27 czerwca 2025
, odcinek 71
Samotna liderka, samotny lider
Według badania Concordia Design aż 72% liderów w dużych organizacjach nie ma w swoim otoczeniu nikogo, przed kim mogłoby otwarcie mówić o zawodowych trudnościach. Samotność przekłada się na wypalenie, unikanie decyzji lub podejmowanie ich w oderwaniu od zespołu, spadek morale i poczucia sensu – a tym samym realnie wpływa na wyniki całych firm.
Jak się przed tym uchronić? Przede wszystkim mieć świadomość czterech typów samotności, które mogą dotykać liderów – usłyszysz o nich w tym odcinku. Dowiesz się także, jak budować relacje odporne na wypalenie i odróżniać „deal friends” od „real friends”. Posłuchaj, dlaczego warto mieć swoją sieć bezpieczeństwa i jak wyjść z błędnego koła samotności – zaczynając od małych gestów, codziennych rytuałów i odwagi bycia sobą.
podobne odcinki
Zapisz się, jeśli chcesz dostawać informacje o nowych treściach.
Jeden mail w miesiącu.
transkrypcja
Kari Goldyn: Cześć, Bartek.
Bartek Goldyn: Cześć, Kari.
Kari: Po raz drugi dzisiejszego dnia. Dwa odcinki na raz.
Bartek: W tym odcinku będziemy rozmawiać o samotności.
Kari: Tak, o samotności. Jak przygotowywałam się do odcinka o samotności, to przypomniał mi się żart rysunkowy, który wygrzebał gdzieś Krzysiek Kaliciński. I na tym rysunku syn pyta ojca: Tato, jak ja mam sobie poradzić w tym dorosłym życiu? A ojciec na to: Synu, jak będziesz pracować wystarczająco ciężko, to uda ci się zastąpić pustkę zmęczeniem. To jest właśnie to, że ludzie wstydzą się mówić o samotności, nie mówią o tym. Natomiast bez problemu mówią o tym, jacy są zmęczeni, jacy są wyczerpani. To jest wręcz rzecz, którą mogą się chwalić, bo są tacy pracowici. A tak naprawdę to wyczerpanie bardzo często bierze się z tego, że jesteśmy samotni, że nie mamy skąd czerpać siły, żeby iść przez życie, żeby radzić sobie jakoś z tą codziennością. I kiedy mówimy, że jesteśmy wyczerpani, to słyszymy: Wiesz co, może weź sobie dzień wolnego. Ale zmęczenia płynącego z samotności na pewno nie wyleczymy dniem wolnego.
Bartek: Za bycie zmęczonym nawet zostanę poklepany po plecach, bo pewnie tak jest zarąbiście.
Kari: Natomiast jeżeli u podnóża tego jest samotność, to nie będziemy o niej mówić, bo to wstyd. Bo to oznacza, że jesteśmy słabi, że nie potrafimy w relacje, że nie jesteśmy warci kochania, prawda?
Bartek: Coś nie wyszło po prostu.
Kari: Tak, że coś nie wyszło. Natomiast na samotność cierpi większość z nas. Ja też bardzo długo cierpiałam na samotność i dlatego jest to temat, jeden z tych tematów, które stały się moim hiperfokusem, bo nie umiałam sobie z nim poradzić. Najlepszym dla mnie lekarstwem na rzeczy, z którymi sobie nie umiem poradzić, jest zdobywanie wiedzy, dowiedzenie się wszystkiego i obrócenie tej wiedzy w regulację.
Bartek: Jeszcze bym dodał, że im wyżej w hierarchii, nazwijmy to takiej społecznej, tym bardziej samotnie będzie.
Kari: Dlatego samotność u liderów jest dużo bardziej dotkliwa niż w ogólnej populacji.
Bartek: A w ogóle chciałem powiedzieć, że byłaś kiedyś, nie pamiętam kiedy, pewnie ze dwa lata temu, w takim podcaście Studnia bez dna, on jest prowadzony przez Agnieszkę Dziekan. I był z tego short, czyli to było na YouTubie. Można sobie przefiltrować shorty u Agnieszki Dziekan w Studni bez dna, to będzie chyba trzeci albo czwarty najbardziej popularny i tam są komentarze. Generalnie samotność ma taki głupi wpływ na ludzki mózg, że po prostu go zmienia. Zaczynamy trochę inaczej postrzegać rzeczywistość, ogarniać to, co jest dookoła. I bardzo dużo osób, które się wypowiadały o tym, to jakieś tam bzdury, że – zacytuję: samotność to naturalny stan istoty ludzkiej, mój organizm mówi lepiej samotnie nie z idiotami, człowiek inteligentny…
Kari: A, mówi, że lepiej samotnie niż z idiotami.
Bartek: Człowiek inteligentny nigdy się nie nudzi i nie potrzebuje na siłę towarzystwa. I tutaj Kari mówiła też, że jeżeli jesteś samotny, to jesteś poza stadem – Nic z tego nie zrozumiałem, poza jakim stadem? Baranów, krów? Ja się czuję świetnie sam ze sobą, lubię swoje towarzystwo. Samotność ma taki wpływ na ludzki mózg, że w pewnym momencie zaczynasz dostrzegać to, że na przykład… Wyobraźmy sobie taką sytuację: siedzę sobie i już jestem przeorany przez samotność, jestem samotny. I na przykład mój przyjaciel podchodzi do jakiejś innej osoby i się uśmiecha. Ja to widzę. Więc mój mózg zinterpretuje to tak, że oni coś razem przeciwko mnie i tak dalej.
Kari: Albo że ja już nie jestem ważny czy ważna.
Bartek: Więc samotność niestety jest taka głupia, że izoluje cię jeszcze bardziej i jeszcze bardziej wpadasz w tą dziurę, studnię bez dna. (śmiech)
Kari: (śmiech) Pozdrawiamy Agnieszkę. Właśnie tam w tych komentarzach pojawiło się wyraźnie to, że ludzie nie do końca rozumieją, czym jest tak naprawdę samotność, więc od tego chciałabym zacząć. Samotność to niekoniecznie bycie w izolacji, czyli bycie samemu. Bo samotność tak naprawdę, według definicji Peplau i Perlmana, to jest taki dyskomfort wynikający z rozbieżności między pożądanym poziomem kontaktów dla nas, a rzeczywistym poziomem kontaktów społecznych. Czyli to jest takie subiektywne poczucie braku satysfakcjonujących relacji, nieprzyjemne poczucie bycia odłączonym od innych i taki deficyt więzi. I tak naprawdę to nie wynika z tego, jak wiele osób mamy wokół siebie. Można mieć bardzo dużo osób wokół siebie, można nie być w izolacji społecznej, żyć wśród ludzi i nadal mieć ten deficyt więzi, nadal odczuwać ten brak.
Bartek: To jest w ogóle bardzo popularne u osób, które są na świeczniku powiedzmy, że wokół nich jest zawsze dużo osób, a potem nagle wracają i są samotni.
Kari: Dokładnie tak. I poczucie samotności – to też jest ważne, żeby powiedzieć – to nie jest emocja. Emocje to są takie nagłe stany, 90–120 sekund, opada. Poczucie samotności to jest stan naszego mózgu. I dla naszego mózgu jest to informacja o tym, że mamy niezaspokojoną bardzo podstawową potrzebę, która musi być zaspokojona, żebyśmy przeżyli. To jest taka sama informacja jak głód. Jeżeli czujemy głód, to mamy taki impuls, żeby coś zjeść.
Bartek: Może ja wytłumaczę to prosto albo sparafrazuję, tłumacząc. W drodze ewolucji po prostu my, jako stadne zwierzęta, wyewoluowaliśmy do tego stopnia, że mamy wryte w nasze mózgi coś takiego, że jeżeli jesteśmy poza stadem, to się wiąże z tym, że nie przetrwamy. Więc czy tego chcemy, czy tego nie chcemy, jesteśmy po prostu zwierzętami stadnymi. Jeżeli nie mamy tego stada, to fizycznie po prostu odczuwamy skutki niebycia w stadzie, ponieważ nasze przetrwanie zależało od tego, czy jesteśmy w grupie. Osobniki, które nie miały tego, były eliminowane. Jesteśmy potomkami tych osobników, które miały ten fizyczny ból niebycia w stadzie.
Kari: Właśnie, więc kiedy jesteśmy głodni, sięgamy po jedzenie. Kiedy jesteśmy spragnieni, sięgamy po picie. Kiedy jesteśmy samotni, czujemy się samotni, naszym zadaniem jest wyjście do innych ludzi. Nawet jeżeli to się wydaje przeraźliwe, trudne albo nam niepotrzebne, bo nam ten mózg już napitala. I ważne jest odróżnienie tej samotności, tego poczucia braku więzi, od izolacji, takiej zwykłej izolacji społecznej.
Bartek: A od potrzeby bycia samemu?
Kari: To jest w ogóle jakieś samotnictwo czy coś takiego. Czyli dobrowolne bycie samemu i czerpanie z tego pozytywnych doświadczeń.
Bartek: Zwłaszcza że jeszcze, jak sobie tak pomyślę, to każdy powinien być raz na jakiś czas po prostu sam. Po prostu tylko dla siebie, wyjść ze wszystkich ról społecznych, jakie przyjmujemy. Czyli nie jestem ojcem, nie jestem szefem, nie jestem panem taksówkarzem, cokolwiek robię w swoim życiu, i po prostu jestem dla siebie.
Kari: To jest ciekawe, bo myślę, że mało kto dba o tę potrzebę.
Bartek: No właśnie, i teraz jestem po prostu dla siebie, koniec. Robię, cokolwiek ja chcę robić. Nie muszę nic dla innych. To jest jak gdyby bycie samemu dla siebie. A czym innym jest samotność.
Kari: Pamiętam, jakie to było dla mnie odświeżające i niesamowite, jak pojechałam kiedyś sama do Londynu na kilka dni. I to było takie: Wow, jestem sama ze sobą, ale czad. Nikt nic ode mnie nie chce, nikt nie potrzebuje, mogę sobie decydować.
Bartek: Tak, bo wyobraźmy sobie, jestem… Można uprościć ten cały model, tak? Powiedzmy, jestem tylko ojcem albo rodzicem, żeby było łatwiej. To jeżeli idę gdzieś z dziećmi, to nie jestem dla siebie. Cały czas moja uwaga jest gdzieś tam. Idę z psem na spacer, mimo wszystko myślę o tym psie, co on robi i tak dalej. Prowadzę firmę – tam jest jeszcze więcej.
Kari: Jestem liderem, mam cały zespół. Dlatego ci liderzy są między innymi tak bardzo samotni, ponieważ cały czas są dla ludzi, potem wracają do domu, najczęściej są matkami, ojcami, żonami, mężami. Potem jeszcze są przyjaciółmi. I nie wyciągają sobie tego czasu tylko dla siebie, ponieważ żyją w bardzo dużym pośpiechu, w bardzo dużym nadmiarze wręcz obowiązków, więc spychają tę potrzebę bycia dla siebie gdzieś tam. A przy tym braku bycia dla siebie bardzo często są samotni, bo nie mają poczucia tej więzi. Skala zjawiska jest ogromna. WHO uznało samotność za jedno z głównych zagrożeń dla zdrowia publicznego w XXI wieku. W Wielkiej Brytanii powołano ministra do spraw samotności. 15–17% osób czuje się chronicznie samotnych na świecie. I to zjawisko rośnie, rośnie to poczucie izolacji, oderwania od innych ludzi, braku więzi. Przede wszystkim ze względu na cyfryzację, bo wydaje nam się, że to, co mamy w social mediach, to są relacje społeczne, a nie są. Coraz częstsza jest praca zdalna. Jest mniejsza ilość wspólnot, te religie nam odchodzą do lamusa. I coraz więcej jest wstydu przez taką kulturę produktywności i bądź tutaj, które narastają wokół tego zjawiska.
Bartek: Dodatkowo jeżeli już jesteś tą osobą, która jest odpowiedzialna za większość osób, za jakąś firmę, klientów i tak dalej, to samo to, że tam jesteś, powoli cię pcha w kierunku, żeby tam być jeszcze bardziej. Jakbym to miał tłumaczyć na zasadzie takiej ewolucji, to pewne gatunki ewoluują w taki sposób, że już nie ma odwrotu, czyli to się w ewolucji nazywa szczyt ewolucyjny. Czyli wyewoluowałem, jestem tak wyspecjalizowany w danej rzeczy…
Kari: Żyrafa na przykład. Ma taką długą szyję, żeby zjadać te akacje. Jak nagle akacje znikną, to dupa.
Bartek: Albo jestem jakimś motylkiem albo pszczółką, która je tylko jedną konkretną rzecz. Podobnie jest z osobami, które są jak gdyby wyżej w strefie społeczeństwa. Czyli pod nimi są jeszcze jakieś osoby, które są od nich zależne. Do czego zmierzam? Chodzi mi o to, że ta rola to jest takie koło zamachowe, to się samo napędza. Nie możesz się cofnąć, bo jeżeli się cofasz, to tak naprawdę musiałbyś sobie przemodelować cały swój sposób postrzegania siebie. Najczęściej już masz tak głęboko wryte w swój mental, że jesteś szefem, liderem, dyrektorem…
Kari: …że nie możesz być słaby, pokazywać emocji.
Bartek: Przez wiele lat robienia tego uczysz się pewnych zachowań. Czyli na przykład masz stępione odruchy. Większość osób, które są wysoko, najczęściej nie ma takich banalnych, prostych odruchów. Najczęściej sytuacje ogarniają na spokojnie i nie mówią od razu, co myślą, tylko bardziej są właśnie spokojne. Mówi się, że mają po prostu stępione odruchy. Mają wyuczoną samodzielność. Nauczyły się takiej samodzielności powiedzmy kognitywnej. Są bardziej odporne. Mają wyuczoną decyzyjność pod taką… nieznanością czynników. Kari, sparafrazuj mi, bo się zagalopowałem.
Kari: Nie wiem, o co chodzi, co to znaczy wyuczony.
Bartek: To są osoby, które…
Kari: W sensie, że mają pewne skrypty, których używają za każdym razem, jak nie ma…
Bartek: To są osoby, które po prostu decydują wtedy, kiedy jest niepewność. I te wszystkie rzeczy, które są, które się nawarstwiają w tym, jakie te osoby są, powodują, że one coraz bardziej są takie, jakie są. To jest po prostu jedno wielkie koło zamachowe. Zaczynają mieć przyjaciół, zaczynają być izolowani po prostu w społeczeństwie. Już nie jemy w zwykłej restauracji, w McDonaldzie, tylko zaczynamy jeść w miejscach, gdzie nie każdy może przyjść, nie każdy ma wstęp i tak dalej. Zaczynamy się coraz bardziej izolować, wchodzimy coraz bardziej na szczyt. W związku z tym na tym szczycie nie ma za dużo miejsca dla innych ludzi, którzy nas zrozumieją, którzy są tam, gdzie my, którzy będą wiedzieć w ogóle, o co chodzi. I czujemy się coraz bardziej samotni. To jest ten mój straszny wywód.
Kari: Troszkę przeskoczyłeś to, co chciałam powiedzieć, ale to może potem powiem. Przeszedłeś do samotności liderów i skąd ta samotność się bierze. Właśnie to, że oni są coraz wyżej i zmieniają się, jakby wpadają w to błędne koło, to jest jedna z takich przyczyn. A skala tego zjawiska jest ogromna, ponieważ jak mieliśmy 15–17% społeczeństwa, które jest samotne, tak według HBR-u 50% prezesów, CEO i liderów przyznaje, że czują się samotni w pracy, a 61% uważa, że to przekłada się negatywnie na ich wydajność. Mieliśmy w Polsce niedawno zrobione przez Concordia Design badanie tabu polskiego leadershipu, gdzie przebadano naszych polskich liderów.
Bartek: I co wyszło?
Kari: Wyszło, że znaczna część kadry zarządzającej zmaga się z problemami samotności, z problemem braku wsparcia. Mierzy się z tym 55% respondentów i to zjawisko nasila się wraz z wielkością organizacji. W korporacjach zatrudniających ponad 5000 pracowników, aż 72% liderów mówi, że brakuje im osoby, przed którą mogliby się otwarcie przyznać do wątpliwości zawodowych. Podobnie w Forbesie znalazłam takie dane, że nowo mianowani liderzy czy CEO w 70% doświadczają izolacji. Aż do tego stopnia, że utrudnia im to podejmowanie decyzji, więc skala zjawiska jest ogromna. To obciążenie decyzyjne, to, że jesteśmy w hierarchii, to jest jednym z takich elementów. Inne elementy to jest taka unikalna odpowiedzialność, czyli ciężar naszych decyzji, im wyżej jesteśmy, tym jest bardziej odczuwalny, nie tylko przez nas, ale przez wszystkich innych. A my czujemy, że coraz większy ciężar na nas ciąży.
Bartek: Dodatkowo jeszcze jesteśmy po prostu ludźmi, więc jeżeli podejmujemy decyzję i im większa jest ta grupa ludzi, to na pewno będzie ktoś, kto nie będzie zadowolony. I coraz więcej tych decyzji jest podejmowanych nie dlatego, że będzie fajnie, tylko przeciwko grupie.
Kari: I my musimy brać za to odpowiedzialność, a potem…
Bartek: Widzisz po prostu tych ludzi. I czy chcesz, czy nie chcesz, to grupa jako grupa będzie działać na ciebie, bo tak wyewoluowaliśmy. Po prostu tacy jesteśmy. Więc jeżeli widzisz 30 osób, które cię nie lubią, to nieważne jak twardy jesteś, poczujesz tego konsekwencje.
Kari: I pewnie dlatego w tych dużych korporacjach jest to większa skala. Im większa korporacja, tym więcej takiej polityki, takich gierek o rywalizację, rywalizacji o stanowiska. I tym mniej mamy poczucie, że możemy komukolwiek zaufać.
Bartek: Tak, bo osoby, które są na tym samym poziomie, co my, też rywalizują.
Kari: Do tego jeszcze dzieje się coś takiego, i to bardzo fajnie można teraz obserwować właśnie w Polsce, że zmienia się postrzeganie roli lidera. Kiedyś lider czy menadżer, był postrzegany jako ten, kto ma zarządzić jakimś procesem czy coś tam ma się dziać i on ma tym zarządzić. A teraz on ma być mediatorem, negocjatorem, wsparciem dla swoich ludzi, ma ogarniać ludzi, opiekować się ludźmi, a oni mają prowadzić do tego, żeby proces się dział. I tak, to prawda, że taka jest ta rola. Natomiast nikt ich tego nie uczy.
Bartek: To po pierwsze. A druga sprawa – ta rola wyklucza cię społecznie. Bo jeżeli masz Krzysia i Jacka, między którymi prowadzisz mediację, to nie możesz potem pójść do Krzysia i Jacka: Wiesz, to było naprawdę dla mnie ciężkie.
Kari: Ci liderzy mogą liczyć tak naprawdę tylko na siebie w tym środowisku. I nierzadko to prowadzi do wypalenia. Co jeszcze? Jeszcze jest właśnie ta kultura, taka narracja, że lider to musi być silny, że nie może okazywać wątpliwości, nie może okazywać słabości, ponieważ to podważy jego autorytet.
Bartek: Wyobraźmy sobie dalej tę sytuację z Krzysiem i Jackiem. Jeżeli mam równoległego na przykład lidera w mojej organizacji i powiem mu, że to było trudne i ciężkie, to w jego oczach mogę być albo moronem, który nie potrafi nawet zarządzić tak prostą sytuacją, albo jeszcze to wykorzysta, nie daj Boże.
Kari: I pójdzie gdzieś wyżej, i nagada. Takie jest przekonanie. Oczywiście badania Brené Brown mówią, że jeżeli jednak powiemy o tym, to możemy ugrać, że tak powiem, dużo więcej, ale ten lęk jest bardzo często nie do przeskoczenia. Zwłaszcza jeżeli jesteśmy w takim środowisku, w którym ceni się, że ktoś na kogoś skarży.
Bartek: Przychodzi mi na myśl tylko donosicielstwo.
Kari: Donosicielstwo, właśnie to. Już chyba wspomnieliśmy, że tacy liderzy po prostu nie mają czasu. Mają tak dużo zadań, że muszą się skupić na tych zadaniach, muszą chodzić na spotkania, mieć nadgodziny, jakieś wyższe obroty, dociągać te deadline'y czy inne KPI-e. I to wszystko sprawia, że im brakuje zwyczajnie czasu dla rodziny i przyjaciół. I zawsze tych przyjaciół odłożą w priorytetyzacji gdzieś na bok. Wolą poświęcić się pracy, bo są przecież na stanowisku liderskim.
Teraz jeszcze mamy pracę zdalną, która też jest jedną z przyczyn w ogóle samotności. U liderów jeszcze mamy zespoły rozproszone, więc nie ma tutaj takiego poczucia wspólnoty, zespołu takiego prawdziwego.
Bartek: Ostatnio mi mówiłaś nawet, że AI (powiem o sztucznej inteligencji), ChatGPT najczęściej jest wykorzystywany jako taki terapeuta. Więc jeżeli sobie gadasz z ChatemGPT o takich rzeczach, to on trochę (niestety badania też to pokazują), będzie tworzył taką bańkę światopoglądową. Czyli zamykał cię w twoim przekonaniu, ponieważ jego zadaniem jest tworzenie z tobą angażujących rozmów, trzymanie cię tam. Więc nie dość, że on skubany pięknie opanował NVC i potwierdza ci, że… Jeżeli się mylisz, to nie powie ci, że jesteś głąbem, jak większość osób, tylko: To bardzo oryginalny sposób podejścia do tej kwestii. Może zwróćmy jeszcze uwagę na to, że… I sobie myślisz, że Kurde, jestem oryginalny. A normalnie byś dostał, że jesteś głąbem po prostu. To też powoduje, że się zamykamy i jesteśmy samotni coraz bardziej.
Kari: I tu bym chciała wrócić troszeczkę do ogólnej opowieści o samotności – bo ta cała samotność ma bardzo wyraźne skutki. Jak nie jemy, to wiadomo, tracimy na wadze, nie mamy minerałów, sypią nam się paznokcie, nie mamy energii do niczego. Samotność też ma skutki. I dlatego to jest uznawane przez WHO za jedno z zagrożeń dla zdrowia, ponieważ ogólne konsekwencje samotności są porównywalne (według Surgeon General USA) do wypalania 15 papierosów dziennie. Czyli negatywne skutki są wyższe niż w przypadku otyłości albo braku aktywności fizycznej. I mamy takie skutki czysto fizyczne – zwiększenie ryzyka chorób serca, chorób naczyniowych, nadciśnienie, zawał, udar.
Bartek: To jest wszystko to, co zawsze.
Kari: Ryzyko przedwczesnej śmierci o kilkadziesiąt procent. To są wszystko te odstresowe rzeczy, a jak jesteś samotny, to nie masz gdzie zwentylować sobie tego stresu. Natomiast psychiczne skutki też są tutaj ciężkie, czyli depresja, stany lękowe, poczucie bezsensu, spadek samooceny. W HBR w jednym z badań powiedziano, że 81% osób określających się jako samotne zmagało się także z objawami lęku lub depresji. A 75%, popatrz jak dużo, a mamy ponad 50% samotnych liderów, deklarowało brak poczucia sensu i celu w życiu. I mamy takich liderów, którzy nie mają sensu i celu w życiu, i ci liderzy liderują ludziom. Zaburzenia snu, wyczerpanie emocjonalne. I to, co powiedzieliśmy, że taka samotność ma skutki społeczne. Czyli im bardziej jesteśmy samotni, tym bardziej jesteśmy samotni. To się normalnie mózg zmienia. Plastyczność mózgu tak działa na niekorzyść.
Bartek: Niestety to jest to, że mózg jest plastyczny, koniec. A nie, że jest plastyczny w dobrą albo złą stronę. Po prostu jest plastyczny.
Kari: To badanie tabu polskiego leadershipu wykazało, że samotność liderów silnie koreluje z wypaleniem zawodowym i dystansowaniem się od organizacji. Czyli znów ten brak celu i sensu w tym wszystkim. Tak naprawdę taka samotność – i może to do niektórych trafi, do innych pewnie nie, bo już nie mają sensu i celu – ogranicza nam zdolności przywódcze. Czyli ten lider mniej ufa innym, rzadziej deleguje zadania, bo skoro i tak mnie nikt nie zrozumie, to ja to zrobię lepiej sam. To prowadzi do przepracowania.
Bartek: Wszyscy są przeciwko mnie – jeszcze tak dodam.
Kari: Wiąże się też z gorszą jakością decyzji. Może się wahać, unikać podejmowania trudnych decyzji lub przeciwnie – podejmować je w oderwaniu od opinii innych, czyli liczy tylko na siebie. Jak umiesz liczyć, to licz na siebie.
Bartek: Ta rola po prostu powoduje, że ci ludzie są tego uczeni.
Kari: Do tego jest coś takiego, co się nazywa „CEO disease”. I obserwuję to w otoczeniu niektórych prezydentów. Czyli ludzie na szczycie otrzymują od otoczenia tylko zdawkowe i ugrzecznione informacje, bo nikt nie chce przekazywać złych wieści czy polemizować z szefem. I to sprawia, że tacy osamotnieni liderzy wpadają w informacyjną bańkę i podejmują decyzje… wydaje im się, że wszystko jest wspaniale, podejmują decyzje na podstawie niepełnych danych.
Bartek: Czekaj, ja bym się zatrzymał. Myślę, że to nie jest CEO choroba, tylko przede wszystkim choroba dyktatorów.
Kari: To się nazywa po prostu, takie zjawisko, CEO disease. Tak, pewnie dyktatorów też, ale wiesz, jest CEO, to się boisz do niego pójść i powiedzieć. Nawet jeśli nie ma tutaj dyktatora.
Bartek: Mimo wszystko powinien tak prowadzić tę kulturę, żeby jednak mieć feedback z dołu.
Kari: To jest super trudne. I też nikt ich nie uczy, bo uczy ich się reagowania…
Bartek: Za chwilę pewnie dojdziemy do tego, jak sobie z tym radzić, ale są proste sposoby na to, żeby jednak ten feedback z dołu był. Bo to się da zrobić po prostu.
Kari: Ale trzeba wiedzieć, że jak jest nam za dobrze, to grozi nam poważne ryzyko błędów strategicznych, bo nigdy nie jest tak super. Więc trzeba gdzieś pogłębić, poszukać. Samotność u liderów łączy się też z poczuciem takiej osobistej bezsilności. Nie masz tego wsparcia, masz wrażenie, że nic właściwie nie możesz zmienić. To jest też część wypalenia – masz już poczucie, że to właściwie nie ma sensu. I w efekcie cała firma traci. Samotny lider objawia się też takim chłodniejszym stylem komunikacji do zespołu. Utrzymuje dystans, nie angażuje się w sprawy tego zespołu i to się przekłada na cały zespół, na to, jakie oni mają motywacje i jakie mają morale przy takim właśnie liderze. Więc generalnie trzeba z tą samotnością sobie poradzić. No i co z tym zrobić?
Bartek: Ja sobie tutaj macierz normalnie zrobiłem.
Kari: Jaką macierz sobie zrobiłeś?
Bartek: Zrobiłem sobie, rozpisałem, znaczy wymyśliłem, zakwalifikowałem cztery rodzaje samotności i na każdy rodzaj mam, co należy robić. To mnie popraw najwyżej. A więc istnieje coś takiego jak samotność poznawcza, czyli nikt mnie nie rozumie, nie rozumie ciężaru moich decyzji, nie mogę o tym porozmawiać ani w domu, ani w pracy. To jest taki rodzaj samotności poznawczej. Potem mam samotność emocjonalną, czyli brak bezpiecznej przestrzeni, gdzie mogę być po prostu sobą. Czyli nawet z przyjaciółmi gram rolę jakiegoś prezesa, silnego, kogoś tam. Może być coś takiego jak samotność relacyjna, czyli po prostu nie mam głębokiej więzi z nikim, czyli nie mam nikogo, komu mogę zaufać. I mam jeszcze tożsamościową samotność, czyli jestem liderem, jestem dyrektorem, CEO, ale nikt nie widzi we mnie osoby albo tylko Bartka, który coś tam lubi.
Kari: Jestem tylko funkcją.
Bartek: I na każdą z tych samotności mam odpowiedzi, co można zrobić. Jeżeli mamy tę A plus B, czyli jestem samotny emocjonalnie i jestem samotny poznawczo, to mogę…
Kari: O, Jezu, to aż tak?
Bartek: Ja to rozpisałem tak hardkorowo, ale poczekaj. To mogę szukać grup, po prostu jakichś małych grup, które są na moim poziomie. Jeśli będę prezesem zarządu, szukam sobie innych prezesów zarządu. Tylko jest jeden warunek, który tam musi wystąpić – nie może to być grupa o biznesie, nie gadamy tam o biznesie.
Kari: Czyli jesteśmy tymi prezesami, ale nie występujemy tam jako prezesi, nie jesteśmy w tej tożsamości.
Bartek: Możemy sobie gadać o ludziach, jakie problemy mamy, ale nie robimy tam interesów.
Kari: Czyli znalezienie takiego swojego klanu.
Bartek: Druga rzecz to jest to, że możemy też na przykład oddzielić swoją jak gdyby rolę od swojej osoby. Czyli posiadanie bezpiecznych grup, gdzie po prostu mogę być sobą. Na przykład, prosta rzecz, ja mam coś takiego, że czasami wieczorami gram w czołgi. Gramy sobie i komunikujemy się na Discordzie głosowo. Tam jestem po prostu w grupie ludzi, którzy są młodzi, oni mają może 30 lat, w ogóle większość jest z Kaszub, bardzo fajni są. I tam nie jestem Bartkiem doradcą, Bartkiem przedsiębiorcą czy ojcem, czy kimś tam. Więc jak czasami pojadę za bardzo, to dostanę po prostu w ryj literalnie, bo się zaczną ze mnie napieprzać, więc bardzo szybko mnie sprowadzają tylko do roli gościa, który po prostu siedzi tutaj z nimi i gra w czołgi, i żartuje, i się wygłupia. To, że mam 45 lat, a oni ledwo co 30 – super. Mam też grupę na przykład przyjaciół, z którymi od 30 lat już gram w gry fabularne i tam też jestem sprowadzony do roli po prostu kumpla. I też dostaję w twarz. Czyli jestem bardzo łatwo uziemiany, bardzo szybko. No i mogę pogadać o wszystkim, tak? Bo oni po prostu mają wyrąbane na to wszystko, bo oni są z innego świata. I tam pełnimy tylko taką rolę, że jesteśmy kumplami.
Następna rzecz, którą można robić, a to będzie bardzo trudne, ale możemy uczyć się prosić o wsparcie, najlepiej jest zacząć od małych rzeczy. Jeżeli czujemy, że nikt nas nie rozumie, nikt nie wie i tak dalej, to przetestujmy tę tezę po prostu, czyli prośmy o wsparcie w jakichś małych rzeczach najlepiej. Wtedy nie będę tym, który sam podejmuje decyzje i wszystko sam, sam, sam, tylko może ten wyuczony schemat da się przełamać. Bo to są po prostu wyuczone schematy.
Bardzo fajne jest też inwestowanie w relacje poza firmą. Jeżeli macie przyjaciół, masz przyjaciół, to po prostu pielęgnować te przyjaźnie, jeżeli są fajne. Wolicie rodzinę – to super. Jeżeli łowicie karpie czy co tam – to jakąś grupę. Po prostu niezwiązane z biznesem, gdzie jesteśmy tylko karpiarzami czy co tam wymyśliłem przed chwilą.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą można robić. To jest oczywiście terapia, coaching, ewentualnie jacyś inni doradcy. Chodzi o to, że jeżeli jest jakaś osoba albo nawet grupa osób, która potrafi z zewnątrz ocenić sytuację bez wnikania w tę całą emocjonalność, którą każdy z nas ma, to być może ta sytuacja widziana z zewnątrz wcale nie jest taka, jak my ją widzimy, tylko nam się coś uroiło, że ona taka jest. Nasze emocje wzięły górę, pomimo tego, że jesteśmy ćwiczeni do tego, żeby niby nie być emocjonalni.
Kari: To jest szczególnie ważne dla liderów. Poczucie osamotnienia, poczucie tego, że oni nie mają z kim pogadać w tej swojej pracy, poza pracą też nie za bardzo, bo właśnie mają nie być już tym liderem, to wtedy taki coach albo jakiś mentor, albo ktoś, z kim można zderzyć te rzeczy, jest naprawdę bezcenny.
Bartek: A druga rzecz jest taka – i tego się można dowiedzieć niestety tylko próbując – jeżeli pójdziecie sobie na przykład na terapię albo jeszcze lepiej na coaching, to tam możecie być po prostu sobą, autentyczni i ci ludzie są uczeni bycia totalnie neutralnymi osobami. Oni was kompletnie nie będą oceniać, po prostu możecie być sobą. Jeżeli masz tak, lubisz tak, chcesz tak, to będzie okej, to jest tylko informacja. I to pozwala być w takiej relacji po prostu sobą. W końcu. Co byś dodała?
Kari: Trochę mam tu takich uzupełnień. Wiadomo, żeby się najeść, to sięgamy po jedzenie. Żeby nie być samotnymi, potrzebujemy albo więcej połączeń, albo polepszyć jakość obecnych połączeń. Natomiast paradoksalnie wychodzenie z samotności często zaczyna się nieraz od zaakceptowania siebie i nauczenia się bycia samemu z sobą. Ponieważ jeżeli nie akceptujemy siebie, to nie wychodzimy do ludzi w celu nawiązania więzi, tylko wychodzimy do nich po to, żeby oni nam potwierdzili naszą wartość. Szukamy potwierdzenia wartości i nie jesteśmy wtedy wrażliwi i otwarci na zranienie.
Bartek: A jeżeli nam nie potwierdzą tej wartości, to możemy nie chcieć w ogóle wychodzić.
Kari: Tak, więc to jest pierwszy krok w ogóle – zaakceptowanie siebie. Dlatego terapeuta często musi w tym pomóc, bo jak zaakceptujemy siebie, to nie wychodzimy do ludzi po to, żeby szukać samoakceptacji, tylko wychodzimy faktycznie w celu nawiązania więzi, nawiązania relacji. I to jest pierwsza rzecz. Myślę, że to jest super ważne. Jeżeli totalnie nikogo wokół siebie nie mamy i boimy się, że już jesteśmy w tym stanie, że nam się mózg pozmieniał, to bardzo proste rzeczy wystarczą. Czyli wyjść na zewnątrz, jak widzimy sąsiada, to nie skręcamy w drugą stronę, tylko mówimy: Dzień dobry, cześć, co tam dobrego u ciebie ostatnio się wydarzyło. Praktykujemy życzliwość, czyli uśmiechamy się do ludzi na przykład. I nie jesteśmy ponurzy, tylko jak podchodzimy do pani w sklepie, to z uśmiechem i mówimy: Dzień dobry. I to są te pierwsze gesty.
Alternatywną formą walki z samotnością są wszelkiego rodzaju wolontariaty. Jak mamy problem z samotnością, to jeżeli zaczynamy robić rzeczy dla ludzi, przestajemy być samotni, bo ściągamy to skupienie z siebie i zaczynamy je przekładać na innych ludzi albo zwierzęta i przestajemy myśleć o sobie, więc to jest najlepszy sposób. Jak mamy w anonimowych alkoholikach te 12 stopni, to jak zrobisz 11 kroków, to często wracasz do alkoholizmu. Jak zrobisz dwunasty, to bardzo często wychodzisz. I dwunastym krokiem jest zaopiekowanie się innym alkoholikiem, żeby mu pomóc. Więc jak wyciągasz głowę ze swojej dupy, to przestaniesz w końcu być osobą samotną. Paradoksalnie.
No i właśnie te grupy liderskie są super ważne dla liderów. To, co mówiłam już w zeszłym odcinku, gdzie było o maskowaniu, że ważne jest takie świadome i dzień w dzień pielęgnowanie swoich przyjaźni, stawianie ich jako najważniejszą rzecz w swoim życiu, naprawdę. To jest super ważna rzecz i dla liderów szczególnie, bo to są ich osoby, z którymi mogą być sobą. Na przykład Simon Sinek ma taką cudowną zasadę, która jest super trudna i trzeba dużo w sobie przełamać, żeby to robić. On ma ze swoimi przyjaciółmi taką zasadę, że oni nigdy nie płaczą sami.
Bartek: Już to widzę – ja nigdy nie płaczę.
Kari: Właśnie. Dobra, można płakać bez łez. Jeżeli czujesz przeciążenie, czujesz smutek, czujesz, że po prostu życie jest do dupy i beznadziejne, to wtedy dzwonisz, umawiasz się wcześniej, dogadujesz, żeby to nie było tak nagle, że dzwonisz i: Słuchaj, beznadzieja, bo wtedy wszyscy wskakują w tryb naprawiania, co ja mogę tu pomóc. Umawiasz się wcześniej: Słuchaj, jak zadzwonię, to odbierz i po prostu ze mną posiedź w tym błocie, pobądźmy razem. I dzwonisz do tych przyjaciół, i nie siedzisz sam w tym stanie, tylko po prostu dzwonisz do przyjaciół. Super trudne na początku, super wydajne, jak już się to zacznie robić.
Co jeszcze? Jest taki koncept, który dla liderów jest szczególnie pomocny. To się nazywa deal friends versus real friends. Deal friends to są tacy przyjaciele, czy znajomi, czy ludzie z naszej sieci kontaktów, którzy nam coś wnoszą, jakiś deal, jakąś wartość i dlatego utrzymujemy te relacje.
Bartek: Albo my dla nich.
Kari: Albo my dla nich, tak. Natomiast real friends to są tacy, którzy są z nami mimo tego, że nic tam dla siebie nie wnosimy za bardzo. Nic nie zyskujemy na tej przyjaźni, ale nadal w niej jesteśmy. I warto się przyjrzeć tym wszystkim swoim znajomościom i ludziom, którzy są wokół nas, którzy to są deal friends, a którzy to są real friends. I reagować adekwatnie, wiedzieć, że nie spodziewamy się od deal friends… nie idźmy do niego z tą wrażliwością, z tą otwartością na zranienie, bo on nie jest po to. Natomiast niekoniecznie musimy robić deale z przyjacielem, który jest po prostu naszym prawdziwym przyjacielem. I to nie jest tak, że ci deal friend są gorsi, a ci lepsi, tylko do różnych potrzeb oni służą, w różnych priorytetach powinni być postawieni.
Co jeszcze? Jest ciekawe takie badanie, do którego dotarłam, że dużo lepiej działa głos niż tekst. Czyli jeżeli chcemy zadbać o naszą więź i o naszą samotność, tak jak jesteśmy głodni, tak dbamy o naszą samotność. Będę to powtarzać do znudzenia, żeby się naszym słuchaczom i tobie, i mnie jakby w głowę wryło, że to jest normalny stan fizjologiczny, który trzeba zaopiekować. Lepiej zadzwonić, żeby słyszeć drugą osobę, bo wtedy inne neuroprzekaźniki nam się odpalają, niż pisać teksty, maile czy coś tam. Rozmowa.
Bartek: Ja z moimi przyjaciółmi mam coś takiego, że właśnie jak dzwonimy do siebie, to jest: Dzwonię, żeby sobie popieprzyć. Masz czas?. Wtedy jeżeli ja nie mam czasu, no to: Nie mam, ale może za godzinę albo jutro, albo coś tam. I się umawiamy. I wtedy jest taka rozmowa półtorej godziny o niczym.
Kari: To, co mówisz, to jest taki rytuał społeczny. Fajnie sobie takie rytuały społeczne wprowadzić w życie. Każdy wie, o co chodzi i po prostu jesteśmy tylko po to, żeby być z ludźmi. Żeby to był nasz wentyl, nasza sieć bezpieczeństwa. Moja przyjaciółka Monika zawsze mówi – bo ktoś jej kiedyś zarzucił, że tak dużo wydaje pieniędzy na ludzi wokół, zamiast pooszczędzać – ona mówi, że to nie jest wydawanie, to jest inwestycja w jej sieć bezpieczeństwa. Ona po prostu buduje sobie sieć bezpieczeństwa zrobioną z ludzi i kiedy ona upada, to ta sieć tam jest. Ona ją złapie i to jest jej oszczędzanie tak naprawdę.
Takie pytanie, które zostawię tutaj na koniec: Jak tak sobie pomyślicie, to do ilu ludzi możecie zadzwonić w środku nocy i oni odbiorą. Jak poprosicie o pomoc, to wam powiedzą: Oczywiście, że ci pomogę. Ile jest takich osób w waszym życiu? Jeżeli jest ich zbyt mało, to się skupcie na tym, żeby ich było coraz więcej. A żeby ich było coraz więcej, to trzeba być dobrym przyjacielem, a nie tylko wymagać bycia dobrym przyjacielem.
Bartek: Liczę, już mam osiem.
Kari: Mamy nadzieję, że ten odcinek nie był ciężki i że pomogliśmy wam spojrzeć na problem samotności z nieco innej perspektywy.
Bartek: Dziękuję pięknie.
Kari: Dzięki, pa.