przekonaniami, budowanie sobie jakiejś tam – nawet porąbanej – narracji w głowie.
Kari: No to mnie nie musisz przekonywać.
Bartek: Powoduje, że pewne rzeczy będziesz mieć po prostu w życiu. To jest głupie, ale tak jest.
Kari: To jest bardzo mądre. To jest super w ogóle.
Bartek: I teraz, jeżeli uprawiasz te ekstrawertyczne zachowania, to znowuż wystawiasz się na więcej szans, czyli: a to pojedziesz do tej Warszawy, która była na początku, a to być może spotkasz kogoś, a to być może zagadasz do kogoś albo gdzieś pójdziesz, tak? Czyli wystawisz się, czyli znowu przeniesiesz to, wszystko co masz w jakieś inne środowisko, które ma szansę stworzyć ci coś. I teraz jak ci coś stworzy, to jest pytanie, co z tym zrobisz. Jeżeli masz na siłę nawet robione ekstrawertyczne zachowania, to być może pójdziesz za tym.
Kari: No to w ogóle teraz mi tak strzeliło, jak dużo cudownych szans zrobiliśmy sobie zakładając Woopę Pro, bo tam są tacy fajni ludzie.
Bartek: Tak, to prawda.
Kari: I można no przeróżne rzeczy z nimi robić. Ale super! Zapraszamy w ogóle.
Bartek: I na sam koniec jeszcze tutaj mam tak, że przyniosłem sobie kartkę ze strategią. Ta kartka ma chyba ze trzy, cztery lata. To już się wszystko zakończyło z naszej strony i to była jedna firma.
Kari: W sensie strategia klienta naszego.
Bartek: Tak. I to była jedna firma. I kartka to jest zwykła kartka A4 wyciągnięta z drukarki. Są tam obrazki, kilka napisów, strzałki i kółeczka. I tak wygląda strategia. I to jest wszystko. Czyli firma, która musi wiedzieć w ogóle, które projekty są rentowne, musi być w miarę poukładana, mieć jakiś tam proces. Różne rzeczy się muszą zadziać, tak?
Kari: I cała strategia… jakby głównym celem tej strategii było uwolnienie czasu właścicielki.
Bartek: Tak, ponieważ zasobem głównym, który przynosi pieniądze, jest właścicielka, która… problem polega na tym, że jest operacyjnie uwikłana w firmę. Bardzo. To zajęło mniej więcej dwa lata. I mogłoby się wydawać, że będzie to jakieś, nie wiadomo jakie, opasłe tomiszcze, że to będą jakieś nie wiadomo jakie plany, co trzeba robić. Teraz będziesz robić to, siamto i owamto. Nie, to jest prosta diagnoza, co to jest.
Najważniejsze rzeczy, które wypisujemy: co będziemy robić, gdzie będziemy robić, czym będziemy robić, czego nie robimy w ogóle, ponieważ musimy odzyskać zasoby na to, żeby to robić. I to jest wszystko. I konsekwencja robienia tego pomimo tego, że to boli. A jak trochę wejdzie z tej strony, to może się odsuniemy albo przesuniemy, to może tam pójdziemy.
Kari: Czyli to, co ja bym chciała, to zostawić tutaj naszych słuchaczy z takim jednym krokiem, który możecie zrobić, żeby zacząć w ogóle ten proces, to wypisać sobie na kartce swój najważniejszy na ten moment cel, taki strategiczny, czyli w jakim miejscu chcecie być.
Bartek: Za rok.
Kari: Na jakiej Majorce…
Bartek: Za rok, maks dwa.
Kari: Na jakiej Majorce i jakie zjawisko przyrodnicze oglądać. Ale biznesowo oczywiście, to jest metafora. I powiesić to sobie nad biurkiem i patrzeć na to, żeby nie skręcać na Islandię, gdzie nie ma szans na zobaczenie, żeby nie jechać do Hiszpanii, gdzie nie będzie tak przyjemnie, żeby po prostu nie zrezygnować z tej Majorki, mimo że jest czasem żmudno, trudno, a czasem bardzo, bardzo dyskomfortowo.
Bartek: Tak. I pamiętajcie też, że każdy ten cel wiadomo, że on ma tam podcele, to się rozpisuje, bla, bla, bla. I oczywiste jest też to, że jak patrzę teraz na tę kartkę z tą strategią tej firmy, to ja pamiętam te wszystkie projekty, które też się zadziały, które po prostu umarły. To jest normalne. Tak to wygląda po prostu.
Kari: Ale nie ma szans, żeby osiągnąć cel, jeżeli nie jesteśmy gotowi na to, żeby robić w międzyczasie różne projekty, które umrą, które nie wyjdą, które poniosą porażkę. Różne plany, które po prostu się wyrąbią.
Bartek: Bo się wyrąbią.
Kari: I nie ma też szans, żeby osiągnąć cel, jeżeli nie będziemy chwytać okazji, które się pojawiają, jeżeli nie pójdziemy z takim Kacprem do jego domu.
Bartek: W górach.
Kari: W górach [śmiech].
Bartek: Który wynajął.
Kari: Który, tak… Kacper, dzięki. Naprawdę to była cudowna, cudowna przygoda, cudowny czas. Dzięki.
Bartek: Tak.
Kari: No, mamy nadzieję, że pomogliśmy wam spojrzeć na kwestię planów, strategii i bardzo ważnego elementu, czyli szczęścia, z nieco innej perspektywy.
Bartek: Dzięki. Pa!