top of page

20 czerwca 2025

, odcinek 70

Jak zarządzać swoją energią?

Czasem działamy w trybie turbo, ale musimy liczyć się z tym, że potem czeka nas tryb buły. Każdy z nas ma ograniczoną pojemność energetyczną i wymaganie od siebie, żeby być jak perpetuum mobile nie ma sensu – zwłaszcza jeśli jesteśmy neuroatypowi, co wiąże się z niestabilnym poziomem energii.


W tym odcinku poznasz sposoby na zarządzanie czterema rodzajami energii: poznawczą, kreatywną, sensoryczną i socjalną. Dowiesz się, jak traktować regenerację i ustalać priorytety, by nie skończyć z wypaleniem. A po wysłuchaniu warto zasiąść do kalendarza i zaplanować zmiany :)

podobne odcinki
Zapisz się, jeśli chcesz dostawać informacje o nowych treściach.
Jeden mail w miesiącu.
transkrypcja

Bartek Goldyn: Dzień dobry, Kari.


Kari Goldyn: Cześć, Bartek.


Bartek: Dzisiaj będziemy rozmawiać o zarządzaniu energią.


Kari: I nie będzie to rozmowa o panelach fotowoltaicznych.


Bartek: Nie, będziemy mówić o zarządzaniu swoją własną energią. I co to zarządzanie może nam dać albo czego nam nie daje, jeżeli mamy mało tej energii. Słowem wstępu – parę dni temu prowadziłem warsztaty i pod koniec rozmawiałem z Tomkiem, który ma swoją firmę. Tomek pracuje tak naprawdę między dwoma miastami, bo w jednym ma rodzinę i rzeczywiście może pracować z laptopa. A kilkaset kilometrów dalej ma swoje biuro, firmę, gdzie są jego ludzie, którzy wykonują różne rzeczy. I Tomek jeździ między tymi dwoma miastami. Tomek, jeżeli tego słuchasz, to pewnie do tego wrócimy, bo to jest jedna z rzeczy, którą trzeba by zaopiekować.


Kari: (śmiech) Szykuj się.


Bartek: Po pierwsze, bycie w biurze, jazda kilkaset kilometrów po to, żeby być w biurze, bycie dla tych ludzi, to już jest coś, co powoduje, że Tomek prawdopodobnie ma dużo mniejszy poziom energii. Potem jeżeli wraca do domu i zajmuje się dziećmi, jest z rodziną, to ta energia też mu się obniża. A potem jeszcze Tomek musi odwalić tak zwaną samorozwojówkę, więc dobija się podcastami, naukami i innymi różnymi rzeczami, by paść, zasnąć, potem rano powstać i powtórzyć cały proces.

Niestety to nie jest tak, że w ćwiczeniu swojej pojemności energetycznej będzie jak na siłowni – czyli że musisz do oporu, aż dojdzie do hipertrofii, po prostu jak się skatujesz, to wtedy ci tam coś urośnie. Niestety przy zarządzaniu energią trzeba troszeczkę i stale. Przede wszystkim układ nerwowy jak gdyby rośnie, czy czuje się lepiej, kiedy jest po prostu bezpiecznie dookoła.


Kari: Taka regulacja poziomu energii to jest podstawa dla wszystkich ludzi. Natomiast my troszeczkę robimy rzeczy przez filtr neuroróżnorodności i dla osób neuroatypowych brak takiej regulacji jest dużo bardziej spektakularny w skutkach, bo ta energia u osób neuroatypowych często jest niestabilna, mają taki niestabilny poziom, jak rollercoaster czy sinusoida (teraz tak macham tu ręką). I gdzieś tam mamy tryb turbo, w którym możemy super dużo, a potem nadchodzi tryb buły, burrito, takiego schowania się i nicnierobienia.


Bartek: Tak, zresztą ja sam teraz, żeby usiąść, musiałem wziąć tabletkę, bo inaczej bym nie usiadł, bo mam nudne, spokojne życie. A kiedy jest dużo projektów i jest dużo rzeczy do robienia, to wtedy jest bardziej dynamicznie, jest lepiej.


Kari: A nam się wydaje, że skoro mamy taki tryb turbo, to najbardziej sensowne, logiczne jest, żeby cały czas być w tym trybie. I dążymy do tego, żeby cały czas być w tym trybie turbo. Natomiast to, że mamy ten tryb turbo, jest jedną z dwóch stron monety. Drugą stroną jest ten tryb buły, który też trzeba sobie przeżyć i zaopiekować.


Bartek: To jest tak, że jeżeli w tydzień zrobisz 200%, to spodziewaj się, że w przyszłym tygodniu nie zrobisz nic.


Kari: Dokładnie, bo wszystko się sprowadza jakby do zera. To nie jest tak, że my możemy robić 200% zawsze, a inni nie. Inni po prostu robią 50%, a potem 50%, trochę mniej. No a u nas jest 200% i minus 200%. Dzisiaj naprawiałam sobie żaluzję i miałam taką obserwację, że my mamy trochę inny typ oszczędzania energii.


Bartek: W sensie „my” to znaczy?


Kari: No ja i ty. Ty oszczędzasz energię tak, że na zapas robisz wszystko, żeby jej potem nie stracić. Czyli potrafisz wykonać bardzo dużo rzeczy, czasem niepotrzebnych, tylko po to, żeby potem tej energii nie stracić.


Bartek: To jest twoja opinia.


Kari: Natomiast ja mam odwrotną rzecz. Nie chcę tracić energii na zmianę, więc czasem wykonuję bardzo dużo rzeczy – których mogłabym uniknąć, gdybym zrobiła zmianę – tylko po to, żeby nie tracić energii, która wynika ze zmiany.


Bartek: Mówisz o tej żaluzji, która tutaj wisi od roku?


Kari: Tak, naprawiłam ją sobie właśnie dzisiaj. I ona jeszcze teraz powisi, nie jest idealna, ale jeszcze powisi, ponieważ trochę energii włożyłam. I oszczędzam energię, która wydaje mi się strasznie ogromna, a którą musiałabym wydać na to, żeby znaleźć kogoś od tych żaluzji, od tych plis, żeby on tu przyszedł, wymienił, żeby z nim pogadać. To jest dla mnie wysiłek energetyczny nie do przejścia, więc naprawiłam sobie. Teraz będzie wisieć jeszcze z pół roku albo dwa. (śmiech)


Bartek: Czyli ból trwania w sytuacji był większy niż ból zmiany.


Kari: I twój ból jakby wychodzi do przodu, ty widzisz ten ból w przyszłości i już teraz go adresujesz.


Bartek: Tak.


Kari: A ja czekam, aż przyjdzie i wtedy to adresuję. Natomiast taki energetyczny rollercoaster można zaopiekować w kilku obszarach i dzisiaj porozmawiamy o energii poznawczej, energii kreatywnej, energii sensorycznej i energii socjalnej. Jak to ogarnąć.


Bartek: Dobrze, porozmawiajmy. To poznawcza pierwsza.


Kari: Energia poznawcza to jest to, do czego jest zdolny nasz mózg, mniej lub bardziej, zależnie od energii. Taką energię się traci w momencie, kiedy przełączamy uwagę pomiędzy rzeczami, kiedy uczymy się nowych rzeczy i kiedy podejmujemy decyzje. Oczywiście w różnych innych obszarach też się traci, ale akurat na te trzy aspekty chciałabym zwrócić uwagę. Takie przełączanie uwagi w rzeczywistości, w której żyjemy, jest bardzo, bardzo częste, ponieważ mamy bardzo, bardzo dużo dystraktorów i bodźców. Wszystkie powiadomienia, coś tu dzwoni, coś tu pika, coś przychodzi. Więc podstawą do tego, żeby zaoszczędzić energię poznawczą, jest wyłączenie dystraktorów. I wszyscy to wiemy. I… nie wyłączamy tych dystraktorów. (śmiech)


Bartek: Tak pomyślałem teraz, że jednym z kryteriów oceny tego, jak dużo pracy będzie wymagało ode mnie na przykład konsultowanie jakiejś firmy, jest to, jak duży chaos panuje w firmie i oceniam to właśnie przez ten pryzmat. To się mówi, że jak dużo jest kotów do zagonienia w jedno miejsce, czyli w jakich warunkach ci wszyscy ludzie pracują. I im więcej jest właśnie dystraktorów w pracy, przerywają i tak dalej, tym wiem, że sam proces będzie dłuższy, będzie trudniejszy. I nie może to być zbyt duża zmiana, bo się po prostu nie uda.


Kari: Będę tu powtarzać jak katarynka po wszystkich coachach internetu: jak siadasz do pracy, to wyłącz dystraktory. Są różnego typu aplikacje, które wyłączają. Właśnie ostatnio przeczytałam u mnie na LinkedInie w komentarzu, że dziewczyna sobie zainstalowała taką aplikację, siada do pracy, włącza ją i wszystkie dystraktory są wyłączane od jednego kliku.


Bartek: To jest niesamowite, że jest aplikacja, a wystarczy po prostu ten telefon zostawić gdzieś.


Kari: Tak, ale to jest bardzo często za trudne dla naszego mózgu, który jest uzależniony od tego, żeby on był obok, gdzieś blisko w zasięgu wzroku. Ale są takie skrzyneczki, że się wsadza telefon.


Bartek: Klatka Faradaya.


Kari: Nie, są takie, że się wsadza telefon, ona się zamyka automatycznie i możesz go wyciągnąć dopiero po godzinie chyba. To też można sobie tak narzucić.


Bartek: Wyobrażam sobie już taką torturę, że to jednak nie jest klatka Faradaya, w sensie że nie odcina od świata tego telefonu, tylko że tam ci wszystko wyskakuje, ale nie możesz się do tego dostać.


Kari: Dokładnie. Więc dystraktory wyłączamy do pracy i to naprawdę pomaga. A warto wiedzieć, że są takie trzy rodzaje skupienia naszego mózgu. Pewne rzeczy, które robimy, inaczej skupiają nasz mózg. I te trzy rodzaje to są rzeczy administracyjne, czyli proste rzeczy typu pisanie maili, jakieś uzupełnianie spraw, które nie wymagają naszego systemu myślenia, który jest trudny.


Bartek: Są automatyczne najczęściej.


Kari: To jest jeden rodzaj spraw. Drugi rodzaj to jest deep focus, czyli takie głębokie skupienie, w którym nie możemy wykonywać rzeczy automatycznie, tylko musimy się bardzo skupić i wejść w to, co robimy. Trzeci rodzaj to są rzeczy robione z ludźmi, czyli takie skupienie socjalne, gdzie mamy tych ludzi. I aby zaoszczędzić sobie tę energię poznawczą, warto te sprawy grupować na bloki, nawet na dni. Czyli jeżeli mamy spotkania, to te spotkania ustawiajmy w jednym miejscu. Jeżeli mamy deep focus, to wtedy nie przerywamy tego deep focusu wysyłaniem maila albo takimi rzeczami… Zamykamy się w ogóle, piszemy w kalendarzu „ciche godziny” albo „nie przeszkadzać”.


Bartek: To jest jeszcze trudniejsze, jeżeli pracujemy w organizacji, bo wtedy trzeba wszystkich zestroić – jeżeli ktoś ma socjalne, a ty masz deep focus, to to nie wyjdzie, jeżeli to jest w tym samym czasie. Często robimy coś, co się nazywa plan lekcji. To ma głupią, infantylną być może nazwę, ale jest bardzo trudne. Tak jak na początku roku ktoś tam ustala plan lekcji dla całej szkoły…


Kari: …dla wszystkich klas i wszystkich nauczycieli.


Bartek: Więc warto jest ułożyć taki plan lekcji, jakie rzeczy robimy w danym czasie w ogóle w firmie, żeby sobie nie wchodzić w drogę. I naprawdę nic się nie stanie, jak klient poczeka parę godzin.


Kari: Dokładnie. Takie na przykład dwugodzinne bloki, tak zwane bloki ciszy albo ciche godziny, kiedy nikt się nie odzywa i nie ma przychodzenia do ludzi. Tylko każdy zajmuje się swoimi rzeczami. To pozwala na energię poznawczą.


Bartek: Potem może być blok, kiedy się wymieniamy różnymi rzeczami i to będzie ten socjalny, i tak dalej.


Kari: W ogóle dla autystyków świetne jest dzielenie na całe dni tematyczne, bo u autystyków zmiana tego, na czym się skupiamy, jest bardzo energochłonna.


Bartek: Ja w ogóle dążę do tego, żeby mieć tygodnie.


Kari: To jest w ogóle super luksus.


Bartek: David C. Baker to jest mój role model i do tego dążę.


Kari: Była kiedyś taka pani, nazywa się Christine Miserandino i ona ukuła coś, co się nazywa Spoon Theory, czyli teoria łyżek. To jest taka fajna metafora, która pokazuje nam nasz poziom energii. Wyobraźmy sobie, że mamy na przykład 20 łyżeczek do dyspozycji każdego dnia i każda czynność kosztuje nas jedną, dwie albo trzy łyżeczki.


Bartek: Łyżeczka energii to jest po prostu.


Kari: Czyli na przykład jeżeli mamy się ubrać, to jedna łyżeczka, a jeżeli mamy popracować, to pięć łyżeczek. I teraz ważne jest to, że nie wszyscy mają tyle samo łyżeczek. Osoby neuroatypowe mają tych łyżeczek mniej albo wykorzystują ich więcej. Czyli autyzm ma mniej łyżeczek, ponieważ więcej energii wymaga przerzucenie się, a ADHD wykorzystuje ich bardzo dużo, ponieważ co chwilę ta uwaga gdzieś skacze, więc jedna, druga, trzecia, czwarta, piąta łyżeczka. Ta metafora polega na tym, że jak nam się wyczerpią łyżeczki, to już nie mamy energii do działania. Więc jeżeli sobie zdamy sprawę, że mamy tych łyżek ileś tam, skończoną ilość dziennie, że one się dopiero odnawiają, jak się prześpimy, to możemy zacząć obserwować, gdzie najwięcej łyżek nam odpada i zacząć priorytetyzować rzeczy. Czyli jeżeli wiemy, że na przykład bardzo dużo energii poznawczej idzie nam na spotkaniach, to najpierw zróbmy rzeczy, które musimy danego dnia wykonać, a potem idźmy na spotkanie. Najwyżej bez łyżek już dojedziemy do końca tego spotkania.


Bartek: Pytanie, co jest ważniejsze.


Kari: Tak, i tutaj są też decyzje. Czyli na tych łyżkach można też wyobrazić sobie liczbę decyzji, które mamy do podjęcia każdego dnia. Na niektóre decyzje nie starczy łyżeczek, więc te decyzje warto zostawić do następnego dnia. Na przykład jak wieczorami jesteśmy zmęczeni i zdechnięci, to nie ma sensu wtedy podejmować ważnych decyzji, bo nie, bo lepiej poczekać do poranka.


Bartek: Ostatnio, parę dni temu, rozmawiałem z Łukaszem, moim przyjacielem, o tym, że dopóki tak nie masz, to nie zrozumiesz tego, ile energii idzie na przykład na to, żeby się rano ubrać. Ja jestem osobą, która wygląda codziennie tak samo, jestem jak postać z kreskówki praktycznie. I Łukasz właśnie ostatnio mówił, że zaczyna rozumieć, co to jest, bo kupił sobie ileś tam koszulek (chyba czarnych, jeżeli dobrze pamiętam) i po prostu się nie zastanawia, ubiera zawsze to samo.


Kari: Właśnie, i ten minimalizm ogranicza ilość decyzji. Steve Jobs, który zawsze miał to samo, ten sam czarny golf, zdał sobie sprawę, że ma ograniczoną ilość łyżek codziennie, więc ograniczył decyzje dotyczące ciuchów. My też mamy podobną taktykę przy jedzeniu. Raz w tygodniu wybieramy posiłki na cały tydzień w naszym cateringu i ograniczamy te decyzje. Potem tylko przychodzi ten catering, nie musimy decydować, czy trzeba jechać do sklepu, co zjeść dzisiaj. Po prostu dostajemy to, co wybraliśmy, i tyle. Dzięki temu oszczędzamy łyżeczki i energię poznawczą. Więc jeżeli wieczorem się zastanawiacie i macie paraliż decyzyjny, i nie wiecie, co w ogóle zrobić…


Bartek: …to idźcie spać.


Kari: To idźcie spać. Poranki są zawsze lepsze od wieczorów.


Bartek: Dodam jeszcze, że bardzo dużo zależy od tego, jaka jest kultura organizacji, w której pracujecie. To jest mocno skorelowane z tym, jaki macie poziom energii. Jeżeli organizacja jest na przykład… jest to newsroom, gdzie się po prostu cały czas dużo dzieje.

Ewentualnie jest to, też następny klasyk, czyli agencja eventowa. To są miejsca, w których szczególnie bym zwrócił uwagę na to, jaki jest mój poziom energii, bo one po prostu same z siebie wysysają energię. Tam jest praktycznie cały czas chaos. Możecie być w miejscu, które jest po prostu zarządzane poprzez chaos, bo jest taki sposób zarządzania. Jest bardzo niefajny, ale może tak być.


Kari: To pewnie bardziej wyłazi przy tej energii sensorycznej. Natomiast energia poznawcza też, bo dostajesz dużo zadań na raz i masz się nagle skupić na pięciu rzeczach jednocześnie. A to nie zadziała.


Bartek: Jeszcze o multitaskingu chciałem powiedzieć, że jest bez sensu. Chwilowo zmniejsza IQ na przykład, pamięć roboczą. Od 50 do 100% wydłużają się taski, jeżeli są robione po kilka na raz.


Kari: No właśnie, czyli blokowanie rzeczy i nieprzeszkadzanie w tym, jak już ktoś coś robi, jest kluczem do tego, żeby…


Bartek: To jest w ogóle ciekawe. To bardzo dobrze testuje, jak bardzo dorosłą osobą jesteś, w sensie emocjonalnie, jeżeli coś jest super ważnego i masz po drugiej stronie osobę, która coś robi, a ktoś na przykład tworzy presję, bo jest klient, który O Jezu, musi być natychmiast. To teraz bardzo łatwo wyjdzie, jak jesteś emocjonalnie dojrzałą osobą – czy potrafisz przerwać komuś, bo masz emocje i musisz je zrzucić, czy po prostu poczekasz.


Kari: I zakolejkujesz.


Bartek: Dokładnie tak.


Kari: Energia kreatywna.


Bartek: Kari się tu patrzy na mnie, bo ja mam mówić. Jeżeli chodzi o kreatywność, moim wzorem jest John Cleese. John Cleese to jest twórca, współtwórca, członek grupy Monty Pythona. I on napisał parę lat temu taką prostą książkę. Pamiętam, że nawet dużo o tym mówił, o kreatywności, w momencie, kiedy ją promował. Napisał po prostu przewodnik po kreatywności, na czym ona polega.

Energia kreatywna, czyli taka energia, którą musimy… może inaczej – żeby być kreatywnym w ogóle, to niestety musimy dać temu czas, żeby to zadziałało. Większości ludzi się wydaje, że kreatywność to jest taka rzecz, którą się ma albo się nie ma. To w ogóle nie jest prawda, bo kreatywność zawsze występuje. Ludzkość jest tutaj, gdzie jest, ponieważ jest kreatywna po prostu. Kreatywność występuje najczęściej wtedy, kiedy się nudzimy. I wynika też jeszcze z niedoborów. Czyli nie mamy wszystkiego, co możemy mieć, żeby coś zrobić, więc kombinujemy jakby tu… i jeszcze przy okazji mamy czas i przestrzeń na to. Więc żeby w ogóle ta kreatywność mogła zajść, to musimy sobie dać ten czas. Jeżeli mamy ogromną ilość tasków, jest cały czas jakiś wir, chaos i tak dalej, to ona w ogóle nie zajdzie, więc możemy się z nią pożegnać. Potrzebuje przestrzeni, czyli powinniśmy tak naprawdę izolować się, zamykać i dać jej czas, żeby zadziałała. Dodatkowo kreatywność nie może być oceniana, ponieważ mózg nie przejdzie z tego trybu realizowania zadań, przetrwania w ogóle, że taski są do zrobienia, trzeba robić, robić, robić. Jeżeli nie będziemy mieć tego czasu, będziemy oceniani, to ta kreatywność, ten proces nie zajdzie. John Cleese w ogóle mówił, że on się zamyka, ma specjalny pokój i się zamyka. On już jest wyćwiczony, ale na początku to go wręcz bolało, że jest w pokoju, gdzie nie ma nic, co można robić.


Kari: To jak ten zamknięty telefon – można taki pokój zrobić. Zamyka ci się zamek i nie wyjdziesz przez godzinę.


Bartek: I jak on się tam zamykał, to po pewnym czasie już nie chciał się zabić z nudów, tylko po prostu jego mózg zaczynał z nudów wymyślać rzeczy. Ponieważ one nie były oceniane, to jego mózg nie bał się, że to, co tam wystrzeli, to będzie głupie, słabe albo coś tam. I dopiero wtedy ta kreatywność mogła kwitnąć. Dodatkowo jest coś takiego, co się nazywa inkubacja w kreatywności. Czyli – ty to na pewno znasz – wrzucasz sobie po prostu dużo rzeczy z jakiegoś danego obszaru i zostawiasz.


Kari: W sensie czytam, gdzieś tam chodzę, inspiruję się…


Bartek: Cokolwiek, możesz nawet kopać rowy. Cokolwiek trzeba po prostu robić, tylko po to, żeby dać temu czas, żeby to się poukładało. Bo najczęściej nie wiadomo skąd, nagle pojawia się: O, może tak.


Kari: I do tego potrzebny jest sen. Bardzo mnie zawsze irytowało, jak jeszcze pracowałam jako copywriterka, jak przychodził do mnie klient i mówił: Dobra, to wymyśl mi teraz hasło. I czeka. Czeka, aż ja zacznę sypać tymi wspaniałymi hasłami z rękawa.


Bartek: Mam takie przemyślenie à propos czegoś, co się nazywa agencje kreatywne. Wiedząc to, co wiem o kreatywności, nie ma szans, żeby agencje kreatywne mogły się nazywać kreatywnymi. Ponieważ w większości wypadków to nie jest kreatywność, tylko najczęściej używają już rzeczy, które zostały sprawdzone, bo duże firmy, dla których pracują, nie przyjęłyby niczego kreatywnego, chociaż lubią mówić, że to jest kreatywne. De facto nie jest, ale…


Kari: To trzeba dużej odwagi i takiego pójścia w innowacyjność.


Bartek: Korporacje tego bardzo nie lubią, zwłaszcza na niskim poziomie.


Kari: Jak się ma liderów neuroatypowych, to tam jest ta cecha właśnie pójścia w innowacje. Ale to w następnym odcinku.


Bartek: Moi drodzy, żeby mieć tę energię na kreatywność, po prostu trzeba mieć bardzo dużo czasu. Bezpieczeństwa, nicości takiej totalnie wokół siebie, nudy.


Kari: Generalnie jak dzieci do mnie przychodzą – już przestały, bo wiedzą, czym to się kończy – żeby im znaleźć jakieś zajęcie i mówią: Mamo, nudzę się. No i ja im zawsze na to mówię: No to wspaniale, świetnie, idź i się nudź dalej. Właśnie ze względu na to, że wiem, że tam kreatywność się odpala. Natomiast jeżeli dziecko do nas przychodzi, bo się nudzi, a my zaczynamy mu wymyślać różne zajęcia, to pozbawiamy go kreatywności, zabieramy mu tę kreatywną energię i po prostu wrzucamy go w kreatywny dołek. I to samo dzieje się, jeżeli przychodzą do nas pracownicy i mówią: Nudzę się, a my im zaczynamy dawać zajęcia.


Bartek: Ewentualnie: Nie mogę czegoś wymyślić.


Kari: Żeby tę kreatywność pobudzić, to warto powiedzieć do tego pracownika: Okej, to masz taki problem. Czy mamy czas? Mamy czas. To idź sobie do pokoju bez bodźców i pomyśl nad tym.


Bartek: Podsumowując: żeby mieć kreatywność, trzeba przełączyć mózg z trybu takiego zadaniowego, szybkiego, który ma jakieś tam procesy, robi rzeczy, wykonuje taski, na taki nazwijmy go otwarty, czyli wolny, ślamazarny, oparty na eksperymentowaniu, myleniu się i wtedy dopiero się pojawia kreatywność.


Kari: Z drugiej strony tego medalu mamy ogarnięcie nadmiernej kreatywności. Czyli mamy bardzo często osoby z ADHD, które mają tysiąc pomysłów na minutę i wszystkie chcą realizować, wszystkie robić. Rzucają się od jednego do drugiego albo w ogóle siedzą i tylko wymyślają, bo nie mogą wejść w tryb robienia. Bo wymyślanie nowych pomysłów i taka kreatywność jest dla ADHD dopaminogenne.


Bartek: To też. A przy okazji jeszcze mamy poprzedni odcinek o prokrastynacji, w którym też jest…


Kari: O perfekcjonizmie.


Bartek: A, sorry. O perfekcjonizmie. I tam też jest kawałek taki, który mówi o tym, co nam robi ciągłe myślenie.


Kari: Natomiast to, że te osoby są tak bardzo kreatywne, wynika z braku tej dopaminy w korze przedczołowej. Czyli normalnie jeżeli ta dopamina tam jest w dużej ilości, to robimy rzeczy. To jest to, co powiedziałeś, że robimy, jesteśmy w trybie robienia, funkcje wykonawcze super działają. Natomiast tej dopaminy tam nie ma, więc u osób z ADHD mózg samoistnie wchodzi w ten tryb marzenia, nierobienia…


Bartek: Wyobraźmy sobie teraz, że właśnie jesteś w pokoju, gdzie nic nie ma. To chcesz się po prostu zabić.


Kari: Tak, to chcesz walić głową w mur. Natomiast tę kreatywność też trzeba czasem zastopować. To też jest częścią ogarniania energii kreatywnej. Naszym ulubionym sposobem, o którym już tu dużo było, jest układanie pomysłów na parkingu pomysłów. Czyli wyrzucenie z siebie tych wszystkich pomysłów, zapisanie ich gdzieś i zostawienie, nie próbowanie ich realizowania od razu, tylko zostawienie na dobę, dwie albo trzy. Jakieś takie ramy, które mówią: mam dwie godziny na kreatywność, a potem mam dwie godziny na wdrożenie tego i tego, i tego.


Bartek: A ja mam taką prostą zasadę: jak ta dana rzecz pozycjonuje mnie w przyszłości. Czyli inaczej – do czego większego to się w ogóle składa. Jeżeli się do niczego większego nie składa, to to jest jakieś emocjonalne nie wiadomo co. I teraz jest pytanie, czy mam przestrzeń na to, żeby było miło, żebym sobie coś porobił, czy rzeczywiście to do czegoś większego się przykłada po prostu.


Kari: Czyli pamiętanie cały czas o celu. Na przykład jak sobie siedzę i napisałabym 500 kreatywnych różnych postów i mam ochotę w różnych miejscach pisać, to jednak wybieram te, które dotyczą neuroróżnorodności, bo to mi się składa do…


Bartek: Wyobraźmy sobie taką sytuację, że czytam jedną książkę na miesiąc, bo więcej nie mam czasu. To mam 12 książek w ciągu roku, jak dobrze pójdzie. To w ciągu tego roku, co ja mogę przeczytać, a czego raczej nie powinienem czytać…


Kari: …żeby ci się składało do jednej rzeczy. I tak można tę kreatywność ogarnąć. Czyli jest bardzo dużo kreatywności, ale bierzemy się tylko za te rzeczy, które się do czegoś nam składają.


Bartek: Tylko żebyście też nie wrzucali wszystkiego w jeden wór: Ale ja potrzebuję, żeby móc oddychać, potrzebuję


Kari: Tak, i to jest okej, jeżeli to jest zaplanowane, a nie, że cały czas siedzimy i oddychamy. (śmiech) Czasem trzeba zakończyć oddychanie i wziąć się za robotę.

Energia sensoryczna to jest energia szczególnie ważna u osób neuroatypowych, które mają podwyższony próg reakcji albo obniżony – niestandardowy próg reakcji na bodźce. I w takiej regulacji sensorycznej ważne jest to, żeby zauważyć u siebie, że mamy dwojakie zachowania. Albo poszukujemy bodźców, albo unikamy bodźców. W zależności od tego, jakie mamy nadwrażliwości czy niedowrażliwości. I na przykład poszukiwanie bodźców to są przytulasy mocne, kołderki obciążeniowe, siadanie na stopie. Na przykład bardzo wielu autystyków siadając, podstawia sobie stopę i siada na tej stopie. I to jest poszukiwanie bodźców, ponieważ tam jest docisk, tam się zaczyna troszeczkę mniejsze krążenie krwi. Powtarzalne ruchy to jest poszukiwanie bodźców, czyli bujanie się, jakieś ruszanie stopą. Kolorowe rzeczy – i to u nas widać na przykład. Ja poszukuję bodźców, ponieważ na mojej tablicy jest nasrane różnych kolorowych kartek. Mam też różne kolorowe ciuchy. Natomiast ty jesteś czarno-biały, czarno-szary tak naprawdę. W twoim pokoju nie ma żadnych powystawianych rzeczy, nie ma kolorów. I u mnie to wszystko tutaj, to jest efekt poszukiwania bodźców wzrokowych. Żucie gumy to jest na przykład też poszukiwanie bodźców, bo cały czas się dobodźcowujesz tym ruchem. Wąchanie olejków to jest poszukiwanie bodźców. No i mocne smaki. Tutaj pozdrawiam Marcina Wacińskiego, który wpitala jakieś najostrzejsze chipsy świata raz na jakiś czas i się z tego cieszy.

Natomiast unikanie bodźców objawia się tym, że uciekamy od hałasu, czyli różnego typu słuchawki wygłuszające, wycinamy sobie metki, które nam dają bodźce, przygaszamy światła, unikamy tłumu ludzi. Sprzątamy na biurku, sprzątamy w ogóle – to jest twój rodzaj unikania bodźców. Mamy jakąś wybiórczość pokarmową, czyli na przykład unikamy pokarmów o szczególnych fakturach albo zapachach. Unikamy dotyku.

Jeżeli już wiemy, w jakich obszarach unikamy bodźców, a w jakich dążymy do tych bodźców, i zaobserwujemy to, jak regulujemy sobie swoją sensorykę, to możemy więcej robić tego, co działa w tym unikaniu. Ważne jest to, że jeden bodziec może dla danej osoby być zarówno… może go unikać, jak i go szukać. Tak jest u mnie z dźwiękiem, ja bardzo unikam szumów i wszelkich hałasów, kiedy pracuję, natomiast zawsze włączam sobie muzykę, ponieważ ona mi pomaga regulować się sensorycznie.


Bartek: Jakbyśmy popatrzyli na przykład na duży open space i siedzi tam 50 osób, to teraz każdego należałoby sprofilować.


Kari: Tak, bo niektórzy potrzebują właśnie takiej przestrzeni, bo oni dążą do tych bodźców, a inni unikają tych bodźców.


Bartek: To jest klasyk taki. Na przykład w domu mam starszego syna, który jak już jest zmęczony, to będzie chodził wręcz po ścianach.


Kari: I gada ciągle, i gada.


Bartek: Gada, skacze, coś robi, a ja mam ochotę go wtedy zabić po prostu. Wziąć pierwszą, lepszą rzecz i go zatłuc, żeby się już przestał ruszać.


Kari: Bo ty unikasz tych wszystkich bodźców, których on szuka w momencie przeciążenia.


Bartek: Jeżeli jest właśnie ten duży open space, gdzie jest 50 osób, to może jeżeli ktoś gotuje obiad, to chociaż tylko w jednym momencie robimy te wszystkie obiady. Odgrzewamy i wtedy – to już klasycznie – rybą wali w całym biurze. Albo po prostu nie przynosimy. Masz ochotę na rybę? Kurde, idź po prostu na tę rybę. Światło – różne jest światło, można zmienić to światło. Ja wiem, że to są takie klisze trochę dla neuroatypowych: O, zmieniliśmy światło i wygłuszyliśmy i daliśmy panele. Niemniej to są te podstawowe rzeczy, które można, praktycznie nie robiąc nic, zmienić, żeby podnieść ilość energii u tych ludzi. A co się z tym wiąże – oni po prostu lepiej pracują. Czyli zarabiają więcej pieniędzy. Koniec.


Kari: W idealnej organizacji powinny być miejsca, w których jest możliwość dobodźcowania się i odbodźcowania się. Czyli salki ciszy, salki zen, gdzie jest zmniejszona ilość bodźców, no i siłownia albo trampolina, gdzie możesz sobie iść poskakać, włączyć kulę dyskotekową, dźwięki i możesz tam napitalać, i się dobodźcować.


Bartek: Pamiętajmy, że to można też robić naprawdę w prosty sposób. Można ubrać słuchawki…


Kari: Tak, i wtedy możesz albo sobie rąbnąć muzę, tak jak ty sobie czasami taki ostry metal…


Bartek: Mózgojebę.


Kari: Albo po prostu puścić szum morza.


Bartek: Iść na spacer. Nic się naprawdę nie stanie, jak się na chwilę po prostu wytniesz.


Kari: Tutaj jest bardzo ważne zarządzenie tą energią, bo to nie jest o tym, że jeżeli będziemy mieć sensorycznie idealne środowisko, to będziemy bardziej produktywni albo super do przodu. Ale to jest o tym, że jeżeli nie będziemy tego mieć, to dużo więcej tej energii stracimy. Dużo więcej tam wsadzimy.


Bartek: Wszystko się wtedy w ogóle dzieje. Ludzie, którzy mają niski poziom energii, stają w takich bardziej obronnych postawach. Czyli komunikacja się zmienia, sposób pracy, po prostu wszystko leci.


Kari: Zaczyna się zmęczeniem, potem zaczynamy przechodzić na autopilota, a na samym końcu mamy dysregulację emocjonalną. Dysregulacja emocjonalna to jest właśnie to, że zaczynamy wchodzić w konflikty, zaczynamy nie panować nad sobą albo płakać, albo krzyczeć, albo wycofywać się w ogóle z jakichkolwiek relacji. I takie bodźce, które działają gdzieś w tle (zbyt jasna lampa) mogą nam powodować to wykończenie naszej bateryjki wręcz niezauważalnie. Czasem po prostu nie wiemy, dlaczego nagle jesteśmy tacy zmęczeni. Każdego wieczora jesteśmy wyczerpani. To warto po prostu zaobserwować. Mentalnie przejść się w ciągu swojego dnia i zaobserwować, gdzie unikamy bodźców, a gdzie ich szukamy.


Bartek: Została nam na samym końcu energia socjalna.


Kari: To jest bardzo duży kawałek, natomiast spróbujemy go jakoś streścić.


Bartek: To ja zrobię taki półwstęp do tego. Wszyscy ludzie mają różnego rodzaju postawy, ewentualnie mogę już bezpośrednio powiedzieć: maski, które ubieramy. Dla mojej żony i dla mojego psa nie mam żadnych masek. A dla pani w banku jestem taki, a dla klienta jestem taki. I każda z tych masek, ubranie jej i w ogóle bycie w tej formie, granie tej postaci, którą mam, to jest po prostu wydawanie energii, nie będąc do końca sobą. Pamiętajmy też, że nikt nigdy nie jest do końca sobą, na tym polega społeczeństwo.


Kari: Tak, tylko mogą być maski, które łatwiej nam nosić, a mogą być takie, które nam trudniej nosić, bo są totalnie niezgodne z naszym…


Bartek: No właśnie. I teraz, te wszystkie maski, które nosimy, one po prostu powodują, że – tak jak było wcześniej o tych łyżkach – musimy wydawać energię. I osoby neuroatypowe mają tę super rzecz, że niestety muszą wydawać więcej tej energii.


Kari: Na to maskowanie.


Bartek: Tak, na to maskowanie, ponieważ to się wiąże jeszcze z wieloma innymi rzeczami, takimi jak to, że po prostu odstajesz od reszty. Jesteś niewygodny w jakiś sposób dla reszty, więc starasz się coś kombinować. A jak w ogóle masz autyzm, to kombinujesz, a nawet nie masz tej części mózgu, która wie, w którą stronę kombinować.


Kari: Czyli musisz się nauczyć wszystkiego tak bardzo świadomie.


Bartek: Wracając do tej energii socjalnej – bycie wśród ludzi może być bardzo energochłonne. Tylko dlatego, że po prostu tam jesteśmy. Więc jest pytanie jeszcze: z jakimi ludźmi i co musieliśmy ubrać, żeby być, i wtedy nam wyjdzie, jak wyglądał nasz tydzień. Jeżeli byłem bardzo jakiś tam, że musiałem bardzo się hamować się i tak dalej, żeby ci ludzie mnie odebrali odpowiednio (bo chcemy, żeby tak było), to to będzie bardziej kosztowy dla mnie tydzień. A jeżeli byłem tylko wśród psów, to jest super. I dodatkowa rzecz jest taka (za chwilę Kari będzie wszystko prostować, bo będzie miała swój infodump), że zauważam na przykład u osób z ADHD, takich, które mają więcej ADHD niż innych rzeczy, jak po prostu orzą swoją energią po glebie, już nie żyją, ale są ludzie, więc: Jeej, Boże, cudownie, bo jeszcze jego czy ją trzyma dopamina. Jak tylko jej lub jemu zabierzemy tych ludzi, to nagle dopamina robi zwrot w tył i po prostu nie żyje. Więc warto zaobserwować to u siebie i może nie doprowadzać do tego momentu, że już jedziesz na minusie i tylko dlatego, że ludzie są wokół, to ty jeszcze żyjesz.


Kari: Bo tutaj z dwóch stron idzie energia. Z jednej strony ludzie dają nam energię i w tej socjalnej energii mogą być źródłem energii. I dla osób z ADHD bardzo często tak jest, że dają tę dopaminę i są źródłem energii socjalnej. Z drugiej strony to maskowanie, które cały czas nosimy, zabiera nam tę energię socjalną. To jest takie trochę znalezienie balansu między tym, ile to daje, a ile zabiera. I właśnie w tych momentach, kiedy już jesteśmy naprawdę zmęczeni, przekraczamy ten moment, że już nam bardziej zabiera i ta energia maleje, ale mimo wszystko ciągle ją dostajemy, więc cały czas się trzymamy tego małego źródełka, bo mamy coraz mniej energii, więc jeszcze bardziej chcemy tę energię czerpać.


Bartek: Jak amfetamina na przykład, albo kawa.


Kari: Dokładnie. Natomiast maskowanie to jest taka strategia wyniesiona z dzieciństwa, zwłaszcza u osób neuroatypowych, które mają wyższy poziom intelektu. Oni sobie tym intelektem ogarniają to, że są wyłączeni ze stada, są wyrzuceni z grupy, więc: Dobra, to ja wykombinuję teraz wszystkie socjalne skrypty, które tu muszą się zadziać, żeby jednak w tym stadzie być, bo to jest kwestia życia i śmierci.


Bartek: To jest jeden z powodów, dla których do tego podcastu jest doklejone „i emocje”, bo i Kari, i ja zastanawiamy się, dlaczego ludzie tak robią, a nie inaczej.


Kari: Robimy sobie te wszystkie strategie i zakładamy różnego typu maski. Wiemy, że jak idziesz do ludzi, to nie możesz po prostu walić im prosto w twarz swoją szczerą opinią, bo najczęściej to się odbije negatywnie na twoim byciu w tym stadzie. Więc musisz założyć sobie maskę pod tytułem: Nie mów wprost tego, co myślisz, ułóż to w inne słowa. Czyli zaczyna ci tam pracować, wysysasz tę energię. Albo: Nie mów nic, czyli znów zaczynasz pracować, żeby się powstrzymać przed naturalnym dla siebie zachowaniem.


Bartek: A w ogóle chciałem jeszcze dodać, że jak się ma tego świadomość i umie się w to maskowanie, i tak dalej, to potem coraz mniej to kosztuje. Przynajmniej to jest moje doświadczenie. Jest mi coraz łatwiej, coraz mniej mi to robi. Mogę coraz więcej.


Kari: Ja natomiast mam takie przemyślenie, że mnie to coraz mniej kosztuje, dlatego, że coraz bardziej mam miejsca i osoby, przy których nie muszę tego robić.


Bartek: A to właśnie chciałem case study na sam koniec powiedzieć, taki powiedzmy półosobisty, bo nie mój, tylko twój. Byliśmy na Infoshare dwa, trzy tygodnie temu. I teraz popatrzmy sobie, jak wygląda tam energia dla takiej osoby. Na Infoshare jest wielka, ogromna hala, są sceny, które są trochę wygłuszone. Im bardziej w scenę wejdziesz, tym normalniej to wygląda, już tak jest głucho. Ale chodzisz po wielkiej hali, gdzie jest masa światła, bodźców, ludzi rozmawiających, kręcących się, każdy próbuje zwrócić twoją uwagę. Dodatkowo, w przypadku Kari, jesteś speakerem, czyli wychodzisz na scenę, mówisz do ludzi, oni tam są dla ciebie, uśmiechasz się do nich, dodajesz im energii, chcesz, żeby było miło i pozytywnie. Dodatkowo są inni ludzie, którzy też jeszcze chcą z tobą porozmawiać, nie tylko o tym, jak piękne było to wystąpienie, tylko może byś przyszła do mnie, może byśmy porozmawiali razem o tym, może pomożesz mi coś. Więc trzeba nosić te maski, są te wszystkie bodźce i tak dalej. Gdyby Kari po takim wyjeździe wróciła do domu, gdzie nadal musi nosić maski, to byłoby prawdopodobnie naprawdę słabo. Miała maraton, bo ma ADHD, więc działa na deadline'ach, musiała przygotować wystąpienie, jeszcze była wcześniej w podcaście, spotykaliśmy się tam z innymi ludźmi, których znamy, więc jeszcze poza całą konferencją był ten pozakonferencyjny socjal. I czym się to Kari skończyło?


Kari: No jestem chora. Od dwóch tygodni jestem chora. Natomiast ja już to wiem i ja się strasznie cieszę. Na przykład napisałam do mojej przyjaciółki Moniki: Jestem chora i taka buźka uśmiechnięta, a ona mówi: I co, cieszysz się z tego, że jesteś chora? A ja jej napisałam, że cieszę się z tego, że wiem, jaki jest pattern, jaki jest wzorzec i mogę sobie tym zarządzić. I to było tak, że tuż przed Infoshare'em pojechaliśmy tam w sobotę, tylko po to, żeby niedzielę i poniedziałek mieć o niczym. Czyli mieć ten czas na regenerację przed dużym wydatkiem energetycznym. Potem był ten wydatek energetyczny i potem przez trzy dni ja znów miałam pusty kalendarz tylko po to, żeby nic nie robić. I to jest to zarządzanie energią socjalną między innymi. Jeżeli idziemy i wiemy, że będzie dużo ludzi i duży wydatek energetyczny, dużo różnych masek, postaw, to potem musimy zaplanować sobie czas bez ludzi.


Bartek: Zjazd do bazy.


Kari: Zjazd do bazy, dokładnie. Bo jeżeli cały czas się maskujemy – to co mówiłam, że przestałam się maskować, więc mam więcej energii na ten czas, kiedy dużo tego maskowania – jeżeli cały czas się maskujemy, to to ma szereg takich negatywnych konsekwencji, które są zbadane i opisane. Czyli przewlekłe wyczerpanie (bardzo częste u osób neuroatypowych), zaburzenia lękowe, depresyjne, problemy z tożsamością (bo kim ja jestem pod tymi wszystkimi maskami), niska samoocena, syndrom oszusta.


Bartek: Jeszcze chciałem dodać jedną rzecz à propos masek, bo mam wrażenie, może się mylę, że samo słowo maskowanie może powodować, że ktoś, kto słyszy to, że ja się muszę maskować, pomyśli, że ja nie jestem sobą, jestem nieszczery, kogoś tam udaję. To wcale tak nie jest. Tyle razy w życiu dostałem, nie wiedząc dlaczego, negatywny feedback na temat mnie, że zacząłem się uczyć sam, co ja mam robić, żeby tego feedbacku nie było.


Kari: Właśnie na tym polega maskowanie.


Bartek: Czyli to nie jest to, że ja nie jestem sobą, nie jestem autentyczny – jestem, tylko troszeczkę pewne rzeczy hamuję, po to, żeby było po prostu miło obopólnie.


Kari: W maskowaniu neuroatypowym często chodzi o to, żeby ukryć swoją neuroatypowość. Tak jakby z definicji to na tym polega, że ukrywamy, żeby nas przyjęto do stada, że niby nie jesteśmy tacy inni. Ale z drugiej strony to nie jest też tak, że trzeba wszystko pościągać i iść w ogóle z pełnym… wszystko, co myślimy, to wywalać na zewnątrz, bo też nie o to chodzi w byciu w stadzie. W byciu w stadzie chodzi o to, że jakoś się do siebie układamy.


Bartek: Druga rzecz jest taka, że w takim razie mógłbym być chyba tylko w stadzie z psami, gdybym ściągnął wszystko, tak?


Kari: Nie wiem, czy byś mógł z nimi, bo nawet psy układają się trochę do siebie, nie?


Bartek: No być może. Teraz patrzę na psa tutaj, jak sobie leży.


Kari: Żeby zarządzić sobie taką socjalną energią, to bardzo ważne jest – przede wszystkim dla liderów i osób, które mają gdzieś tam mniej wsparcia w swojej organizacji, ponieważ są wsparciem dla innych – bardzo ważne jest to, żeby sobie zrobić odpowiednią sieć socjalną, taką sieć bezpieczeństwa. Czyli mieć osoby, przy których nie musimy się maskować, przy których możemy wywalić z siebie różne rzeczy i nie będziemy poprawiani albo przystosowywani, że tak się nie mówi, tak nie można.


Bartek: Nie musicie po prostu uważać na to, kim jesteście.


Kari: Tak, dokładnie. Które zrozumieją i zaakceptują nas właśnie takich. Mało osób o to dba, mało osób kuma, jak ważny jest przyjaciel, jak ważna jest przyjaźń. Zazwyczaj: A dobra, mam spotkanie, no to mój kumpel zrozumie, więc kumpla się odsuwa. Taka priorytetyzacja jest bez sensu, priorytetyzujemy pracę ponad przyjaźnie, a tak naprawdę powinniśmy priorytetyzować przyjaźnie, ponieważ te przyjaźnie nam pozwalają pracować.


Bartek: Nawet mieliśmy odcinek i pamiętam, że chyba mówiłaś, że jesteśmy drugim w Unii Europejskiej, po Grekach, najbardziej zarobionym narodem.


Kari: Tak, i właśnie odsuwamy tych naszych przyjaciół. Ekstremalnie ważne w regulacji socjalnej jest to, żeby mieć przyjaciół. Ekstremalnie ważne, żeby zadbać o te relacje, tak świadomie. Fajnie jest też mieć jakiś klan, czyli dążyć do spotkań z ludźmi, którzy są do nas podobni, wśród których nie czujemy się dziwadłem albo że nie pasujemy. I fajne jest też sięgnięcie po profesjonalne wsparcie, czyli psychoterapia, coaching, mentoring. Natomiast ważne jest – jeżeli jesteśmy neuroatypowymi osobami – żeby te osoby wiedziały, z czym to się je, żeby nie próbowały nas wciskać i naprawiać, żeby to było w takiej atmosferze zrozumienia.


Bartek: Koniec, koniec, ponieważ Kari zaczyna…


Kari: Nie, nie, nie, ja tu mam jeszcze bardzo dużo do powiedzenia i trochę mnie to tak spina, że mi robisz ten gest tutaj. Chciałam jeszcze o tej energii socjalnej powiedzieć tyle, że w zarządzaniu tą energią ważne jest pojęcie komplementarności. Czyli mamy pewne mocne strony, inni mają mocne strony tam, gdzie my mamy słabe. I zarządzanie energią socjalną polega na tym, że dobieramy sobie do naszych słabych stron takie osoby, które mają te mocne strony. Czyli nie próbujemy być Supermanami i wszystkiego ogarniać sami, tylko delegujemy. Nawet jeśli ktoś zrobi to trochę gorzej, to delegujemy, delegujemy delegujemy, bo inaczej się wyrąbiemy.


Bartek: Dobra, czy dobrze rozumiem? Jeżeli ja jestem osobą, która… powiedzmy w najprostszy możliwy sposób: ja nie lubię ludzi, a ktoś lubi ludzi, ja na przykład lubię robić rzeczy, a ktoś się męczy robieniem ciągle tych samych rzeczy, to rozumiem, że ja nie idę do ludzi, a on nie robi tych samych rzeczy. O to chodzi w tej komplementarności? O energię chodzi w tym momencie, tak?


Kari: Chodzi o to, że on więcej robi z tymi ludźmi, ty więcej robisz swoich rzeczy, czasem warto, żebyś jednak poszedł do tych ludzi. Nie, że zawsze się wycofujesz, bo to też nie jest zdrowe socjalnie dla nas. I o tym będzie kolejny odcinek. Podsumowując już to wszystko, są dwie najważniejsze rzeczy z tego całego odcinka, z którymi chciałabym zostawić naszych słuchaczy.

Po pierwsze, mamy skończoną ilość energii (tutaj ta teoria łyżeczek), więc całe zarządzanie naszą energią sprowadza się tak naprawdę do nauki priorytetyzacji. Czyli stawiania rzeczy, które są ważne i pilne wyżej od rzeczy, które są tylko pilne albo rzeczy, które są tylko ważne.

I drugą rzeczą, którą tu chcę zostawić, jest to, że regeneracja to nie jest nagroda po pracy. Regeneracja to warunek, żeby ta praca w ogóle mogła mieć miejsce. Czyli to nie jest tak, że się narąbiemy, napracujemy i zasłużyliśmy sobie na odpoczynek, ale w sumie mamy jeszcze dużo zadań, więc może ten odpoczynek później. Powinniśmy mieć go po prostu wpisanego w kalendarz, na równi z tymi rzeczami, które mamy do zrobienia. Nudę wpisaną w kalendarz, rzeczy bez robienia, jakiś taki czas na regenerację, czas bez ludzi – te wszystkie rzeczy, żeby uniknąć wypalenia, przeciążenia i wiecznego zmęczenia, muszą być wpisane w kalendarz i wtedy efektywność rośnie. Na tym polega zarządzanie energią.


Bartek: Dziękuję, Kari.


Kari: Dzięki. Mamy nadzieję, że pomogliśmy wam spojrzeć na energię z nieco innej perspektywy.


Bartek: Pa.


Kari: Do zobaczenia, usłyszenia.

bottom of page