top of page

28 listopada 2025

, odcinek 93

Neuroróżnorodna produktywność

Gdy treść „Atomowych nawyków” i klasycznych poradników produktywności odbija się od Twojego mózgu jak groch od ściany, czas sięgnąć po metody na produktywność dopasowane do atypowego stylu funkcjonowania.


W tym odcinku na bazie pięciu zasad produktywności od Marka Mansona opowiadamy, jak wygląda działanie w zgodzie z własną biologią –  gdy nawyk działa 3-4 tygodnie, masz otwartych kilkanaście zadań na raz, a podczas ich wykonawania za nic w świecie nie usiedzisz w miejscu. Usłyszysz też o kolorowym systemie działania, który pozwala zobaczyć, co naprawdę Cię napędza, a co tylko wysysa energię.


Czujesz, że wszyscy ogarniają nawyki i prowadzenie planerów, a u Ciebie wieczny rollercoaster? Ten odcinek może to zmienić :)

podobne odcinki
Zapisz się, jeśli chcesz dostawać informacje o nowych treściach.
Jeden mail w miesiącu.
transkrypcja

Kari Goldyn: W komentarzu pod rolką o negatywnej motywacji o ADHD Daro napisał coś takiego: „Jestem w połowie książki Atomowe Nawyki, ale mam wrażenie że to wersja dla, w cudzysłowie, normalnych. Czy jest jakaś wersja dla AuDHD, ADHD?


Bartek Goldyn: No i tutaj taka refleksja jest, że ponieważ jesteśmy atypowi, to prawdopodobnie wszystkie typowe rzeczy niekoniecznie będą chciały działać. I one mogą się wydawać te rzeczy, które na przykład działają: na pewno będą mocno indywidualne i tak dalej. Ale jeżeli będą działać, to mogą się wydawać na przykład dziwne. To nie my jesteśmy popieprzeni, po prostu określamy troszeczkę inaczej.

I moja intencja w tym odcinku jest taka, żeby pokazać, jak ja sobie z tym radzę, do czego doszedłem, co tam poznałem u siebie i tak dalej. Być może kogoś to zainspiruje do czegoś, a przede wszystkim chciałbym pokazać, że nie wszyscy muszą mieć tak jak wszyscy.


Kari: Dokładnie.


Bartek: I nie jesteśmy porąbani, nie jesteśmy popieprzeni.


Kari: Dokładnie. Bo jest mnóstwo książek, które pokazują skuteczne sposoby, nie?


Bartek: Wyobrażasz sobie książkę 72 nieskuteczne sposoby na produktywność? Nikt tego nie kupi.


Kari: Chodziło mi o to, że one faktycznie są skuteczne. I my – widząc, że inni ze skutkiem je wdrażają – biczujemy się, co z nami jest nie tak, nie?

Nasze mózgi po prostu do tego nie pasują, bo są niestandardowe. I nawet w tych niestandardach czasem jesteśmy niepodobni do innych. Czyli na przykład jak już stosujemy, nie wiem, produktywność dla osób z ADHD, i znowu nie pasujemy, to znowu jest, prawda…


Bartek: Tak, druga rzecz jest taka, to mogę powiedzieć, że być może, to jest tak trochę anegdotycznie, ale być może będziemy mieć tę przewagę, że bardziej jesteśmy skłonni od osób, które będą typowe, do tego, żeby grzebać w sobie i sprawdzać.


Kari: Nie wiem, czy będziemy bardziej skłonni, ale uważam, że to jest jedyna droga – którą odkryłam do tej pory.


Bartek: No właśnie, więc ja mam takie wrażenie, że większość osób typowych raczej płynie sobie na takim koniku, po takiej łące standardów sobie leci po prostu i tak dalej. Nie za bardzo chce się zagłębiać w różne rzeczy, szczególnie jeżeli one mogą wywołać jakiś dyskomfort. Natomiast osoby atypowe znowuż mogą…


Kari: Myślę, że osoby atypowe też nie chcą się bardzo zagłębiać różne rzeczy, natomiast nie mają wyboru.


Bartek: No właśnie to chciałem powiedzieć, więc to jest ta metoda, do której najczęściej dochodzimy, więc być może tutaj jest jakaś szansa na to, że coś z tego będzie.


Kari: Tak, czyli czytanie, co się nawinie, sprawdzanie, co działa i robienie właśnie tego.

I generalnie – i tutaj już nawiązuję do mózgu ADHD – nie przejmowanie się tym, że podziałało trzy/cztery tygodnie, a potem przestanie działać.


Bartek: Bo to na tym polega.


Kari: Tak, bo to jest też częścią systemu.


Bartek: No i coś chciałem powiedzieć, ale już zapomniałem. Jedźmy.


Kari: W każdym razie niedawno natrafiłam na post Marka Mansona, autora książki Subtelnie mówię fuck, to takie super tłumaczenie, w której wypisał pięć punktów produktywności. I wydają mi się te punkty na tyle ogólne i fajne, że obejmują wszelkiego rodzaju mózgi, wszelkie neuroróżnorodności, i chciałabym o nich pogadać w kontekście jak ty lub ja ogarniamy swoją produktywność w ramach tych punktów. I być może nasze doświadczenia i nasze pomysły na życie będą wsparciem lub inspiracją dla innych do poszukiwania.


Bartek: Albo jak do tego doszliśmy na przykład.


Kari: Dobra. Pierwszy punkt. Pracuj w zgodzie ze swoją biologią, a nie przeciwko niej. No właśnie.


Bartek: I co to ma niby znaczyć tak w ogóle?


Kari: No i to jest właśnie to, co zaczęliśmy, że to, co działa u innych, nie musi działać u ciebie. Nie zmuszaj się do metod, które są sprzeczne z twoim mózgiem.


Bartek: Tak, gdybym miał to przełożyć na taki programistyczny język, to: masz jakiś wbudowany firmware i pogódź się z tym, że on jest taki, a nie inny.


Kari: Firmware to jest hardware?


Bartek: Nie, oprogramowanie.


Kari: Czyli software. Firmware to jest software?


Bartek: Nie. Masz wbudowane po prostu oprogramowanie, z którym przyszedłeś na ten świat. To jest twój firmware.


Kari: Okej.


Bartek: Chodzi o to, że on nie ma za bardzo instrukcji obsługi ani na żadnym forum nic tam nie jest napisane, jak to obsługiwać, i trzeba to wykminić.


Kari: No właśnie. Nie jest to łatwe. Znaczy – można pozbierać sobie tę instrukcję obsługi i sklecić z różnych innych rzeczy.


Bartek: W ogóle jeszcze taka uwaga na sam początek chyba – to jest to, że nie ma łatwych rozwiązań na trudne rzeczy. Więc jeżeli ktoś widzi jakiś post na LinkedInie albo na Instagramie, że „te cztery haki pomogły mi na moją produktywność”...


Kari: ...to jeżeli ta produktywność jest trudną rzeczą dla ciebie, to na pewno nie będziesz miał na to łatwego rozwiązania.

Moją metodą na to było przede wszystkim dowiedzenie się tego, jak działa mój mózg. Czyli żeby nie działać wbrew mózgowi, tylko z mózgiem. Zaczęłam po prostu czytać, czytać, czytać, oglądać, słuchać różnych rzeczy, żeby się zorientować, co oznacza tak naprawdę ADHD, co oznacza spektrum autyzmu. I odkryłam bazowe rzeczy, nie te, o których się mówi w diagnozach, bo w diagnozach diagnozujemy to, w jakim stopniu nie jesteśmy przydatni społeczeństwu albo w jakim stopniu przeszkadzamy innym.

A w tym moim zbieraniu wiedzy ja sobie zdiagnozowałam charakterystyczne cechy takich mózgów. I już pewnie wielokrotnie o tym mówiłam, przypomnę szybko: autyzm ma monotropizm, czyli bardzo duże skupienie na jednej rzeczy, niekoniecznie kumanie innych wątków. I dobrze się czuje w tym jednoskupieniowym stanie.

Myślenie oddolne, czyli zbieramy dużo szczegółów zbieramy, zbieramy i wtedy dopiero budujemy sobie jakiś tam obraz, a nie, że mamy jakiś tam obraz i wgłębiamy się w szczegóły. Ostatnio nawet wpadłam na to, jak czytałam książkę o jakichś tam dziewięciu historiach autystyków, bardzo fajna książka, że idealnym zawodem dla autyzmu albo dla AuDHD tak naprawdę jest detektyw. Bo po prostu detektyw zbiera dużo różnych małych szczegółów i z tego sobie buduje obraz tego, co tam się wydarzyło na tym miejscu zbrodni. ADHD tam jest potrzebne do tego, żeby ryzyko podejmować i w ogóle z ludźmi gadać.

No i trzecią rzeczą autyzmu jest to, że funkcjonuje we wzorcach. Znajduje wzorce, wzorce są ważne, wszelkiego rodzaju systemy i tak dalej. Z kolei ADHD to są braki w dopaminie i adrenalinie, więc potrzebujemy zmienności, rzeczy nowych, rzeczy pilnych, rzeczy ciekawych i tak dalej.

I jak ja już to wiem, to ja sobie takie różne Atomowe nawyki czy inne książki filtruję, których nie przeczytałam... To jest taka książka, którą wszyscy mamy na półkach i mało kto przeczytał. Filtruję sobie przez tę wiedzę i na przykład to, że wiem, że autyzm jest monotropiczny, sprawia, że ja dzielę sobie moją pracę tak, żeby pracować nad jednym tematem na raz, a najlepiej na dni, czyli jak mam mieć spotkania, to wszystkie te spotkania wsadzam w jeden dzień, żeby mieć jeden sposób skupienia mojego mózgu w jednym dniu upchany.

Jak mam coś do napisania, to też staram się zaalokować mój czas, żeby na tym konkretnie się skupić. Batchowanie contentu to jest to samo też, nie? Że zamiast pisać po jednym poście raz na kilka dni, to piszę ich ileś tam w kółko i w kółko, i w kółko.


Bartek: O, to ciekawe, bo żeby kompletnie wywrócić teraz to, co ty powiedziałaś, to ja powiem inaczej. Ponieważ ja całe życie myślałem, że jestem bardziej w spektrum, a się okazuje, że jednak jestem bardziej ADHD-owcem.


Kari: Nie wiem, czy bardziej, ale czasem wychodzi.


Bartek: W sposobie działania, myślę... No, nieważne. To z drugiej strony jak ja na przykład przygotowuję content, czyli takie odcinki, mam rozgrzebanych kilkanaście odcinków i jeżeli wyobrazilibyśmy sobie nocne niebo i fajerwerki, które wystrzeliwują, wybuchają` i pojawiają się nie wiadomo gdzie, nie wiadomo gdzie się pojawi to światło, to w moim mózgu nie wiadomo gdzie się pojawi światło, coś dopiszę do jednego i potem nagle to znika i w sumie nie wiem, co dalej. I następne tak. Po prostu kilkanaście takich wątków mam naraz. Jeżeli coś mnie znudzi, to się przerzucam do następnego po prostu, jeżeli jest nudny.


Kari: Ale to nie jest w ogóle w sprzeczności z tym, co ja robię. Bo wiedza o tym, jak funkcjonuje nasz mózg, i że mamy AuDHD, to nam daje też takie coś, że musimy wiedzieć, że musimy zacząć zarządzać paradoksem. Czyli z jednej strony potrzebujemy tych rutyn. I na przykład moją rutyną – i twoją też zresztą – jest ten codzienny poranny spacer z psem, który musi być tam zawsze. I potem śniadanie, a potem około drugiej, trzeciej – kolejny spacer z psem. Te spacery układają dzień, robią ramę.


Bartek: Tak. Do spaceru, po spacerze, przed spacerem.


Kari: Więc to jest codzienna rutyna, która daje bardzo dużo, ale w ramach tych rutyn można sobie właśnie skakać po tych tam tematach i tak dalej. I na przykład ja mam też coś takiego, to też już dużo razy mówiłam, jak produktywna prokrastynacja, czyli nawet jak sobie zaplanuję ten dzień, cały dzień na robienie, nie wiem, jakichś tam slajdów, to czuję, że nie zrobię tego. Czuję, że już nadchodzi prokrastynacja. Czuję, że już mój mózg zaczyna szukać innego zajęcia, bo nie ma jeszcze takiej dużej pilności i nie ma jeszcze takiego dużego wyrzutu adrenaliny, która pozwala mi działać nad tymi slajdami, które są trudne albo nudne albo cokolwiek tam jest za emocja. Więc prokrastynuję. I mam listę rzeczy do zrobienia w ramach takiej prokrastynacji, żeby prokrastynować produktywnie.

Więc też się gdzieś tam przerzucam pomiędzy zadaniami tylko po to, żeby nie siąść i nie scrollować w tym czasie albo nie szukać jakiegoś takiego źródła dopaminy w stylu: posprzątam sobie moje miejsce pracy i posprzątam w ogóle cały dom, bo dawno nie sprzątałam.

Chociaż ostatnio zaczęłam zmieniać hasła we wszystkich... i to nie było najmądrzejsze w ramach prokrastynacji [śmiech].


Bartek: Ja mam też taki na przykład BHP rzeczy, tak? Jeżeli mówimy dalej: pracuję zgodnie ze swoją biologią.T o mniej więcej do godziny dziewiątej ja nie powinienem rozmawiać o pracy, ewentualnie nie powinienem rozmawiać o rzeczy, które są ważne dla kogoś. Ponieważ systematycznie i z całą pewnością prawdopodobnie wezmę mu to po prostu zniszczę.


Kari: W sensie do dziewiątej jesteś demotywacyjnym speakerem.


Bartek: Niesamowicie tak. Który ma cały system na to, żeby to zrobić. Więc po prostu nie rozmawiam o takich rzeczach. Mogę mówić, nie wiem, rozmawiać bądź być w jakichś takich, nie wiem, śmiesznych, angażujących rzeczach. Natomiast lepiej nie, ponieważ... No właśnie, to spowoduje jak gdyby nastrój... szczególnie tej drugiej osoby.


Kari: To ja.


Bartek: Tak.


Kari: Zazwyczaj, nie? No bo rano jesteśmy na tym spacerze.


Bartek: Na cały dzień nastawiam osobę w konkretny sposób, no. Ale to wynika też z tego, że musiałem się poznać. Czyli wiem po prostu, jak to działa. I dopiero po tym, jak wezmę tabletki i tak dalej...


Kari: No właśnie.


Bartek: To wchodzę w dzień i jest git.


Kari: To jest to, o co bardzo często mnie ludzie pytają: czy biorę leki i dlaczego w ogóle te leki biorę?

Biorę leki, ponieważ poznałam biologię mojego mózgu i wiem, że jest to najlepszy sposób, jaki do tej pory znalazłam, na produktywność. Po prostu. Biorę te leki, siadam i robię rzeczy. Te leki mi pozwalają między innymi utrzymać jakieś tam rutyny i mieć tę produktywną prokrastynację, bo dopamina z nich płynąca wystarcza do tego, żebym jednak podjęła jakieś tam działanie.


Bartek: Często będzie też tak na przykład, że kiedy jestem na przykład zmęczony, to jest dokładnie tak, jakby byłbym rano. Mogę wykonywać fizyczne rzeczy, kiedy jestem zmęczony, bo to nie jest dla mnie jakiś problem. Znowuż – zgodnie ze swoją biologią, ruch jest dla mnie rzeczą, która po prostu powoduje, że będę robił rzeczy. Cokolwiek, jak się tylko będziemy ruszać, to ja będę to robił. A więc kiedy jestem zmęczony, wracając, to też nie powinienem rozmawiać o ważnych dla kogoś rzeczach. Jeżeli ktoś przychodzi: „Słuchaj ale mam pomysł” – no to teraz zobaczysz... To nie. To ja muszę o to zadbać, żeby wykrzesać z siebie tyle dyplomacji, żeby powiedzieć, że: „Nie, sorry, ale to nie jest dobry moment”. Jutro o dziesiątej [śmiech].


Kari: Właśnie – to jest też ważne, żebyśmy znali rodzaje swojego zmęczenia i rodzaje regeneracji na te zmęczenia, nie? Bo nie na każde zmęczenie jest ta sama regeneracja.


Bartek: Tak, na przykład – nie wiem, jeżeli potrzebuję... Kurczę, mógłbym opowiedzieć o rzeczach kolorowych? Teraz? To jest dobry moment?


Kari: [śmiech]


Bartek: Bo mam jedną rzecz, o której chcę powiedzieć.


Kari: Ale to wszystko wsadzimy w jeden punkt, to może przejdźmy do następnych punktów i tam po tej regeneracji…


Bartek: Jaka luka informacji jest straszna... No dobra.


Kari: Dobra, chciałam jeszcze powiedzieć a propos tego, że autyzm lubi te wzorce o rytuałach – i to jest fajne, kiedyś rozmawiałam z Martyną o tym, która też ma ADHD, że bardzo jej pomagają – i mi też to pomaga – rytuały wejścia. Czyli zawsze ten sam kubek z kawą, zawsze ta sama melodyjka, zawsze ten sam olejek włączony, żeby wszystko dookoła było takie same, żeby łatwiej było wziąć.


Bartek: Czyli mówisz tutaj o takim lekkim zaprogramowaniu mózgu, że to jest ten moment…


Kari: Tak, że to jest ten moment, w którym zaczynasz pracować, i to też jest technika na produktywność u mnie.

No i a propos twojej dziewiątej, to u mnie jest odwrotnie. To znaczy ja mam fatygę poznawczą tak zwaną i rano jest wszystko super. Im dalej w ciągu dnia, tym więcej zbieram różnych rzeczy i wieczorem po prostu nie podejmuję żadnych decyzji, nie robię żadnych ważnych rzeczy, bo ta właśnie fatyga poznawcza sprawia, że mi się już tam dolewa. Ja wieczorem tylko odpoczywam.


Bartek: No i właśnie, ważne jest jeszcze to być może, żeby wspomnieć, że fajnie jest się poznać, super, ale byłoby dobrze też, gdyby środowisko dookoła wiedziało w ogóle, z czym to się wiąże. Bo jeżeli ja na przykład nie mam tyle energii rano albo jestem bardzo zmęczony, naprawdę bardzo, powiedzmy, i nie zadbam o to, żeby ochronić, powiedzmy, ciebie przede mną, to i tak mogą pójść tutaj w strzępy twoje marzenia na przykład, nie?

Więc jeżeli wiemy to już i mamy to powiedziane i tak dalej, to nie podchodzimy do tematu.


Kari: Tak, tak, tak. Wtedy możemy być półtora człowieka.


Bartek: Tak, ja się wtedy na przykład wieczorami nie pytam Kari, czemu ma taką dziwną twarz.


Kari: Tak, już.


Bartek: Już.


Kari: Płaskie brwi i „Coś się stało?!”. Dobra, punkt drugi u Marka był taki: stosuj zasadę minimalnego wykonanego działania. Czyli jeżeli cos masz robić i czujesz że nie możesz, to zrób najmniejszy krok, który w tym momencie wydaje ci się możliwy, bo motywacja nie tylko prowadzi do działania, ale też wynika z działania.


Bartek: To jest najprostsze, tak? Jeżeli zrobisz już dwa przysiady, to... nikt praktycznie nie przerywa. No to już zrobisz tę całą serię.


Kari: No i właśnie. Ja już dzieci tego uczę i to działa , i dużo osób mówi, że to działa, więc jest coś takiego, co Mel Robbins rozprzestrzenia: odlicz od pięciu do jednego, mnie wystarczy od trzech. Czyli jeżeli naprawdę nie mogę i głośno sobie policzę: trzy, dwa, jeden, start!, to to odliczanie trzy, dwa, jeden daje mi malutki boost dopaminy, żeby móc wstać i to zrobić dalej.

Natomiast ostatnio przeczytałam – wbrew temu, co tutaj właśnie mówimy, że zrób cokolwiek – że tradycyjne takie rady dotyczące produktywności, „po prostu zacznij” lub „rozłóż to na etapy” zakładają, że my mamy dostęp do funkcji wykonawczych niezbędnych do rozpoczęcia. Natomiast mózgi osób z ADHD reagują na nowość i stymulację, i musimy troszeczkę nasze rzeczy pobudzać niekonwencjonalnie, żeby dostać ten dopaminowy „ten”. I przeczytałam takie zdanie, które dla mnie jest super, że czasem ADHD-owy mózg bardziej niż motywacji potrzebuje przerwania schematu.


Bartek: Zaraz o tym powiem.


Kari: Czyli na przykład: „Olej początek, zacznij od środka”. Albo wiesz, że masz coś tam zrobić i to jest to, co powiedziałeś, że ruch. Zamiast iść i zrobić te zadania, to najpierw sobie przez 5 minut potanćz do ulubionej piosenki.


Bartek: Tak, ja na przykład – to, co ci mówiłem – jak na początku mówiliśmy o tym, że jak przygotowuję te odcinki, że skaczę po nich. No to właśnie trochę tak robię, że nigdy nie zaczynam od początku, tylko nawet nie wiem gdzie. Gdzieś tam zaczynam. Po prostu co mi się wydaje najprostsze, żeby zacząć.


Kari: No właśnie. To jest super nie zaczynać od początku.


Bartek: Bo nie trzeba zaczynać od początku.


Kari: Tak tak, tak. Albo na przykład ja też zauważyłam, że robię coś takiego, że jak mam na przykład, nie wiem, do opracowania temat o regulacji emocjonalnej i myślę cały czas o tym temacie, i tak strasznie nie mogę wstać i robić tego, tylko myślę, to biorę sobie na przykład książkę dla dzieci w zupełnie innym temacie i przez dziesięć minut czytam tę książkę. Resetuję zupełnie tę uważność w inne miejsce, potem wskakuję w ten temat, bo jest znowu nowy i świeży, nie? To są fajne rzeczy.


Bartek: U mnie też na przykład działa to, że – a propos przerywania – mam coś takiego, że często na przykład schodzę zrobić kawę. Co jest w ogóle ciekawe, to nie chodzi o to, żeby tę kawę wypić, tylko żeby wstać, odejść, zrobić, powąchać wypić łyk, dwa i zostawić. Niech sobie wystygnie, za pół godziny zrobię sobie następną. Nie ma problemu przecież. Decaf, btw.


Kari: Whatever. Czyli faktycznie stosujmy zasadę minimalnego wykonanego działania, ale czasem to działanie może być inne, żeby nas doprowadziło do tego działania, które mamy na myśli.

Trzeci punkt. Poprawiasz tylko to, co mierzysz. Czyli jeżeli chcesz mierzyć produktywność to...


Bartek: To jeszcze tylko bym dorzucił jedną rzecz. Często osoby atypowe będą oceniane przez styl, a nie przez rezultat.


Kari: Tak.


Bartek: Bo z reguły tak jest, że... Popatrzmy na przykład na szkołę taką zwykłą. „No, Jasiu ale zadanie z jedną niewiadomą to się rozwiązuje tak”. Wynik jest? Jest. Dobry jest? Dobry jest.


Kari: Ja mam tu właśnie cały ten punkt mam wokół tego. To znaczy najpierw mam napisane, żeby nawiązać do odcinka o amnezji sukcesu. Bo mamy taką tendencję, żeby mierzyć tylko porażki, a tak naprawdę powinniśmy jednak mierzyć trochę te sukcesy, zauważać te sukcesy, więc odsyłam do odcinka z amnezją sukcesu i do robienia sobie listy ta-da, czyli rzeczy, które zrobiliśmy pod koniec dnia, a nie tych, które nam nie wyszły i których nie zrobiliśmy.

Natomiast ostatnio natrafiłam u Simona Sineka w podcaście – on opowiadał... A on ma ADHD takie mocne i mówi o nim jasno. Zawsze mu powtarzali, że nie potrafi się skupiać,  prawda? I on w to uwierzył. Natomiast powtarzali mu, bo kiedy on studiował, to chodził, nie mógł wysiedzieć przy jakimś zadaniu zbyt długo i nie wyglądał na skupionego. A tak naprawdę to on się świetnie potrafił skupiać, tylko nie skupiał się na drodze, ale na kierunku, w którym zmierzał. Czyli to jest to, co ty mówisz, że nie oceniajmy po tym, jak ktoś coś zrobił, tylko po efekcie.

Jak na przykład my jedziemy do Krakowa, to nie skupiamy się na tym, żeby przez trzy godziny jechać S7 cały czas.


Bartek: Patrzyłaś, czy to jest S7, tak?


Kari: Tak, patrzyłam S7 to jest. Teraz już niby dwie i pół godziny, no ale załóżmy trzy. Tylko żeby dotrzeć do Krakowa, prawda? Czy dotrzemy tam tą S7, czy jakimiś drobnymi, innymi dróżkami, czy może samolotem, czy może rowerem, to nie jest aż tak istotne. Zwłaszcza dla mózgu, który – w cudzysłowie – nie potrafi się skupiać, nie? I to jest też: co rano mam dylemat, bo nasz syn musi zjeść coś tam, żeby wziąć leki, i to jest strasznie trudne, żeby on usiadł do stołu i siedział tam i jadł, czyli żeby się skupił przez chwilę na tym jedzeniu, bo on jest cały rozproszony. Natomiast stwierdziłam: dobra, celem jest to, żeby on zjadł te leki. I dwie inne drogi znalazłam do tego samego celu. Po pierwsze dostał takie białkowe picie, które może wypić, chodząc – i to samo będzie.


Bartek: A to jest to, co zbieraliśmy z fotela, no.


Kari: Tak [śmiech]. A po drugie zmienił też leki, które nie potrzebują raną posiłku. Więc tak, ten sam cel osiągnięty zupełnie innym sposobem. I to jest myślę, że bardzo ważne dla osób zwłaszcza z neurotypem ADHD-owym, żeby nie wmawiały sobie, że się nie potrafią skupić, tylko żeby sobie zdefiniowali skupienie jako docieranie do celu, a nie jako czas, który spędzą nieruchomo, siedząc i robiąc jakąś tam rzecz.


Bartek: Ja tu mam dwie historie, które chciałem powiedzieć o KPI-ach, jak już mam gadać o mierzeniu.


Kari: No właśnie, bo powinniśmy mierzyć ten cel, prawda?


Bartek: Wiesz co, to zależy, powiem tak. Bo przypominam sobie taką historię, jak dawno temu pracowałem w pracy, gdzie byłem niby panem grafikiem, a w sumie nie wiem, kim byłem. I pamiętam jeden dzień, gdzie przyszedł właściciel, który miał cudowną cechę – potrafił znaleźć ludzi, którzy ogarniają to, że on nie jest zbyt bystry, i mu prowadzili ten biznes. Taką drogą ewolucyjną po prostu sobie dobierał tych ludzi.


Kari: Dobrze delegował. Idealna…


Bartek: No, tylko że chaos jeszcze wprowadzał. Nieistotne. Pewnego dnia wymyśli sobie jakąś tam konferencję i tak dalej, no i jest tysiąc pięćset zaproszeń do wysłania, no i damy tutaj jeszcze ulotkę o tym, że mamy coś tam i zaproszenie, i jeszcze dorzucimy coś tam. No więc są cztery pudła chyba, jeżeli dobrze pamiętam. Jedno z kopertami, jedno z czymś tam, z czymś tam, z czymś tam. To trzeba wszystko zrobić. I jest na to jeden dzień. Tysiąc pięćset. Skleić, wysłać zaadresować. I a propos mierzenia. Jak do tego podeszliśmy? Bo robiłem to tylko jeszcze z jedną osobą. Zrobiliśmy zwykły test. Na zasadzie zrobiliśmy taką prostą linię jak u Forda Henry'ego w fabryce.


Kari: Produkcyjną.


Bartek: Tak. Ile co nam czasu zajmuje. Mierzyliśmy to. I nasze skupienie nie polegało na tym, że my wykonujemy durną robotę wkładania czegoś do kopert i tak dalej, tylko trzymania się, czy ja w tych sekundach to wyrobiłem, bo jak nie, to koniec.


Kari: To tak jak Penny z Sheldonem, którzy śpiewali sobie szanty, żeby się zamknąć w konkretnym odcinku czasu.


Bartek: Tak, i tutaj jak gdyby przenieśliśmy swój fokus na to, co nas bawiło, czyli po prostu robienie czegokolwiek. To nie było ważne, ale tutaj był nasz fokus, czyli przenieśliśmy kompletnie swoją uwagę gdzie indziej. I jeszcze wcześniej, zanim zacząłem pracować, przypomniała mi się taka historyjka odnośnie do tego, jak to zobaczyłem – jak kiedyś z Łukaszem, moim przyjacielem, wylądowałem gdzieś tam u niego na uczelni i oni przygotowywali już nie pamiętam co, jakiś festiwal, i były do wycięcia rzeczy. No to zróbmy to razem, będzie szybciej, nie? Zwłaszcza – znowuż – a propos wracania do tego „działać ze swoją biologią”. Ja jestem osobą, która w tłumie, w sensie – razem, ja mogę robić cokolwiek, byle tylko razem było, to ja sobie znajdę coś tam, co będzie fajnego dla mnie w tych ludziach. No więc robiliśmy te rzeczy, wycinaliśmy. No i mieliśmy cholerę tego do wycięcia, tak? I też znowu jedno popołudnie, jak zwykle.


Kari: Oczywiście [śmiech].


Bartek: Kto takie rzecz organizuje? No wiadomo, że osoby z ADHD. I ja generalnie wycinałem szybciej od Łukasza parę razy. Naszym KPI było to, czy Łukasz zdąży wyciąć jeden, kiedy ja wytnę trzy. I to było wszystko, i to była nasza cała grywalizacja, tak?

Tyle, po prostu.


Kari: Fajne.


Bartek: I tutaj po prostu zaczęliśmy się tym bawić, tak? Przy okazji jeszcze napieprzać się z siebie. Tak miarę dostosowaną do tego, żeby jakby w waszych własnych zakresach się gdzieś tam zdarzyć I skupiliśmy się właśnie nie na tym w ogóle zadaniu co to tam mamy robić, ale nawet nie pamiętam co my wycinaliśmy.

Pamiętam tylko to, jak to mierzyliśmy po prostu bo to było istotne dla nas Fun Fun dokładnie Czyli w niektórych zadaniach celem niekoniecznie musi być wyrobienie zadania tylko celem może być zrobienie funu sobie i wtedy mierzysz fun. Czyli tak naprawdę na samym początku czegokolwiek robisz musisz sobie określić, co jest twoim celem.

To co my robimy raz na rok: określamy sobie cel na dany rok i potem staramy się – i to jest myślę, że fajny produktywny tip – co tydzień robimy sobie listę zadań na dany tydzień i przynajmniej jedno zadanie, jedna rzecz, którą w danym tygodniu robimy, musi dotyczyć tego, co sobie tam założyliśmy jako nadrzędny cel na dany rok. I to jest tak zwany procent składany. Czyli raz dorzucisz z tej strony, raz z tamtej, raz jeszcze z innej coś tam, niby to chaotyczne, niby nie masz żadnego skupienia, ale dorzucasz dorzucasz do tej puli po troszeczkę i na koniec roku masz, nie?


Bartek: Kurczę, mam swoje cotygodniowe od dwóch lat listy i tam widać mniej więcej, co ja robię. Tam są różne rzeczy dookoła w stylu: „pojedź wymień oponę” czy „koła się wymienia w samochodzie”, „zadzwoń gdzieś tam”. Jest tego pełno też.


Kari: Tak, tak.


Bartek: Ale są punkty, które mówią, co tam się dzieje tak naprawdę, o co chodzi.


Kari: I potem mierzymy nie ilość wypisanych zaproszeń, tylko ilość funu, jaka przy tym była. Czyli tak naprawdę w tym punkcie o mierzeniu najważniejsze jest to: zastanów się, co tak naprawdę mierzysz. I zastanów się, czy jedziesz do Krakowa, a nie, czy jedziesz S7 z prędkością...


Bartek: Tak. I pamiętajmy to, co na początku powiedziałaś, tak? Czyli, że poprawisz tylko to, co mierzysz. Czyli jak gdyby główna zasada tego działania jest taka, że jeżeli po prostu robisz rzeczy, bo robisz, no to po prostu robisz.

Wiem, że to jest masło maślane, ale jeżeli – tak jak Kari powiedziała jeszcze wcześniej – jest jakiś tam cel, są jakieś punkty, które do niego prowadzą, to rzeczywiście ja mogę po roku zobaczyć: A, okej…


Kari: Tak – i warto zobaczyć, bo zapominamy o sukcesie, a warto zobaczyć gdzie jesteśmy. A jeśli nigdzie nie jesteśmy, to ja bym zastanowiła się tutaj, czy ja mierzę dobrą rzecz. Czy ja przypadkiem nie pomyliłam mierzenia, nie wiem, ilości wysłanych zaproszeń z tym, że tak naprawdę to zależy mi na tym, żeby to był fun?


Bartek: Na przykład. Albo jeszcze jedna rzecz: jak sobie zobaczysz teraz taką listę, jeżeli uda ci się na przykład po roku, co tydzień i tak dalej, możesz ją wrzucić w czata GPT i zapytać się go: Słuchaj, jakie rzeczy najwięcej czasu mi zajmują? I nagle się okaże na przykład że, nie wiem, Bartek najwięcej dzwoni po ludziach. Nie wiem, bo to opony, bo to hydraulik, bo to coś tam. To w takim razie tam jest problem.


Kari: Albo problem, albo coś, co lubisz robić, nie?


Bartek: Na przykład.


Kari: Tam jest dana, tam jest informacja.


Bartek: Tam jest dana. I mogę teraz to zmienić, czyli poprawię to, co mierzę.


Kari: Tak. Albo robić więcej, albo robić mniej.


Bartek: Aalbo zrezygnować, żeby zrobiła się przestrzeń i tak dalej, i tak dalej.


Kari: Tak. Mierzenie tak naprawdę tutaj symbolizuje samoświadomość, nie?


Bartek: Tak. I druga sprawa, bo mogą być osoby, które mają tylko i wyłącznie ADHD, bo my tutaj mamy spektrum jeszcze, więc dla nas mierzenie tabelek, liczby – to jest fajne.

Ale na przykład Natalia, którą słyszcie tutaj, która zapowiada to wszystko, ona jest bardziej ADHD-owa. Chociaż pewnie spektrum też ma, ale jest bardziej ADHD-owa. I ja sobie z nią robię taką listę. Mamy taki rytuał, że po prostu wysyłamy sobie co poniedziałek nasze listy. To już trwa dwa lata. I to jest tak, że mając tą drugą osobę, ja się czuję zobowiązany wysłać tą listę, jak jej nie dostanę, to jej napiszę, gdzie jest moja lista.

Więc w ten sposób to też działa, że jednak się da coś tam pomierzyć.


Kari: Czyli jeżeli masz problem z mierzeniem to znajdź sobie osobę, która ci pomoże, razem możecie sobie pomierzyć [śmiech].


Bartek: Tak [śmiech].


Kari: Czwarty punkt. Nie walcz ze swoimi emocjami, wykorzystuj je. Czyli jeżeli praca Cię ekscytuje, to robisz jej więcej.


Bartek: I to jest znowu – gdybyśmy na przykład wtedy, kiedy ja mówiłem tam na samym początku, że rano jestem nieprzyjemny, gdybyśmy walczyli z moimi emocjami wtedy i próbowali dalej ciągnąć różnego rodzaju rozmowy, to się nie kończy dobrze.


Kari: Tak.


Bartek: ewentualnie jestem zmęczony. Kiedy jestem na przykład, nie wiem, w dobrym nastroju, to jest ten moment, żeby robić rzeczy, które na przykład go wymagają.


Kari: Tak, tak.


Bartek: Nie wiem, interakcje z ludźmi. Kurczę, to jest bardzo zależne od tego, co komu gra, tak?


Kari: Ja miałam taką refleksję... Kurna, czterdzieści cztery lata chyba dopiero miałam jak doszłam do tej refleksji. Ja zawsze wiedziałam, że...


Bartek: Czyli dopiero za dwa lata.


Kari: [śmiech] Rok temu. Zawsze wiedziałam, że lubię uczyć ludzi. Wiedziałam zawsze, że lubię pisać. Natomiast jeszcze rok temu robiłam strategię marek, robiłam innego rodzaju różne strategie, strategie obecności w social mediach i tak dalej. I ja to robiłam dobrze.

Natomiast to nie było coś, co mi sprawiało fun, ponieważ strategia wymaga długiego bycia w danym projekcie, a ja uwielbiam krótkie projekty. Uwielbiam rzeczy, które mogę wejść coś tam zrobić i wyjść, i skończyć. I wpadłam  właśnie całkiem niedawno...Bo zrezygnowałam z bycia nauczycielką, jak miałam dwadzieścia parę lat. Po roku uczenia w szkole. Rok uczyłam w szkole i stwierdziłam: „Kurna, nie zapłacą mi tyle, żebym mogła za to żyć. Praca marzeń, ale nie...”. I wpadłam po dwudziestu paru latach na to, że przecież ja nie muszę uczyć dzieci w szkole, tylko mogę też uczyć ludzi. I odkryłam, że tak naprawdę moim powołaniem są szkolenia, są te prelekcje, warsztaty, robienie różnych tam, nie wiem, kursów czy innych rzeczy.

Bo to mi sprawia fun i to sprawia, że moje emocje są ze mną, że ja lubię tę pracę. I dlatego, mimo tego że dobra byłam w tym, co robiłam, to zrezygnowałam ze strategii marek i powiedziałam tak naprawdę „nie” pewnemu obszarowi mojego życia, żeby się zająć tym innym. I to jest myślę to. Musimy w pewnym momencie się zastanowić, co ma dla nas wartość, w czym czujemy się dobrze i całą resztę zdelegować. Ty przejąłeś teraz cały ten strategiczny blok.


Bartek: Tak, propos emocji – jakby można było, nie wiem, podejść tak do mojego biurka czasami znienacka, to czasami klęczę przy nim, czasami stoję, czasami, nie wiem, siedzę, czasami coś tam, tak. Wyglądam głupio. Z zewnątrz może to wyglądać dziwnie, ale po prostu, potrzebuję czegoś, tak? Tak jak teraz, to już jest drugi odcinek, który nagrywamy, bardzo potrzebuję wstać, poruszać się, poprzeciągać, mam drążek, powisieć, coś porobić. Zaraz to skończymy, to sobie to porobię. Ale...


Kari: Co ma wisieć, nie utonie.


Bartek: Dokładnie tak. No więc to jest kwestia – znowuż – poznania się, zobaczenia, co tam nami steruje, i staramy się obchodzić te pokrzywy, żeby w nie nie wleźć.


Kari: Tak, więc właśnie o to chodzi. Nie walcz ze swoimi emocjami. Jeżeli czujesz, że coś nie jest dla ciebie, że coś cię męczy, to poszukaj sposobu na to, żeby tego nie robić. Żeby robić te rzeczy, które cię nie męczą. Bo te rzeczy dają stan flow, a stan flow to jest taka produktywność, że ja pitole.


Bartek: Tak, to jeszcze od razu powiem taką następną rzecz: ponieważ życie rzeczywiście składa się z rzeczy, które trzeba robić czasami, czyli nie zawsze jest różowo, ale da się podpiąć te nudne rzeczy pod rzeczy, które lubimy.

Czyli jeżeli ja mam, nie wiem, skosić trawę, zrobić faktury, cokolwiek nudnego mi daj, tak jak były te listy i tak dalej, znajdę sobie w tym... Kurczę, no wcześniej się muszę poznać.


Kari: Tak.


Bartek: Znajdę sobie coś tam, co będę mógł podpiąć pod to, że tak naprawdę głównym tematem... W ogóle się nie dzieje ta czynność, tylko jakaś tam inna, która powstaje obok.


Kari: Czyli ty sobie znajdujesz ludzi, którzy z tobą to porobią, tak jak przychodzisz, mówisz „Posiedź koło mnie, bo muszę kotlety rozbić”.


Bartek: Na przykład, tak.


Kari: Ja sobie znajduję wiedzę, to znaczy jeżeli się z czymś wiąże, na przykład zrobienie jakiegoś researchu albo coś, i jestem w zdobywaniu wiedzy, to ja od razu chętniej to robię. Albo na przykład jak już jest coś strasznie nudne, to wrzucam sobie muzykę na uszy i tańczę w tym czasie i też ruch mi pomaga.

Więc faktycznie, jak nie masz żadnej pozytywnej emocji, to weź sobie ją wytwórz.


Bartek: Tak. Proste.


Kari: Dobra. I ostatni punkt.


Bartek: Potem jeszcze mamy rzeczy kolorowe, pamiętaj.


Kari: To tu miałeś w tym! Nie walcz ze swoimi emocjami, to jest to.


Bartek: Okej. To opowiem o rzeczach kolorowych, dobra. Motywacja w ADHD zależy tylko tak naprawdę od dwóch czynników. Od intensywności przeżywanych emocji. I nie ma to znaczenia, czy one są pozytywne czy negatywne, chodzi o to, żeby się po prostu działo. A druga to jest coś takiego, co możemy ogólnie nazwać po angielsku fun, zabawa.


Kari: Zabawa, radość z danej rzeczy.


Bartek: Tak, czyli to będą te wszystkie rzeczy, które są nowe intrygujące ciekawe, pasjonujące i tak dalej, i tak dalej. I możemy sobie z tych rzeczy teraz zrobić taką macierz, gdzie będziemy mieć rzeczy czerwone. Rzeczy czerwone to będą te, które są intensywne, ale są pozbawione tej zabawy. Czyli to najczęściej będą pożary.


Kari: Tak. Czyli duży lęk albo...


Bartek: Tak. Albo wkurzenie...


Kari: Czyli to jest ten odcinek „Pięć negatywnych motywatorów w ADHD”. Tam są te właśnie rzeczy czerwone.


Bartek: Tak. I to nas też motywuje do działania, żeby nie było, tak? I to są rzeczy, przy których rzeczywiście działamy i które szybciutko nam baterie zużywają. Są rzeczy żółte. To są takie, że przyjemniejszym jest patrzenie na wypływanie własnej krwi po prostu z rany.


Kari: Co? W sensie bez zabawy i bez żadnego emocjonalnego pobudzenia? Czyli nudne.


Bartek: To są rzeczy nudne.


Kari: Żółte – nudne.


Bartek: I nas boli wręcz emocja na samą myśl o tym, że moglibyśmy to robić.


Kari: Raport na przykład, nie?


Bartek: Zużywa też baterie nie tak szybko jak czerwone, ale to jest po prostu masakra, tego nie chcemy. Są rzeczy niebieskie. Rzeczy niebieskie to są takie, gdzie jest trochę po prostu funu.


Kari: W sensie jest zabawa, nie ma...


Bartek: Jest zabawa. bardzo mało, ale nie jest intensywna.


Kari: Nie ma emocji, ale jest przyjemne.


Bartek: Tak, i to są rzeczy, które nam potrafią ładować baterie, ale jak zbyt długo w nich siedzimy, to nam wyciągają energię z tej baterii. To będzie na przykład granie w jakieś głupie gierki, to może być scrollowanie, jakieś takie dziwne rzeczy, binge-watching seriali.


Kari: Okej, okej.


Bartek: Jeżeli wiemy, to jest dla nas niebieska rzecz, to rzeczywiście, jeżeli potrzebujemy na chwilę przerwać, to spoko, tylko żebyśmy wiedzieli, że jak tam zostaniemy, to nas wciągnie i nie będzie…


Kari: Generalnie siedzenie w takim komforcie, nie? Takim gnuśniejącym komforcie. To jest to.


Bartek: Tak. No i są jeszcze rzeczy zielone. To są takie, które są intensywne i są pełne zabawy.


Kari: Czyli pozytywne emocje tam występują, i mocne.


Bartek: Tak. I to są te wszystkie rzeczy, które – jeżeli je robimy – bardzo szybko nam ładują baterie i to są rzeczy, które przypominają nam w ogóle, co jest dla nas ważne, nie wiem, jakieś tam połączenia z sobą, ludzie będą odczuwać inne takie rzeczy.


Kari: To jest ten flow, flow jest zielony.


Bartek: Problem polega na tym, że życie składa się z różnych kolorów, tylko że istotne jest to, żeby nie podchodzić do życia w ten sposób, że muszę zasłużyć na te zielone rzeczy, ponieważ, nie wiem, życie jest pełne żółtych. A biczuję się za zielone, a źle się ze sobą czuję za czerwone.


Kari: Żeby się w ogóle zmotywować, to robię czerwone, żyję z pełne żółtych. A, i uciekam. Wiesz, jaki widzę trend? Uciekam od żółtych w czerwone.


Bartek: Na przykład, może tak być.


Kari: Uciekam od żółtych w czerwone, bo wtedy coś robię i ja się czuję, że jednak coś robię, a nie, że w żółtych tam tkwię, a tak naprawdę nie szukam zielonych, bo na te zielone to nie mam czasu, bo uciekam w te czerwone.


Bartek: I ponieważ najczęściej w tych czerwonych, trochę w żółtych, czujemy jakąś taką presję, że trzeba by to robić, to nie dajemy sobie... Nie chcę powiedzieć, że... Bo to nie jest nagroda, nie pozwalamy sobie nawet na te zielone rzeczy, które są istotne, ponieważ one nas, tak jak powiedziałem, uziemiają, ładują nam baterie i tak dalej. I powodują, że odczuwamy sens zrobienia czegokolwiek.

Więc pierwsza rzecz to jest taka, że róbmy te zielone rzeczy.


Kari: Najpierw sobie pogrupujmy te rzeczy, na te kolory różne.


Bartek: Tak, róbmy sobie te zielone rzeczy, bo warto. Z czerwonych – można to wykorzystać, ale uważajmy, mamy o negatywnych motywatorach odcinek, bo tam drzazgi mogą lecieć naokoło i ktoś może dostać po prostu. W niebieskich, jeżeli je znajdziemy, to też uważajmy na nie, ponieważ one nas mogą wciągnąć.


Kari: Czyli krótkoterminowo można sobie je używać, ale nie za długo.


Bartek: Tak. A żółte? A żółte niestety mają ten problem, że są ani takie, ani śmakie, są do kitu, więc…


Kari: Generalnie, jeżeli da się zdelegować żółte, to dla niektórych nasze żółte rzeczy są rzeczami zielonymi. I to musimy o tym pamiętać, że to nie jest tak, że wszyscy mamy tak samo. Naprawdę niektórzy lubią robić te raporty.


Bartek: Tak. I druga rzecz, o której chcę powiedzieć, to jest to, że w każdej żółtej rzeczy da się znaleźć coś... Tylko że właśnie chodzi o to, żeby nie szukać w tej żółtej konkretnie rzeczy, tylko to się da robić.


Kari: W sensie dokleić jakieś tam inne rzeczy, żeby to było emocjonalnie przyjemniejsze albo żeby był jakiś fun.


Bartek: Tak. Nie wiem, masz coś, co lubisz robić i jednocześnie możesz robić to żółte, to złącz to. No właśnie musisz się poznać i tak dalej.


Kari: Tak sobie myślę, że czasami to, jaki kolor ma dana rzecz, wynika tylko z historii, którą sobie o niej opowiadamy.


Bartek: Pewnie tak.


Kari: Od naszych przekonań. Bo jeżeli ja uważam, że ten raport jest nudny albo że, nie wiem, tamto szkolenie będzie beznadziejne, to takie będzie. Więc warto sobie zadać pytanie: dlaczego tak uważam? Co mogę z tym zrobić? Jak zmienić to przekonanie?


Bartek: Jeżeli to jest szkolenie, a lubisz ludzi, to kogo tam poznam? Czego się dowiem?


Kari: Nawet jeżeli po raz setny to szkolenie prowadzę, to tam zawsze mogą być jakieś fajne rzeczy. No, fajne fajne.

Dobra, piąty punkt. Więcej nie zawsze znaczy lepiej.


Bartek: To można zinterpretować albo na zasadzie – za dużo jak pracujesz, czy tam robisz rzeczy, to najczęściej potem efektywność spada.


Kari: Tak. To jest takie literalne...


Bartek: Tak, ewentualnie lepiej jest pracować mądrze niż dużo, nie?


Kari: Tak, tak. Znaczy generalnie to jest tak, że my jesteśmy, jak mamy atypowy rodzaj mózgu, to mamy też atypowy rodzaj skupienia uwagi, produktywności i tak dalej. I jesteśmy trochę na takim rollercoasterze, czasem jest super hiperproduktywność, a czasem wpadamy w ten tryb buły, gdzie nic nie możemy zrobić.

I ostatnio jak wprosiłam się do podcastu Andrzeja Tucholskiego i rozmawialiśmy właśnie o tym, to doszliśmy w tej rozmowie do takiego fajnego wniosku, że ludziom wydaje się, że ich bazowy stan, to jest ten stan na wysokiej produktywności. Wydaje im się, że to jest ich norma. A tak naprawdę ich normą jest coś pomiędzy... Tak naprawdę ich normą to jest, że raz są u góry, raz są na dole. I nie mogą siebie oceniać względem punktu odniesienia, że są na górze, i potrafią strasznie dużo zrobić, bo to prowadzi do ogromnego wypalenia, nie? To jest to właśnie, że pracują więcej i jest coraz gorzej, jest coraz mniej efektywnie, coraz trudniej się zebrać, jest ten kortyzol, który tam cały czas nam generuje stres.

Więc zrozumienie tego, że to, że jesteśmy tak wysoko produktywni czasami, nie oznacza wcale, że to jest nasza norma, nasza baza, tylko to są po prostu jest część tego samego układu nerwowego, który wymaga od nas kilku dni nic nierobienia, bycia tą bułą, która wymaga regulacji regeneracyjnej, czyli zaplanowania regeneracji, zanim w ogóle zaczniemy pracować, a nie traktowania jej jako nagrody za to, że się tam napracowaliśmy. I jeszcze w ogóle dotrzymania sobie, nawet jeżeli bierzemy u siebie ten dług, czyli mówimy: „Dobra, oopracuję, a potem faktycznie pójdę i odpocznę”, to musimy dotrzymać to słowo, które sami sobie dajemy. Pójść i odpocząć, a najczęściej jest tak: „Dobra, popracowałem, dobra, następna rzecz, to muszę się tym zająć” i nie dotrzymujemy sobie tego słowa i sami dla siebie stajemy się osobą niegodną zaufania. Więc to nie jest dobry...


Bartek: Gdybym miał do tego podejść tak bardziej pragmatycznie, to bym powiedział: co mogę zrobić najmniej, żeby mieć największy efekt po prostu, tyle.


Kari: Tak, tak.


Bartek: Taka prosta zasada.


Kari: I też tutaj odsyłam do odcinka o perfekcjonizmie, czyli: „Perfekcjonizm – wysokie standardy czy autodestrukcja”, bo tam rozbiliśmy na kawałki takie prawo, że do pewnego momentu więcej znaczy więcej, ale od pewnego momentu więcej znaczy mniej. I tam o tym rozmawialiśmy. Więc generalnie chodzi o to, żeby pomyśleć o sobie nie tylko w tych kategoriach, że produktywność oznacza cały czas pracowanie, ale produktywność oznacza też odpowiedni rodzaj odpoczynku i regeneracji.


Bartek: Tak. Zwłaszcza że lepiej jest codziennie po godzinie niż jeden dzień najpierw przejść dwanaście godzin, a potem nie żyć przez miesiąc.


Kari: Wiesz co, zastanawiam się. To zależy od twojej biologii i twojego układu nerwowego, więc sprawdź, czy dla ciebie akurat jest lepiej, bo znam osoby, które wolą napitalać, napitalać, a potem przez dwa dni nic nie robić.


Bartek: Ciekawy jestem, czy byłyby jakieś takie metabadania, które zbierają dużo osób, które w ten sposób funkcjonują, i jak to się ma do jakości ich życia, na przykład po sześćdziesięciu, siedemdziesięciu latach.


Kari: Trzeba by też przefiltrować przez rodzaj mózgu i przetwarzanie dopaminy.


Bartek: Właśnie.


Kari: Trudne badania.


Bartek: To nie mamy tipa.


Kari: Natomiast ja mam takiego tipa, zresztą od ciebie, przy tym odcinku, nie pamiętam którym. Zastanów się, o czym będziesz pamiętać na łożu śmierci. Czy będziesz pamiętać o tych wszystkich godzinach przepracowanych, czy będziesz pamiętać jednak o tym dniu jednym, kiedy nie pracowałeś, a budowałeś, nie wiem, statek z klocków Lego ze swoimi dziećmi. Więc to powinno gdzieś tam definiować naszą produktywność.

Tak naprawdę: po co nam ta produktywność i co ona oznacza? Bo dla mnie produktywność oznacza przeżyć jak najlepiej moje życie, które mam dane. I nie przeżyć, żeby jak najwięcej zarobić, tylko po prostu jak najfajniej przeżyć to życie.


Bartek: Pamiętam wypracowanie z polskiego, które mój kumpel pisał cały dzień.


Kari: Jakie?


Bartek: No nie wiem, jakieś tam wypracowanie z polskiego, a propos produktywności.

Czyli w sumie udawał, że był zajęty, pisząc, a nie robił nic. Siedział i chodził po ścianach wręcz.


Kari: To właśnie to, że ludzie siedzą w tych biurach i odsiadują te swoje dupogodziny. Nic nie robiąc, ale muszą tam siedzieć, bo takie są zasady, takie są normy, że siedzimy siedem godzin.


Bartek: Pamiętajmy jesteśmy atypowi.


Kari: Tak, to jest neuroróżnorodna produktywność. Mamy nadzieję, że pomogliśmy wam spojrzeć na tą neuroróżnorodną produktywność z nieco innej perspektywy.


Bartek: Dzięki, pa.


Kari: Pa.

bottom of page